poniedziałek, 7 listopada 2016

#03 Oni nienawidzą mnie, ja nie lubię ich

               Nie ruszyłam pamiętników. Po tych kilku wpisach nie miałam na to największej ochoty. Wiedziałam jednak, że będę w końcu musiała się do tego zmusić. Teraz jeszcze bardziej byłam pewna, że zeszyty zawierają opisy z niektórych sytuacji, jakie wydarzyły się w moim życiu. Były furtką do prawdy. Furtką do wspomnień.
               Zazwyczaj w takich przypadkach kieruje nami ciekawość. Normalnie każdy chciałby dowiedzieć się, jak najwięcej. Te kilka zdań, które dane mi było przeczytać sprawiły jednak, że poczułam do siebie wstręt. Czy faktycznie robiłam i mówiłam rzeczy postępując wbrew sobie? Taka prawda nie napawała mnie optymizmem, zmniejszając jednocześnie poziom ciekawości. Wywoływała strach przed poznaniem samej siebie. Przed tym, co było.
                Drugą kwestią była paczka Michaela. Widziałam, że nie są do mnie zbyt dobrze nastawieni. Zastanawiałam się, czy w pamiętnikach znajdę odpowiedź też i na to, dlaczego w ogóle tak jest. Co takiego się stało, że staliśmy po dwóch różnych stronach barykady? A tą barykadą był mój brat.
                 Nie poruszałam też tego tematu z Michaelem. Kiedy wrócił wieczorem z kina, był w tak dobrym humorze, że nie miałam serca mu go psuć. A domyślałam się, że ta kwestia mogłaby to uczynić. Postanowiłam to odłożyć na inny dzień. Może jutro? Może za jakiś czas? Albo samej dojść do prawdy.
                 Nie było jednak tak, że chłopaki i zeszyty odeszły w zapomnienie, kiedy tylko zajmowałam myśli oglądaniem telewizji czy słuchaniem muzyki, jaką znalazłam w swoim telefonie. Te rzeczy były, tylko tłem. Mój mózg wciąż uciekał, zadając w kółko to samo pytanie, którego po jakimś czasie miałam serdecznie dość  dlaczego? Ciągłe rozmyślanie o niechęci chłopaków i wpisach sprawiło, że miałam problemy ze snem. Ponownie dotknęła mnie bezsenność, a ja przez większość nocy wierciłam się na materacu, starając się zrobić cokolwiek, co choć na chwilę pozwoli mi przysnąć. Sen nadszedł dopiero późną nocą lub może dochodził już wczesny ranek. Wtedy powrócił ten sam koszmar z tajemniczą postacią i samochodem.
                Po tej kiepskiej nocy potrzebowałam dłuższego czasu, by dojść do siebie i znów zacząć normalnie funkcjonować. Jako, że zasnęłam naprawdę późno, to i wstałam jako ostatnia. Kiedy schodziłam na dół na śniadanie, Michael i tata już byli w trakcie jedzenia, a mama krzątała się po kuchni, przygotowując kolejną porcję tostów.
 Jak się spało?  zagadał Daryl. Przywołałam uśmiech, mając nadzieję, że nie zdradzę podłego stanu, w jaki wpadłam.
 Dobrze. Wyspałam się – skłamałam, zajmując miejsce obok brata.
               Chłopak przyjrzał mi się uważnie. Zerknęłam na niego. Uśmiechnął się lekko, pozostawiając moje zachowanie bez komentarza. Najwidoczniej Michael znał mnie z całej rodziny najlepiej. Byłam więc pewna, że muszę włożyć w udawanie dobrego stanu więcej energii i przekonania, aby nie nabrał podejrzeń. Nie chciałam go znów martwić. Każdy z nich potrzebował odrobiny spokoju. Chciałam, by to śniadanie przebiegło na normalnej i neutralnej płaszczyźnie. I na szczęście tak wyszło.

             Odsunęłam lekko firankę, by spojrzeć na ogród, który mieścił się na tyłach domu. Był dopieszczony pod każdym względem. Równo ścięta trawa otaczała każdy skrawek terenu. Kolorowe kwiaty i niewielkie krzewy były zadbane, a to za sprawą sprawnej ręki mamy, która uwielbiała relaksować się w taki sposób. Teraz też rodzice przebywali w ogrodzie, nachylając się nad grządkami, starając się sprawić, by całość była jeszcze piękniejsza, niż była do tej pory.
             Odwróciłam się od okna, słysząc dźwięk dzwonka. Spojrzałam w stronę salonu. Michael leżał na kanapie, oglądając kreskówki i wcinając popcorn. Miska z przekąską znajdowała się na jego brzuchu, a jego prawa ręka, co chwilę zatapiała się w słonym jedzeniu. Nie wyglądał na kogoś, kto ma zamiar ruszyć się z miejsca i otworzyć drzwi.
             Wzruszyłam ramionami, sama kierując się w ich stronę. Zastanawiałam się, kogo za nimi zobaczę. Przez chwilę pomyślałam, że może w końcu na progu znajdzie się ktoś z mojej paczki. Od wypadku nie widziałam nikogo z nich, a naprawdę chciałam ich poznać. W końcu teraz byli dla mnie zupełnie obcymi osobami. Chcąc wrócić na dawne życiowe tory, potrzebowałam ich. Chciałam też na własnej skórze się przekonać, czy ten wpis o mojej grupie w zeszycie jest prawdziwy i nie odbiega od prawdy. Może faktycznie byliśmy zadufanymi w sobie osobami? A może tamta Abbie zbyt ostro ich osądzała?
             Moja dłoń spoczęła na chłodnej klamce. Powoli nacisnęłam ją. Jednak kiedy drzwi otworzyły się, zamiast kogoś ze swojego towarzystwa, zobaczyłam przyjaciół Michaela. Cała trójka stała na progu, dokładnie mnie obserwując, jakby oczekiwali tego, że mogę zrobić lub powiedzieć coś, co im się nie spodoba. Szczerze, byłam rozczarowana. Wnioskowałam, że widocznie ja i moi przyjaciele, o ile mogłam ich tak nazywać, nie byliśmy, aż tak blisko, jak ta czwórka.
 Cześć  rzuciłam, uśmiechając się lekko.
 Cześć.
              Odpowiedział, tylko Calum. Luke ponowie wycofał się, unikając mojego spojrzenia. Ashton zaś wpatrywał się we mnie, jakby nie do końca był pewny, co powinien zrobić. Zagryzłam lekko wargę, odsuwając się od drzwi, by mogli wejść do środka.
 Mikey jest w salonie  powiedziałam cicho.
              Chyba wolałam nie za dużo się odzywać, by nie pogarszać sytuacji. W mojej głowie też zapaliła się lampka ewakuacyjna, aby zejść im z drogi. Że tak będzie prościej i łatwiej. Dlatego ruszyłam do pokoju, jako pierwsza. Złapałam za szklankę, spoglądając na brata.
 Przyszli twoi kumple  poinformowałam go, od razu chcąc wyjść. Chłopaki powoli weszli do salonu.
 Nie chcesz posiedzieć z nami?
 Nie  odparłam, ukradkiem zerkając na Luke'a i Asha. Wysoki blondyn nadal uciekał wzrokiem i trzymał się z dala ode mnie, zaś Ash skrzywił się, a potem skupił wzrok na ekranie telewizora. Jeśli myślał, że tego nie widziałam, to się mylił.
 Na pewno?
               Zdobyłam się tylko na to, by pokiwać głową. Próbowałam ukryć to, że zrobiło mi się po prostu przykro. Bez słowa ruszyłam do kuchni, czując nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Weszłam do pustego pomieszczenia, odstawiając brudną szklankę do zmywarki. Oparłam się dłońmi o blat.
               Nie mogłam ich winić za to zachowanie. Nie znałam powodów, więc nie wiedziałam, po której stronie leży wina. Być może to oni zrobili coś, co sprawiło, że nasze relacje nie były najlepsze. Być może spowodowałam to ja. Problem był jednak taki, że naprawdę nie chciałam mieć wrogów w najlepszych przyjaciołach swojego brata. Chciałam to, jakoś naprawić. O ile było, co naprawiać. Bez wiedzy na temat tego, co wydarzyło się wcześniej, nie wiedziałam, co mogę zrobić.
               Zacisnęłam mocniej powieki, czując lekkie pieczenie. Próbowałam przeanalizować ich zachowanie jeszcze raz, skupiając się na drobnych detalach. Nastawienie Asha jasno dawało mi do zrozumienia, że mnie po prostu nie lubi. Że nawet przebywanie ze mną w jednym pomieszczeniu nie jest dla niego zbyt przyjemne. Luke zaś zachowywał się tak, jakby po prostu się mnie bał. Caluma w ogóle nie potrafiłam rozgryźć. Wtedy też pomyślałam, że to z mojej strony musiało pójść coś nie tak. Byłam, aż tak okropną osobą? Wiedziałam jednak, gdzie mogę znaleźć odpowiedź. Szybko odwróciłam się i ruszyłam w kierunku schodów. Musiałam się przełamać i sięgnąć po pamiętniki.
               Wchodząc na górę i przechodząc do swojego pokoju, zrozumiałam, że odczuwam też najzwyklejszą zazdrość. Cholernie zazdrościłam bratu tego, jak blisko jest ze swoimi przyjaciółmi. Miałam wrażenie, że miał coś, czego nie miałam ja. Moi zupełnie o mnie zapomnieli. Chyba nie byśmy, aż tak super paczką. Nie byliśmy tak blisko. Równie dobrze sama mogłam wykonać w ich stronę ruch, ale nie wiedziałam jak. Nie znałam ich. Widziałam ich twarze, tylko na zdjęciach. Byli mi obcy. I to w pewien sposób mnie blokowało.
              Wyciągnęłam spod łóżka pudełko. Usiadłam na materacu, kładąc je obok. Moje dłonie lekko się zatrzęsły. Zamrugałam, czując, jak oczy znów zachodzą mi łzami. Wzięłam głębszy oddech, chcąc się psychicznie podnieść. Nie chciałam, by ktokolwiek mnie widział w takim stanie. Chciałam uchodzić za silną. Że mimo wszystko daję sobie z tym radę. Jednak prawda była całkiem inna. Miałam wrażenie, że gubię się coraz bardziej.
              Drgnęłam, kiedy usłyszałam, że ktoś zatrzymał się w progu. Zobaczyłam, że nie zamknęłam drzwi. Przede mną stał Calum. Przez moment wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Zupełnie nie wiedziałam, czy powinnam się odezwać czy może udawać, że go zupełnie nie widzę. Jednak to nie ja podjęłam decyzję. Zrobił to on, powoli robiąc krok do przodu.
 Wszystko w porządku?
 Tak, dzięki  wydusiłam, starając się, by mój głos brzmiał w miarę naturalnie.
 Jeśli chcesz… W salonie jest dużo miejsca. Nie musisz siedzieć sama.
 Nie, dzięki. Mam coś do zrobienia. Zresztą…  Wzięłam głębszy oddech.  Chyba ja i wy niezbyt się lubimy  powiedziałam powoli, dokładnie śledząc jego reakcję.
               Chłopak lekko zacisnął usta. Odwrócił głowę, spoglądając na tablicę korkową. Po chwili jego ciemne tęczówki znów skupiły się na mnie. Wzruszył ramionami. Miałam wrażenie, że on sam nie wie dokładnie, jak ma mi na to odpowiedzieć.
 Dobra, tak bywa  odezwałam się, by przerwać tą krępującą ciszę.  Możesz zostawić mnie samą?
 O ile nie masz zamiaru siedzieć i płakać.
 Jest w porządku  skłamałam, kiwając dodatkowo głową. Chłopak posłał mi lekki uśmiech, a następnie wyszedł z pokoju. Zgodnie ze swoją prośbą, zostałam sama.
               Przesunęłam się na łóżku, znajdując się naprzeciwko pudełka. Mogę śmiało powiedzieć, że cholernie bałam się tego, co mogę przeczytać w zeszytach. Bałam się sama siebie, a raczej dawnej siebie. Wzięłam w końcu głęboki oddech, zmuszając się do działania. Nie mogłam pominąć pamiętników. Były doskonałą formą do poznania wcześniejszego życia, a właśnie na tym zależało mi najbardziej.
              Powoli otworzyłam pokrywę. Sięgnęłam po jeden z zeszytów. Żałowałam, że nie ma tam żadnych dat, co ułatwiłoby mi rozeznanie się w chronologii wydarzeń z przeszłości. Rozchyliłam kartki, wpatrując się we własne pismo. Przejechałam po tekście wzrokiem. Postanowiłam, że nie będę czytać wszystkiego. W tym momencie interesowało mnie jedno zagadnienie. Chciałam wiedzieć, jak wyglądała moja relacja z kumplami Michaela. Miałam nadzieję, że dawna Abbie coś na ten temat wspomniała. Do pozostałych wpisów postanowiłam wrócić później. Po krótkiej chwili natrafiłam na jeden wpis, który mnie zainteresował.

Pamiętam, że to wszystko zaczęło się, kiedy brat Giny chodził jeszcze do tej samej szkoły. To on był wtedy członkiem znienawidzonej przez wszystkich elity. Wciągnął nas do niej, a my zaczęliśmy tworzyć kolejną grupę. Jakbyśmy byli ich następcami. Próbowałam zgarnąć w nasze szeregi Michaela, ale on nigdy nie był osobą, która lubiła być w centrum uwagi. Nigdy nie lubił szumu wokół siebie. Zresztą, bycie w elicie nie było, czymś wyjątkowym. Wszystkie te pseudo historyjki, jak to fajnie być częścią tego świata są naginane. A przynajmniej realia w naszej szkole mocno odbiegały od tych wszystkich przesłodzonych opowieści. Byliśmy grupą pozerów. Grupą, która siłą i złym słowem budowała sobie pozycję. Nic dziwnego, że ludzie woleli omijać nas szerokim łukiem, by tylko przez przypadek nie wejść nam w drogę. Bardziej odważniejsi starali się być bliżej, by coś na tym ugrać. Przysługa za przysługę. Ty zrobisz coś dla nas, my zrobimy coś dla ciebie. Liczyła się, tylko dobra pozycja. Każdy z nas był zapatrzony w siebie, wyniosły. Nie było nic za darmo, zawsze…

             Skrzywiłam się, patrząc na niedokończone zdanie. Nie rozumiałam, jak mogło mi się podobać takie życie. A może wcale tak nie było? Sądząc po słowach, dawna Abbie doskonale zdawała sobie sprawę, w jaki sztuczny świat weszła. Przerzuciłam stronę.

Żmija. Wcale się nie dziwię, że to przezwisko przywarło do mnie niemalże od początku, jak tylko ja i moi znajomi znaleźliśmy się w gronie tych najlepszych. Prawda była taka, że wcale tacy nie byliśmy. Szpanowanie, czym po padnie, znajomości z innymi elitami z pozostałych szkół, liczne imprezy i upijanie się, wcale nie powodowało, że byliśmy wyżej od innych. To były tylko pozory. Wyimaginowany świat, w który brnęliśmy dalej. Wiele osób ze szkoły było znacznie lepszych od nas. Pozostawali jednak niezauważani. Tkwili w lepszej rzeczywistości, niż my.

Byłam całkiem inna w domu. Byłam inna w szkole. Jakbym codziennie zakładała maskę. Jakbym wciąż odtwarzała tą samą rolę. W domu byłam zwykłą Abbie. W szkole zmieniałam się w Żmiję. Miałam dwa pieprzone oblicza.

Nie mogę mieć do niego żalu. Nie mogę obwiniać go za to, że przez to wzrastają kłótnie. Wcale się temu nie dziwię. To w końcu jego przyjaciele. A jeden z nich szczególnie trafił pod odsączał mojej grupy. Stał się pośmiewiskiem. Stał się tym, który jest wytykany palcami i szykanowany przez nas na każdym kroku. Poprosiłam tylko, by nie wciągano w to Michaela. Zostawili go w spokoju, bo jest moim bratem. Reszta nie ma takiej ochrony. Chociaż patrząc z perspektywy czasu, przecież mogłam się odezwać. Mogłam zrobić cokolwiek, by wszystko zmienić. Ale pozostawałam bierna. Nie kiwnęłam palcem, pozwalając, by to działo się dalej. Z drugiej jednak strony nie chciałam się w to angażować, by nadal mieć tą samą pozycję. Weszłam w to życie i w swoją rolę z taką siłą, że obawiałam się tego, że nie będę umiała funkcjonować inaczej. Chęć utrzymania pozycji społecznej w szkole, stała się ważniejsza, niż wszystko inne. Bycie kimś. Bycie na szczycie hierarchii. Wszyscy byliśmy ślepi.

Oni nienawidzą mnie, ja nie lubię ich. I jest jeszcze Michael… Ale on nie połączy tych dwóch światów…

              Zamknęłam zeszyt, odrzucając go na bok. Położyłam się na łóżku, zakrywając dłońmi twarz. Może nadal nie miałam pełnego obrazu tego, co konkretnie się stało, jednak wiedziałam jedno. Wina leżała po mojej stronie. Ja i moi znajomi zrobiliśmy coś, co ewidentnie zepsuło wszystko. Naprawdę byliśmy, aż tak cholernie zapatrzeni w siebie? Czy naprawdę potrafiliśmy ranić innych, by na tym zyskać? Dawna Abbie nie użyła w tym wpisie żadnego imienia, ale domyślałam się, o kogo konkretnie może chodzić. Czyżby wielkim pośmiewiskiem stał się Luke? Co takiego robiliśmy, że chłopak do tej pory reaguje na mnie strachem? Dlaczego Michael nic mi nie powiedział? W mojej głowie pojawiało się coraz więcej pytań. Bałam się ujrzenia całego obrazu swojego życia. Życia, które teraz wydawało mi się być totalnie zakłamane.

              Wyszłam z pokoju. Musiałam zająć myśli, czymś innym. I tak spędziłam za dużo czasu na rozmyślaniu o tym wszystkim. Wiedziałam, że nie pozbędę się tego tak szybko. Że znów będę musiała do tego wrócić. Teraz jednak chciałam psychicznie odpocząć.
             Zeszłam na dół. Z salonu dochodziła do mnie rozmowa dwójki chłopaków, a także dźwięk włączonego telewizora. Szybko minęłam wejście, przechodząc do kuchni. Jednak to, co zobaczyłam w pomieszczeniu obok sprawiło, że zatrzymałam się w przejściu, robiąc przy tym wielkie oczy. Byłam tak mocno zaskoczona, że przez moment bałam się poruszyć.
              Michael i Luke opierali się o blat. Wyglądali, jakby cicho, o czymś rozmawiali. Blondyn lekko kiwnął głową, a potem uśmiechnął się. Pierwszy raz widziałam na jego twarzy uśmiech. I była to bardzo miła odmiana. W moim towarzystwie przybierał pozę wystraszonego dzieciaka. Przy Michaelu zmieniał się zupełnie. To jednak nie był powód mojego małego szoku. Dopiero to, co stało się później.
              Mój brat delikatnie dotknął policzka chłopaka, a potem przybliżył się do niego jeszcze bardziej, składając na jego wargach krótki pocałunek. Ponownie spojrzał mu w oczy, a następnie musnął ustami jego czoło. To było tak czułe i przepełnione uczuciem, że poczułam się, jak intruz. Nie chciałam im psuć tej pięknej chwili, w której obaj wyglądali na tak bardzo szczęśliwych.
              Los jednak postanowił inaczej. Jak tylko chciałam się wycofać, błękitne tęczówki blondyna spojrzały wprost na mnie. Jego wyraz twarzy od razu się zmienił. W oczach zalśnił strach, może i nawet przerażenie. Odsunął się od Michaela, spuszczając wzrok. W  tym momencie wyglądał, jakby miał się popłakać, niczym pięcioletnie dziecko. Jakby to, co robili było surowo zabronione i niedopuszczalne. 
             Nie to jednak było najgorsze. Przeraziło mnie spojrzenie brata. On również się zmieszał. Zagryzł ze zdenerwowaniem wargę. Zrobił krok do przodu, zasłaniając swoim ciałem Luke'a, jakby obawiał się, jakiegoś ataku z mojej strony. W tym momencie zupełnie nie wiedziałam, co mam zrobić. Głos ugrzązł mi w gardle, a ja szukałam odpowiednich słów, by jakoś złagodzić całą tę sytuację. Sytuację, która w jakiś sposób wywołała we mnie nie pokój. Czy dawna Abbie miała coś przeciwko związkom między dwojgiem ludzi tej samej płci?
             Michael zerknął na Luke'a. Chłopak szybko odwrócił się i wyszedł z kuchni, zostawiając nas samych. To sprawiło, że atmosfera w kuchni odrobinę zelżała. Zauważyłam, że i brat się odrobinę rozluźnił. Wzięłam głębszy wdech, wchodząc do pomieszczenia. Jak gdyby nigdy nic, podeszłam do lodówki. Nadal byłam pod czujnym okiem Michaela.
 Więc ty i Luke…  zaczęłam, wyciągając z lodówki puszkę z napojem. – Nie mówiłeś, że kogoś masz.
 Umknęło mi  wydusił z siebie, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
 A ja myślę, że w tym momencie po prosu kłamiesz. Nie chciałeś mi o tym mówić i nie chciałeś, bym się dowiedziała  powiedziałam, nie mogąc powstrzymać goryczy w głosie.
             Byłam zawiedziona. Michael od samego początku wpajał mi to, że byliśmy kochającym się rodzeństwem, które mówi sobie wszystko. Teraz dowiedziałam się, że jednak nie było to tak do końca prawdą. Każdy z nas posiadał swoje własne tajemnice. Z pewnością ja też je miałam. Byłam jednak pewna, że po wypadku będziemy grać ze sobą w otwarte karty. Chłopak zmieszał się, spuszczając lekko głowę. Między nami zapanowała kolejna niewygodna cisza.
 Rodzice wiedzą?  Michael znów spojrzał na mnie.
 Nie…
 A ja? Wiedziałam o tym wcześniej?
 Wiedziałaś, ale udawałaś, że tego nie widzisz. Że tego wszystkiego nie ma.
 Czy nasi rodzice mają coś przeciwko?
 Nie mam pojęcia. Nigdy nie poruszałem z nimi tego tematu. Ja… Na razie nic im nie mów, okej? Proszę.
 Jeśli tak bardzo chcesz zachować to w tajemnicy, to musisz być ostrożniejszy. Nie tylko ja jestem teraz w domu. Są też i rodzice. To mogli być oni.
 Wiem  odparł, kręcąc głową.  Nie wiem, co mnie napadło. Ja… Naprawdę… Nie chcę, byś się ode mnie odwróciła z tego powodu i…
 Daj spokój  rzuciłam, uśmiechając się lekko. Mimo tego, że czułam się zawiedziona, wiedziałam, że Michael potrzebuje wsparcia. Chciałam być lepsza w tym moim nowym życiu. Zresztą, nie widziałam powodów, by go w żaden sposób potępiać.  Jesteście uroczą parą.
 Co?
 Nie wiem, jak to było wcześniej. Nie wiem, jakie miałam do tego podejście. Teraz jest inaczej. To co zobaczyłam, było jak wyrwane, z jakiegoś filmu. Cieszę się, że masz kogoś takiego obok siebie. Kogoś, kto daje ci szczęście. Kogoś, kto powoduje u ciebie uśmiech. I to samo widziałam u niego. Ty tak samo działasz na Luke'a. Zresztą, nikomu nic do tego. Ludzie zakochują się w sobie i nie jest ważne to, jakiej są płci. Miłość między dwoma chłopakami, jest tak samo piękna, jak pomiędzy dwiema dziewczynami czy parą heteroseksualną. Nie pozwól wmówić sobie tego, że jest inaczej.
             Zauważyłam, jak zaszkliły mu się oczy. Zacisnął usta, nie odrywając ode mnie wzroku. Uśmiechnęłam się, chcąc dać mu tym dodatkowo znać, że naprawdę akceptuję to w stu procentach. I to go przełamało. Chłopak przybliżył się, a potem objął mnie, wciskając twarz w zagłębienie mojej szyi. Pogładziłam go po plecach, czując od niego przyjemne ciepło.
            Może w jakiś sposób złagodziliśmy tym konflikt, który mieliśmy kiedyś? Tego nie wiedziałam. Domyślałam się jednak, że być może odpowiedź znów znajdzie się w pamiętnikach. Że tamta Abbie wspomniała również i o tym. O nich, o swoim podejściu. Gdzieś w środku jednak czułam, że i do tej sprawy mogłam mieć, jakieś dziwne zastrzeżenia. Czy byłam, aż tak zepsutym egzemplarzem? Czy mogłam być jedną z tych osób, które uważają, że takie związki są chore i nie na miejscu? Znów poczułam strach przed prawdą. Bałam się tego, co jeszcze może wyjść na jaw.

            Po kolacji zaszyliśmy się w pokoju Michaela. Chłopak włączył cicho muzykę, a potem zajął miejsce obok mnie. Przez chwilę leżeliśmy na łóżku, wpatrując się w sufit. Wiedział, że chcę znów porozmawiać. Poruszyć temat, który pojawił się w kuchni. Nie miał nic przeciwko, choć po jego minie wnioskowałam, że nie jest w stu procentach z tego zadowolony.
 Mikey?
 Tak?
– Ty i Luke długo jesteście razem?
 Od ponad roku.  Uśmiechnęłam się, co nie uszło jego uwadze.  Wiedziałem, że jest gejem. Spotykał się z innymi chłopakami, choć nic większego z tego nie wyszło. Tak samo było ze mną. Choć dochodzenie do tego kim jestem, zajęło mi więcej czasu. W końcu uznałem, że dziewczyny nie są dla mnie.
 I tak po prostu wziąłeś się za swojego przyjaciela?  zapytałam ze śmiechem, przekręcając się na bok, by móc go lepiej widzieć. On po chwili zrobił to samo.
 Można tak powiedzieć  odpowiedział, pukając mnie dla zabawy w czoło.  W sumie to Calum i Ash zaproponowali, że powinniśmy się razem umówić i zobaczyć, co z tego będzie. Nasze poprzednie próby randkowania z kimś innym zawsze kończyły się klapą. Teraz było inaczej. Może było to spowodowane tym, że znaliśmy sie od małego. Uwielbiamy swoje towarzystwo, więc musieliśmy, tylko nieco zmienić relację, jaka nas łączyła. I to wyszło nam na dobre. Nie ma nic lepszego, niż mieć przyjaciela i chłopka w jednym.
 To prawda.
 Jego rodzice o nas wiedzą. Mają bardziej zdrowsze podejście.
 Nasi nie?
 Nie rozmawiałem z nimi na ten temat.
 Dlaczego?
 Myślę, że pod maską spoko rodziców, za których chcą uchodzić, kryje się coś jeszcze. Mam wrażenie, że nie wszystko będą w stanie zaakceptować. A w szczególności odmienną orientację. Mama ciągle mówi, że powinienem przestać przesiadywać tak dużo z chłopakami i zacząć umawiać się z dziewczynami. Nigdy nawet nie zażartowała, że mógłby to być ktoś tej samej płci. Jakby homoseksualizm dla nich nie istniał.
 Tego do końca nie wiesz. Skoro nie rozmawialiście i…
 Nie chcę na razie poruszać z nimi tego tematu.
 Wiesz, że kiedyś będziesz musiał?
 Tak, wiem. I cholernie się boję. Chyba to jest w tym najgorsze. Stach przed ich opinią. Boję się, że mnie po prostu przekreślą. Dlatego nie mów im, okej?
 Nic nie powiem  zapewniłam go z uśmiechem. Michael wziął głębszy oddech.  Kochasz go, prawda?
 Tak. Znalazłem w nim wszystko, czego potrzebuję. Luke jest… Mam wrażenie, że jest idealnie do mnie dopasowany. Sytuacja…  Urwał.
– Mikey? Mów.
– Ludzie w szkole wiedzą o nim.
 Że jest gejem?  Pokiwał głową.  Co związku z tym?
 Kiedyś było inaczej. Nie przejmowaliśmy się tym tak za bardzo. Kiedy Luke się przełamał, by w końcu przyznać nam się do tego, zaakceptowaliśmy to od razu. W szkole nie mówiliśmy nic. Ale kiedyś to się wydało. Od tamtej pory wieszają na nim psy, jakby… Jakby przez to, że woli facetów nie miał prawa do szczęścia. Jest cholernie wrażliwym i uczuciowym chłopakiem. Chodzenie tam nie jest dla niego łatwe, ale zawsze jesteśmy obok.
 To głupie zachowanie pustych kretynów  podsumowałam, kręcąc głową.  Nikomu nic do tego.
– Takie są realia naszej szkoły.
 O tobie wiedzą?
 Nie. Wielokrotnie mówiłem, że mam gdzieś opinię innych, ale Luke zawsze prosił mnie o to, bym sam się nie podkładał. Obiecałem, że dotrzymam słowa i tak robię. Dzięki temu mam spokój. Co jest też cholernie niesprawiedliwe.
 Dacie radę. Został wam, tylko rok. Potem zaczniecie w innym miejscu.
– Na to liczę. Nie zostawię go.
 Cieszę się, że jesteś z nim szczęśliwy.  Michael uśmiechnął się.  Mam pytanie.
 Słucham?
 Jaki ja miałam do tego stosunek? Tylko mów prawdę.  Chłopak posmutniał. Jego wzrok skupił się na kolorowej pierzynie, na której leżeliśmy.  Mikey?
 Kiedy się dowiedziałaś, nie miałaś nic przeciwko. Traktowałaś mnie normalnie. Jednak w szkole… Byłaś po drugiej stronie. Pod tym względem zupełnie cię nie rozumiałem. W domu zapewniałaś mnie, że inna orientacja to nic takiego. Wszystko zmieniało się, kiedy znajdowałaś się  wśród swoich znajomych. Nigdy nie lubiłem tamtej Abbie. Jakbyś nie była moją siostrą, z którą oglądałem seriale, słuchałem muzyki czy wygłupiałem się. Byłaś inna. Kiedy dowiedziałaś się, że ja i Luke jesteśmy razem, udawałaś, że cię to nie obchodzi. Sugerowałaś, że on nie jest dla mnie. I ty też mówiłaś mi, że mam w szkole nie pokazywać tego, że jestem gejem. Nie wiem, czym się kierowałaś. Może tak, jak Luke, chciałaś bym nie miał problemów? A może przed znajomymi wstydziłaś się tego, że twój brat jest właśnie taki? To bolało… Abbie?
              Podniosłam się do pozycji siedzącej, wycierając pospiesznie kąciki oczu, tak by nie widział, że to mnie dotknęło. Gdzieś podświadomie liczyłam na to, że obraz zbudowany z wiedzy opartej na pamiętnikach może być mylący. Że może wyciągnęłam błędne wnioski. Jego słowa sprawiły jednak, że ta druga rzeczywistość zaczęła się jeszcze bardziej urealniać. Teraz tym bardziej wiedziałam, że zeszyty nie kłamią. Abbie sprzed wypadku zdecydowanie miała dwa oblicza.
 Przepraszam.
 Co? Za co?  wydusiłam, kiedy mnie objął.
 Nie chciałem sprawić ci przykrości i…
 Mikey  odwróciłam się, by móc znów na niego spojrzeć.  To nie ty powinieneś przepraszać. Byłam kiepską starszą siostrą. Dwulicową, zapatrzoną w siebie i… Zupełnie nie rozumiem, jak może podchodzić do mnie w tak spokojny sposób, kiedy ja odwalałam takie numery. Nigdy nie powinnam była cię skrzywdzić. Do cholery, jesteś moim bratem!
 Abbie, uspokój się. – Złapał mnie za ramiona, a potem przysunął się bliżej.  Byliśmy i nadal jesteśmy razem. Mimo tego wszystkiego, co się działo, nadam mam w tobie oparcie. Wiedziałem to wcześniej i wiem to teraz. Twoje zachowanie wielokrotnie mi się nie podobało. Jednak w domu, zmieniałaś się w moją ukochaną siostrę, a ja przystawałem na to. Jakby tak miało być i…
 Tak nie powinno być.
 Abbie  przetarł palcami moje mokre od łez policzki  ludzie się gubią. Możliwe, że przez lata gubiłaś się i ty. Może teraz jest czas, by to zmienić. By wszystko naprawić. Może nadszedł ten moment, byśmy to wszystko zaczęli budować od nowa. Może jest to ten czas, bym w końcu sam przestał udawać, że jest w porządku. Bym zawalczył o ciebie, tak jak to powinienem zrobić wcześniej. By moja siostra wróciła i została ze mną na zawsze. Nigdy nie jest za późno, by ponaprawiać błędy.
 Sądząc po tym, jaka byłam i czym się kierowałam, wątpię by było, co naprawiać.
– Ja uważam, że zawsze jest szansa. Szczególnie dla ciebie.
 Dla mnie?
– Chyba nie sądzisz, że jestem w stanie przekreślić cię po całości? Wcześniej też miałem do tego inne podejście. Teraz wiem, że nie powinienem był ignorować wielu rzeczy. Będę o ciebie walczył do końca. Chcę, by moja Abbie, na zawsze była tą Abbie, którą uwielbiam. Byś nie wróciła do starych nawyków i dawnego stylu życia. Masz czystą kartę.
 Czystą kartę?
 Pustka w głowie  powiedział, pukając mnie w czoło. Zaśmiałam się przez łzy.  Już po twojej reakcji widzę, że patrzysz na to z zupełnie innej perspektywy. Może dzięki amnezji zrozumiesz błędy i łatwiej je dostrzeżesz? Kto wie? Zobaczymy, jak to będzie.
 Nie będzie to przyjemne.
 W życiu nie zawsze zdarzają się przyjemne rzeczy. Ale ty dobrze o tym wiesz.  Uśmiechnął się lekko.  Uzupełnimy wspomnienia. Naprawimy wszystko.
 Zmienisz mnie w lepszą mnie?
 W tą, którą znałem od dawna. W tą Abbie, która nie trafiła jeszcze do elity szkolnej. Tą, która była wolna, od tego całego cyrku, jaki się dział.
 Podoba mi się ten pomysł.
 We dwóje damy radę, prawda?  Wyciągnął mały palec. Zaśmiałam się, odpowiadając tym samym. Splotłam je razem.  Tak robiliśmy, jako dzieci. To była nasza przysięga na paluszek. Więc jak będzie?
 Damy radę  odpowiedziałam z uśmiechem.
              I musiałam przyznać, że po tym poczułam się lepiej. Wierzyłam w to, że Michael pomoże mi uzyskać równowagę. Wrócić do tej lepszej wersji mnie. Bym stała się tą Abbie, która nie miała parcia na popularność, nie była opryskliwa i zakochana w sobie. Która widziała resztę świata i ludzi, a nie tylko czubek własnego nosa. Bo po przeczytaniu kilku wpisów z pamiętnika, właśnie tak odbierałam to, kim byłam wcześniej. A to mi się zupełnie nie podobało. Chciwie chciałam tej zmiany. Chciałam przestać się wstydzić za samą siebie. Chciałam ruszyć do przodu, zmieniając podejście do życia. I liczyłam na to, że to może się udać.


***
Kolejny rozdział za nami, w którym to nasza niby z pozoru niewinna Abbie odkrywa kolejne fakty ze swojej przeszłości. Na chwilę pojawił się też Calum :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Dziękuję za wszystkie komentarze!

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF


7 komentarzy:

  1. Błagam Cię, napisz to w pierwszej kolejności. To jest takie prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Rozdziały do ff piszę po kolei, więc na następny i tak będzie trzeba trochę poczekać :)

      Usuń
    2. Poryczałam się przez to opowiadanie. Nie każ mi długo czekać, błagam...

      Usuń
  2. Muuuuuuuke!!! Ciekawość zżera mnie od środka, zachowanie Ashtona, no wiesz... Nie mogę się doczekać, aż wszystko się wyjaśni. ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zaciekawiłam :)

      Usuń
  3. Cieszę się że Abby ma możliwość spojrzenia na dawną siebie z boku. Ta amnezja wyjdzie jej jeszcze na dobre i szczerze mówiąc im bardziej zagłębiam się w twoją historię tym bardziej uwydatniał w sobie wniosek że każdy z nas powinien choć raz mieć szansę na poznanie siebie na nowo.
    Nawet nie umiem opisać jaką przyjemność sprawia mi czytanie tego ff, jest naprawdę świetne!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że to ff przypadło Ci do gustu :) Dziękuję!

      Usuń