czwartek, 6 października 2016

#01 Mógłbyś nie mówić w czasie przeszłym?

             Nic nie było takie samo. Ale trudno mi było to porównywać z czymkolwiek. Bo jak dokonać porównania, nie wiedząc niczego. Jak spróbować zestawić ze sobą wydarzenia, obiekty, ludzi, kiedy w głowie ma się totalną pustkę. Kiedy nie wie się nawet tego, kim się dokładnie jest. Kim się było…
              Odwróciłam się w stronę szyby, wsłuchując się w odgłos silnika. Za oknem majaczyły mi kolorowe domy, wysokie i małe budynki, przesycone zielenią parki, otoczone słońcem place. Nic jednak nie wydawało się być znajome, choć powinno.
               Usłyszałam ciche westchnięcie. Powoli spojrzałam w stronę siedzącego po drugiej stronie chłopaka. Miał rozczochrane, czerwone włosy z zaczesaną na bok grzywką, okrągłą, bladą twarz i czarne kolczyki w obu uszach. Jego zielone oczy były tak bardzo podobne do moich. Kiedy zauważył to, że mu się przyglądam, uśmiechnął się delikatnie. Nie był to jednak uśmiech ukazujący wielką radość. Był to ten rodzaj uśmiechu, który skrywa w sobie ból. Jakby próbował tym się, w jakiś sposób zakamuflować. Miał na imię Michael. Powiedział, że jesteśmy rodzeństwem.
             Po raz kolejny oderwałam od niego wzrok, wracając do widoków za oknem. W samochodzie panowała niezręczna i pełna napięcia cisza. Rodzice  przestawili się, jako Daryl i Karen  milczeli od samego początku, jak tylko opuściliśmy szpital. Naszym celem był dom. Dom, w którym ponoć mieszkałam od dawna.
             Przymknęłam oczy, wracając do jedynych wspomnień, jakie posiadałam. Odtworzyłam je na nowo. A nie było tego wiele. Przetworzyłam po raz kolejne uzyskane wcześniej o mojej rodziny informacje, ponownie składając wszystko w jedną całość.

              Pamiętałam to, jak obudziłam się w środku nocy. Usłyszałam ciche pikanie maszyny. Czułam na skórze gumowe kabelki. Byłam na tyle rozkojarzona, że dopiero mama powstrzymała mnie od tego, bym nie zerwała sobie z twarzy wąsów, które dostarczały mi dodatkowego potrzebnego mi tlenu. Stopniowo dochodziłam do siebie, odzyskując świadomość i kontrolę nad swoim ciałem. Jednak najgorsze stało się dopiero później.
              Moment kiedy spojrzałam na twarz rodzicielki, która była dla mnie całkowicie obca. Widziałam na jej policzkach łzy. Uśmiechała się z ulgą, jakby zły czas minął. On jednak wcale nie odszedł. Przerodził się w coś gorszego. Wzdrygnęłam się, kiedy przejechała dłonią po  moich włosach. Szeptała mi z czułością to, jak bardzo się cieszy, że w końcu się obudziłam. Moje gardło było na tyle wyschnięte, że musiałam szeptać. A mój szept sprawił, że zawalił się nie tylko jej świat, ale przede wszystkim mój.
 Kim jesteś?
              Dwa proste i banalne słowa. Dwa słowa, które ukazały koszmar, z którym musiałam się zmierzyć. A potem doszła do tego kompletna pustka. Czarna dziura w głowie, której nie da się w żaden sposób zapełnić. Byłam skołowana i rozbita. Szybko zorientowałam się, że coś jest nie tak. Zupełna niewiedza, wywołała we mnie strach, a potem czyste przerażenie. Wpadłam w histerię, a mój lekarz prowadzący musiał podać mi środki uspakajające.
              Nie przeraziło mnie to, że nie rozpoznałam kobiety, która stała obok. Osoby, która była moją matką. Która wydała mnie na świat, a potem wychowała. Przerażające było to, że nie mogłam określić sama siebie. Nie pamiętałam kompletnie nic. Nie wiedziałam, jak się nazywam, ile mam lat, skąd pochodzę. Byłam jedną wielką, pustą kartką papieru, którą trzeba było zapisać na nowo. I to wywołało we mnie największe emocje i panikę. Niewiedza na temat siebie.
               Lekarz porozmawiał ze mną dopiero rano, kiedy w szpitalu zjawił się mój ojciec. Do tej pory widzę jego zielone oczy, przepełnione smutkiem i bólem, jakby częściowo stracił swoją córkę na zawsze. Byłam obecna ciałem, ale nie umysłem. Lekarz podczas długiej rozmowy z naszą trójką i zadaniu mi mnóstwa pytań (na większość nie znałam odpowiedzi) wyjaśnił, że doszło do mnie do amnezji wstecznej, wywołanej urazem głowy. Przeważnie ludzie w takim stanie tracili, tylko wspomnienia. Ja straciłam też samą siebie. Była to rzadka przypadłość, z którą musiałam się zmierzyć. Musiałam też znaleźć sposób, by odkryć i poznać siebie na nowo.
                Ten proces zaczęłam od razu. Lekarz kazał mi najpierw spojrzeć w lusterko, by dokładnie się obejrzeć. By dobrze przypatrzyć się swojej twarzy, jej rysom i budowie. Miałam blond włosy, sięgające odrobinę za ramiona. Zapewne ich kolor odziedziczyłam po matce, zaś zielony kolor oczu po ojcu. Na policzkach i czole widniały zadrapania. Miałam jasną cerę, nieco zadarty nos i pełne, mocno zarysowane usta. Ale to wszystko też wydawało się być obce.
                 Niedługo po tym dowiedziałam się, że nazywam się Abigail Clifford. Mam osiemnaście lat i mieszkam wraz z rodziną w Jacksonville na Florydzie. Kiedy przyswajałam te trzy podstawowe informacje na swój temat, starając się je zapamiętać, do sali wpadł czerwonowłosy chłopak. Okazało się, że jest moim o rok młodszym bratem. Jego entuzjazm szybko przygasł, kiedy usłyszał werdykt dotyczący mojego stanu. Ojciec szybko wyprowadził go z pokoju, kiedy w jego oczach pojawiły się łzy.
                Poprosiłam też Karen  a raczej mamę, jak powinnam do niej mówić  by opowiedziała mi to, co się wydarzyło przed tym, zanim trafiłam do szpitala. Wyszło na to, że poszłam bez ich wiedzy na imprezę z przyjaciółmi, a mój brat miał mnie kryć. Rodzicielka od razu zaznaczyła, że mimo mojego wieku nadal musiałam informować ich o wszystkim, co zamierzam robić. Najwidoczniej oboje lubili mieć wgląd w życie swoich pociech, a do tego cechowali się nadopiekuńczością. Nie wiedzieli, co działo się podczas imprezy, ale moi znajomi powiedzieli, że chciałam przejść przez ulicę i wtedy nadjechał samochód. Doszło do klasycznego wypadku, w którym to niemalże roztrzaskałam sobie głowę. Wypadek, który pozbawił mnie tożsamości.
                Było jednak tak, że nie zapomniałam tego, jak funkcjonować. Umiałam obsłużyć telewizor, automat z kawą na korytarzu czy telefon, w którym znalazłam, tylko kilka wiadomości od swoich przyjaciół. Zaczęłam się zastanawiać, jak blisko jestem z tymi ludźmi, skoro nikt z nich nie przyszedł ani razu do szpitala. Jednak nie roztrząsałam tej kwestii zbyt długo. Moje myśli koncentrowały się na innych aspektach, które były dla mnie priorytetowe. Kojarzyłam muzykę, którą słuchałam i filmy, które kiedyś oglądałam, ale zupełnie nie mogłam przypomnieć sobie ich tytułów, słów używanych w utworach i momentów, w jakich je poznałam. Potrafiłam wymienić stany w Ameryce, kontynenty na świecie, znałam nazwy różnych rzeczy, choć nie wiedziałam, jak i kiedy się tego nauczyłam. Wszystko, co wiązało się ze wspomnieniami było zamazane. Okryte kompletną czernią. Wypisano mnie po tygodniu, uznając, że nic więcej nie mogą zrobić. To ode mnie i od mojego organizmu zależało, kiedy, w jakim stopniu i czy w ogóle cokolwiek do mnie wróci.

              Poczułam, jak samochód zwalnia. Kiedy zatrzymał się całkowicie, otworzyłam oczy. Wychyliłam się zza siedzenia, by spojrzeć na biały budynek przed sobą. Nie był wielki, ale też nie mały. W oknach na dole znajdowały się białe firanki. Drzwi wejściowe pokryte były ciemno brązową farbą. Poruszyłam się, kiedy czarna, metalowa brama za nami, zaczęła się automatycznie zamykać. Wysiadłam z samochodu. Teraz jeszcze dokładniej zlustrowałam otoczenie. Zobaczyłam równo przycięty trawnik i zielone krzewy, posadzone wzdłuż ogrodzenia, które otaczało posesję.
 Chodźmy do domu  powiedziała mama, uśmiechając się do mnie ze współczuciem.
              W odpowiedzi kiwnęłam głową. Kobieta skierowała się w stronę drzwi. Wyjęła z kieszeni klucze, by je otworzyć. Po chwili weszliśmy do długiego, oliwkowego holu. Z boku dostrzegłam szaro-białą kuchnię i przestronny, jasny salon utrzymany w odcieniach beżu i brązu. Zauważyłam tam czarną kanapę, dwa fotele, duży regał zawalony kolorowymi książkami, telewizor i kominek. Tuż nad nim poustawiane były ramki ze zdjęciami. I to właśnie one przykuły mój wzrok na dłużej.
             Odłączyłam się od mamy, idąc w ich stronę. Zatrzymałam się przed kominkiem, dokładnie oglądając zdjęcia. Były to fotografie naszej rodziny. Ja i Michael z rodzicami w różnym wieku. Najbardziej zainteresowało mnie to najbardziej aktualne, które musiało być zrobione niedawno. Chłopak miał na nim czerwone włosy.
 Było zrobione z półtora miesiąca temu w wakacje  powiedziała mama, zatrzymując się obok. Wzięła ramkę do rąk. Widziałam, jak się uśmiechnęła.  Byliśmy w odwiedzinach u ciotki.
 Dobrze… Dobrze się bawiliśmy?
 Tak. To był miło spędzony czas  odpowiedziała, odstawiając zdjęcie.  Nie jesteśmy rodziną, która wzbrania się przed spędzaniem ze sobą wspólnych chwil. Ja i twój ojciec zawsze staramy się być z wami, jak najczęściej. Chociaż, odkąd bardziej wydorośleliście, takich momentów jest coraz miej. Musimy wam pozwolić żyć swoim życiem, choć jest to ciężkie.
 Michael chodzi do szkoły?
 Jest w ostatniej klasie liceum w Terry Parker High School. Ty też tam chodziłaś.
 A teraz?
 Miałaś rozpocząć studia na Uniwersytecie Jacksonville. Kierunek biologia.
 Biologia?
 Od zawsze ją uwielbiałaś. Myślę…  Urwała, patrząc na mnie uważnie.  Myślę, że powinnaś sobie odpuścić ten rok. Z uwagi na to, co się stało. Przyda ci się więcej odpoczynku, by dojść do siebie.
 Nie stracę przez to miejsca na uczelni?
 Nie. Wyjaśnimy całą sytuację. Weźmiesz urlop dziekański, dopóki…
 Dopóki nie wróci mi pamięć  dokończyłam za nią, a ona kiwnęła głową.
 Zapisaliśmy cię też do psychologa i…
 Psychologa?
 Tak  odpowiedziała ostrożnie. Zmarszczyłam czoło, patrząc na nią z niedowierzaniem.  Lekarz uznał, że to ci pomoże.
 Nie jestem chora psychicznie, ja po prostu nie pamiętam i…
 Abigail  przerwała, kładąc mi dłonie na ramionach.  Ludzie chodzą do psychologa z różnych powodów. Nie muszą być, jak to określiłaś, chorzy psychicznie. On ma ci pomóc oswoić się z tą całą sytuacją.
 W porządku  powiedziałam, nie chcą się wykłócać.
               Obie odwróciliśmy się w stronę korytarza, kiedy usłyszałyśmy kroki. Ojciec i Michael weszli do domu. Chłopak miał zarzuconą na ramieniu moją torbę, której nie wzięłam z samochodu. Po raz kolejny uśmiechnął się.
 Michael zaprowadzi cię do pokoju  powiedział powoli tata.  Potem zjemy razem obiad, pasuje?
 To dobry plan  pociągnęła mama, delikatnie klepiąc mnie po plecach.  Odśwież się i przebierz. Nie ma jednak pośpiechu.
 Dziękuję  rzuciłam, a potem ruszyłam w kierunku chłopaka.
              Drewniane schody poprowadziły nas na piętro, które również było oliwkowe. Korytarz był węższy. Na ścianach wisiały obrazy przestawiającą, jakieś widoki i martwą naturę. Wszystko było w stonowanych kolorach. Michael zatrzymał się. Spojrzałam na niego. Cicho przełknął ślinę.
 Tam jest łazienka  wskazał na pierwsze ciemne drzwi.  Na końcu jest sypialnia, a na lewo gabinet taty. Nasze pokoje są po drugiej stronie korytarza. Twój jest pierwszy. Mój zaraz obok.
 Tutaj?  dopytałam, podchodząc do drzwi, za którymi znajdował się mój pokój.
 Tak.
               Otworzyłam powoli drzwi. Weszłam do środka, rozglądając się po jasno filetowym wnętrzu. Łóżko było idealnie zasłane, przykryte liliową kapą. Naprzeciwko niego znajdowało się biurko z komputerem i sterta luźnych kartek i gazet. Zaraz obok była szafka z książkami i telewizor. Przy oknie ustawiono podłużną komodę. Po drugiej stronie pomieszczenia stała duża, podłużna, rozsuwana szafa. Weszłam na puchaty, biały, okrągły dywan. Przekrzywiłam głowę wpatrując się w fotografie wiszące na korkowej tablicy, która powieszona była nad biurkiem. Na niektórych zdjęciach był Michael, na pozostałych osoby, które były mi całkiem obce. Najwidoczniej tak wyglądali moi przyjaciele.
 Abbie?
               Odwróciłam się w stronę chłopaka. Zdążyłam przyzwyczaić się do tego imienia, a co najważniejsze  reagować na nie. Z początku nawet to przychodziło mi z trudem. Zupełnie się z nim nie utożsamiałam. Dopiero później się to zmieniło.
 Jeśli będziesz czegoś potrzebować… czegokolwiek, to ja…
 Dziękuję  odparłam, widząc, jak bardzo jest zmieszany i niepewny.
 Wiesz, gdzie mnie szukać. Mam pokój obok.
 Zapamiętałam  powiedziałam, uśmiechając się. Chłopak zagryzł wargę, która niebezpiecznie zadrżała. Jego oczy zaszkliły się.  Zostawisz mnie? Chcę się przebrać.
 Jasne.  Wziął głębszy oddech, a potem szybko wyszedł z pokoju. Zanim zamknął za sobą drzwi, usłyszałam ciche pociągnięcie nosem.

                W czasie obiadu, a potem kolacji nie byłam najlepszym towarzystwem do rozmowy, choć rodzice próbowali wciągać mnie w każdą rozpoczętą na nowo konwersację. Być może dla nich się izolowałam, odsuwałam. Prawda była taka, że byłam jeszcze w tym wszystkim kompletnie zagubiona. Najpierw musiałam przetrawić to, co się działo, by zacząć właściwie funkcjonować. Dlatego zaraz po wspólnych posiłkach, wracałam do pokoju, aby wszystko po raz kolejny przetworzyć i przemyśleć.
               Mój pokój był też miejscem, w którym czułam się swobodnie. Choć nie rozpoznawałam otaczających mnie rzeczy, było w nim coś, co mnie wyciszało i uspakajało. Jakby moje ciało pamiętało to wszystko za mnie. Nie czułam się, jak intruz. Oglądałam znalezione na wierzchu rzeczy, starając się nie ominąć niczego. Chciałam poznać to miejsce na nowo.
               Pierwsza noc nie zapowiadała się przyjemnie. Problemem stała się bezsenność. Kręciłam się z boku na bok, nie mogąc znaleźć sobie odpowiedniego miejsca i pozycji do spania. Panująca naokoło mnie cisza, była jeszcze bardziej przytłaczająca. Oprócz tego przypomniał mi się sen, który nawiedzał mnie od czasu wypadku. Choć równie dobrze mógłby być nazwany koszmarem. A rozgrywał się wciąż na nowo, zupełnie się nie zmieniając. Ciągle był taki sam. Ciągle działo się to samo. A ja nie potrafiłam tego w żaden sposób powstrzymać.
               Śniła mi się mglista noc. Mgła była tak gęsta, że praktycznie przysłaniała wszystko, co było naokoło. Widziałam, że stoję na ulicy. Gdzieś z boku majaczyły ledwo widoczne światła zapalone w oknach. Jakby niedaleko znajdował się, jakiś budynek. Za każdym razem, jak tylko się rozejrzałam, do moich uszu dochodził piszczący dźwięk hamulców samochodowych. Opony ocierały się o nawierzchnię ulicy. Z pośród mgły wyłaniały się dwa reflektory. Wtedy zawsze odwracałam się w bok. Przed sobą widziałam ciemną postać. Z początku sylwetka ta była zamazana, dopiero później nabrała kształtów. Męskich kształtów. Wiedziałam, że przede mną znajduje się młody mężczyzna. Wyciągał do mnie dłoń. Nie bałam się go. On, jakby chciał mi pomóc. Jakby gwarantował mi bezpieczeństwo. Kiedy próbowałam chwycić rękę, samochód był na tyle blisko, że jego światła zaczynały mnie oślepiać. Budziłam się w momencie, gdy rozlegał się głośny huk.
                Westchnęłam pod nosem, starając się zignorować wizję notorycznie nawiedzającego mnie koszmaru. Podniosłam się, a potem odsunęłam od siebie miękką pierzynę. Wstałam z łóżka. Na boso ruszyłam w stronę drzwi.
                Wyszłam na korytarz. Chciałam zapalić światło, ale dostrzegłam, że na dole już jedno się pali. Najwidoczniej nie tylko ja miałam dziś problemy z zaśnięciem. Podeszłam do schodów, a potem powoli zaczęłam schodzić na dół, kierując się w stronę źródła dźwięku. Ktoś ewidentnie kręcił się po kuchni.
                Stanęłam w progu, patrząc na zgarbioną sylwetkę Michaela. Stał odwrócony do mnie plecami. Przechylił mocnej szklankę, która miał w dłoni, wypijając resztę napoju. Odstawił ją do zmywarki. Odwrócił się i podskoczył, zaciskając dłoń na klatce piersiowej w miejscu, w którym znajduje się serce.
 Matko, Abbie  mruknął, a ja usłyszałam, jak jego oddech przyspieszył.  Cholernie mnie wystraszyłaś.
 Przepraszam.
 Nie skradaj się tak.
 Wybacz, Mikey.
               Jak tylko to powiedziałam, jego wyraz twarzy kompletnie się zmienił. Jego rysy złagodniały, a na usta wkradł się lekki uśmiech. Nie był, aż tak smutny, jak wcześniej. Był bardziej pogodny, jakby w chłopaku odezwało się coś na wzór nadziei.
 Jak mnie nazwałaś?
 Mikey  odpowiedziałam powoli. Podeszłam bliżej, docierając do lodówki.  Nie lubisz, jak się tak do ciebie mówi?  Milczał, dokładnie mi się przyglądając.  Obiecuję, że już nie będę – dodałam, wyciągając sok. Było go niewiele, więc od razu odkręciłam butelkę i wypiłam go do końca.
 Nie, to nie to  zaczął powoli. Kiwnęłam głową, by kontynuował. Wyrzuciłam puste opakowanie po soku, a następnie oparłam się o blat i znów spojrzałam wprost na niego.
 Więc co?
 Chodzi o to, że… Tylko ty tak do mnie mówiłaś.  Wstrzymałam oddech.  Tylko ty.
 Ale to ci nie przeszkadzało, tak?
 Oczywiście, że nie  powiedział szybko.  Chcę, byś mówiła tak dalej.
 Mam oficjalne pozwolenie?
 Zawsze je miałaś.
 A ty?
 Co ja?
 Zwracałeś się do mnie, jakoś inaczej?
 Nie. Byłaś po prostu Abbie. Nie doczekałaś się, czegoś specjalnego  powiedział, a ja zaśmiałam się. On szybko do mnie dołączył.  Nie możesz zasnąć?  Pokręciłam głową. – Ja też nie. To u nas rodzinne.
 Naprawdę?
 Oboje czasem mamy problemy ze snem.
 Mieliśmy na to, jakieś metody?
 Tak. Każdy miał swoją. Pod tym względem byliśmy od siebie, w jakiś sposób zależni.
 Mów dalej  powiedziałam, siadając na blacie. Michael uśmiechnął się po raz kolejny.  Chyba nie robiliśmy nic złego, co?
 Nie.
 To mów.
– Wiesz, że byliśmy ze sobą blisko, jako rodzeństwo i…
 Ty chyba nie sugerujesz, że ja i ty…
 Jezu, Abbie  mruknął, przekręcając oczami.  Nie byliśmy, jakimś popapranym związkiem kazirodczym, w którym to rodzony brat i siostra uprawiają razem sex, kiedy rodzice nie patrzą.
 Ulżyło mi.  Chłopak prychnął pod nosem.  W takim razie kontynuuj.
– Chodziło mi o to, że byliśmy też przyjaciółmi. Mieliśmy mocne relacje. Potrafiłaś się za mną wstawić w każdej sytuacji. Zawsze mogłem na ciebie liczyć, bez względu na to, co się działo. I to szło też w drugą stronę. Byłem obok, kiedy tego potrzebowałaś.
 Mikey?
 Tak?
 Mógłbyś nie mówić w czasie przeszłym?  poprosiłam cicho. Michael spuścił głowę. Przez moment wpatrywał się w białe kafelki na podłodze.  Ja nie chciałam…
 Przepraszam  powiedział, podchodząc bliżej. Oparł się o blat, na którym siedziałam.  Chodzi o to, że tak cholernie nie chcę cię stracić. Boję się, że to właśnie się stało i…
 Nie stało.
                Zerknęłam na jego dłoń. Uśmiechnęłam się. Przy nim czułam się dobrze. Bardziej swobodniej i pewniej, niż przy rodzicach. Chętniej z nim rozmawiałam. Dlatego nie trudno mi było wyobrazić sobie to, że stanowiliśmy naprawdę idealne rodzeństwo. Takie, które troszczy się o siebie nawzajem. Domyślałam się, jak ważny dla mnie był. I to chciałam za wszelką cenę odzyskać i ponownie poczuć. Chciałam, by i Mikey czuł się tak, jak kiedyś. By nowa wersja jego siostry go w żaden sposób nie krępowała. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony, kiedy złapałam jego rękę. Na jego twarzy również wymalował się delikatny uśmiech. Odpowiedział na ten gest, ściskając lekko moją dłoń.
 Nie straciłeś mnie i nie stracisz. Nadal tu jestem. W bardziej pokręconej i porypanej wersji, ale to nadal ja.  Zaśmiał się.  Może nie znam siebie, może nie znam ciebie, ale chcę to zmienić.
 Mogę ci pomóc.
 Na to liczę. Zacznijmy od metody na zasypianie, chyba że oboje chcemy rano wyglądać, jak zombie.
 Zawsze tak rano wyglądam.
 Daj spokój, nie może być tak źle.
 Przekonasz się rano  powiedział, a ja zaśmiałam się.
 Więc, co z tą metodą.
 Były dwie, dość podobne do siebie  zaczął dużo pewniej, widząc, że nie zamierzam ograniczać ani tym bardziej zrywać więzi, jaką mieliśmy. Pokazując mu, że nadal chcę być blisko, dałam mu znak, by zachowywał i czuł się tak, jak kiedyś w moim towarzystwie. – Obie jednak zaczynały się tak samo. Kiedy któreś z nas nie mogło zasnąć, szło do pokoju tego drugiego.
 Spaliśmy razem?
 Bez podtekstów  powiedział szybko, a ja parsknęłam śmiechem.  Nie robiliśmy niczego złego. Moja metoda była taka. Kładłem się obok, zmieniając się w twojego małego braciszka, którego trzeba przytulić.
 Naprawdę?
 Naprawdę. Opatulałaś mnie zawsze kołdrą, a potem opowiadałaś różne historie.
 Jakie?  zapytałam od razu, będąc ciekawą wszystkiego.
 Naprawdę różne. Nieraz streszczałaś dokładnie to, jak minął ci dzień. Czasem kreowałaś krótkie historyjki.  Zmarszczyłam nos.  Miałaś, a raczej nadal masz do tego głowę. Masz bujną wyobraźnię, więc szybko tworzyłaś, jakieś opowiastki. Zamykałem oczy i słuchałem twojego głosu. To pomagało mi się skutecznie zrelaksować. Skutek był tego taki, że zasypiałem.
 Dotrzymywałeś, chociaż do końca historii?
 Nie. Zazwyczaj dokańczałaś mi ją rano  powiedział ze śmiechem.
 A moja metoda?
 Podobna. Tyle, że moja starsza siostra zmieniała się w małą siostrzyczkę.
 Też opowiadałeś mi bajki?
 Nie. Śpiewałem.
 Naprawdę?
 W szpitalu opowiadałem ci o tym, że gram w zespole.  Przytaknęłam.  Śpiewałem ci nasze kawałki.
 Czekaj… Nazywaliście się… - Michael otwierał usta, ale ja szybko zasłoniłam mu je dłonią.- Nie podpowiadaj. Ja to wiem. Coś z sekundą…
 5 Seconds of Summer  wymamrotał, mimo tego, że przyciskałam rękę do jego warg.
 Mikey! Miałeś nie podpowiadać  odparłam, udając nadąsaną.
              Chłopak roześmiał się, a ja spojrzałam na niego z uśmiechem. Podobał mi się sposób, w jaki się śmiał. Ten dźwięk i to, jak mrużył oczy, sprawiał, że samemu chciało się śmiać. Razem z nim. Mogłabym przysiądź, że dawniej po prostu to uwielbiałam.
– Nuciłem ci cicho piosenki, jakie napisaliśmy.
 Miałam ulubioną?
 Tak.
 Jaką?
 To zabrzmi teraz strasznie paradoksalnie.
 Powiedz mi w końcu  rzuciłam zniecierpliwiona, klepiąc go po wierzchu dłoni, w której nadal trzymał moją rękę.
 Bardzo lubiłaś piosenkę pod tytułem Amnesia Zrobiłam wielkie oczy.
 Serio?
 Tak.
 Nieźle wyszło. Najwidoczniej ten kawałek był mi pisany  skwitowałam, wzruszając ramionami. Zeskoczyłam z blatu.  Idziemy.
 Gdzie?
 Ty nie możesz zasnąć i ja nie mogę zasnąć. Z uwagi na to, że mam kontuzjowany mózg, mam pierwszeństwo do spania. Ululasz mnie do snu, braciszku.  Chłopa zaśmiał się.  Co?
 Zawsze miałaś niezłe teksty.
 Widocznie to się nie zmieniło.
                  Wyszliśmy z kuchni. Michael pogasił światła na dole. Zapaliłam te na schodach, abyśmy cali dotarli na górę. Na jakiś czas miałam dość niefortunnych wypadków i zdarzeń. Nie chciałam, by któreś z nas się, w jakiś sposób uszkodziło. Zatrzymaliśmy się przy naszych pokojach.
 Idziesz?
 Nasze metody mają to do siebie, że każdy targa ze sobą swoją pościel. Właź do łóżka, a ja zaraz przyjdę.
 Obiecujesz?
 Tak.
 W porządku.
                 Odwróciłam się i weszłam do pokoju. Od razu ruszyłam w kierunku łóżka. Zapaliłam lampkę. Zdążyłam wdrapać się na materac i wygodnie ułożyć, a Michael pojawił się z powrotem. Rzucił obok mnie kolorową kołdrę, pod którą od razu wpełznął. Odczekałam chwilę, aż się położy, a potem zgasiłam światło.
– Co chcesz usłyszeć?
 To raczej trudne pytanie z uwagi na to, że pomieszało mi się w głowie.
 No, tak.
 Ale mógłbyś zaśpiewać ten kawałek Amnesia.
 Nie ma sprawy.
 Wtulam się na misia?  zapytałam, a on parsknął śmiechem.  Na misia czy na koalę?
 Jak się wtula na koalę?
 Ja koala, ty drzewo.
 Skąd to wiesz?
– Nie mam pojęcia  odparłam, a potem zaczęłam się śmiać.  Musiałam, gdzieś to usłyszeć. Metoda na koalę, bardziej mi pasuje do par, niż do rodzeństwa. Będzie na misia.  Objęłam go w pasie. Przybliżyłam się na tyle blisko, że prawie słyszałam powolne bicie jego serca. I sam dźwięk koił i uspokajał.  Teraz będziesz śpiewać?
 Mogę zadać ci jedno pytanie?
 Ale takie, na które będę znała odpowiedź, okej? Mam dość czucia się, jak idiotka.
 Nie powinnaś tak się czuć. To nie twoja wina, że to wszystko się dzieje.
 Dawaj to pytanie.
 Skąd ten pomysł, by zastosować nasze metody na bezsenność?
 Chcę, by było jak dawniej. A tak właśnie było. Nie chcę niczego zmieniać.
 W porządku. A teraz zamknij oczy i się nie odzywaj. To podstawowa zasada.
 Nie mogę się doczekać.
 Dobranoc, Abbie.
 Dobranoc, Mikey.


***
Pierwszy rozdział za nami :)
Biedny Michael ma nadzieję, że odzyska swoją siostrę. Może mu się to uda :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 
Do You Remember Me jest niestety na samym końcu kolejki, więc będzie się pojawiało dopiero po Sex Therapy.

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

7 komentarzy:

  1. OOOOOO na misia!!! Ale fajne... Czyli to całe opowiadanie będzie o powrocie jej pamięci? Jeśli tak to super :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko to określić, żeby nic nie zdradzić :)

      Usuń
  2. O mój bosze ...
    Kocham cię kobieto ❤
    Kocham twoje WSZYSTKIE ff (no może Stay Alive trochę mnie przeraża xD)
    A to ff chyba będzie moim ulubionym ❤❤❤
    Nie mogę się doczekać następnych, bo jestem mega nakręcona .
    JESTEŚ NIESAMOWITA.
    Dużo weny życzę
    Pozdrawiam ~Karolina ⌒.⌒

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha wcale się nie dziwię - Stay Alive raczej nie wygląda na "milutkie" XD
      Cieszę się, że Cię zaciekawiłam. Mam nadzieję, że się spodoba.
      Dziękuję za tak miłe słowa i opinię!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. O mój Boże!
    Już mi się podoba.
    Uwielbiam twoje ff, lecz dotychczas byłam anonimowym czytelnikiem. Cóż, najwyższy czas coś zmienić. :)
    Rozdział jest absolutnie fenomenalny.
    Pozdrawiam. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że Ci się spodobało - oby tak było dalej :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń