środa, 19 października 2016

#02 Pisałam pamiętniki?

                Moje dłonie owinęły się wokół parującego kubka z kawą. Czułam przyjemne ciepło bijące od naczynia, które rozchodziło się od palców wzdłuż całej ręki. Podniosłam głowę, napotykając badawcze spojrzenie mamy. Rodzice byli w kuchni razem ze mną. Kobieta uśmiechnęła się lekko.
 Naprawdę nic mi nie będzie  zapewniłam ich po raz kolejny.  Nie trzeba mnie do tego stopnia niańczyć. Ja tylko nie pamiętam. Poradzę sobie z normalnym funkcjonowaniem.
 Nie chcemy wypaść na nadopiekuńczych…  zaczął tata.
 Właśnie tak was odbieram  przyznałam od razu. Mężczyzna zacisnął usta, wymieniając szybkie spojrzenie z żoną.  Nic się nie stanie. Nie mam problemów psychicznych, nie potrzebuję też pomocy przy codziennych czynnościach. Nie zamierzam też nigdzie samej wychodzić. Będę cały czas w domu.
 Będzie też z tobą Michael.
 Tak, wiem. Jest sobota, więc ma wolne od szkoły  powiedziałam z pewnością w głosie, aby utwierdzić ich w tym, że z moim mózgiem nie jest tak źle i naprawdę potrafię ogarniać to, co dzieje się wokół mnie. Nie chciałam by przez to, co się stało, traktowali mnie, jak niepełnosprawne dziecko, które wymaga ciągłej opieki.
– Gdyby coś się działo, to dzwoń.
 Nic się nie będzie działo. To będzie nudny dzień – odparłam, upijając łyk kawy.

                Otworzyłam drzwi od swojego pokoju. Mój wzrok od razu zatrzymał się na śpiącym chłopaku. Michael leżał zakopany pod kolorową pierzyną w Supermana. Zbliżyłam się do niego, dokładnie go oglądając. Wciskał twarz w poduszkę, a jego oddech był cichy i miarowy.
                Nie zastanawiałam się długo nad tym, co chcę zrobić. Wdrapałam się na łóżko, siadając na jego plecach. Chłopak poruszył się, a potem mruknął niezadowolony pod nosem. Zaśmiałam się, przybliżając się do niego. Przejechałam dłonią po jego czerwonych włosach, które teraz były jeszcze bardziej roztrzepane.
 Mikey?
 Jezu, Abbie… Która godzina?
 Jest po dziewiątej.
 Idź spać.
– Nie chce mi się. Jestem już po śniadaniu i po kawie i…
 To ja idę spać…
 Mam pytanie.
 Ono nie może poczekać?  pociągnął, nadal nie otwierając oczu.
 Nie chciałam pytać o to rodziców. Oni i tak traktują mnie, jak opóźnione w rozwoju dziecko.
                 Chłopak w końcu westchnął ciężko pod nosem, a następnie odwrócił się. Skutek tego był taki, że zleciałam z jego pleców, padając na miękką pościel. Widziałam, jak przeciera dłońmi bladą twarz. Ziewnął i przeciągnął się. Dopiero po tym, spojrzał wprost na mnie.
 Co to za pytanie?
 Co stało się z kierowcą samochodu?
 I to nie mogło poczekać?  jęknął, przykrywając głowę kołdrą. Podniosłam się, łapiąc za nią. Jednym szybkim ruchem odkryłam go, by znów móc go widzieć. Zielone oczy spojrzały wprost w moje tęczówki.
 Nie mogło. Chcę wiedzieć.
 Mężczyzna po czterdziestce. Jechał czerwonym fordem. Został na miejscu wypadku. Sam zawiadomił policję i poddał się karze. Był trzeźwy. Jechał za szybko. Nie zwolnił na zakręcie. Z tego, co mi wiadomo, przechodziłaś na drugą stronę ulicy, a on wjechał wprost w ciebie. Zauważył cię za późno i nie zdążył wyhamować. Na pewno straci prawo jazdy, ale co jeszcze się z nim stanie, tego już nie wiem.
 Mikey?
 Tak?
 Naprawdę wyglądasz rano, jak zombie  powiedziałam, a potem oboje zaczęliśmy się śmiać.
 Teraz ja mam pytanie.
 Mów.
 Nie przeszkadzała ci wczorajsza metoda zasypiania? W końcu jestem dla ciebie obcy.
 Nie jesteś  odpowiedziałam od razu.  Jesteś moim bratem. Sam mówiłeś, że jesteś też przyjacielem. Chcę, by tak było. I nie, nic mi nie przeszkadzało. Czułam się… Bezpiecznie. Nie robiłam niczego wbrew sobie.  Chłopak uśmiechnął się szeroko.  Chcę byśmy zachowywali się tak, jak wcześniej. Będziesz musiał mi z tym pomóc. Pokierować.
 Możesz na mnie liczyć.

                  Można powiedzieć, że przyczepiłam się do swojego brata, niczym rzep. Praktycznie nie odstępowałam go na krok, wciąż zadając różne pytania, na które on cierpliwie mi odpowiadał. W końcu zaprowadził mnie z powrotem do mojego pokoju, mówiąc, że przypomniał sobie coś, co może mi bardziej pomóc w poznaniu siebie.
                 Odwróciłam się od tablicy korkowej, odrywając wzrok od kolorowych zdjęć. Uniosłam brwi, patrząc na Michaela. Chłopak kucał przy moim łóżku, zaglądając pod mebel. W końcu na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Sięgnął po coś, przyciskając policzek do drewnianej ramy. Po chwili wyciągnął niewielkie, bladoróżowe pudełko. Z zaciekawieniem podeszłam do niego, siadając na materacu. Michael z triumfem na twarzy położył mi znalezisko na kolanach.
– Co to?
 Otwórz i zobacz.
                Złapałam za wieczko. Powoli podciągnęłam je do góry. Pokrywa puściła. Odłożyłam ją na bok, wpatrując się w to, co znajdowało się w pudełku. Były tam trzy kolorowe notesy. Zerknęłam na Michaela, który ochoczo pokiwał głową. Złapałam za pierwszy zeszyt. Przekartkowałam go.
 Pisałam pamiętniki?
 Można tak powiedzieć  odparł, siadając obok.  Lubisz zapisywać różne rzeczy.
 Jak zmyślone historyjki na dobranoc?  zapytałam ze śmiechem.
 Może. Nigdy ich nie czytałem.  Spojrzałam na niego badawczo, chcąc mieć pewność, że mówi prawdę.  Naprawdę. Szanujemy swoją prywatność.
 Skąd więc widziałeś, gdzie je znaleźć? – odparłam, machając zeszytem, tuż przed jego nosem.  To podejrzane.
 Wiem, gdzie je chowasz. Nigdy ich jednak nie przeglądałem. To twoja prywatna sprawa.
 Powiedziałeś, że nie mieliśmy przed sobą tajemnic.
 Tak, to prawda. Nie znaczy to jednak, że muszę mieć całkowity wgląd w twoje życie.
 Myślisz, że znajdę tam coś ciekawego?
 Jeśli faktycznie to, co tam pisałaś jest w formie pamiętnika, to z pewnością będziesz mieć większe rozeznanie w swoim życiu.
 To się okaże  odparłam, raz jeszcze przyglądając się znalezisku.  Chyba, że to nie pamiętniki, a spis wymyślonych historii.
 To też możliwe. Jak mówiłem, nigdy tam nie zaglądałem. Poczytasz, to się przekonasz.
                  Nagle Michael drgnął. Spojrzałam na niego z ciekawością. Po chwili w pokoju rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Chłopak wyciągnął szybko telefon z kieszeni. Zerknął na wyświetlacz. Zacisnął lekko usta, a potem przejechał palcem po ekranie, odbierając połączenie.
 Hej… Tak wiem, przepraszam. Po prostu za dużo się działo. Wiesz, jaka jest sytuacja… Raczej dzisiaj z wami nie pójdę. Nie chcę zostawiać Abbie samej.  Uniosłam jedną brew, patrząc na niego z niedowierzaniem. Serio, on też? Michael uśmiechnął się do mnie przepraszająco. – Następnym razem na pewno nie zawalę, obiecuję… Tak, ty też.  I rozłączył się. 
 Byłeś na dzisiaj umówiony?  zapytałam, odkładając pudełko. Chłopak zagryzł wargę.  Daj spokój, Mikey.
 Jeszcze przed twoim wypadkiem wykupiłem z kumplami bilety do kina. Wczoraj wszedł na ekrany Legion samobójców. Mieliśmy iść na niego dzisiaj.
 Ja tam problemu nie widzę. Powinieneś z nimi iść.
 Ale…
 Naprawdę nie musicie mnie niańczyć. Zresztą, będę mieć co robić  powiedziałam, wskazując na pudełko. Brat jednak nie był zbyt przekonany. Niewiele myśląc złapałam za jego telefon, wyrywając mu go z ręki.
 Abbie!
 Siedź cicho.
                   Odepchnęłam go od siebie, kiedy próbował zabrać mi swoją własność. Michael nie miał żadnej dodatkowej blokady, więc łatwo weszłam w menu jego telefonu. Odnalazłam ostatnie połączenie. Rozmawiał, z jakimś Lukiem. Po raz kolejny popchnęłam chłopaka, który padł na łóżko, prawie z niego spadając. Wykręciłam numer, przykładając komórkę do ucha.
 Mam nadzieję, że zmieniłeś zdanie.  Usłyszałam spokojny głos nieznajomego.
– Z tej strony Abbie. Mikey zmienił zdanie.  Po drugiej stronie nastała cisza. Byłam pewna, że chłopak wstrzymał oddech.  Nie wiem, gdzie się umówiliście ani o której godzinie, ale on tam będzie.
– Um… Jasne.
 Miłego seansu  rzuciłam z uśmiechem. Luke nie odpowiedział, tylko od razu rozłączył się.  Załatwione.
 Naprawdę nie musiałaś i…
 Masz tam iść i dobrze się bawić  rozkazałam, machając na niego palcem.  To polecenie starszej siostry.
– To tylko rok różnicy.
 Nie ważne. I tak jestem starsza, wiec masz się mnie słuchać. Idziesz do kina na ten cały Legion, czy co to tam grają.  Michael zerknął na mnie, a potem uśmiechnął się szeroko.

               Chciałam poznać Michaela bardziej, więc poprosiłam by przed wyjściem, opowiedział mi trochę o swoich przyjaciołach, z którymi tworzy też zespół. Brat pokazał mi jedno ze zdjęć, na którym widniała cała czwórka. Luke Hemmings, wysoki, szczupły blondyn o niesamowicie błękitnych oczach, grał razem z nim na gitarze. Ashton Irwin, chłopak z jasno brązowymi kręconymi włosami, był ich perkusistą. Calum Hood, miał ciemniejszą karnację, kilka widocznych tatuaży i niemalże czarne włosy. Był ich basistą. Z tego, co powiedział Michael cała czwórka umiała śpiewać, więc nie mieli głównego wokalisty, który odwalałby za nich całą robotę.
 Pokaż jeszcze jakieś  powiedziałam, pukając go w plecy, kiedy oboje wchodziliśmy do kuchni.  Daj się pogapić na tych swoich przystojnych kumpli.  Michael odwrócił się, dokładnie mierząc mnie wzrokiem.  Co?
 Nic  odpowiedział szybko. Dla mnie było to zbyt szybko. Coś było na rzeczy, ale on nie chciał puścić pary z ust.
 Pokaż!
 Innym razem.
 Dlaczego?
– Bo… To temat na inny raz.
 Temat? Co ukrywasz?
 Nic. Kompletnie nic. Po prostu to nie czas na takie rozmowy.
 Oj, przestań. Powiedz mi, o co chodzi.
                  Zdążyłam to powiedzieć, a rozległ się dzwonek do drzwi. Michael podskoczył, a potem niemalże pobiegł w kierunku korytarza. Uniosłam brwi, jednocześnie wzruszając ramionami. Najwidoczniej braciszek naprawdę nie mógł się doczekać, aż jego kumple w końcu po niego przyjdą. Usiadłam na krześle, przyciągając do siebie talerzyk z ciastkami, które rano zostawiła tu mama. Podniosłam jedno z nich, kiedy moim oczom ukazał się pełen skład paczki Michaela.
 Może chcesz iść z nami?  zapytał czerwonowłosy.
               Uśmiechnęłam się. W sumie nie miałabym nic przeciwko temu, by wyrwać się z domu. Już chciałam powiedzieć, że chętnie się z nimi wybiorę, ale jak tylko otwierałam usta, dostrzegłam coś, co od razu kazało mi się wycofać. Luke i Ashton  o ile dobrze zapamiętałam ich imiona  szybko wymienili ze sobą spojrzenia. Min nie mieli nazbyt zadowolonych. Blondyn zrobił krok w tył, jakby chciał się odseparować od mojego towarzystwa. Calum, zaś uśmiechnął się lekko, pozostawiając pytanie mojego brata bez żadnego komentarza.
                Michael spojrzał na mnie oczekująco, kiwając lekko głową, bym się zgodziła. Ja jednak znów zerknęłam na tamtą dwójkę. Luke ewidentnie unikał mojego wzroku, zaś Ash, tylko na moment skupił się na mnie, by znów przenieść ciemne oczy na stojącego obok blondyna. Najwidoczniej ja i oni niezbyt się lubiliśmy. Zastanawiałam się, co takiego mogło się stać i dlaczego Michael nic mi nie powiedział. Przecież musiał być, jakiś powód tego, że reagowali na mnie tak, a nie inaczej. A on musiał go doskonale znać.
 Nie, dzięki  powiedziałam, spuszczając głowę. Obróciłam ciastko w palcach.  Mam co robić. 
 Jesteś pewna?
– Jestem. Bawcie się dobrze.
 Na pewno?
 Idźcie już wreszcie  odparłam ze śmiechem, machając na nich.
 W porządku. W razie czego, dzwoń.
 Jasne.

                  Usiadłam na łóżku. Wokół mnie panowała cisza. Spojrzałam na leżące obok pudełko. Przez moment nie odrywałam od niego wzroku. Miałam nadzieję, że znajdujące się tam notatniki powiedzą mi coś więcej. Może w jakiś sposób pomogą mi zrozumieć i poznać wiele rzeczy, o których nie miałam pojęcia.
                Wyciągnęłam jeden z zeszytów, który wyglądał na najbardziej zniszczony. Jego okładka była w niektórych miejscach pozaginana, tak samo, jak kartki wewnątrz. Oparłam go na kolanach, a potem otworzyłam. Spojrzałam na lekko pochyłe pismo. U góry znajdowały się litery łączące się w moje imię i nazwisko. Abigail Clifford. Poniżej znajdowała się pierwsza notatka. Nie było tu żadnej daty, godziny czy czegokolwiek, co by nakierowało mnie na czas, w jakim to pisałam. Jakbym po prostu notowała w biegu to, co akurat przychodziło mi na myśl.

Czas znowu zacząć szkołę! Ostatni rok liceum. Cholernie się cieszę, że potem w końcu wyrwę się z Terry Parker High School. To miejsce przytłacza. To miejsce zmienia. W nim staje się tym, kim za cholerę nie chcę być. Dlaczego to robię? Bo tego się ode mnie oczekuje. Tak widzą mnie inni. Tak widzą mnie moi przyjaciele. Dołączając do nich, wiedziałam na co się piszę. Nie rozumiem w tym momencie sama siebie. Udaję kogoś, kim nie jestem, tylko dla tego, by oni postrzegali mnie, jako silną i pewną siebie osobę. Wszystko jest pieprzonym kłamstwem. Nie mogę się doczekać, kiedy ta farsa wreszcie się skończy, a ja będę mogła zacząć wszystko na nowo.

                  Uniosłam brwi, kończąc czytać krótką notatkę, która widniała na pierwszej stronie. Teraz tym bardziej byłam pewna, że w tych zeszytach w końcu znajdę to, czego szukam. Odpowiedź na pytanie: kim jestem? Jednak pierwszy wpis również mnie, w jakimś stopniu zaniepokoił. Wyglądało na to, że tamta Abbie miała dwa oblicza, z którymi chyba do końca sama nie potrafiła sobie poradzić. Przerzuciłam stronę.

Dzisiaj po szkole spotkałam się ze swoimi. Gina znów psioczy na swojego byłego, co cholernie mnie denerwuje. To co było, minęło. Powinna odpuścić. Laura znów ciągnie nas na weekendową imprezę. Nie chcę iść, ale wiem, że i tak w końcu pęknę i znajdę się w zatłoczonym klubie razem z nimi. Jej brat pewnie znowu wpuści nas tylnym wejściem, bez sprawdzania dokumentów.

Wes to kompletny dupek. Nie rozumiem, czemu z nim jestem. Może z początku byłam nim zauroczona. Ma postawę bad boya, wyszczekaną jadaczkę i cholerną pewność siebie, która mnie czasami irytuje. Ale ponoć dziewczyny lubią złych chłopców.

Mam najlepszego brata na świecie. Los chyba wiedział, że kompletna suka  jaką się stałam  potrzebuje kogoś normalnego, przy kim będzie czuła się dobrze i swobodnie. Mikey jest wszystkim…

               Wstrzymałam oddech, po raz kolejny czytając te krótkie wpisy. W końcu zamknęłam zeszyt. Nie tego się spodziewałam. Sądziłam, że moje życie było w miarę poukładane. Poznałam, tylko maleńką jego cząstkę, a już niezbyt mi się to spodobało. Wiedziałam, że w końcu będę musiała wrócić do dalszego czytania, ale na daną chwilę nie miałam na to ochoty. Te pierwsze zanotowane zdania skutecznie mnie zniechęciły. Były też na swój sposób odpychające. Wrzuciłam notes do pudła, a potem zamknęłam pokrywę, odcinając się od starego życia. Kim tak naprawdę byłam? Wątpiłam, czy dawna Abbie znała na to odpowiedź. Odniosłam wrażenie, że przed wypadkiem byłam równie zagubiona, jak teraz.  


***
Za nami rozdział numer dwa. Abbie odkryła tajemną wiedzę odnośnie jej przeszłości - w postaci niewinnie wyglądających zeszytów. Czy Michael na pewno do nich nie zaglądał? A może kłamie? XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

6 komentarzy:

  1. (Nie wiem, jak mam zacząć xd) Okay... Cóż jestem bardzo ciekawa, o co chodziło z Lukiem i Ashtonem. Rozdział genialny <3
    Ogólnie czytałam większość twoich blogów, ale nie komentowałam postów (większych powodów nie mam, wybacz :))
    Z niecierpliwością czekam na nexta ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega się cieszę, że udało mi się Cię zaintresować. Mam nadzieję, że reszta historii również Ci sie spodoba :)
      Cieszę się, że jesteś moim cichym czytelnikiem :D
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
    2. Oczywiście, wszystkie opowiadania były extra! Nawet nie wiesz, jaka to euforia, gdy przeglądam sobie twoje blogi, a tu nagle "SURPRISE, nowy rozdział" :D ~M

      Usuń
    3. Dzięki bardzo - tym bardziej jestem zadowolona :D

      Usuń
  2. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały <3

    OdpowiedzUsuń