piątek, 8 września 2017

#20 Chyba sobie coś przypomniałam

               Doktor Norman spojrzał na mnie uważnie, kiedy skończyłam opowiadać o nowych spostrzeżeniach, które dotyczyły mojego starego życia. Oczywiście w dalszym ciągu nie mówiłam mu o wszystkim. Zataiłam niektóre informacje, nie chcąc wywlekać ich na światło dzienne. Śmiało mogę stwierdzić, że niektórych aspektów się wręcz wstydziłam. Wstydziłam się tego, co robiłam i kim byłam. Byłam zażenowana swoim podejściem i chęcią zdobycia i utrzymania statusu, który niszczył nie tylko mnie, ale także innych ludzi.
 Taktujesz to, jak nową szansę daną od losu.
 Jako poprawę, by stać się lepszym  odpowiedziałam, opierając dłonie o kolana. Wychyliłam się bardziej w stronę mężczyzny, nie spuszczając z niego wzroku.  To złe podejście?
 Nie  odpowiedział ze śmiechem.  Ludzie tacy jak ty od zawsze mnie fascynowali. Wystarczy jedna chwila, by utracić tak wiele. Nic dziwnego, że niektórzy się załamują. Inni są jak ty. Próbują znaleźć w tym też jakieś pozytywy. Spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Każdy jest wyjątkowy.
 Każdy przypadek?
– Też. Wychodzę jednak z założenia, że każdy człowiek jako jednostka jest wyjątkowy. Każdy na swój sposób.
 Ładnie powiedziane.
 Nigdy nie znajdziesz dwóch identycznych ludzi. Ludzi oczywiście identycznych pod względem historii czy doświadczenia. Zawsze w jakimś stopniu te osoby są od siebie różne.
 Myśli pan, że jest szansa na to, bym odzyskała wspomnienia?
 Zawsze jest jakaś szansa. Nie można tracić nadziei.

                 Siedziałam przy biurku. Moje myśli wciąż krążyły wokół słów doktora Normana. Chociaż nadal wątpiłam w to, że pod względem wspomnień mój stan się polepszy, to jednak to, co powiedział, znów zapaliło we mnie małą iskierkę nadziei. Być może nie straciłam tego wszystkiego na zawsze. Może któregoś dnia obudzę się i będę pamiętać to, co robiłam wcześniej? Na to liczyłam.
                Odwróciłam głowę, gdy drukarka wyrzuciła z siebie kolejną kartkę. Chwyciłam za nią, obracając ją w palcach. Spojrzałam na uśmiechniętych chłopaków, którzy widnieli na zdjęciu. Fotografia ta została zrobiona przeze mnie w wesołym miasteczku. Złapałam nożyczki, by zabrać się za wycinanie.
                 Dziś po powrocie od lekarza, uznałam, że pora wziąć się za tablicę korkową. Po usunięciu z niej starych, niechcianych przeze mnie zdjęć, zrobiło się tam dość pusto. Uznałam, że warto wypełnić ją nowymi obrazami. Tymi lepszymi i bardziej przyjemnymi. Oprócz tej fotografii, zawiesiłam tam zdjęcie moje i Caluma, a także samego chłopaka. Zmieniłam też fotografię Michaela na bardziej aktualną. Dodałam też do tego wygrzebane z albumu zdjęcie, gdy byliśmy mali. Z tego, co powiedziała mi rano mama, było zrobione u naszej ciotki. Oboje mieliśmy na sobie dżinsowe, krótkie ogrodniczki i identyczne czapki z daszkiem. Całość uzupełnić miała ostatnia  niestety wydrukowana  fotografia, przedstawiająca uśmiechniętych i zadowolonych chłopaków. A takich lubiłam ich najbardziej. Liczyłam na to, że niedługo uzbieram więcej takich zdjęć i wywołam je u fotografa. Może znajdzie się też okazja do tego, by uwiecznić na zdjęciu całą naszą piątkę?
                  Wstałam z miejsca, nie odrywając oczu od zdjęcia. Nie mogłam się powstrzymać, by nie uśmiechnąć się po raz kolejny. Zaczęłam się zastanawiać, czy gdyby wypadek nie zabrał mi wspomnień, nadal między nami panowałaby taka toksyczna i niewygodna relacja? Czy może to wydarzenie i tak otworzyłoby mi oczy? A może już wcześniej doszłam do tego momentu, w którym chciałam zmiany i chciałam ją wprowadzić? Teraz jedyne co mogłam, to tylko gdybać i tworzyć dodatkowe scenariusze, które i tak pewnie nie miałyby pokrycia w rzeczywistości.
                   Zaczęłam przewieszać fotografie, starając się ułożyć je w jakieś pseudo kompozycji, by całość do siebie pasowała. Zmieniłam też położenie małych, dekoracyjnych elementów, które dopełniały wszystko. W końcu odsunęłam się, by podziwiać ostateczne dzieło. Byłam całkiem zadowolona z efektu.
                   Podskoczyłam, kiedy drzwi od pokoju się otworzyły. Do środka i to dosłownie wpadł zadowolony z życia Michael. Wskoczył na moje łóżko, rzucając czarny plecak na ziemię. Jego zawartość gruchnęła o podłogę, wydając z siebie głośniejszy huk.
 A ty co? Pomyliłeś pokoje?  zapytałam, zerkając na brata jak na kosmitę.
 Życie jest piękne  skwitował. Uniosłam z zaskoczeniem jedną brew.
 Co się stało? Zaliczyłeś Hemmingsa w samochodzie?
 Serio? Powiedziałaś to serio?  rzucił z niesmakiem.  Nie będę z tobą rozmawiać o moim życiu seksualnym, bo…
 Jestem twoją siostrą.
 I dlatego nie będę z tobą o tym rozmawiał.
 Ale uprawiasz seks?
 Serio, Abbie?
 Seks to normalna rzecz wśród par i…
 Jezu, skończ  mruknął, a potem zatkał sobie uszy dłońmi. Pacnął na poduszkę, wciskając w nią twarz. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Kto by pomyślał, że mój braciszek pod tym względem zamieni się w zażenowanego nastolatka.
 Mikey?
 Nie słyszę cię, bo… La, la, la… Nie słyszę… La, la, la… Nie chcę mówić o seksie… La, la, la…
 Puknij się w głowę  rzuciłam, podchodząc do biurka. Posprzątałam śmieci i resztki kartek, wrzucając to wszystko do kosza. – Zawsze możesz na ten temat porozmawiać z rodzicami.
 No wiesz! Musiałoby mi nieźle spalić zwoje mózgowe. Nigdy w życiu!  Usiadł z powrotem na materacu.  A może porozmawiamy o tobie i Calumie?
 O, chętnie. Co chcesz wiedzieć?  odparłam, odwracając się do niego. Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, gdy skrzywił się z odrazą.  Co? Seks heteroseksualnych osób jest fuj czy jak?
 Raczej wizja tego, że poznałbym pikantne szczegóły z łóżkowego życia mojej siostry i najlepszego przyjaciela. Nie… To mi by wypaliło mózg i oczy i uszy i… Nie chcę wiedzieć. Już to jak wymieniacie ze sobą ślinę jest… Mało smaczne. O matko!
 Co?
 Jeśli ty i Calum uprawiacie seks… A ty możesz… Zabezpieczacie się chociaż?
 Mikey?
– Co? Powiedz mi, że nie chcecie sobie zrobić dziecka, bo… W końcu to trochę za szybko, prawda? Macie plany na przyszłość. Chcecie skończyć studia i… Dzieci to komplikują, jakby nie patrzeć i…
 Mikey, weź się ogarnij  rzuciłam, przekręcając oczami.  Może lepiej zmieńmy temat.
 O tak, bardzo chętnie. Na coś miłego. Na przykład, co zamierzasz dzisiaj zrobić na obiad swojemu ulubionemu bratu.
 Mam tylko jednego brata.
 Dlatego jestem tym ulubionym.
 A tak w ogóle…
 Czy to dalej będzie o seksie?
 Nie, nie będzie.
 W takim razie kontynuuj  odparł, rozkładając się na łóżku. Złapał za leżącą obok poduszkę i wcisnął ją sobie pod głowę.
 Co ty robisz o tej porze w domu? Nie za szybko?
 Skończyliśmy dzisiaj szybciej. Niedługo przyjdzie tu reszta, bo mamy do odbębnienia kilka zadań z matmy. Luke ma nam pomóc. On pod tym względem ogarnia się najbardziej. A potem… Potem w sumie nie wiem, co będziemy robić.  Zerknął na korkową tablicę i uśmiechnął się.  Podoba mi się.
 Mi też  rzuciłam, patrząc na swoje małe dzieło.

                 Jęczącemu z głodu Michaelowi zaserwowałam makaron z sosem serowym i kawałkami kurczaka. Chłopaki również się załapali na ten szybki obiad. Nie chciałam im przeszkadzać, kiedy wzięli się za naukę  choć zadowolonych min to nie mieli  więc postanowiłam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Postawiłam na klasyczne pieczenie, które uwielbiałam. Był to też smaczny i przyjemny wypełniacz wolnego czasu. Zabrałam się za robienie owsianych ciastek. Musiałam przed tym jeszcze wyskoczyć tylko do pobliskiego sklepu, by zrobić małe zakupy.
 Calum, idź w końcu do reszty i bądź, choć przez chwilę pilnym uczniem  powiedziałam, odpychając go lekko od siebie. Chłopak zacisnął ręce wokół mojego pasa, nie chcąc się odczepić.  Luke poświęca wam swój wolny czas, by coś trafiło do tych waszych mózgownic, więc nie bądź taki i nie olewaj go.
 Jak mam się skupić na nauce, jak wiem, że jesteś pod tym samym dachem?
 Hood, ostrzegam cię – rzuciłam, machając na niego upaćkaną w cieście łyżką.  Edukacja jest…
 Ważna i bla, bla, bla…  Zmrużyłam oczy.  Gadasz jak moja mama.
 Bo twoja mama ma rację. Odbębnisz to i będziesz mieć spokój.
 Może Hemmo da mi przepisać zadanie?
 Cal, błagam cię  odparłam, kiedy chłopak oparł się o blat. Złapał za niewielką paczkę słonecznika. Wsypał dużą garść do ust, a potem z zadowoleniem zaczął przeżuwać ziarna.  Im szybciej tam pójdziesz, tym szybciej to skończysz.
 Dobra, niech ci będzie. Ale potem spędzimy czas razem?
 Pomyślę o tym.  Chłopak skrzywił się z niezadowoleniem.  Spędzimy, spędzimy. Idź się uczyć.
 Idę. Obym to przeżył.
 To tylko matematyka.
 Której nie cierpię  powiedział, a potem nachylił się.  Buziak na zachętę?
                  Zaśmiałam się, kiedy uformował usta w dzióbek. Żałowałam tego, że nie mam przy sobie telefonu, by zrobić mu zdjęcie. Przejechałam palcami po jego policzku, muskając jego wargi. Calum od razu uśmiechnął się z zadowoleniem.
 Mogę to wziąć?  zapytał, machając paczką ze słonecznikiem.
 Bierz. 
 Niedługo wracam.
                 Pstryknął mnie jeszcze w nos, a potem odwrócił się i wyszedł z kuchni. Pokręciłam głową, nie mogąc przestać się uśmiechać. Wtedy też zaczęłam się zastanawiać, jaką kretynką musiałam być w poprzednim życiu, by spychać go w tajny i cichy związek. Wiedziałam, że nie czuł się w takim układzie dobrze, ale mimo to zgodził się na niego. Tego też nie rozumiałam. Na szczęście teraz wszystko szło normalnym torem. Było tak, jak być powinno.
                 Wróciłam do pichcenia owsianych ciastek. Nałożyłam na blachę pierwszą partię, a potem wepchnęłam całość do nagrzanego odpowiednio piekarnika. Zamknęłam drzwiczki. Podeszłam do zlewu, by umyć brudne naczynia. Musiałam się czymś zająć, by znów nie odpłynąć myślami. Chyba wolałam się koncentrować na chwili obecnej, niż w kółko wracać do wspomnień, których nie miałam. Poznawałam je z kartek pamiętnika. Były okrojone, niepełne i nie wszystkie były dobre i miłe.
                 Już chciałam odkręcić wodę, gdy nagle poczułam ostry ból głowy. Miałam wrażenie, jakby przy skroni wbijano mi miliony małych szpilek. Ból ten rozprzestrzeniał się do tyłu, ogarniając całą czaszkę, która wręcz pulsowała. Oczy zaszły mi łzami. Zdążyłam chwycić się brzegu blatu, by nie upaść na ziemię. Zacisnęłam zęby, choć i tak z mojego gardła wydobyło się głośniejsze jęknięcie. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a w ustach zagościła suchość.
 Abbie?
                 Nie umiałam rozpoznać głosu, który wypowiedział moje imię. Wydawało mi się, jakby dochodził z bardzo daleka. Jakbyśmy znajdowali się po dwóch stronach tunelu, który dodatkowo umieszczony był głęboko pod wodą. Intensywny i silny ból głowy sprawił, że nie mogłam się skoncentrować na niczym innym. Po policzku spłynęła mi jedna, osamotniona łza, której nie potrafiłam powstrzymać.
– Abbie, co się dzieje?
 Ja… Mi…
                  Zrobiło mi się słabo, więc jeszcze mocniej zacisnęłam palce na blacie. Po chwili poczułam, jak ktoś mnie przetrzymuje. Przerzucił moją rękę przez swoje ramię. Obraz przed oczami był zamazany, ale zdołałam wyłapać blond czuprynę, która mignęła mi w momencie, gdy chłopak prowadził mnie w stronę krzesła. Luke pomógł mi usiąść.
                  Przymknęłam powieki, czując, jak wszystko zaczyna mi się kręcić dookoła. Zrobiło mi się niedobrze, więc zaczęłam błagać swój organizm o to, by się uspokoił. Nie chciałam zwymiotować. Wzięłam pierwszy głębszy wdech. Wtedy wszystko się zmieniło.
                 Próbowałam skupić się na czymś innym, niż na bólu głowy. Luke wciąż do mnie mówił, choć ja nie wychwytywałam jego słów. Skoncentrowałam się na tym, co pojawiło się w moich myślach. Nowe obrazy. Przesuwały się, jakbym odtwarzała w mózgu jakiś film. Mocne, intensywne kolory, aż raziły. Widziałam wodę, piasek pod dłońmi i czyjeś ramiona, owijające się wokół mnie. Słyszałam nawet jego głos, dlatego szybko zorientowałam się, z kim dokładnie siedzę. Obok mnie był Calum. Wokół nas nie było nikogo.
                  Potem klatka przeskoczyła, a mnie otoczyły zielone drzewa. Ich gęste korony słabo przepuszczały światło. Do moich uszu doszedł szelest liści i trzask pękających gałęzi. Ktoś złapał mnie za rękę. Pojawił się cichy śmiech Caluma.
                  Ostatni obraz był całkiem inny. Znalazłam się na szkolnym korytarzu, a przynajmniej dla mnie to miejsce tak właśnie wyglądało. Wokół mnie znajdowali się inni ludzie, choć ich twarze były zamazane. Śmiali się i pokazywali coś lub kogoś palcami.
– Abbie?
 Już mi lepiej  wydusiłam, biorąc kolejny głębszy wdech.
                 Odwróciłam się, od razu napotykając parę zaniepokojonych, błękitnych tęczówek. Luke kucał obok, bacznie mnie obserwując. Widziałam zdenerwowanie wypisane na jego twarzy. Zagryzł wargę, a potem puścił moją rękę. Najwidoczniej musiał mnie za nią trzymać przez cały ten czas.
– Co się stało?
 Rozbolała mnie głowa, ale… Już przechodzi  odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. Kujący ból zniknął, ale nieprzyjemne pulsowanie nadal pozostało. – Pojawił się tak nagle… Sama się tego przestraszyłam.
– Może chcesz się czegoś napić?
 Podasz mi wodę?
 Jasne, tylko… Tylko się nie ruszaj, okej?
 Luke?
 Tak?
 Wyłączyłbyś piekarnik?
 Jasne.
                 Oparłam się o stół, przecierając palcami załzawione oczy. Na szczęście wszystko powoli mijało. Pieczenie będę musiała dokończyć później. Na obecną chwilę jedyne, o czym marzyłam, to położyć się do łóżka i przeczekać, aż cały ból zniknie całkowicie.
                 Hemmings pojawił się ponownie obok. Podsunął mi pod nos szklankę z wodą. Złapałam za nią drżącą ręką, a potem upiłam z niej kilka małych łyków. Teraz tym bardziej poczułam, jak cholernie mocno zaschło mi w ustach. Czy to był jakiś atak? Czy dzieje się ze mną coś złego?
 Dziękuję.
 Lepiej?
 Zdecydowanie lepiej.
 Mam iść po Caluma?
 Nie.
 A po Michaela?
 Nie, naprawdę. Już jest w porządku. Jeszcze raz dziękuję.
                  Zdecydowanie nie chciałam zarządzać jakieś paniki przez to, co się stało. Chłopaki nie musieli o tym wiedzieć, choć wątpiłam w to, że Luke o niczym im nie powie. Nie chciałam jednak wciągać go w kolejne tajemnice, by potem, gdyby prawda jednak wyszła na jaw, nie oberwało się także i jemu. W końcu miałam skończyć z takimi zagrywkami, a to tyczyło się też i takich rzeczy. Chciałam grać w otwarte karty.
 Wyglądało to tak… Myślałem, że się przewrócisz. Nadal jesteś blada.
 Miss Ameryki nie zostanę  rzuciłam, a on uśmiechnął się lekko.  Nie musisz ze mną siedzieć  dodałam, kiedy chłopak nie ruszył się z miejsca.
 Po tym, co zobaczyłem, to raczej nie zostawię cię tu samą.
 Jak to możliwe, że jesteś dla mnie tak miły.
 Rozmawialiśmy już o tym.
 Racja.
 A zresztą to.. To chyba normalny odruch?  Uśmiechnęłam się do niego.
 Jeszcze raz dziękuję.
 Może powinnaś się położyć?
 Chyba tak zrobię.
                  Powoli podniosłam się z miejsca. Luke uważnie mnie obserwował, jakby obawiał się tego, że mimo moich zapewnień i tak osunę się na ziemię. Ja jednak zaczynałam naprawdę czuć się znacznie lepiej, choć głowa nadal mnie bolała. Nie było jednak tak źle, jak jeszcze chwilę temu.
 Pójdę z tobą.
 Nie musisz.
 I tak pójdę.
                   Oboje ruszyliśmy w kierunku wyjścia. Moje kroki były powolne przez to, że nogi miałam jak z waty. Kilka razy po plecach przebiegł mi dreszcz, który sprawił, że na ramionach poczułam gęsią skórkę. Teraz dla odmiany zrobiło mi się zimno. Blondyn nadal znajdował się obok, kiedy zaczęliśmy wchodzić po schodach.
 Tu jesteś! Sprawdzisz mi wynik w piątym i… Abbie, co się stało?
                 Spojrzałam na Caluma, który wyszedł z pokoju mojego brata. Na jego twarzy od razu pojawiło się zaniepokojenie, mieszane z troską. Już chciałam otworzyć usta, by zapewnić go, że wszystko jest okej, kiedy drzwi ponownie się otworzyły i tym razem na holu pojawił się Michael.
 Abbie, co…
 Źle się poczułam, to wszystko.
 Ale…
 Muszę się tylko na chwilę położyć  odparłam, idąc w stronę swojego królestwa.
 Ale… Abbie, poczekaj…
 Powiem ci wszystko, dajmy jej chwilę spokoju  odezwał się Luke, wciągając mojego brata z powrotem do pokoju.  Calum z nią będzie.
 Ale… To moja siostra, na litość boską!  Usłyszałam jeszcze rozdrażniony głos Michaela.
                  Hood spojrzał kontrolnie na drzwi, ale one pozostały zamknięte. Najwidoczniej Hemmings już zaczął streszczać Cliffordowi to, czego był świadkiem. Ja grzecznie poszłam do siebie. Bez słowa wpełzłam na łóżko. Przycisnęłam twarz do poduszki.
 Abbie?
                  Głos Caluma był cichy i kojący. Uśmiechnęłam się, gdy usiadł obok. Złapał za moją dłoń, przysuwając się bliżej. Przejechałam palcem po jego skórze na zewnętrznej części ręki. Jego obecność skutecznie mnie uspokoiła.
 Powiesz mi, co się stało?
 Rozbolała mnie głowa.
 Mów dalej  odparł, kładąc się obok. Oparłam rękę na jego pasie. Chłopak nachylił się, zostawiając na moim czole czuły pocałunek.
 Tak dosyć mocno. Prawie zwaliło mnie z nóg.
 Co?
 Zrobiło mi się słabo i tyle. To nic takiego i…
 Miałaś tak wcześniej?
 Nie.
– To w takim razie nie jest nic takiego. Powinnaś to powiedzieć swojemu lekarzowi, to… Ale to pewnie nie jest nic poważnego. Nie ma się co denerwować, okej?  dodał, a jego głos odrobinę mu zadrżał.
 Teraz mam wrażenie, że to ty denerwujesz się bardziej niż ja.
 Martwię się o ciebie.
 Nie musisz.
 I tak będę  dodał, a potem uniósł się na łokciu. Złapał za leżący w nogach koc. Rozłożył go jedną ręką, a potem przykrył mnie.  Przechodzi?
 Tak, jest o wiele lepiej.
 Chcesz coś przeciwbólowego?
 Nie.
 To może się zdrzemnij?
 Taki mam plan.
 Będę obok. Jak coś, to krzycz.
 Poczekaj  powiedziałam, łapiąc go za rękę, gdy chciał już wstać.
 Stało się coś jeszcze?  zapytał, wracając do poprzedniej pozycji. Westchnęłam ciężko pod nosem.  Mów. Mi możesz powiedzieć wszystko.
 Kiedy rozbolała mnie głowa, chciałam skupić się na czymś innym. Na czymś… przyjemniejszym. I wtedy… Wtedy… Chyba sobie coś przypomniałam.
 Co to było konkretnie?
 Trzy scenki. Dwie były z tobą. To na pewno byłeś ty.  Palce chłopaka mocniej zacisnęły się na mojej dłoni. Przysunął ją do siebie, by musnąć ją ustami. Ten gest był tak przyjemny i miły, że nie mogłam powstrzymać kolejnego uśmiechu.
 Co dokładnie ci się przypomniało?
 Siedzieliśmy nad jakąś wodą. Pod palcami miałam piasek. Może to była plaża? Sama nie wiem. Ty byłeś obok. Obejmowałeś mnie.
 Byliśmy na plaży nie raz. I nad jeziorem też. Mogło to być jezioro?
 Nie mam pojęcia. Potem był las. Chodziliśmy po lesie i…
 To mi przypomina wyjazd do domku babci. Tam jest las i jezioro.
 Może to właśnie to?
 Już niedługo tam pojedziemy i wtedy będziesz mieć pewność. Zobaczysz i dopasujesz to do wspomnień – odparł z pewnością w głosie. – Jaka była ta trzecia scenka?
– W sumie była najdziwniejsza  powiedziałam cicho, skupiając wzrok na jego ciemnych tęczówkach.  Byłam w szkole.
 W szkole?
 Wokół było pełno ludzi i… Oni wszyscy się śmiali. Nie widziałam ich twarzy, ale… Wiesz co? Oni nie śmiali się ze mnie. Śmiali się z kogoś innego. I to nie był ten rodzaj śmiechu, który pojawia się, gdy ktoś opowie jakiś żart. To był ten śmiech, który jest poniżający. To było wręcz wyśmiewanie się.
 Nie myśl o tym.
 Co?
 Nie myśl o tym, tylko odpocznij.
 Poczekaj.  Calum znów skupił na mnie wzrok.  Kojarzysz takie wydarzenie?
 To o szkole?  Pokiwałam głową. – Nie. Nie przypominam sobie, byś brała udział w czymś takim. By wszyscy uczniowie z kogoś się tak śmiali. Dużo ich tam było?
 Wydawało mi się, że tak.
 Ty i twoja paczka…
 Dawna paczka – poprawiłam go od razu.
 Ty i twoja dawna paczka nie byliście święci w stosunku do innych. Lubiliście uprzykrzać życie tym, kto był na niższym szczeblu hierarchii. Jednak nie pamiętam, by wydarzyło się coś na tak wielką skalę.
 Może nie było cię wtedy w szkole?
 Abbie, a może to nie była dokładna scena tego, co wydarzyło się naprawdę. Może tylko ci się wydawało, że jest tam tłum ludzi.  Przeczesał delikatnie palcami moje włosy.  Prześpij się, okej?
 Okej.
                  Calum uśmiechnął się i znów pochylił, by złożyć na moim czole ostatni czuły pocałunek. Potem wstał z łóżka i ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Zamknął za sobą drzwi. Wypuściłam cicho powietrze z płuc. Nadal nie mogłam wyrzucić z głowy tego ostatniego wspomnienia. Gdzieś w środku czułam, że nie jest to tylko wyolbrzymiony obraz tego, co mogło faktycznie się wydarzyć. Obawiałam się, że tak to właśnie wyglądało. Że tak właśnie było. I to zupełnie mi się nie podobało.

                 Podniosłam głowę, by w końcu spojrzeć na Michaela. Chłopak od dłuższego czasu nie odrywał ode mnie wzroku. Przed chwilą skończyłam opowiadać mu to, co mi się przypomniało. Oczywiście przy trzeciej scence powstrzymałam się przed większym komentarzem i odczuciach, jakie mi przy tym towarzyszyły. Uznałam, że nie ma potrzeby, by go bardziej w to wciągać.
 Ale teraz…
 Nic mi nie jest  powtórzyłam po raz kolejny.
                  Wstrzymałam oddech, mając już dość tego pytania, które ciągle się powtarzało. Jak tylko obudziłam się z drzemki, chłopaki bombardowali mnie nim na zmianę, a ja… Naprawdę miałam go po dziurki w nosie. Wiedziałam, że się martwią, ale takim podejściem wcale nie sprawiali, że czułam się psychicznie lepiej. Było to po prostu męczące.
 Kiedy następnym razem to się powtórzy, to obiecaj, że od razu mi powiesz.
 Obiecuję, Mikey.
 Pójdziesz wtedy do lekarza.
 Pójdę grzecznie do lekarza  powtórzyłam za nim ze śmiechem. Oparłam się o bok łóżka, układając ręce na kolanach.  Może to tylko jednorazowe?
 Oby. Nie brzmiało to nad wyraz przyjemnie.
 I takie nie było. Ale są tego plusy. W końcu coś mi się przypomniało. Może tak to ma być?
 Czyli skupiłaś się na czymś innym i nagle to pojawiło ci się w głowie?
 Tak to właśnie wyglądało. Mikey…
 Tak?
 A jak bym sturlała się ze schodów, myślisz, że wróciłoby do mnie coś jeszcze? Wiesz, ból jako czynnik uruchamiający przypływ wspomnień.
 Ty i te twoje pomysły  mruknął, przekręcając oczami.
 Tylko żartowałam.
 To było mało śmieszne.
 A to… To będzie śmieszne  odparłam, raptownie się odwracając.
                   Zanim Michael zdążył się zorientować, trzepnęłam go po głowie dużą poduszką. Czerwonowłosy zmrużył oczy, a potem złapał za drugą poduchę. Nim się obejrzeliśmy, rozpętała się bitwa, a my bawiliśmy się przy tym jak małe dzieci. I takiego momentu potrzebowałam. Chwilowej odskoczni od tego, co się wydarzyło. Takiego psychicznego zawieszenia i nie myślenia o tym, co może oznaczać dane wspomnienie. Co stało się kiedyś i jaki miało wpływ na obecne wydarzenia. Życie chwilą było znacznie łatwiejsze i prostsze.


***
Kolejny rozdział za nami. Abbie w końcu coś sobie przypomniała, choć i tak są to typowe strzępy wspomnień. Ale lepsze to niż nic. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)


Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF