poniedziałek, 19 czerwca 2017

#17 Nic takiego?

                Zacisnęłam usta, spoglądając na wyszykowanych do wyjścia rodziców. Ich jedna nieduża, czarna walizka już czekała w korytarzu. Mama zerknęła na nas, jakby próbowała zgadnąć, co dokładnie zaplanowaliśmy na ten sobotni wieczór i czy przypadkiem nie będzie to wielka, huczna impreza u Cliffordów. Jeśli myślała o nas w takich kategoriach, to jednak ją rozczarujemy. Żadne z nas nie miało zamiaru urządzać domowej balangi.
 Na pewno nie chcecie jechać z nami?  zapytała po raz kolejny.
 Mamo, tam będą sami wasi znajomi  odparłam, rozkładając się bardziej na sofie. Zarzuciłam nogi na uda Michaela.  Czy oni ciągną ze sobą swoje dzieci?
– Nie.
 No właśnie. Zresztą jesteśmy już duzi i damy sobie radę  pociągnęłam, wzruszając ramionami.  A wy bawcie się dobrze.
 Gdyby coś się działo, to macie natychmiast dzwonić i…
 Tato  mruknął Michael, przekręcając oczami.  Poradzimy sobie.
 Dlaczego spojrzałaś teraz na mnie?  rzuciłam, dokładnie lustrując matulę wzrokiem.  Przecież nie zamierzam robić nic złego.
– Abbie, ja się po prostu martwię i…
 Myślałam, że już ci przeszło  jęknęłam, robiąc niezadowoloną minę.  To, że mam amnezję, nie znaczy, że nie umiem sobie poradzić sama, kiedy was nie będzie przez jedną noc.
 Nie o to mi chodziło i…
 Tak, jasne  przerwałam jej, a mama pokręciła głową. Nachyliła się, a potem pocałowała mnie i Michaela w czoło, jakbyśmy mieli po pięć lat. To było całkiem urocze z jej strony.  Bądźcie grzeczni.
 Zawsze jesteśmy  odparł najmłodszy Clifford, a ja szybko mu przytaknęłam.
                Mama uśmiechnęła się i po chwili to samo zrobił ojciec. Życzyliśmy im raz jeszcze dobrej zabawy w gronie znajomych. Po tym wyszli na korytarz. Doszedł do mnie dźwięk kółek, gdy mężczyzna złapał za walizkę i przeciągnął ją ku wyjściu. Potem usłyszeliśmy zamykające się za nimi drzwi.
 Jakie plany na wieczór?  zapytałam, patrząc na brata.
 Mam randkę.
 Często na nie chodzicie.
 Lubimy to  rzucił z uśmiechem.  Dzisiaj zabieram Luke'a do kina i na gokarty.
 A potem?
 Będę improwizował.
 Nakarm go tylko  odparłam, kiedy zrzucił z siebie moje nogi, a potem wstał z kanapy.  To podstawa.
 Gadasz, jak on.
 Bo jedzenie jest ważnym punktem.
 Pomożesz mi wybrać koszulę?
 Pewnie.

                 Przekrzywiłam głowę, patrząc na wyszykowanego do wyjścia brata. Michael miał na sobie zielono-niebieską koszulę w kratę i czarne dżinsy. Do tego dorzucił czarne trampki. Przeczesał palcami czerwone włosy, które i tak sterczały mu już na wszystkie strony. Podeszłam bliżej, a potem poklepałam go po plecach. Uśmiechnął się.
 Wystarczy ci kasy?
 Tak, dzięki. Bez obaw. Nie musisz wspierać mnie finansowo.
 Udanego wyjścia.
 A ty, co zamierzasz robić?
 Może obejrzę jakiś film? Może coś poczytam?
 A może spotkasz się z Calumem?
 Co?  Zrobiłam wielkie oczy, kiedy wspomniał o swoim przyjacielu. Chłopak zaśmiał się, a potem przekręcił dla zgrywy oczami.  Serio?
 Lubicie się. Pewnie i tak umówiliście się na wieczór.
 Możliwe…
 Lubisz go.
 To dobry kumpel.
 To prawda  odparł, a potem objął mnie.  Miłego wieczoru.
 Opowiesz mi, jak było? Ze szczegółami oczywiście.
 Nie nakręcaj się.
 Ej, nie moja wina, że jesteście razem tak bardzo idealni i słodcy i uroczy i…  Michael zatkał mi usta dłonią, chichocząc pod nosem.
 Nie przeginaj  dodał, a potem odskoczył ode mnie z niesmakiem, kiedy ośliniłam mu rękę.  Fu… Abbie!
 Nigdy nie uciszaj swojej starszej siostry. I nigdy nie podważaj jej zdania  pociągnęłam, machając na niego palcem. Starałam się zrobić poważną minę, ale i tak nie do końca mi to wyszło. Ostatnie słowo praktycznie wydusiłam z siebie ze śmiechem.
 Dzwoń, gdyby się coś działo.
 Teraz gadasz, jak rodzice. Będzie okej. A teraz zmykaj. Nie wypada się spóźnić na randkę.
 Pa, Abbie!  krzyknął, a potem wyleciał z domu, nadal mając na twarz zadowolony uśmiech.

                  Przerzuciłam kolejną zapisaną stronę. Tym razem wzięłam się za pamiętnik, który nie dotyczył Caluma. A raczej w całości nie był mu poświęcony, bo i tu znajdowały się wzmianki o chłopaku. Głównie jednak treść skupiała się na tym, co działo się w szkole. Jak tamta Abbie spostrzegała świat, jak dążyła do pseudo idealnego wizerunku i jak chciała zachować odpowiedni status, by nadal być w czołówce.
                 Naprawdę nie lubiłam zagłębiać się w tę cześć historii, ale przecież by poznać siebie, musiałam wiedzieć więcej. Choć dawana ja, co jakiś czas powtarzała standardowe formułki, żaląc się i narzekając na to, co ją otacza. Narzekałam też na samą siebie. Do tej pory nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak bardzo trzymałam się wykreowanego wizerunku, którego w głębi duszy nie cierpiałam. Dlaczego nie rzuciłam tego w cholerę, by w końcu być sobą? Czy naprawdę bycie w elicie było tego wszystkiego warte? Teraz znałam odpowiedź. Nie było. Bo ja nigdy nie chciałam być tą osobą, którą inni spotykali na szkolnym korytarzu. Nigdy tak naprawdę nie chciałam być Żmiją. A mimo tego nadal grałam, obracając się w kręgu identycznych ludzi, jak ja.
                  Zmarszczyłam lekko nos. Podciągnęłam zeszyt do góry, by lepiej przyjrzeć się kartkom. Zmrużyłam oczy, a potem uniosłam brwi, dostrzegając pewne braki. Z początku niczego nie zauważyłam, ale ewidentnie w pamiętniku brakowało jednej kartki. Przejechałam palcem po niewielkim brzegu wyrwanej strony. Był to tak minimalny ubytek, ale mimo tego i tak zdołałam go wyłapać. Co takiego chciałaś ukryć Abbie? Czy było to coś złego czy dobrego? A może po prostu pomyliłaś się podczas pisania i postanowiłaś zacząć od nowa? Przekartkowałam dziennik, ale nie znalazłam w nim żadnej luźnej kartki, która by się gdzieś zawieruszyła.
                 Podniosłam raptownie głowę, gdy usłyszałam dźwięk dzwonka. Musiałam przerwać poszukiwania zaginionej kartki z pamiętnika. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy zorientowałam się, która jest godzina. Doskonale wiedziałam, kto stoi za drzwiami.
                 Pospiesznie wrzuciłam zeszyty do pudełka. Wepchnęłam je pod łóżko, a następnie podniosłam się z miejsca. Szybko wyszłam z pokoju, a następnie w akompaniamencie dzwonka, który rozbrzmiał po raz kolejny, zbiegłam na dół. Dopadłam do drzwi, natychmiast je otwierając. Michael mnie przejrzał. Umówiłam się na dzisiaj z Calumem.
 Cześć, skarbie  powiedział, kiedy odsunęłam się, by mógł wejść do środka.
– Cześć.
                  Zamknął za sobą drzwi, a potem znów odwrócił się w moją stronę. Spojrzał mi w oczy, nawet na chwilę nie gubiąc uśmiechu. Wstrzymałam oddech, kiedy ujął moją twarz w dłonie. Musnął moje wargi swoimi, nie przechodząc jednak do pełnego pocałunku. To, co zrobił, było tak cholernie czułe i przyjemne, że nie miałabym nic przeciwko temu, by stać z nim tak do jutra. Albo nawet i dłużej.
 Takie powitania możesz mi urządzać zawsze  powiedziałam, kiedy oboje przeszliśmy do kuchni.
 Michael w domu?
 Nie, już poszedł na to swoje spotkanie z Hemmo.
 Czyli bez obaw mogę się z tobą obściskiwać?
 Dobra, załapałam aluzję.
 To nie była żadna aluzja  odparł, ponownie podchodząc do mnie. Objął mnie w pasie, opierając brodę na moim ramieniu, podczas gdy ja wyciągałam zgromadzone na dzisiejszy wieczór przekąski.
– Oboje dobrze wiemy, że to była aluzja do mojego tchórzostwa względem Michaela.
 Nie to miałem na myśli.
 Czyli wychodzi na to, że jestem przewrażliwiona?
 Odrobinę  powiedział, pocierając swoim policzkiem o mój.  Rozmawialiśmy już o tym i… Powiesz mu, jak będziesz gotowa.
 To nie zmienia faktu, że czuję się, jak ofiara losu i frajerka w jednym.
 Abbie…
 Cally?
 Weź  rzucił, odsuwając się. Zerknęłam na niego z rozbawieniem. Chłopak skrzywił się. Wiedziałam, że nie lubił, jak w taki sposób do niego mówiłam, ale naprawdę nie mogłam się powstrzymać.  Jesteś okropna.
 Powiedz mi coś, czego nie wiem.
 Dużo rzeczy by się znalazło.
 Wykorzystujesz przeciwko mnie mój debilny stan  mruknęłam, udając oburzoną. Calum parsknął śmiechem.
 To bezcenny moment, kiedy osoba z amnezją określa swój stan jako debilny.
 Mówię, jak jest  powiedziałam, wzruszając ramionami.  Kupiłam nam piwo. Pasuje?
 Jak najbardziej. Ja za to zamówiłem pizzę.
 To był bardzo dobry pomysł  odparłam, klepiąc go po klatce piersiowej.  Znakomity. Mam tylko nadzieję, że wziąłeś ją bez ananasa.
 Z ananasem.
 Co?
 Najlepsze połączenie to szynka i ananas.
 Fuj. Dlaczego mi to zrobiłeś?  jęknęłam tonem małego dziecka. Chłopak zaśmiał się.  Za karę wydłubiesz to paskudztwo z moich kawałków.
 Umowa stoi.
 Świetnie  powiedziałam, całując go w policzek.  Dobrze się robi z tobą interesy.

                    Podniosłam się do pozycji siedzącej. Zerknęłam na leżącego Caluma, który znów skupił na mnie ciemne tęczówki. Uśmiechnęłam się, a potem przeciągnęłam. Czułam, że naprawdę zdrętwiałam od tego tkwienia na kanapie.
                   Mieliśmy za sobą trzy filmy, które obejrzeliśmy jeden po drugim. Zaczęliśmy od dwóch horrorów, zostawiając komedię na koniec. Chłopak zgodnie z obietnicą, jak tylko przywieźli nam pizzę, wygrzebał wstrętne kawałki ananasa z mojej części, przekładając je na swoje. Po tym dopchaliśmy się pozostałymi przekąskami w formie chipsów, krakersów i popcornu. Do tego doszło piwo. Nic dziwnego, że byłam nie najedzona, ale wręcz napchana wszystkim tym, co trafiło do mojego żołądka.
 Co teraz?  zapytałam, nie odrywając od niego wzroku.
                    Calum przeciągnął się na leżąco, mrucząc cicho pod nosem. Parsknęłam śmiechem, bo był to zarazem uroczy, jak i zabawny obrazek. Usiadł obok, od razu obejmując mnie ramieniem. Nie mogłam się powstrzymać przed tym, by nie przysunąć się do niego jeszcze bardziej. Uwielbiałam mieć go tak blisko, więc wykorzystywałam tę możliwość przy każdej nadarzającej się ku temu okazji.
 Kolejny film?
 Nie masz dość?  odparłam, opierając dłoń na jego udzie.
 To co teraz?
 Opowiedz mi o naszym wyjeździe.
 Nie mogę za dużo paplać, bo jak znajdziemy się na miejscu, nic cię nie zaskoczy.
 Jak jechaliśmy tam pierwszy raz, też mi nic nie powiedziałeś?
 Zdradziłem tylko kilka małych szczegółów.
 Mów  rzuciłam, pakując mu się na kolana.
                     Przytknęłam nos do jego koszulki, od razu czując znajomy zapach perfum. Jego dłonie owinęły się wokół mojego pasa, przetrzymując mnie w miejscu. Przejechałam policzkiem po jego lekko szorstkiej brodzie. Zaśmiał się cicho.
 Nie możesz się doczekać?
 Dziwisz się? Cały weekend tylko we dwoje. A dodatkowo ta cisza i spokój. Jest tam jezioro, prawda?
 Jest  odpowiedział z uśmiechem.  Zaraz za bramką zaczyna się las.
 Koniecznie będziemy musieli iść na spacer.
 Na nie jeden. – Ponownie spojrzałam w jego oczy. Calum nadal szeroko się uśmiechał. Musnęłam lekko jego usta swoimi, a potem on zrobił to samo.  Jeszcze musisz trochę wytrzymać.
 Wiem i to mi się mniej podoba  mruknęłam z niezadowoleniem.  To będzie coś innego.
 Innego?
 Mam wrażenie, jakbym się zatrzymała. Jakby dni zlewały się w jedno i każdy z nich był taki sam. To będzie idealna odskocznia od tego wszystkiego. Oczywiście ty umilasz mi tą szarą codzienność.
 Cieszę się ogromnie.
 Taka prawda.
                      Przysunęłam się do niego ponownie. Objęłam jego kark. Przez cały czas utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy. Uwielbiałam kolor jego oczu. Ten ciepły, ciemny odcień brązu, który zyskiwał małe iskierki, gdy był zadowolony. W ich kącikach pojawiały się małe zmarszczki, gdy się śmiał, lekko mrużąc przy tym powieki.
                    Między nami zapanowała cisza. W dalszym ciągu wpatrywałam się w niego tak, jakby Calum był idealnym dla mnie obrazem do podziwiania. Odgarnęłam z jego czoła pojedyncze kosmyki włosów. Przejechałam palcami po jego policzku, docierając do linii szczęki. Kiedy rozchylił lekko wargi, nie czekałam dłużej. Złączyłam nasze usta, chcąc przedłużyć ten czuły i przyjemny moment. Poczułam w dole brzucha łaskotanie, co od razu skojarzyło mi się z tymi słynnymi, oklepanymi motylkami, które czują osoby zakochane. Zrobiło mi się gorąco, a na twarzy pojawiły się wypieki, kiedy Calum z taką samą intensywnością zaczął oddawać pocałunek.
– Co ty robisz?  zapytał ze śmiechem, gdy poczuł moje ręce pod ubraniem.
– Nic takiego.
 Nic takiego?
 Dobra, może coś robię.
 Tylko to zaczyna mi się podobać i…
 To bardzo dobrze  odparłam, powoli błądząc dłońmi po jego brzuchu i klatce piersiowej.
 Abbie?  odezwał się ponownie, patrząc na mnie z uśmiechem.
 Może po prostu chcę byś pozbył się koszulki?
 Ale... Jesteś pewna, bo…  Urwał, kiedy ponownie połączyłam nas w pocałunku.
 Jestem pewna.
 A co z twoją koszulką?  powiedział, ciągnąc lekko za jasny materiał mojego ubrania.
 Z moją?  Pokiwał głową, zaciskając usta. Zerknęłam na niego z uśmiechem, a potem wzruszyłam ramionami.  Problemu nie widzę.
                    Złapałam za dół bluzki, a potem jednym szybkim ruchem podciągnęłam ją do góry. Uwolniłam się od niechcianej już teraz garderoby, odrzucając bluzkę na podłogę. Calum zrobił wielkie oczy, patrząc na mnie z zaskoczeniem. Odruchowo oblizał dolną wargę, lustrując mnie dokładnie wzrokiem – od odsłoniętych ramion, po brzuch i zakryty niebieskim stanikiem biust.
 Z dnia na dzień mnie zaskakujesz.
 To chyba dobrze. Teraz ty  odparłam, wskazując go palcem.
                   Chłopak zaśmiał się, a potem odchylił do przodu. Z moją niewielką pomocą ściągnął koszulkę, która trafiła na podłogę tuż obok mojej. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, delikatnie dotykając jego odsłoniętego ciała. Zarysowałam palcami linie jego tatuaży, dłużej skupiając się na wyrysowanym piórku, który miał na obojczyku. Po raz kolejny spojrzałam w jego oczy, a potem znów pocałowałam go.
 Abbie...
 Jeśli jeszcze raz zapytasz, czy na bank jestem pewna, to przysięgam, że zrzucę cię z kanapy.
 Nie to chciałem powiedzieć  odparł ze śmiechem.
 A co dokładnie chciałeś powiedzieć?  zapytałam, unosząc jedną brew. Hood ponownie się zaśmiał.  Co takiego?
 Chciałem powiedzieć, że zawsze wyglądasz pięknie i gorąco, ale teraz to już przesadziłaś.
                   Parsknęłam śmiechem. Jednak to nie trwało długo. Prawie krzyknęłam ze strachu, kiedy chłopak nieoczekiwanie powalił mnie na kanapę. Zawisł tuż nade mną, mając na twarzy wymalowany zadowolony z siebie uśmieszek. Przekręciłam oczami, znów obejmując jego kark rękami. Wpił się w moje usta w momencie, kiedy się tego nie spodziewałam, przez co nie zdążyłam nabrać odpowiedniej ilości powietrza. Zaszumiało mi lekko w głowie, ale w połączeniu z jego dłonią, która powoli wędrowała wzdłuż mojego ciała, było to tak cholernie przyjemne i dobre uczucie, że nie chciałam, by w ogóle to przerywał.
                  Calum naparł na mnie mocniej. Owinęłam nogi wokół jego bioder, chcąc mieć go jeszcze bliżej. Jego ciało doskonale dawało mi znać, że podoba mu się to, co właśnie robimy. Nasze oddechy przyspieszyły, kiedy pocałunek zmienił się na bardziej niedbały, niemalże chciwy, jakbyśmy nadrabiali cały ten czas, jaki straciliśmy przez wypadek. Poczułam, jak lekko trąca palcami ramiączko od mojego stanika.
                  Nagle usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi. Podskoczyliśmy, natychmiast zaprzestając pieszczot. Calum poderwał się jako pierwszy z miejsca, szukając pospiesznie swojej koszulki. Zdążył ją złapać, gdy doszedł do nas głos Michaela.
 Abbie, już jestem! Jest ze mną Luke i zostanie na no…
                   Clifford pojawił się w zasięgu naszego wzroku. Jego zielone oczy najpierw zmierzyły Caluma od góry do dołu, a potem skupiły się na mnie. A raczej na mojej głowie wystającej zza oparcia kanapy. Brat zamarł, gdy doszło do niego to, co dokładnie mogliśmy robić jeszcze chwilę temu. Jakby tego było mało, tuż obok niego stanął Luke. Błękitne tęczówki chłopaka zrobiły się wielkości spodków.
                   Rozległ się szelest, a potem ciche gruchnięcie, gdy trzymana przez niego siatka z zakupami wyleciała mu z ręki. Miałam wrażenie, że wokół nas zrobiło się cholernie cicho. Nadal nikt się nie odezwał. Każdy tylko spoglądał na każdego.
                  Calum był pierwszy, który się ocknął. Nadal nie wyduszając z siebie ani jednego słowa, naciągnął na siebie koszulkę, a potem podszedł bliżej. Schylił się, łapiąc za moją garderobę. Podał mi bluzkę, która też natychmiast założyłam.
 To ja… Będę w kuchni  powiedział cicho Luke, wycofując się.
                   Zrobił kilka kroków do tyłu, a potem odwrócił się i wpadł do pomieszczenia obok, znikając nam z oczu. Przełknęłam ślinę, powoli podnosząc się z miejsca. Nie tak wyobrażałam sobie rozmowę z bratem. Nie tak miał się dowiedzieć. Ale jak zwykle musiało wyjść inaczej. Dlaczego byłam takim cholernym tchórzem i nie potrafiłam mu się do wszystkiego przyznać od razu? Wizja niechęci i potencjalnej nienawiści, jaką by mnie mógł obdarzyć, sprawiała, że nie potrafiłam się przełamać.
 Ja… Wy… Wiedziałem, że między wami coś się dzieje, ale… Tego… Tego nie przewidziałem  wydukał Michael, nadal będąc w szoku.
                    Otworzyłam usta, chcąc mu odpowiedzieć, ale pierwszy raz zabrakło mi języka w gębie. Pierwszy raz nie potrafiłam się odezwać, choć wymagała tego sytuacja. Miałam wrażenie, że w moim gardle znajduje się wielka gula, a ja nie potrafię się jej pozbyć. Po moich plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Wyczułam, jak zaczynają mi się telepać ze stresu ręce. Bałam się tego, co wyniknie z tej sytuacji.
 Co… Co… Jak długo i…
 Kocham twoją siostrę  powiedział Calum pewnym siebie głosem.
 Co?!
 Kocham ją. A ona…
 Ona? Może co? Może kocha i ciebie? Do cholery, Calum!
                       Wystarczyło to, by Michael podniósł głos, a coś we mnie pękło. Rozpłakałam się, jak dziecko.  Zakryłam usta dłonią, czując, jakby razem ze łzami opuszczał mnie powoli strach. Gula w gardle znikała. Mimo tego, że nie mogłam się uspokoić, to przynajmniej odzyskałam odwagę do tego, by w końcu się odezwać.
 Na pewno kochałam go wcześniej  zaczęłam, a chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem.  To… To trwa już długo. Dowiedziałam się o mnie i o Calumie z pamiętników. Spotykaliśmy się jeszcze przed wypadkiem.
 Co?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Myślałem, że mówimy sobie wszystko!
 Chciałam…
 Chciałaś?
 Oczywiście, tylko… To… – Stłumiłam w sobie szloch, który chciał wydostać się z moich ust. Przełknęłam łzy.  Miałam ci powiedzieć na spokojnie. Wszystko wyjaśnić. Nie… Nie miałeś się dowiedzieć w taki sposób.
 Ciągle nie uzyskałem odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Dlaczego robiliście z tego tak wielką tajemnicę? Dobrze bawiliście się grając?
 Mikey, to nie tak  jęknęłam, kręcąc szybko głową.
 Wcześniej nic nie mówiła, by jej znajomi się do mnie nie przyczepili. Chciałem, by ci w końcu powiedziała, ale…
 Ale?
 Wypadek pokrzyżował wszystko.
 Kurwa, czemu nie powiedzieliście mi od razu?! Nawet ty… Myślałem, że jesteś moim przyjacielem, a ty za moimi plecami…
– Jestem nim dalej!
 Mikey, to ja chciałam, by nic nie mówił  odparłam, a zielone tęczówki brata znów skupiły się na mnie. Widziałam w nich zawód, a to bolało najbardziej. Ale czego się spodziewałam? Całkowicie na to zasłużyłam.  Chciałam ci powiedzieć sama. To ode mnie powinieneś się dowiedzieć…
 Jak widać, nie spieszyłaś się z tym  rzucił ze złością, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 Bo byłam pieprzonym tchórzem!  warknęłam, a kolejne łzy spłynęły po moich policzkach.  Tak, dobrze słyszałeś. Bałam się ci powiedzieć, bo… bo…
 Bo? Czego się tak bałaś?
 Że mnie znienawidzisz.
 Jezu, Abbie  rzucił, od razu zmieniając ton na łagodniejszy. Podszedł do mnie. Położył mi dłonie na ramionach.  Nie gadaj głupot. Nie potrafiłbym cię przez coś takiego znienawidzić.
– To czemu na mnie krzyczałeś?
 Ty teraz tak na serio?  odparł i uśmiechnął się delikatnie. Zrobiłam wielkie oczy.  Trochę mnie poniosło, ale…
 Nie byłam wobec ciebie w porządku i… Tak bardzo nie chcę zniszczyć tego, co mamy, bo…
 Abbie…
 Jesteś nadal wkurzony.
 Jestem, ale mi przejdzie. Przetrawię to wszystko i będzie okej.
 Przepraszam, Mikey  wydusiłam, próbując pohamować łzy, ale słabo mi to wychodziło.  Przepraszam.
 Chodź tu, frajerko  powiedział, a potem objął mnie.
                  Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, zaciskając dłonie na jego koszulce. Michael pogładził mnie po głowie, jakbym była małym dzieckiem. Ten gest jednak pozwolił mi się odrobinę uspokoić. W końcu odsunął się powoli, a potem znów się uśmiechnął.
 Nie płacz. Nigdy nie lubiłem patrzeć, jak płaczesz.
 Jest okej?  zapytałam drżącym głosem.
 Tak, ale jest jeden warunek.  Pokiwałam głową.  Macie zakaz obściskiwania się na moich oczach. Nadal jesteś moją małą siostrzyczką.
– Jestem od ciebie o rok starsza.
 Wiek to tylko liczba. Zawsze będziesz moją siostrzyczką.
 A ja nadal jestem jednym z twoich najlepszych kumpli?
 Ciebie to od tej pory będę miał na oku.
                 Calum prychnął pod nosem, a potem zaśmiał się cicho, co dodatkowo rozładowało napięcie, które było między nami. Wytarłam dłońmi mokrą twarz, czując olbrzymią ulgę. Cieszyłam się z tego, że moje prognozy się nie sprawdziły. Choć było nerwowo, to szybko doszliśmy do porozumienia. Jednak i tak uważam, że powinnam była powiedzieć mu wcześniej. Dość tajemnic. Szczególnie przed Michaelem.

                 Skoro Luke zostawał u nas na noc, to samo zaproponowałam Calumowi. Nie musiałam go długo na to namawiać, bo chłopak zgodził się od razu. Michael na początku uznał, że Hood powinien spać na kanapie w salonie, a najlepiej na dworze z dala ode mnie, ale odezwał się Hemmings, uznając, że przesadza, więc czerwonowłosy odpuścił. Jednak i tak postawił na swoim w innej kwestii, mianowicie w sprawie zamknięcia drzwi od mojego pokoju. Ja i Hood mieliśmy spać przy otwartych. Na początku wcale mi się nie uśmiechało na to przystawać, więc za każdym razem, jak Michael otwierał drzwi, ja wstawałam z łóżka, by je zamknąć. Odpuściłam po jakiś trzydziestu minutach, kiedy to już nie miałam do niego siły, a Calum i Luke śmiali się z tej sytuacji. Braciszek był uparty. Naprawdę bardzo uparty.
                 Przysunęłam się bliżej chłopaka, obejmując go w pasie. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, czując bicie jego serca. Uśmiechnęłam się pod nosem. To był pierwszy raz kiedy spędzaliśmy ze sobą całą noc. Uniosłam się odrobinę, a Calum szybko odnalazł moje usta. Złożył na nich delikatny i czuły pocałunek, mocniej owijając ramiona wokół mojego ciała. Zaśmiałam się, chcąc złączyć nasze usta ponownie, ale w momencie, jak tylko go dotknęłam, poczułam, jak coś miękkiego uderza mnie w głowę.
 Co do cholery?  syknęłam, podnosząc się.
                  Od razu spojrzałam w stronę wejścia. Dzięki ulicznym latarniom nie było tu tak przesadnie ciemno. Mój wzrok też zdążył się przyzwyczaić do braku światła, więc bez przeszkód wyłapałam domowego intruza. W progu pokoju stał Michael z założonymi na piersiach rękami. Poduszka, która mnie uderzyła, pacnęła na pierzynę tuż obok Caluma.
 Idź w końcu spać  powiedziałam, przyjmując podobną do niego pozę, tyle że w wersji na siedząco.
 Mieliście się nie cmokać, kiedy jestem w pobliżu.
 Mówiłeś nie na twoich oczach, a byłeś przed chwilą u siebie  wtrącił się Hood.
 Ty lepiej nie pogarszaj swojej sytuacji.
 Tak, wiem… Masz mnie na oku  rzucił Hood, przekręcając się na bok.
 Może skupisz się na swoim chłopaku, a nie na moim?
 Nie zmieniaj tematu  pociągnął, machając na mnie palcem.
– To żadna zmiana tematu.
 Macie się nie cmokać, kiedy jestem w pobliżu. Ja to wszystko widzę i słyszę i… Nawet na węch to wyczuwam.
 To że ja muszę się leczyć, to dobrze wiem, ale widzę, że i tobie przydałaby się pomoc  odparłam, kiwając głową.
                 Michael warknął pod nosem, a potem tupnął nogą, co miało jeszcze bardziej podkreślić jego stanowisko. Calum ryknął śmiechem, wciskając twarz w poduszkę. Słyszałam też chichot blondyna, który znajdował się w pokoju obok.
 Daj im w końcu spokój!  zawołał Luke z sąsiedniego pomieszczenia.
 Słuchaj się go, bo ten twój słodziak dobrze gada.
 Idźcie spać.
 Wy też. I bądźcie grzeczni.
 Abbie?
– Mikey?
 Skończycie w końcu?  odezwał się Calum.
 Tak, już idziemy spać. Dobranoc.
 Dobranoc  rzucił Michael i wyszedł z mojego pokoju, zostawiając oczywiście otwarte drzwi.


***
Na szczęście nie ma wielkiej dramy czy kłótni - Michael choć był wkurzony, to przyjął to wszystko w bardzo spokojny sposób. Chyba Hemmo dobrze na niego wpływa XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję bardzo za komentarze, które znalazłam pod poprzednim rozdziałem! 

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF