wtorek, 6 grudnia 2016

#05 Dlaczego to robisz?

               Znowu miałam ten sam sen. Sen, do którego powinnam się już przyzwyczaić, bo pojawiał się praktycznie każdej nocy. Za każdym razem była mgła, w oddali majaczył budynek, a ja wciąż stałam na środku ulicy. Potem rozlegał się dźwięk hamulców. Znikąd pojawiała się postać młodego mężczyzny. Jak zawsze wyciągał w moją stronę dłoń. Jak tylko próbowałam go chwycić, słyszałam pisk opon, a światła reflektorów pochodzące z nadjeżdżającego samochodu, oślepiały mnie. Następnie był huk, a ja budziłam się z przyspieszonym oddechem i drżącymi rękami.
               Tak było i tym razem. Zerwałam się do pozycji siedzącej, szybko mrugając. Przez moment brałam powolne wdechy, by się uspokoić. Rozejrzałam się po pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na drzwiach, zza których dochodziły kroki. Odwróciłam się, łapiąc za telefon. Nacisnęłam guzik, a ekran urządzenia rozjaśnił się. Jęknęłam pod nosem z niezadowoleniem. Było po siódmej. Dzisiaj nie musiałam nigdzie wychodzić, więc liczyłam na to, że chociaż się wyśpię. Jak widać, nic z tego. Mogłabym spróbować zasnąć na nowo, ale nie chciałam wracać do znanego koszmaru. Obawiałam się tego, że nieprzyjemny sen pojawiłby się ponownie, a ja znów musiałabym go odtwarzać na nowo.
                Wstałam z łóżka. Wsunęłam na nogi klapki, a następnie ruszyłam w stronę drzwi. Wyszłam na korytarz. Z dołu dochodziły do mnie głosy rodziców. Wiedziałam, że oboje zaraz wyjdą z domu, by zdążyć do pracy.
               Ziewając, podeszłam do łazienki. Już chciałam otworzyć drzwi, ale jak tylko wyciągnęłam rękę, one same stanęły przede mną otworem. Ja i Michael podskoczyliśmy, stając naprzeciwko siebie. Chłopak zmarszczył nos, a potem zaśmiał się cicho.
 Któreś z nas w końcu wykituje  oznajmił, uśmiechając się.  Pewnie będę to ja.
– Wyjdzie w praniu – odparłam, krzywiąc się.
 Co to za mina?
 Po prostu… Cieszę się, że znów zostanę sama. Gdybym jeszcze miała, jakieś hobby czy coś, co zajęłoby mnie na trochę, byłoby super. Nie groziłoby mi wykitowanie z nudów.
 Ale ty masz hobby  powiedział z uśmiechem, łapiąc moją dłoń.
              Zanim zdążyłam choćby otworzyć usta, by mu odpowiedzieć, Michael pociągnął mnie z powrotem do mojego pokoju. Zatrzymał się na środku pomieszczenia. Ustawił się za moimi plecami, wyciągając dłoń przed siebie. Zmarszczyłam brwi, podążając za jego palcem. Wskazywał na dolną szafkę w komodzie.
 Tam wszystko znajdziesz.
 Nie mówiłeś mi o tym wcześniej. Wspominałeś, tylko o wymyślaniu historyjek.
 Po pierwsze: nie pytałaś. Po drugie: ostatnio chyba co innego zaprzątało ci głowę- odparł, a potem poklepał mnie po ramieniu.  Zobacz, co tam jest i wykorzystaj to. Może okaże się, że nadal będziesz to lubić? Ja mam taką nadzieję. A teraz wybacz, siostrzyczko  cmoknął mnie w czoło, jakbym miała co najmniej pięć lat  ale muszę się zbierać. Zaraz przyjedzie po mnie Luke.
 Robi za twojego szofera?
 Można tak powiedzieć. Nie dorobiłem się jeszcze swojego auta. Wolałem wydać długo zbieraną kasę na nową gitarę.
 A ja mam prawo jazdy?
 Masz.
 A samochód?
 Miałaś.
 Co się z nim stało?  Michael zacisnął usta. Uniosłam jedną brew. W tym momencie nie byłam pewna tego, czy na pewno chcę to wiedzieć.
 Miałaś mały wypadek. Wjechałaś samochodem w auto babci, kiedy jechaliśmy do niej w odwiedziny.
 Nie udało się go uratować?
 Dałoby się, ale ojciec stwierdził, że jeździsz, jak wariatka i dopóki nie zaczniesz prowadzić w bezpieczny sposób, możesz się pożegnać ze swoim autem.
 Byłam, aż tak kiepska?
 Byłaś – powiedział powoli, by po chwili zacisnąć usta. Widziałam, jak próbuje powstrzymać wybuch śmiechu. Prychnęłam niezadowolona.  I lubiłaś używać telefonu w czasie jazdy. Malować usta na światłach. Chyba też rzadko zwracałaś uwagę na znaki i… Mam wymieniać dalej?
 Nie. Już widzę, jak kiepska i nieodpowiedzialna byłam  wydusiłam, kręcąc głową.
 Widzimy się później, Abbie  powiedział, a potem po raz kolejny poklepał mnie po ramieniu.  Idę zdobywać wiedzę!  rzucił na odchodnym, a następnie wyszedł z pokoju.

                Odczekałam chwilę, aż wszyscy wyjdą z domu, by dorwać się do wskazanej przez Michaela szafki. Teraz siedziałam na podłodze wśród kolorowych książek, wycinków i pękatego segregatora, przeglądając to wszystko z wielkimi, jak spodki oczami. Nie sądziłam, że tamta Abbie mogła mieć takie hobby. Bardziej pasowałoby mi do niej zainteresowanie związane z modą i kosmetykami. Okazało się jednak, że kiedyś uwielbiałam gotować i piec. A sądząc po słowie sprawdzone, które widniało na wielu przepisach, musiałam często oddawać się temu zainteresowaniu.
                Z kolejnym nabytym faktem na temat samej siebie, a także z segregatorem pod pachą, ruszyłam do kuchni. Chciałam w praktyce sprawdzić, co takiego fajnego było w gotowaniu i pieczeniu, że tak bardzo to polubiłam. Postanowiłam wykonać najprostszy przepis na ciastka, jaki znalazłam w całym zbiorze. Miałam nadzieję, że wypadek nie zabrał mi umiejętności funkcjonowania w kuchni i mój mały eksperyment się uda. Liczyłam też na to, że nie puszczę domu z dymem. Wtedy też rodzice mieliby kolejny argument do tego, by wiecznie mieć na mnie oko.
                W lodówce i szafkach znalazłam potrzebne mi cztery składniki. Kruche ciastka, na które się zdecydowałam nie były skomplikowane do wykonania. Widząc inne przepisy, ten wydawał się dziecinnie prosty. Porozkładałam produkty i naczynia na blacie, tak by mieć wszystko pod ręką. Znalazłam też małe wiaderko z foremkami do wykrywania ciastek. Nastawiłam piekarnik. Wyłożyłam blachę papierem do pieczenia. Nałożyłam na siebie kolorowy fartuch. Byłam gotowa do pracy.
                Od samego początku uśmiech nie schodził mi z twarzy. Miałam wrażenie, że moje ciało doskonale wie, co ma robić. Jakby to ono pamiętało te wszystkie chwile spędzone w kuchni. Robiło to mechanicznie, a ja poddawałam się temu. I musiałam przyznać, że było to naprawdę przyjemne i rozluźniające. Czułam się tak, jakbym w końcu znalazła coś swojego. Coś, co nie było mi obce. Coś, co było moje. Mój mały świat, pełen różnych zapachów i smaków. Podobało mi się.
                Pieczenie ciastek pochłonęło mnie na tyle, że nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, jak długo jestem w kuchni. Przy tym zajęciu całkowicie straciłam poczucie czasu. Zanim się obejrzałam, miałam pełne miski własnoręcznie robionych łakoci. Patrząc na to małe dzieło, byłam z siebie naprawdę dumna. Dumna z tego, że mi się udało. Że wyszło za pierwszym razem, a ja nie uszkodziłam ani siebie, ani kuchni.
               Drgnęłam zniecierpliwiona, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe. Wiedziałam, że to Michael. Rodzice nie wracali tak szybko z pracy. Z szerokim uśmiechem na ustach, ruszyłam w kierunku korytarza, chcąc jak najszybciej zaprezentować bratu moje pierwsze powypadkowe kulinarne dzieło.
 Co tu tak pachnie? – Usłyszałam jego głos.  Abbie?
 Mikey, musisz tego spróbować i powiedzieć, co sądzisz i…
               Urwałam w połowie zdania, kiedy wyłoniłam się na korytarz. Michael nie był sam. Był w towarzystwie swojej paczki. Ich widok skutecznie ostudził mój entuzjazm, a mózg od razu rozkazał mi się wycofać i nie narzucać się swoim towarzystwem, skoro nadal niezbyt chętnie przebywali ze mną w jednym pomieszczeniu. Głównie Luke i Ash. Jeśli ktokolwiek z nich zauważył moje zmieszanie, to nie dali tego po sobie poznać.
 Cześć  powiedziałam, robiąc krok do tyłu.
 Cześć  odpowiedział Calum, uśmiechając się.  Nowy kolor włosów?
 Mała zmiana  pociągnęłam, starając się nie patrzeć na Ashtona i Luke'a, którzy stali za jego plecami.
 Pasuje ci.
 Dziękuję  wydusiłam, a następnie spojrzałam na Michaela.  Jak będziesz miał chwilę, to…
 Pokaż, co tam masz  przerwał z uśmiechem, a potem spojrzał na swoich przyjaciół.  Zaraz do was przyjdę.
               Ash kiwnął głową. Luke nie odpowiedział nic. Obaj ruszyli w stronę salonu, traktując mnie, jak powietrze. Ale… Czego oczekiwałam? Że nagle im się odmieni? Że z dnia na dzień zmienią do mnie nastawienie, po tym wszystkim, co mogłam wyprawiać? Nie winiłam ich. Wiedziałam, że potrzebuję czasu, by ich do siebie przekonać. O ile była jeszcze szansa na poprawę relacji między nami.
              Pierwsza weszłam do kuchni, słysząc za sobą kroki. Michael był tuż za mną. Dopiero kiedy zatrzymałam się przy stole i odwróciłam się, zobaczyłam, że nie byliśmy tu sami. Razem z nami był także Calum. Na jego twarzy nadal wymalowany był przyjemny, lekki uśmiech. Jego postawa względem mnie poprawiała mi samopoczucie. Dzięki jego nastawieniu nie czułam się, jak skończona suka.
 Wow, Abbie – powiedział Michael, nachylając się nad miską.  Uwielbiam twoje kruche ciastka i… O mój Boże, zrobiłaś je z kakao!
 Robiłam to już wcześniej?  zapytałam, unosząc brwi.
 Tak. I te uwielbiam najbardziej. Zresztą, twoja kuchnia zawsze była przepyszna  rzucił chłopak, biorąc jedno z ciastek.  Jak ja za tym tęskniłem.
 Mówisz tak, bym czuła się lepiej czy faktycznie gotowanie było czymś, w czym byłam dobra? – pociągnęłam, chcąc się upewnić, że nie kłamie tylko po to, by nie było mi przykro.
 Zgłupiałaś? Byłaś dobra. Co ja mówię… Nadal jesteś dobra  odparł, wkładając ciastko do buzi.  I smakują tak samo dobrze, jak zawsze – wymamrotał, kiedy przełknął to, co miał w ustach.
 Mogę?  zapytał Calum, wskazując na ciastka.
– Jasne, częstuj się  odpowiedziałam z uśmiechem, przesuwając w jego stronę miskę.  Trochę mnie poniosło z ich ilością, ale… Tak to jest, jak się ma za dużo czasu. Jedźcie, ile chcecie.
– Te z kakao są moje  powiedział Michael ze śmiechem.
 Są pyszne, jak zawsze  skwitował Hood, kiedy spróbował jedno z ciastek. Spojrzałam na niego z zaciekawieniem.  Znam twoją kuchnię i wiem, co potrafisz.
 Gotujesz lepiej od mamy  oznajmił Michael, wzruszając ramionami.  Ona sama to kiedyś przyznała.
                 Uśmiechnęłam się, czując mały triumf. Naprawdę odkryłam to, w czym byłam dobra. Skoro inne rzeczy mi nie wychodziły, cieszyłam się, że miałam chociaż to swoje hobby, w którym się sprawdzałam.
 Możemy ich trochę wziąć?  zapytał Calum.
– Oczywiście.

                Michael znów zaproponował mi to, bym dołączyła do niego i jego kumpli, którzy przesiadywali w salonie. Wiedziałam jednak, że nie jest to jeszcze ten moment, w którym mogłabym bez nerwów i spięcia, siedzieć obok nich i swobodnie rozmawiać. Oni pewnie też nie czuliby się w tej sytuacji komfortowo. Musiałam stawiać małe kroki ku polepszeniu relacji, więc nie zamierzałam się narzucać. Zresztą, dzisiaj odkryłam coś, co ewidentnie sprawia mi przyjemność i to głównie na tym chciałam się skupić.
               Po posprzątaniu kuchni, wróciłam na górę, by zaszyć się w pokoju. Chciałam raz jeszcze przejrzeć wszystkie przepisy i znaleźć jeszcze coś łatwego do zrobienia. Może jakieś ciasto? Może jakieś danie? Ta jedna udana próba pieczenia dodała mi pewności i zwiększyła moje chęci. Chciałam planować listy zakupów, przebierać w produktach i gotować dla całej rodziny. Planowałam też stopniowo podwyższać sobie poprzeczkę i zabierać się za coraz to trudniejsze przepisy. Małymi krokami do celu. By znów być w tym naprawdę dobra.
               Nie wiem dokładnie, ile minęło czasu, ale w końcu wyłoniłam się w z pokoju. Przyczyną tego było to, że od przeglądania tych wszystkich smakowitych rzeczy, zgłodniałam. Domyślałam się też, że chłopaki od powrotu ze szkoły jadą na samych przekąskach i moich ciastkach, więc i oni z pewnością zjedliby coś normalnego. Może zrobię, jakiś szybki obiad? Mówi się, że przez żołądek do serca. W moim przypadku raczej byłoby to przez żołądek do zgody.
               Zeszłam po schodach. Zrobiłam kilka kroków w stronę kuchni, ale wtedy usłyszałam, jak Michael wypowiada moje imię. Nie powinnam podsłuchiwać, ale w tym momencie ciekawość wzięła górę. Przysunęłam się bliżej wejścia, nadal jednak stojąc tak, że nie mogli mnie widzieć. Uważałam na to, by mnie też nie usłyszeli. Wstrzymałam oddech, jakby i on mógł mnie zdradzić.
 Postaw się w mojej sytuacji, Ash  odparł cicho Michael.  Prawie straciłem siostrę. Abbie… Abbie po tym wypadku jest całkiem inną osobą. Nie jest taka, jak kiedyś.
 Ludzie się nie zmieniają od tak  mruknął Irwin.
 Ona się nie zmieniła od tak. Jest przyczyna. Nic nie pamięta. Nie wie, co robiła. Nie rozumie tak wielu rzeczy, które dzieją się wokół niej.
 I to ma nas przekonać?  zapytał z kpiną.  Była skończoną suką. Po tym wszystkim nawet nie jest mi jej żal.
 Ashton  odezwał się Luke, a ja poczułam, jak coś ściska mnie w gardle.  Nie przeginaj.
 I ty to mówisz?
 Ja… Była okropna i… Ale…  Blondyn się zmieszał.
 Wiem, że nie była święta, wobec was. Szczególnie… Kurcze, szczególnie wobec ciebie Luke. Dlatego ciebie jest mi najciężej od to prosić  powiedział Michael, a ja wyłapałam to, jak zadrżał mu głos. Moje oczy zaszkliły się.
 Jest w porządku  odparł cicho Hemmings.
 Nie jest. Nagle chcesz z niej zrobić taką niewinną  pociągnął Ashton.
 Nie chcę. Oczywiście, że nie chcę. Próbuję jej, tylko pomóc. Próbuję też pomóc samemu sobie. Kurwa, cholernie chcę tego, by wszystko było normalnie. Tak, jak powinno to wyglądać. Myślisz, że to wszystko, co się działo było dla mnie łatwe i przyjemne?
 Z pewnością nie było  odpowiedział Ashton.  Nie chce wyjść na dupka, ale nie tak łatwo jest zapomnieć o tym, co było. Najbardziej obrywał Luke. Mi też parę razy się dostało i nie było to milusie doświadczenie. Stawałem jednak w obronie przyjaciela, ale… Nie było końca.
 Ja… Ja wiem. Mimo tego i tak błagam was o to, byście dali jej szansę. Wiem, że Abbie chce poprawy. Ja jej chcę. To jest szansa na to, by wszystko, co było złe zniknęło. By zacząć na nowo. Od waszej decyzji zależy, czy w ogóle powinniśmy próbować. Proszę… Zróbcie to dla mnie i nie traktujcie jej, jak najgorsze zło tego świata.
               Nabrałam powietrza w płuca, czując pojedyncze łzy spływające po policzkach. Nie chciałam słyszeć ich odpowiedzi. Nie chciałam wiedzieć, co postanowili. W tym momencie żałowałam, że się zatrzymałam. Żałowałam, że nie zignorowałam ich głosów. Mogłam po prostu iść do kuchni, nie słysząc tych wszystkich gorzkich słów i opinii, jaką o mnie mieli.
Chciałam, jak najszybciej uciec i znów zabunkrować się w pokoju. Jednak, jak tylko się odwróciłam, z łazienki wyszedł Calum. Spojrzał na mnie, a ja ze wszystkich sił starałam się nie rozsypać. Zmarszczył czoło, widząc moje mokre policzki. 
 Abbie?
 Przepraszam  wydusiłam, a następnie szybko minęłam go, wbiegając na górę.
               Wpadłam do pokoju. Obeszłam łóżko, siadając na podłodze. Oparłam się o nie plecami. Wytarłam twarz w koszulkę, chcąc zetrzeć z siebie oznaki porażki. Czułam się fatalnie. Musiałam być naprawdę koszmarnym człowiekiem w swoim poprzednim życiu, skoro tak negatywnie do mnie podchodzili. Nie chciałam litości. Nie chciałam współczucia. Czułam się, jak ostatni śmieć. Odczuwałam też gorycz, żal i wstyd. Mój własny brat musiał błagać swoich przyjaciół o to, by choć trochę zmienili do mnie nastawienie. Było to dla mnie, w jakiś sposób upokarzające i przytłaczające. Winna temu wszystkiemu byłam ja i teraz sama musiałam ponieść konsekwencje swojego dawnego zachowania i tego, co mogłam robić.
 Abbie?
              Podniosłam głowę, po raz kolejny przecierając dłońmi mokre policzki. Starałam się uspokoić i powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Calum podszedł bliżej, dokładnie mi się przyglądając. Dostrzegłam na jego twarzy niepokój. Wstrzymałam oddech, kiedy usiadł obok.
– Chcesz mi powiedzieć, co się stało?  Pokręciłam głową.  Mam iść po Micha…
 Nie, proszę  wydusiłam, wilgotnym głosem.  Nic mu nie mów.
 Posiedzieć z tobą?
 Co?
 Mogę z tobą posiedzieć. Nie będziemy musieli rozmawiać.
 Dlaczego to robisz?
 Bo tego potrzebujesz i nawet nie próbuj zaprzeczać. To jak będzie?
               Nie odrywałam od niego wzroku. Poczułam, jak kilka słonych łez wypłynęło z moich oczu. Calum mnie zaskakiwał. On, jako jedyny z nich dał mi szansę. On, jako jedyny nie patrzył na mnie w tak wrogi sposób, jak tamci.
 Czuję się, jak skończona idiotka  powiedziałam cicho, próbując jednocześnie powstrzymać drżenie głosu.
 Jesteś po prostu zagubiona. Ale masz Michaela, swoich rodziców, przyjaciół i…
 Przyjaciół  prychnęłam pod nosem.  Nie czuję, jakbym miała przyjaciół.  Chłopak zamrugał, będąc lekko zdezorientowanym moim wyznaniem.  Od wypadku ich nie widziałam. Nawet nie zadzwonili, by dowiedzieć się, co ze mną. Dopiero wczoraj moja przyjaciółka, zaproponowała spotkanie. Po ich zachowaniu wnioskuję, że jednak nie byliśmy tak dobrą paczką.
 Przykro mi  powiedział, a ja pokręciłam głową.
 Niepotrzebnie. Najwidoczniej… Ta sytuacja miała pokazać mi, że moje życie było jednym wielkim zakłamaniem.  Calum zmarszczył nos.  Zasłużyłam sobie i…
 Abbie…
 Nie, naprawdę. Dowiedziałam się paru rzeczy o sobie i… Zasłużyłam. Los odwrócił karty. Muszę to dźwignąć, nawet jeśli to będzie cholernie boleć.
 Nie jesteś tak okropną osobą, za jaką się teraz uważasz.
 Nie? A Luke i Ash?  Chłopak zacisnął usta.  Nie wiem, co im zrobiłam. Nie wiem, jaka wobec nich byłam. Wiem jednak jedno. Musiałam być suką do kwadratu, skoro reagują na mnie w taki sposób. Więc zasłużyłam, chociażby przez to, że krzywdziłam innych. W szczególności, że krzywdziłam osoby bliskie mojemu bratu.
 Nie wszystko jest przekreślone.
 Gadasz, jak Michael.
 Bo Michael ma racje. Zawsze musisz mieć nadzieję na to, że nadejdzie poprawa. Może to właśnie dobry moment na to, by się o tę zmianę postarać? Nie będzie łatwo.
 Tak, wiem. – Wzięłam głębszy oddech.  Dziękuję.
 Za co?
 Za to, że mogłam się wygadać.
 Zawsze do usług  powiedział z uśmiechem.
 Zostawisz mnie samą?
 O ile obiecasz, że nie będziesz więcej płakać.
 Nie zamierzam  odparłam, ostatni raz wycierając policzki. Po tej rozmowie czułam się lżej i wiedziałam, że mój kryzys dobiegł końca. Że jest to czas, by znów się podnieść.  Nie będę  zapewniłam go, a on ponownie obdarzył mnie uśmiechem.  Nie chcę, by Michael zaczął cię szukać. Wtedy pewnie wpadnie tutaj, zobaczy ten bałagan, jakim się stałam i…
– Jasne.
 Tylko proszę. Nic mu nie mów.
 Nie pisnę słowem. To będzie nasza tajemnica.
 Dziękuję.
                Chłopak podniósł się z miejsca. Spojrzał na mnie raz jeszcze, kiwając lekko głową. Uśmiechnęłam się. Potem odwrócił się i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Wzięłam kolejny głęboki wdech. Czekała mnie długa walka o to, by naprawić tak wiele popełnionych błędów. Było to o tyle trudne, że nadal nie wiedziałam, co i jak się stało. Miałam tylko niewyraźne zarysy, jakie wyczytałam z pamiętników. Musiałam na tym bazować i łapać każdą szansę, która pomoże mi w zmianie na lepsze. 



***
Abbie i Calum znów mieli swoją chwilę sam na sam :) Jak myślicie, kto z nich ma rację? Michael, który uważa, że powinni dać jej szansę czy negatywnie nastawiony do niej Ash? 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Dziękuję za otrzymane komentarze! 

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau 

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF



8 komentarzy:

  1. Jak przeczytam to skomentuję, ale jeeeej! Napisałaś! ❤💚💜💙💛❤💜💙💛💚💜💙💚❤❤❤💚💜💙💚💙💚❤❤💛💜💚❤💛💜💛❤❤💚💛💛💚💜💛❤💛❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany był już wcześniej, ale czekał na swoją kolej do publikacji :)

      Usuń
  2. Ehhh, coś za szybko skończył się ten rozdział ;) Myślę, że każdy ma trochę racji i nie można jednoznacznie tego stwierdzić. Rozumiem postępowanie chłopaków, ale z drugiej strony widać, żeAbbie się stara i powinni to docenić ;) Czekam na next ❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja :) Zobaczymy, co wyniknie z tej wymiany zdań :)

      Usuń
  3. Jejku ale fajny mam nadzieje że Abbie pogodzi się z chłopakami. Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopcy powinni dbać jej szansę
    Nie wiem co zrobiła Ashton'owi ,że jest taki...
    Czekam...😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, co za decyzję podjęli :) Może dadzą jej szansę, a może nadal będą do niej wrogo nastawieni. Czas pokaże :)

      Usuń