niedziela, 20 listopada 2016

#04 Nowa ja

               Z początku byłam nastawiona do tego dość sceptycznie. Nie sądziłam, że wizyty u psychologa są konieczne. Pod odkryciu cząstki dawnej siebie, uznałam, że rozmowa z osobą postronną dobrze mi zrobi. Ona spojrzy na to wszystko pod zupełnie innym kątem. Może dostrzeże coś, czego nie widziałam ani ja, ani Michael. Może podpowie, jak naprawić przeszłość. Da kierunek. Wskaże lepszą drogę. Pomoże w przyswojeniu nowych informacji.
               Prawda była taka, że przez ten weekend zdążyłam porządnie zniechęcić się do Abigail Clifford. Do dziewczyny sprzed wypadku. Nie podobało mi się to, jaka byłam kiedyś. Zupełnie nie popierałam jej zakłamanego zachowania, podejścia do życia, rodziny i bliskich, a także priorytetów, jakie obrała. Nie rozumiałam, jak można było mieć, aż tak wielkie parcie na pozycję społeczną, żeby stawiać to na samym szczycie życiowych aspiracji i wartości. Bałam się tego, co mogła jeszcze zrobić stara Abbie, by zyskiwać to, na czym jej tak bardzo zależało. Do czego była zdolna się posunąć, by być kimś, za kogo chciała uchodzić.
                 Było to pierwsze spotkanie z doktorem Johnem Normanem. Już na wstępie zaznaczył, że ta wizyta będzie typowo zapoznawcza. By mógł nakreślić sobie mój przypadek i problemy. Dlatego nie liczyłam na wiele. Miałam nadzieję, że kolejne spotkania zaczną działać cuda, a ja ogarnę się z własnym życiem.
                 Byłam w niewielkim gabinecie. Naprzeciwko mnie znajdował się długi, wysoki regał z kolorowymi książkami o różnej wielkości i stanie zużycia. Było ich tak wiele, że byłam pewna, że dostrzegam, jak półki w niektórych miejscach uginają się pod ich ciężarem. Siedziałam na miękkim fotelu. Pochyliłam się, by odłożyć na niewielki stoliczek plastikowy kubek z wodą, którą do połowy wypiłam. Starszy mężczyzna, przekręcił w palcach niebieski długopis. Dostrzegłam na jego pomarszczonej dłoni niewielkie plamki wątrobowe. Ciemno brązowe oczy bacznie mnie obserwowały. Doktor Norman odrywał wzrok od mojej osoby tylko wtedy, kiedy chciał coś zanotować. A przez całą wizytę zrobił to kilka razy. Zdania musiały być niedługie, może były to, tylko hasła. Gdy spuszczał głowę, zaraz podnosił ją z powrotem, a ciemne tęczówki znów patrzyły się wprost na mnie.
 Jesteś rzadkim przypadkiem, Abigail  powiedział, pocierając palcami siwą brodę.  Osobiście nie spotkałem się jeszcze z amnezją wsteczną, która odebrałaby pacjentowi wszystko. Jesteś dla mnie nowym wyzwaniem.
 Od zawsze lubiłam być oryginalna  odparłam, a mężczyzna zaśmiał się cicho.
 Wracając jednak do twojego pytania. Uważam, że nie ma w twoim podejściu nic dziwnego. To normalne, że masz obawy. Obawy przed poznaniem samej siebie. Informacje, jakie zawierają pamiętniki wzbudzają w tobie lęk. W szpitalu wykreowałaś sobie pewien obraz życia, jaki kiedyś wiodłaś, opierając się na tym, co mówili ci bliscy. A jak wiadomo rodzina często nie wie o nas wszystkiego.
 Nie powinnam być ciekawa tego, co tam jest?
 Mówi się, że człowiek z natury jest ciekawski. Jednak kiedy pojawia się lęk, nasze zachowania się różnią. Jedni z pewnością, by się przełamali i dalej dążyli do prawy. Inni być może, by się wycofali zupełnie. Nie powinno się jednak robić niczego na siłę.
 Więc boję się prawdy?
 Boisz się stanąć twarzą w twarz ze swoim dawnym życiem. Już teraz zauważyłaś, że nie było ono takie, jakie być chciała. Dostrzegasz wszystko z zupełnie nowej strony. Jakbyś była osobą, która stoi obok, zauważając detale, małe drobnostki, które zaważały na wcześniejszych decyzjach i postępowaniu. Tamta Abigail mogła to ignorować. Mogła świadomie udawać, że pewnych rzeczy nie widzi. Że ich nie ma. Miała do tego pełne prawo, ponieważ widziała całość. Ty tego nie masz. Dostajesz, tylko wyrywkowe części wspomnień, które musisz ułożyć.
 Jak puzzle?
 Dokładnie. Musisz ułożyć tę układankę w całość. Będzie to długi proces.
 Domyślam się.
 Ale to nie znaczy, że nie jest to niewykonalne. Potrzeba ci czasu i cierpliwości. Nie bądź też zbyt surowa względem siebie. Teraz masz całkowicie otwarte oczy. Widzisz inaczej. Dawniej być może ten obraz był zamazany. Wykorzystaj to, jeśli masz zamiar coś poprawić.
 Z pewnością to zrobię  powiedziałam cicho.
 Podoba mi się takie podejście  odparł mężczyzna, prostując się. Spojrzał na wiszący na ścianie zegar.  Nasz wspólny czas dobiegł końca. Miło było cię poznać, Abigail.
 Pana również.
 Widzimy się na kolejnej wizycie.
 Oczywiście.
 Uważaj na siebie. Do widzenia.
 Do widzenia, doktorze Norman  rzuciłam, wstając i kierując się w stronę drzwi.
                Wyszłam na szeroki, jasny korytarz. Pod drzwiami na plastikowym krześle siedziała kolejna osoba, czekająca na swoją wizytę. Kobieta skinęła mi głową. Uśmiechnęłam się lekko, odpowiadając tym samym, a następnie ruszyłam w stronę bocznych drzwi, by dostać się na schody.
                Czy ta wstępna rozmowa z doktorem mi pomogła? Z pewnością nakreśliła mi bardziej obraz tego, co dokładnie czuję w stosunku do całej tej sytuacji. Wiedziałam jednak, że jest jeszcze wiele rzeczy, które muszę poznać, by zobaczyć to wszystko w nowym świetle  tak, jak powiedział to Norman. Potrzebowałam czasu, a jednocześnie chciałam to wszystko przyspieszyć. Bałam się tego, co mogę odkryć, a jednocześnie chciwie pragnęłam to wiedzieć. Byłam zmieszana, ale gotowa na zmiany.
                Wyszłam z budynku, szybko namierzając samochód ojca. Daryl stał oparty o maskę, popijając kawę z tekturowego kubka. Gdy mnie zauważył, od razu pomachał, jakbym miała się podczas tej krótkiej drogi zgubić.
 Jak było?
 Chyba ja i doktor Norman się polubiliśmy  odpowiedziałam, podchodząc do drzwi od strony pasażera. Otworzyłam je, a następnie wsiadłam do środka. Po chwili ojciec zajął miejsce za kierownicą.
 O czym rozmawialiście?
 Obowiązuje coś takiego, jak tajemnica lekarska.  Mężczyzna uniósł brwi, a potem zaśmiał się cicho.  Wolałabym by to, co zostało powiedziane w gabinecie, zostało w gabinecie.  Nie chciałam mówić mu o swoich obawach ani o porażce, jaką byłam kiedyś. Nie chciałam, by ojciec poznał to drugie oblicze córki.
 Oczywiście, skarbie  odparł, kiwając szybko głową.  Odwiozę cię do domu, a potem wracam do pracy.
 Mogłam przyjechać sama i…
 Mówiliśmy już o tym. Nie chcemy, by coś się stało.
 Ale ja naprawdę potrafię o siebie zadbać. Nie mam, jakiegoś uszczerbku w mózgu. Jestem normalnie myślącą osobą, która wie, co można, a czego nie. Poradziłabym sobie.
 Może następnym razem.
                   Spojrzałam na niego, a następnie zjechałam lekko po siedzeniu, robiąc niezadowoloną minę. Wiedziałam, że słowa następnym razem nie wypalą. Rodzice byli przewrażliwieni i nazbyt opiekuńczy w stosunku do mnie. Miałam wrażenie, jakby po tym wypadku chcieli mnie trzymać pod kloszem. Takie chuchanie i dmuchanie w niczym mi nie pomagało. Chciałam normalności. Chciałam żyć, jak każdy inny, nie będąc kontrolowaną na każdym kroku.

                 Pacnęłam na kanapę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W domu nie było nikogo. Rodzice tkwili w pracy, a Michael był w szkole. Nie miałam też ochoty zagłębiać się w wiedzę na temat siebie. Chyba potrzebowałam trochę ochłonąć, po wizycie u psychologa. Wiedziałam jednak, że jeśli czegoś zaraz nie wymyślę, to nie wytrzymam sama ze sobą. Chciałam się wyrwać z tych czterech ścian, choć na krótką chwilę.
                 Wtedy też przypomniałam sobie niewielki pawilon ze sklepami, który mieścił się na początku osiedla. Zauważyłam go, kiedy jechałam, a także wracałam od lekarza. Był tam nie tylko duży market, sklep warzywniczy i mięsny, ale także drogeria, kwiaciarnia i fryzjer. Dlaczego nie miałabym się udać na małą wycieczkę? Droga zajęłaby mi spacerem, z jakieś piętnaście minut w jedną stronę.
                Nie musiałam dłużej szukać motywacji i chęci do tego, by ruszyć się z kanapy. Chciałam wyjść. Chciałam iść i wejść do sklepu. Miałam wrażenie, jakbym nigdy nie była na zakupach. Czemu by nie nadrobić i tego doświadczenia?
                Wstałam z sofy, a następnie niemalże wbiegłam na górę. Wpadłam do pokoju, by zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Liczyłam na to, że w portfelu znajdę, jakieś pieniądze i na szczęście tam były. Miałam też kartę płatniczą, ale wątpiłam, że poradziłabym sobie z odgadnięciem do niej pinu. Wsadziłam portfel do torebki. Chwyciłam też za zwinięte na biurku słuchawki. Odrobina muzyki podczas spaceru się przyda. Wiedziałam, że na telefonie mam całą masę różnych piosenek i nie wszystkie udało mi się jeszcze przesłuchać. Zanim wyszłam z pokoju, złapałam jeszcze klucze od domu. Tak przygotowana, ruszyłam na podbój osiedlowego sklepu.

                 Moje kroki były uzależnione od rytmu piosenki, jaką aktualnie słuchałam. A większość z nich składała się z mocniejszego brzmienia. Czułam na twarzy przyjemne promienie słońca, które mile ogrzewały skórę. Rozglądałam się na boki, starając się zapamiętać, jak najwięcej szczegółów i detali z otoczenia, które kiedyś było mi tak dobrze znane. Cieszyłam się tym, że jestem sama i nie wiszą nade mną nadopiekuńczy rodzice. Poczułam się wolna. Jakbym potajemnie wyrwała się spod ich skrzydeł.
                W sklepie zaś zaatakowały mnie przepełnione kolorowymi opakowaniami półki. Nie wiedziałam, co chcę konkretnie kupić. Nie miałam przyszykowanej listy, więc włóczyłam się wolno alejkami, mając nadzieję, że coś wpadnie mi w oko. W końcu postawiłam na coś słodkiego. Niektóre rzeczy jadłam w domu. Inne zaś były dla mnie w pewien sposób nowe. Nie wiedziałam, skąd znam smak takich, a nie innych ciastek, cukierków czy nadziewanej czekolady. Domyślałam się, jak smakują i byłam pewna, że przy większości produktów, odgadłabym to bezbłędnie. Po dłuższym namyśle, wsadziłam do koszyka dwie paczki chipsów, mleczne batoniki, paczkę karmelowych cukierków i cztery pączki z budyniem, które znalazłam na stoisku z pieczywem i ciastami.
                Potem zmieniłam sklep. Skoro byłam już przy pawilonach, postanowiłam też zahaczyć o drogerię. Wchodząc do środka, nie sądziłam, że zapragnę małej zmiany. A wszystko to zmieniło się, kiedy stanęłam przy lustrze, patrząc na swoje blade odbicie. Chciałam być nową Abbie. Czemu ta nowa wersja nie mogłaby wyglądać nieco inaczej? Podjęłam decyzję całkowicie spontanicznie. Ale ona wywoływała na mojej twarzy szeroki uśmiech. Jakby była dowodem i krokiem ku lepszemu.
                 Wyszłam z drogerii, wciskając małą siatkę do większej, którą wyniosłam z poprzedniego sklepu. Podniosłam głowę, dostrzegając znaną osobę. Calum wychodził właśnie z marketu, wkładając pod pachę chleb, zapakowany w przezroczysty woreczek. W drugiej dłoni trzymał napchaną, materiałową siatkę. Chciałam się odwrócić, aby mnie nie zauważył, ale było za późno. Nasze spojrzenia na moment spotkały się ze sobą. Uśmiechnęłam się lekko, widząc, że on zrobił to pierwszy. Byłam zaskoczona, kiedy ruszył w moją stronę.
 Cześć.
 Cześć  odpowiedziałam, starając się brzmieć na mniej zdziwioną, niż byłam w rzeczywistości. Naprawdę nie sądziłam, że zechce się do mnie w ogóle odezwać.
 Jesteś tu sama?  zapytał, rozglądając się na boki.
 Jestem duża. Mogę sama chodzić do sklepu.
 Nie o to mi chodziło  powiedział ze śmiechem, kręcąc jednocześnie głową. Uśmiechnęłam się, widząc jego reakcję.  Twoi rodzice ostatnio są…
 Nadopiekuńczy?
 Dokładnie.
 Znasz ich lepiej, niż ja teraz, więc trafiłeś.
 Może cię podwieźć?
 Nie rób sobie kłopotu i…
 To żaden kłopot. Mam po drodze. Mieszkam dwie ulice dalej, więc i tak przejeżdżam obok twojego domu.
 Naprawdę nie musisz.
 Ale chcę  powiedział, a ja uniosłam jedną brew.  Chcę być przykładnym kumplem twojego młodszego brata. Po znajomości zyskasz podwózkę.
 Szkoda, że ja nie byłam przykładną siostrą dla kumpli mojego brata  wymamrotałam pod nosem.
 Nawet nie zaprzeczę  odparł, a potem uśmiechnął się, przez co znów nieco się zmieszałam.  Idziemy  zarządził.  I nie chcę słyszeć odmowy. Zaparkowałem na końcu. 
 W porządku  rzuciłam, a on jako pierwszy ruszył w kierunku samochodu.
                 Po bardzo krótkim marszu, w końcu dotarliśmy na sam koniec parkingu. Calum zatrzymał się przy czarnym Volkswagenie. Otworzył bagażnik, wrzucając swoje zakupy do środka. Następnie obszedł wóz, stając przy drzwiach od strony kierowcy. Zajęłam miejsce pasażera. Chłopak po chwili pojawił się obok, wsadzając kluczyk do stacyjki.
 Nie powinieneś być teraz w szkole?  zapytałam, układając zakupy na kolanach.
 Miałem wizytę u lekarza.  Spojrzałam na niego uważnie.  Nie jestem chory. To był okulista. Wizyta kontrolna. Moja mama ma fioła na punkcie kontrolowania stanu zdrowia. Ale przynajmniej ominęła mnie fizyka z panią Butcher. Nie cierpię tej wiecznie czepiającej się o wszystko babki. Śmierdzi od niej, jak z nieposprzątanej kuwety. Mogę się założyć, że ma w domu więcej kotów, niż Michael gier komputerowych.  Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.  Cieszę się, że bawi cię moje nieszczęście. Na każdej lekcji przeżywam koszmar, ale jasne, Abbie, śmiej się, bo już nie musisz się z nią męczyć.
 Ktoś w ogóle ją lubi?
 W szkole? Chyba nie. Ale pewnie lubią ją jej koty. Jestem pewny, że jakieś ma.
 Ma męża?
 Nie mam pojęcia. Jeśli ma, to współczuję facetowi.
                   Uśmiechnęłam się po raz kolejny, hamując chęć ponownego wybuchnięcia śmiechem. Calum zerknął na mnie, również się uśmiechając. Nie sądziłam, że rozmowa z kumplem brata będzie taka łatwa. A przede wszystkim, że może się odbywać na tak swobodnej i luźnej płaszczyźnie. Wiedziałam jednak, że jeszcze trochę to potrwa zanim zupełnie zmienią do mnie nastawienie  w szczególności Luke i Ash. Teraz jednak zapaliła się we mnie nadzieja, że jednak jest to możliwe. Małymi krokami do celu.

                   Usłyszałam, jak otwierają się drzwi wejściowe. Zaraz zamknęły się z cichym trzaskiem. Poderwałam się do pionu, wyłączając telewizor. Wyszłam na hol. Michael zrzucił z nóg buty, zostawiając je pod szafką. Odwrócił się. Podskoczył, kładąc dłoń na klatce piersiowej w miejscu, w którym znajduje się serce.
 Kurwa, Abbie!  warknął, biorąc głębszy wdech.  Prawie miałem zawał! Nie skradaj się tak! 
– Czekałam na ciebie.
 Właśnie widzę, że jesteś czymś nakręcona.
 Musisz mi pomóc.
 To legalne?  Uniosłam jedną brew, patrząc na niego z niedowierzaniem. – Co takie wymyśliłaś?  zapytał z uśmiechem.
 Chodź!
                 Złapałam go za rękę, a następnie pociągnęłam w stronę schodów. Michael posłusznie ruszył za mną, domagając się tego, bym w końcu powiedziała, o co chodzi. Weszliśmy na górę. Kazałam mu odłożyć plecak. Zrobił to, zostawiając go na środku korytarza. Niemalże wepchnęłam chłopaka do łazienki. Wcisnęłam mu w dłonie kolorowe pudełko.
 Pomóż mi z tym.
 Chcesz mieć niebieskie włosy?!
– To błękit  poprawiłam go, na co zmarszczył nos.  I nie chcę farbować całych włosów. Pomyślałam o końcówkach. Z kilka centymetrów. Co ty na to? Dasz radę to zrobić?
 Oczywiście, że dam  prychnął, przekręcając oczami.  Nic trudnego. Jestem ekspertem w dziedzinie nakładania farby.
 Nie przesadzaj.
 Ale taka prawda. Sam się farbuję. Spójrz na te boskie efekty!
 Robimy?
 Robimy.

                  Musiałam przyznać, że mi się podobało. Choć decyzja podejmowana była spontanicznie, to jednak trafiłam. Błękit idealnie współgrał z moimi blond włosami. Czułam się w takim zestawieniu naprawdę dobrze. Jakbym ożywiła ten smutny wizerunek Abbie, który prezentowałam wcześniej. Ta Abbie miała być lepsza. Bardziej kolorowa. Dostrzegająca te lepsze barwy życia.
                 Michael spojrzał na mnie z triumfem i zadowoleniem, podziwiając swoje małe dzieło, jakie stworzył na moich włosach. Przejechał palcami po błękitnych kosmykach, a następnie uniósł kciuk. W momencie kiedy chciałam się odezwać, usłyszałam głosy rodziców dochodzące z dołu. Byłam tak pochłonięta małą metamorfozą, że ogóle nie dotarło do mnie to, że nie jesteśmy już sami.
 Dzieciaki?!
 Idziemy!  krzyknął Michael, wychylając się w stronę drzwi.  Gotowa na pokazanie nowej odsłony siebie?
 Tak.
 Rodzice ześwirują  zaśmiał się chłopak, wychodząc na korytarz, jako pierwszy.  Kiedy ja zacząłem się farbować, myślałem, że matula rozszarpie mnie na strzępy. Jak ty będziesz wyglądał? Jak będziesz tak chodził do szkoły? Ale jej przeszło  dodał z zadowoleniem.
 Nie lubią udziwnień?
 Chyba już do tego przywykli.
                  Zeszliśmy na dół, a następnie przeszliśmy do kuchni, skąd dochodziła do nas krzątanina rodziców. Weszłam do środka w momencie, kiedy mama odkładała na krzesło swoją dużą, skórzaną torebkę. Spojrzała na nas z uśmiechem. Jej mina jednak szybko się zmieniła, kiedy dostrzegła mój nowy kolor włosów. Zrobiła wielkie oczy.
 Jezu, Abbie…
 Podoba się?
 O-oryginalnie  wydukał tata, przekrzywiając głowę.
 Nowa ja  powiedziałam, siadając na krześle. Ułożyłam na stole ręce, by po chwili oprzeć o nie głowę. Błękitne kosmyki musnęły moją twarz.
 Skąd ten pomysł?  zapytała powoli mama.
 Uznałam, że przyda mi się odświeżenie.
 Wygląda bombowo, nie?  rzucił Michael, zajmując miejsce obok.  Moje dzieło!
 Bardzo ładnie  pochwaliła mama, choć ja zauważyłam, że nadal się waha. Chyba nie do końca popierała pomysł na farbowanie włosów na takie… niecodzienne kolory.

                 Usiadłam na łóżku, kiedy usłyszałam krótki dźwięk przychodzącej wiadomości. Zrobiłam zaskoczoną minę, dostrzegając, że tym razem odezwał się mój telefon. Michael uśmiechnął się, przekręcając się na plecy. Byliśmy w trakcie rozmawiania o muzyce. Okazało się, że lubię wiele zespołów, które uwielbia także i on.
 Dostałam sms-a  powiedziałam, nadal będąc w lekkim szoku. Przez moment wpatrywałam się w krótki tekst.  Od Giny.
 To jedna z twoich przyjaciółek  odparł, maszcząc nos.
 Nie lubisz jej?
 Nie lubię nikogo z twojej paczki  rzucił otwarcie, a ja zacisnęłam usta.  Co napisała?
 Chce się spotkać pojutrze. Ma być też Laura.
 To też twoja kumpela.
 Opowiadałeś mi o nich  zaczęłam powoli, machając telefonem.  Kiedy pytałam cię o ludzi ze zdjęć – dodałam, wskazując brodą fotografie wiszące na tablicy korkowej.  Nie mówiłeś wtedy, że się nie lubicie.
 To skomplikowane.
 Jak moja relacja z twoimi przyjaciółmi?
 Tak.
 Okej  powiedziałam powoli.  Powinnam iść?
 Szczerze?
 Tylko.
 Najchętniej poradziłby ci, byś kopnęła ich w dupę.  Skrzywiłam się, a Michael zaśmiał się cicho.  Jednak trzymałaś się z nimi. Pewnie… Chciałabyś odzyskać tą znajomość. Powinnaś iść.
                   Kiwnęłam głową, odpisując na wiadomość. Dziewczyna odpowiedziała od razu, wysyłając mi godzinę i miejsce spotkania. Wcześniej naprawdę pragnęłam poznać na nowo swoich przyjaciół. Po tym jednak, co przeczytałam w pamiętnikach i po tym, jak czułam się opuszczona, bo po wypadku zupełnie mnie zignorowali, nie wiedziałam, czy teraz naprawdę tego chcę. A jak się okaże, że ja już w ogóle do nich nie pasuję? A czy pasowałam do nich wcześniej? Wiedziałam, że póki nie przekonam się o tym na własnej skórze, nie znajdę na to odpowiedzi. 



***
Abbie postawiła na małą zmianę. Teraz bardziej pasuje do swojego kolorowego brata XD
Na krótką chwilę pojawił się też Calum :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Dziękuję za wszystkie słowa motywujące mnie do dalszego pisania!

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF


9 komentarzy:

  1. Świetny rozdział:) Fajnie jakby juz było więcej Caluma :P <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Te rozdziały kończą się zdecydowanie za szybko xD Pragnę więcej :D
    Pragnę więcej Caluma 😍 Życzę weny 😀
    Ps. Przechodzę z anonima, żebyś wiedziała kto Cię tak męczy o kolejne rozdziały 😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe spoko :) Cieszę się, że się podoba :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Gif mnie rozwalił xd
    Rozdział geniallllny, nareszcie Calum :D
    Nie wiem, czemu, ale mam wrażenie, że nowa Abbie nie dogada się ze swoją starą paczką. Miłego dnia ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Szykuje się next czy mam jeszcze cierpliwie czekać? ;)

    OdpowiedzUsuń