czwartek, 28 grudnia 2017

#24 Mam już plan

              Stałam pośrodku pustego, szkolnego korytarza. Od razu rozpoznałam swoje stare liceum, do którego chodziłam. To liceum, w którym tak wiele się działo. To liceum, gdzie zdobywałam pozycję, jednocześnie zatracając się w samej sobie.
               Rozejrzałam się, dokładniej przyglądając się metalowym szafkom z identycznymi kłódkami zamykanymi na szyfr. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że do każdej z nich przyczepiona została kwadratowa, biała karteczka. A na niej po kolei napisy: wspomnienie o Michaelu, wspomnienie o Calumie, o rodzicach, wspomnienie numer siedem, dziewiętnaście, dwadzieścia dwa i tak dalej. Szafki ciągnęły się przez cały korytarz. Znikały w oddali, w tej części holu, do którego nie dochodziło światło. Jak wiele ich było? Tego nie byłam w stanie określić.
               Powoli ruszyłam przed siebie. Echo kroków odbijało się od ścian. Wokół mnie panowała cisza. Przytłaczająca i na swój sposób przerażająca. Ten rodzaj ciszy, który powoduje szybsze bicie serca i wywołuje gęsią skórkę na ramionach. Ta cisza, która nie kojarzy się z niczym dobrym. Jest wprost przeciwnie. Jakby wyczuwało się unoszące w powietrzu zagrożenie.
                W czasie krótkiego marszu, zbliżyłam się do kilku szafek. Pociągnęłam za kłódki, ale żadna z nich się nie otworzyła. Jakby były to wspomnienia, do których na daną chwilę zupełnie nie miałam dostępu. Spróbowałam poruszyć ostatnią z nich, wkładając w ciągnięcie nieco więcej siły. Nic z tego.
                Kiedy wpadłam na pomysł, by otworzyć to za pomocą kodu  pomyślałam, że może data mojego urodzenia jest kluczem  coś zazgrzytało. Odwróciłam się w momencie, gdy zgrzyt przerodził się w ciche chrobotnie. Zmrużyłam lekko oczy. Jedne z drzwiczek lekko drżały. A znajdowały się tak blisko. Zaledwie klika kroków od tej szafki, przy której stałam.
                 Nie czekając dłużej, puściłam kłódkę, ruszając w jej stronę. Im byłam bliżej drgających drzwiczek, tym pojawiał się większy odgłos stukania. Jakby coś, co było w środku, tak bardzo chciało wydostać się na zewnątrz. Wyciągnęłam rękę, niemalże czując, z jaką siłą cała szafka się porusza. Moja dłoń znalazła się bliżej, chcąc złapać za kłódkę z szyfrem.
                 Moje palce lekko musnęły zamek. Wtedy szafka gwałtownie otworzyła się. Drzwiczki huknęły o sąsiednią metalową szafkę. Aż odskoczyłam, gdy z środka wydobył się głośny śmiech. Ten śmiech, który już słyszałam. Śmiech wielu ludzi. Szydzący i kpiący. Wdzierał się z taką siłą do mojej głowy, że odruchowo zasłoniłam dłońmi uszy. Chciałam się od niego uwolnić, ale nie było przed nim żadnej ucieczki.

                Otworzyłam oczy. Skrzywiłam się, kiedy jasne promienie słońca przedostały się przez niezasłonięte do końca żaluzję. Rozejrzałam się ze zdezorientowaniem po pokoju. Dopiero po chwili mój mózg zaskoczył. Nadal byłam w domku w Williamsburgu.
               Podniosłam się do pozycji siedzącej. Kołdra zsunęła się z mojego nagiego ciała, jednocześnie przypominając mi o tym, w jaki sposób zakończył się poprzedni dzień. Nie mogąc powstrzymać uśmiechu, wygramoliłam się z łóżka. Wtedy też usłyszałam cichą krzątaninę dochodzącą z sąsiedniego pomieszczenia. Calum musiał być od jakiegoś czasu na nogach.
                Podeszłam do otwartej torby, wyciągając z niej bieliznę i białą, nieco dłuższą koszulkę. Szybko wskoczyłam w te rzeczy. Związując włosy w niedbały kok, wyszłam z pokoju, od razu kierując się do łazienki. Musiałam się ogarnąć i doprowadzić do w miarę normalnego stanu. No i miałam jeszcze jeden mały plan, który chciałam zrealizować.
                 Chłopak nadal przebywał w kuchni, kiedy ja wyszłam w końcu z łazienki. Byłam pewna, że jest świadomy tego, że już nie śpię. Mimo wszystko i tak nie odwrócił się, kiedy pojawiłam się w tym samym pomieszczeniu, co on. Z szerokim uśmiechem na ustach, podeszłam do niego. Objęłam go, owijając ręce wokół jego pasa. Przycisnęłam policzek do jego pleców, czując przyjemne znajome ciepło, jakie biło od jego ciała. Przejechałam palcami po jego odsłoniętym brzuchu.
 Dzień dobry, skarbie  powiedział ze śmiechem, dotykając przelotnie moich dłoni.
 Dostanę śniadanie?
 Szef kuchni serwuje kanapki.
 Pasuje.
                 Podniosłam głowę, składając na jego skórze delikatny pocałunek. Wyczułam, jak przez jego kręgosłup przebiega szybki dreszcz. Chłopak złapał za moją rękę, a potem jednym ruchem obrócił mnie. Nadal się uśmiechał. W jego ciemnych oczach tliły się te małe iskierki, które dawały mi znać o tym, że Calum jest zadowolony. I chciałam, by tak było już zawsze. To była jedna z moich ulubionych wersji Hooda.
                 Przejechał palcami po moim policzku. Westchnęłam cicho, rozkoszując się jego bliskością. A kiedy musnął swoimi ustami moje, znów poczułam to dziwne, ale znajome łaskotanie w dole brzucha, które nazywane jest kiczowatymi motylkami.
 Zapraszam do stołu.
 Chcę cię na deser  powiedziałam, sunąc dłonią w dół jego klatki piersiowej.
 Jeśli będziesz grzeczna.
 Ja zawsze jestem grzeczna  odparłam z pewnością w głosie, co go rozbawiło.
                 Niechętnie odsunęłam się od niego. Calum odwrócił się ponownie w stronę blatu. Zalał wrzątkiem dwa kolorowe kubki. Wtedy też poczułam lekki zapach kawy. Dodał do naczyń odrobinę mleka, a potem chwycił za nie, kierując się w stronę pokoju. Nie czekając dłużej, złapałam za duży talerz pełen kanapek. Ruszyłam za nim.
                 Ustawiłam śniadanie na stole, a potem zajęłam miejsce obok niego. Chłopak upił niewielki łyk kawy. Postawił kubek na blacie. Podciągnęłam się na kanapie, opierając się łokciem o oparcie mebla. Jego oczy znów skupiły się na mnie. Uwielbiałam sposób, w jaki się na mnie patrzył. Z tą nieukrywaną czułością.
 Mogę zadać ci jedno pytanie?
 Mów  powiedziałam, zachęcając go do tego machnięciem dłoni.
 W nocy nieco się rzucałaś po łóżku. Śniło ci się coś złego?
                Zacisnęłam usta, nie odrywając od niego zielonych oczu. Jego uśmiech zmalał. W jego wzroku dostrzegłam cień troski i zawahania. Niewiele myśląc, złapałam za jego rękę, splatając nasze palce. I wtedy też… wtedy poczułam, że nie powinnam mu tego mówić. Nie byłam pewna, dlaczego coś cicho podpowiadało mi, że powinnam skłamać. Może przyczyną tego było to, że w środku nadal miałam dziwne przeczucie, że chłopaki nie są ze mną do końca szczerzy. A na pewno nie byli szczerzy w kwestii tego śmiechu, który nie dawał mi spokoju. I do tych wniosków przekonywałam się coraz bardziej. Coraz bardziej w nie wierzyłam. A ja chciałam dowiedzieć się prawdy. Najwidoczniej będę musiała to zrobić na własną rękę.
 Znowu przyśnił mi się wypadek  powiedziałam powoli, dokładnie się mu przyglądając.
                 Calum uniósł z zaskoczeniem brwi. Jego ciemne oczy nieco się rozszerzyły. Jego reakcja upewniła mnie w tym, że nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Jego palce nieco mocniej zacisnęły się na mojej dłoni.
 Myślałem, że ten koszmar już minął.
 Śni mi się o wiele rzadziej niż kiedyś. Nie wiem czemu ten sen wrócił do mnie akurat teraz. Ale nie myśl o tym  pociągnęłam z uśmiechem.
 Mam o tym nie myśleć? Martwię się i… Tak się nie da i…
                Urwał, kiedy nieoczekiwanie podniosłam się. Usiadłam mu na udach, obejmując jego kark ramionami. Przysunęłam się bliżej. Przejechałam nosem po jego policzku. Musnęłam wargami kącik jego ust, a następnie przygryzłam mu płatek ucha. Ponownie wyczułam szybki dreszcz, który przebiegł przez jego ciało.
 Abbie?
 Tak?  zapytałam, udając niewinny ton. Zaśmiał się cicho. – Nic nie robię, ale mogę zacząć.
 Może najpierw śniadanie?
 A może wolę zacząć dzisiejszy dzień od deseru?  odparłam, unosząc jedną brew.
 Jesteś niemożliwa.
 Nie  rzuciłam, kręcąc głową.  W tym momencie po prostu chcę zachęcić mojego faceta na szybki przedśniadaniowy seks.
 Mów dalej.
 Zainteresowany?
 Czekam na to twoje zachęcanie  powiedział, a potem oblizał dolną wargę.
                Wzruszyłam niby od niechcenia ramionami. Calum dokładnie mnie obserwował. Powtórzyłam ten gest raz jeszcze, a potem nie czekając dłużej, złapałam za dolną część swojej koszulki. Podciągnęłam ją do góry, by w finale ściągnąć ją z siebie. Przy okazji mocniej otarłam się o niego. Chłopak spiął mięśnie. Odrzuciłam bluzkę na bok. Po raz kolejny nachyliłam się w jego stronę.
 I jak mi idzie?  odparłam ciszej.
 Bardzo dobrze. Jestem na tak dla twojej propozycji.
 Super, w takim razie zaczynamy deser  powiedziałam ze śmiechem, a potem połączyłam nas w szybkim i nieco bardziej zachłannym pocałunku.

                Wrzuciłam ostatnią koszulkę do torby. Raz jeszcze rozejrzałam się po pokoju, chcąc mieć pewność, że zabrałam wszystkie swoje rzeczy. Mój wzrok na dłużej zatrzymał się na niewielkim widoku za oknem. Uśmiechnęłam się, wspominając te wszystkie wspólne chwile z Calumem. Może nie odzyskałam wspomnień, tak jak chciałam, by się stało, ale z pewnością zyskałam nowe. Nowe i świeże wspomnienia. Miałam nadzieję na to, że tym razem ich nie stracę. Że nic mi już ich nie zabierze.
 Gotowa?
 Myślisz, że będziemy mogli tu wrócić?  zapytałam, odwracając się.
– Jeśli tego chcesz.
 Chcę. Podoba mi się tu.
 Nie ma sprawy. Pogadam z babcią.
 Super – rzuciłam, zamykając walizkę.
 Abbie?
 Tak?  Ponownie na niego spojrzałam. Chłopak lekko się uśmiechnął.
 Ale chyba nie będziemy ciągle tu przyjeżdżać? Pojedziemy też w inne miejsca?
 Z tobą wszędzie  powiedziałam ze śmiechem, cmokając go przelotnie w usta.  Możemy zacząć planować kolejną wycieczkę. Może coś dłuższego na wakacje?
 Do wakacji jeszcze daleko.
– Ogranicza cię szkoła, chłopcze  rzuciłam, machając teatralnie na niego palcem.
 Mogę się zerwać na tydzień i…
 Nie ma mowy.
 Ale…
 Nie. Nauka jest ważna.
 Gadasz jak moja mama.
 Narobisz sobie niepotrzebnie zaległości.
 Jak mama  westchnął cicho, a potem złapał za moją torbę.  Zaniosę ją do samochodu.  Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi. Hood jednak zatrzymał się w progu.  A ty, co zamierzasz robić po powrocie do Jacksonville? Ja będę się uczyć, a ty?  pociągnął, a na słowo nauka się skrzywił.
 Mam już plan.
 Zdradzisz, co to jest?
 Tajemnica  powiedziałam ze śmiechem.
 No weź.
 Po prostu będę dalej próbować odzyskać to, co moje. Na razie nie mam pomysłu, jak to zrobić, ale coś wymyślę.
 Tak, to brzmi jak plan  odparł z uśmiechem, a potem wyszedł z pomieszczenia.
                Odwróciłam się, by raz jeszcze spojrzeć w stronę okna. Wiedziałam, że dochodzenie do prawy nie będzie proste, szczególnie że nie miałam żadnego punktu zaczepienia. Chciałam jednak dojść do prawdy. Chciałam dowiedzieć się, co oznacza ten śmiech i kiedy miał miejsce. Co się wtedy wydarzyło? Czułam, że nie był to tylko wymysł mojego chorego mózgu. Byłam wręcz przekonana i pewna tego, że wiąże się z tym jakieś wspomnienie. I jest to coś, czego chłopaki nie chcą mi powiedzieć. Małe prywatne śledztwo na własną rękę nie zaszkodzi.

               Samochód Caluma zatrzymał się przed domem Hemmingsa. Musieliśmy odebrać Michaela, aby nie wzbudzić podejrzeń u rodziców. W końcu wyjeżdżaliśmy razem, to i nasz powrót musiał być wspólny. Zabębniłam palcami w udo, wlepiając oczy w budynek. Mój brat dostał już wcześniej wiadomość, że niedługo po niego będziemy, ale jakoś nie spieszył się z wyjściem.
– Może zjadły go zombie?  powiedziałam, nadal skupiając oczy na drzwiach wejściowych.  Może Luke to dobrze maskujący się zombie i go zjadł?
 Zdecydowanie oglądasz za dużo dziwnych filmów.
– To klasyka.
 Co?  zapytał, a ja w końcu odwróciłam się w jego stronę.
 Noc żywych trupów to klasyka  powtórzyłam powoli. Hood zamrugał.  No co? Próbuję przyswajać różne informacje. Nie chcę być amnezyjną kretynką, która o niczym nie ma pojęcia.
 Nie jesteś kretynką.
 Uczę się  odparłam, machając na niego palcem.
 Czy ja coś mówię?  rzucił ze śmiechem.  Ale czemu akurat zombie?
 Z tego, co zauważyłam, chyba zombie znów wróciło do swoich łask. Były wampiry, wilkołaki, a teraz powrót zombie. Zobacz, ile filmów wyszło, seriali czy… gier komputerowych. Wszystko z ociekającymi krwią trupami, które jedynie, co chcą, to wyżreć ci flaki i mózg.
 Słodki Jezu, Abbie  mruknął Calum, a potem parsknął śmiechem.
 Jakby puszczali maraton filmów o zombie, poszedłbyś ze mną?
 Nie przepadam za bardzo za filmami o zombie…
 Dobra, może namówię kogoś innego.
 Ej, nie powiedziałem, że nie pójdę. Nie przepadam za nimi, ale z tobą chętnie się wybiorę.
 Super  rzuciłam, głaszcząc go po policzku.  Możemy w sumie sami sobie zrobić maraton, jak będziesz mieć wolne od szkoły.
 W porządku. Taki… maraton we dwoje?  zapytał, przejeżdżając palcem po moim ramieniu.
 Jeśli będziesz grzecznym chłopcem, to może będzie to maraton z jakimś dodatkiem.
                  Odwróciłam się ponownie w stronę budynku, kiedy doszedł do mnie cichy dźwięk zamykanych drzwi. Michael w końcu pojawił się na zewnątrz, trzymając w rękach dużą torbę. Musiał udać, że pakuje więcej rzeczy, skoro niby jechał razem z nami na domek. Pomachał do mnie, gdy tylko zorientował się, że go obserwuję. Odpowiedziałam tym samym. Po chwili braciszek wsiadł do auta.
 Cześć, ludzie.
 Jak tam twój weekend, Mikey?  odparłam, gdy wychylił się, obejmując dłońmi zagłówki foteli.
 Udany, a wasz?
 Nie zdradzisz siostrze nic więcej?
 To ja teraz zadaję pytania  powiedział ze śmiechem. Calum uruchomił silnik. Po chwili wyjechaliśmy na ulicę.  Jak było?
 Było super. W Williamsburgu jest przepięknie.
 Mów dalej  pociągnął, kiwając dodatkowo głową.  W końcu to wy mieliście wycieczkę za miasto.
              Wzięłam głębszy wdech, a potem na szybko streściłam mu mniej więcej to, co robiliśmy. Oczywiście nie opowiedziałam mu o wszystkim, bo braciszek nie musiał poznawać dokładnych szczegółów tego, co dokładnie się działo. Calum też nie omieszkał wypaplać mu także tego, że znów przyśnił mi się wypadek, więc do końca drogi zapewniałam Michaela, że przez cały czas czułam się dobrze  pod względem zarówno psychicznym, jak i fizycznym  i że ten sen nie ma już w ogóle istotnego znaczenia. Oprócz tego mój brat wciąż pamiętał, jak dzwoniłam do niego spanikowana, przez to, co stało się nad jeziorem. Wyszło więc na to, że znów musiałam kłamać.
 Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy – powiedział Calum, kiedy samochód zatrzymał się po raz kolejny, tym razem pod moim domem.
 Ja też mam taką nadzieję – odpowiedziałam z uśmiechem.
 Czy teraz będziecie ze sobą gruchać?
 Wal się  syknął Calum, a potem znów skupił na mnie wzrok.  Było fantastycznie.
 Było fantastycznie  powtórzyłam, używając słodkiego tonu. Michael udał, że wymiotuje.  Jesteś taki cudowny, mój pysiaczku. Będę tęsknić.
 Tak?
 Tak bardzo  dodałam, zerkając na skrzywionego z niesmakiem Clifforda.
               Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam. Zresztą Hood też wyglądał tak, jakby próbował się opanować i grać dalej. W końcu wzruszyłam ramionami, gdy Michael dla odmiany potrząsnął głową, wytykając do tego język. Przybliżyłam się do chłopaka, chcąc się z nim pożegnać. Calum również się wychylił. Kiedy jednak nasze twarze dzieliła naprawdę mała odległość, poczułam na niej dłoń.
 Nie na moich oczach  powiedział Michael, odpychając nas od siebie. Zobaczyłam, że zabiera też rękę z twarzy Hooda.  Fuj.
 Sam jesteś fuj, kretynie  rzucił Calum, patrząc na niego z niedowierzaniem.  To moja dziewczyna!
 To przede wszystkim moja siostra! Nie muszę patrzeć, jak się migdalicie.
 To miał być całus na do widzenia.
 Prześlijcie go sobie w sms-się  mruknął zdegustowany.
 Czy ty nie przesadzasz? Po co z nami siedzisz, skoro jesteśmy już pod domem.
 Bo ktoś musi cię pilnować  pociągnął machając na mnie palcem, jakbym to ja była młodsza.
 Sam całujesz się z Lukiem  odparł Hood.
 Ale Abbie to kobieta i przede wszystkim moja siostra  powiedział, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 Ty tak na poważnie?
 Jestem teraz śmiertelnie poważny.
 Trzeba było wyjść i dać nam chwilę  powiedział Calum.
 To moja siostra  powtórzył po raz kolejny Clifford.
 Poddaję się  rzuciłam, a następnie wysiadłam z samochodu. Nachyliłam się jeszcze, by móc zerknąć na Caluma.  Zadzwonię.
 Jasne, skarbie.
 Mam cię na oku  powiedział Michael, wskazując go palcem.
 Wysiadaj i nie przeginaj  mruknąłem, idąc do bagażnika.
                 Odczekałam chwilę, aż jaśnie pan Clifford wysadzi swoje cztery litery na zewnątrz. Potem podszedł do mnie, a następnie otworzył bagażnik. Wyciągnął z niego moją walizkę. Postawił ją na ziemi i zamknął klapę. Już chciałam za nią złapać, ale wyprzedził mnie Michael, który pociągnął mój bagaż w stronę domu.
 A ty co?
 Jestem dżentelmenem.
 Wow, a ja jestem pod wrażeniem  rzuciłam, idąc za nim. 
             Odwróciłam się jeszcze na pięcie, by pomachać do Caluma. Chłopak szybko odpowiedział tym samym, mając na twarzy wymalowany ten dobrze znany mi uśmiech.
 Gotowa na przesłuchanie?
 Oczywiście. Wiesz, co mówić?
 Oczywiście.
 W takim razie jesteśmy przygotowani na rozmowę ze starszyzną  powiedziałam, wymijając go. Otworzyłam drzwi.  Mamo, jesteśmy! 


***
Wycieczka dobiegła końca i Abbie z Calumem muszą wrócić do rzeczywistości. No i Abbie ma plan. Zobaczymy, czy coś jej z tego planu wyjdzie :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Przy okazji życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku! Wielu wspaniałych chwil, dużo uśmiechu i spełnienia marzeń! 

Standardowo też zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF