poniedziałek, 19 grudnia 2016

#06 To były czasy

             Siedziałam na krześle w kuchni, opierając się ramionami o stół. Mama wymieniła szybkie spojrzenie z tatą, a potem uśmiechnęła się lekko w moją stronę. Zagryzłam wargę, zastanawiając się, co tym razem jej się nie podoba i czego się boi. W końcu to najwyższy czas, bym zaczęła żyć, jak dawniej. Spotkanie z przyjaciółmi to właśnie mój powrót do normalności. Oni jednak, jako nazbyt opiekuńczy rodzice, jak zwykle nie byli zbyt przekonani do tego, by puścić mnie tam samą. Czy oni zamierzali wisieć nade mną i pilnować mnie na każdym kroku? Nie ma mowy. Nie zgadzam się. Nic z tego. To wam nie wyjdzie. Zresztą, jestem dorosła, więc i tak zrobię to, co będę chciała, a im nic do tego.
 To tylko kawa  powiedziałam, wzruszając ramionami.  Może też pójdziemy się przejść po mieście.
 Możesz się zgubić  odparła powoli mama, ponownie wymieniając szybkie porozumiewawcze spojrzenie z tatą. Jak tak dalej pójdzie to urządzę im strajk.
 Nie mam pięciu lat i…
 Jesteś po wypadku. Nic nie pamiętasz i…
 Ale umiem myśleć. Nie jestem psychicznie chora  przypomniałam jej, przekręcając oczami. To się stawało naprawdę irytujące.
 Córeczko, wiesz, że nie to miałam na myśli  powiedziała, wychylając się. Jej dłoń przejechała czule po moich włosach.  Po prostu się martwię.
 Mamo, to moje przyjaciółki. Chcę je w końcu na nowo poznać. A tak poza tym, to się nie zgubię. Wiem, dokąd mam iść.
 A droga powrotna? Co będzie, jak pójdziecie w inne miejsce i ty nie będziesz wiedzieć, jak wrócić do domu?
 Oni tak na serio?  pomyślałam, patrząc na nich z niedowierzaniem.
                Westchnęłam pod nosem. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Odblokowałam szybko urządzenie, pospiesznie przejeżdżając palcem po ekranie. W końcu z zadowoleniem, wysunęłam komórkę w ich stronę, prezentując jedną z aplikacji. Na ten pomysł wpadł Michael, który pomógł mi ją zainstalować, jednocześnie szybko ucząc mnie tej nieskomplikowanej obsługi.
 Nie zgubię. Mam GPS-a w telefonie  pociągnęłam, lekko potrząsając telefonem.  Wpisuje się adres, do którego chcesz dotrzeć, a ja wiem gdzie mieszkam. Wykułam podstawowe informacje na pamięć. Sygnał namierza cię, a potem prowadzi do celu, czyli pod wskazany adres. Bułka z masłem.  Rodzice znów spojrzeli na siebie.  Oprócz tego, mogę po prostu wsiąść do taksówki, która odstawi mnie pod drzwi. Nie zgubię się i nie wyląduję w Nowym Jorku.
– Uważaj na siebie, dobrze? – powiedziała w końcu mama, a ja wymusiłam na twarzy uśmiech.
 Będę uważać – zapewniłam ją.
                Naprawdę miałam dość traktowania mnie, jak pięcioletnie, niepełnosprawne dziecko. Wydostanie się spod ich nadopiekuńczych skrzydeł chyba stanie się moim głównym priorytetem. Zaraz po poznaniu prawdy o samej sobie. Zdecydowanie wolałam przebywać z bratem, który nie miał mnie za niezrównoważoną psychicznie kretynkę. Bo przy rodzicach właśnie tak się czułam. Jak osoba drugiej kategorii, na którą trzeba przesadnie uważać. Na którą trzeba chuchać i dmuchać, by nie zrobiła sobie przypadkiem krzywdy, podnosząc gorący kubek z kawą. Takie podejście naprawdę mnie denerwowało. A ja… Ja od nich oczekiwałam, tylko normalności i odrobiny zrozumienia. Nic więcej.

               Dotarłam do centrum Jacksonville bez żadnych problemów. Teraz stałam na szarym chodniku, wlepiając oczy w kolorowy szyld kawiarni, do której miałam wejść. Co czułam? Byłam cholernie zdenerwowana, niepewna i ciekawa zarazem. Z jednej strony chciałam poznać przyjaciółki, które ostatnio sobie o mnie przypomniały. Z drugiej, bałam się rozczarowania. Tego, co mogę w nich zobaczyć. Po opisach z pamiętników wnioskowałam, że wszystkie byłyśmy takie same. Zakochane w sobie, wyniosłe, widzące czubek własnego nosa. Nie byłam pewna, czy naprawdę teraz chcę mieć takie osoby wokół siebie. Nie mogłam jednak polegać, tylko na wpisach. Musiałam na własnej skórze przekonać się, jak wygląda rzeczywistość. Jakie one są naprawdę. Czy słowa o nich zawarte w zeszytach przesadnie je opisywały czy może tamta Abbie miała stuprocentową rację?
               Zacisnęłam lekko usta. Nie mogłam przecież stać na tym przeklętym chodniku do końca dnia. Ludzie i tak dziwnie już się na mnie patrzeli. Może wyglądałam na zagubioną? Chyba taka byłam. Wzięłam głębszy wdech, ruszając w końcu w stronę drzwi. Pchnęłam je, a dzwonek nad moją głową oznajmił obsłudze, że w lokalu pojawił się kolejny klient. Zrobiłam kilka kroków w głąb niewielkiej, biało-brązowej sali, rozglądając się na boki.
              Mój wzrok w końcu natrafił na te dwie konkretne osoby, które na mnie czekały. Poznałam je od razu  w końcu widziałam wcześniej dziewczyny na zdjęciach. Gina siedziała przodem do mnie, a na jej okrągłej twarzy wymalowany był szeroki uśmiech. Odrzuciła do tyłu brązowe, pofalowane, lśniące włosy. Jej ciemne oczy skupiały się na osobie obok. Nagle podniosła głowę, a potem machnęła w moją stronę. To spowodowało, że jej towarzyszka  Laura  również się odwróciła. Brązowe oczy rozbłysły, kiedy dokładnie zmierzyła mnie wzrokiem. Czy one używały tego samego odcienia farby do włosów? Nie, Gina miała je jednak odrobinę jaśniejsze. Ale ubierały się podobnie. W ich strojach dominowały obcisłe bluzki na ramiączkach z głębokim dekoltem i jeszcze ciaśniejsze dżinsy oraz buty na wysokim obcasie. Do tego mocniejszy makijaż. Chyba teraz niezbyt do nich pasowałam w mojej nieco lżejszej odsłonie  miałam na sobie trampki i luźną koszulkę.
– Abbie!  zawołała Gina, kiedy ja nadal stałam bez ruchu, dokładnie je obserwując.
               Obleciał mnie strach? Nie. Raczej byłam nie do końca pewna, czy chcę tu być razem z nimi. W końcu jednak uśmiechnęłam się sztucznie, licząc na to, że one to kupią. Po tym wszystkim, co o nich przeczytałam i jak je odbierałam, bardziej mnie odpychały, niż zachęcały do przebywania w ich towarzystwie. Jednak nie mogłam przekreślać ich z góry.
 Mam nadzieję, że się nie spóźniłam.
 Nie spóźniłaś  odparła Laura, machając dłonią.  Cieszę się, że cię widzę.
 Ja również się cieszę, że was widzę  wydusiłam, siadając naprzeciwko Giny.
 Jak się czujesz?  zapytała przesłodzonym głosem Laura.
 Całkiem nieźle. Co prawda nic nie pamiętam, ale przynajmniej jestem na pełnym chodzie i nic sobie nie połamałam.
 Biedactwo – zagruchała, a ja przełknęłam ciężko ślinę. Od tego jej świergotania zrobiło mi się niedobrze.
 Podać coś?  Aż podskoczyłam, kiedy obok nas pojawił się jeden z kelnerów.
 Kawa z mlekiem.
 Życzy ją sobie pani z bitą śmietaną i wiórkami czekolady?
 Poproszę  powiedziałam z uśmiechem, kiedy młody mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
 Już się robi.
 Dziękuję.
 Coś zrobiła z włosami?  wypaliła Gina, uważnie oglądając moje niebieskie końcówki.
 Mała zmiana. Postanowiłam trochę odświeżyć wizerunek.
 Mnie się tam nawet podoba  wydusiła Laura, zerkając kontrolnie na przyjaciółkę. Dziewczyna nadal studiowała mój nowy, odmieniony wizerunek. Czy w naszej paczce jest zakaz farbowania włosów na inne, żywsze kolory?  Lepiej opowiadaj, co u ciebie.
– Ale potem wy opowiadacie, co u was. Tylko szczegółowo. Potrzebuję więcej informacji, by załapać pełniejszy obraz  powiedziałam ze śmiechem, a one uśmiechnęły się ze współczuciem. 

               Dowiedziałam się kilku podstawowych informacji na temat przyjaciółek. Laura była na pierwszym roku zarządzania, w między czasie dorabiała sobie w sklepie odzieżowym. Gina nadal nie myślała o podjęciu pracy  miała bogatych rodziców, więc nie musiała szukać dodatkowego źródła dochodów. Zaczęła studia na dziennikarstwie, marząc o karierze w telewizji. Oprócz tego okazało się, że również i ja po rozpoczęciu nauki, chciałam zahaczyć się, w jakieś tymczasowej pracy. Wypadek mi to skutecznie uniemożliwił. Wnioskowałam też, że będąc w ich paczce miałam dzięki temu bujniejsze życie towarzyskie, bo dziewczyny często wychodziły i imprezowały razem. A ja byłam tam, gdzie one. Jak moi rodzice to znosili? Albo może tamta Abbie nic im nie mówiła? Chyba, że przed wypadkiem nie byli tak nadopiekuńczy, jak teraz i miałam więcej luzu i spokoju?
 Patrzcie tam  rzuciła rozbawiona Gina, wskazując coś za oknem.
               Wychyliłam się, by spojrzeć w tamtym kierunku. Z początku nie wiedziałam, o co jej chodzi. Nie widziałam, niczego zabawnego. Niczego, co mogło tak mocno przykuć jej uwagę. Dopiero po chwili moje zielone oczy natrafiły na znajomego chłopaka. Luke wychodził ze sklepu z jakąś kobietą. Po jej blond włosach, pogodnym uśmiechu i oczach, doszłam do wniosku, że musi to być jego mama. Pani Hemmings była dużo niższa od swojego syna, mieli jednak podobne rysy twarzy, które dostrzegłam nawet z takiej odległości. Chłopak zaśmiał się, a ona lekko uderzyła go w ramię, kręcąc głową. Najwidoczniej Luke musiał, z czegoś żartować. Nie widziałam go jeszcze w takiej odsłonie, więc dokładnie obserwowałam jego reakcję i to jak swobodnie się zachowuje. W moim towarzystwie był całkiem inny.
– To ten głupek z naszej starej szkoły. Chyba nadal jeszcze tam chodzi. Czy ten pedał nie jest w klasie twojego brata?
                Kiedy tylko usłyszałam słowa Giny, powoli oderwałam wzrok od blondyna. Spojrzałam na nią badawczo, czekając na to, aż powie coś jeszcze. Dziewczyna jednak oczekiwała odpowiedzi ode mnie. Raz jeszcze w głowie odtworzyłam jej wypowiedź. Teraz dobitnie wiedziałam, że moja kochana przyjaciółka ma coś do osób, które są innej orientacji, niż ona.
– Chodzi. Został im ostatni rok nauki  wydusiłam, bacznie ją obserwując.
 Pedałek Hemmings – pociągnęła Laura, cicho śmiejąc się pod nosem.  Cholerna ciota. Ulubione popychadło. Tęsknię za tym. Bał się nas, jak cholera. Byłam pewna, że któregoś dnia posika się ze strachu. Co za idiota.
 Raz się chyba popłakał  rzuciła Gina, uśmiechając się z satysfakcją.  A może więcej, niż raz. 
 Kretyn. Ciota i kretyn w jednym. To były czasy.
 Pedałek nadal kumpluje się z twoim bratem?  zapytała Gina, a ja w tym momencie miałam wielką ochotę ją uderzyć. To, że ktoś był innej orientacji nie oznaczało, że jest gorszy.
 Tak.
 Kto tam był jeszcze? Ach, tak… Hood i ten przychlast Irwin. Ale i tak ciota Hemmings był numerem jeden.
 On ma na imię Luke  wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
 Słucham?
 Ma na imię Luke  powtórzyłam, nie spuszczając wzroku z zaskoczonej Giny. Czyżby było tak, że to właśnie ona była naszą liderką i nikt nie mógł jej się sprzeciwiać? Jeśli tak, to pogratuluję dawnej Abbie doboru przyjaciółek.
 Mam to gdzieś. On zawsze będzie dla mnie ciotą Hemmingsem  podsumowała, wzruszając ramionami.  Ale mniejsza o niego. W sobotę jest impreza. Koniecznie musisz iść z nami, skoro jest już lepiej.
 Właśnie, musisz iść z nami  rzuciła Laura, szybko kiwając głową.  Zabawimy się, jak dawniej. Spotkasz się z innymi.
 Musisz przyjść  odparła Gina, nie odrywając ode mnie ciemnych oczu.
– Jasne, wpadnę  powiedziałam, nie będąc do końca przekonana, czy faktycznie powinnam się tam wybrać. Pomyślę o tym w domu.  Muszę już iść.
 Ale…
 Mam wizytę kontrolną u lekarza. Nie mogę się spóźnić  skłamałam, wyciągając z torebki portfel. Wyjęłam pieniądze.  To za moją kawę.
 Naprawdę musisz iść?  zapytała Laura, marszcząc z niezadowoleniem nos.
 Tak.
 Ale przyjdź na imprezę  rzuciła Gina, machając na mnie palcem.
 Oczywiście  skwitowałam, chcąc, jak najszybciej wyjść z kawiarni.
               Nie chciałam siedzieć z nimi dłużej. Nie po tym, co usłyszałam. Nie po tym, w jaki sposób mówili o Luke'u. Z tego, co wiedziałam do tej pory, chłopak nic nam nie zrobił. To my przyczepiliśmy się do niego, tylko dlatego, że podobały mu się osoby tej samej płci. Tylko dlatego, że był homoseksualistą. Dla mnie nie był to żaden argument, by go w jakikolwiek sposób potępiać. Poczułam się z tym źle. Kiedyś byłam taka, jak one. Teraz wiedziałam, że za nic nie chcę stać się z powrotem tamtą Abbie. Tą, która ulega wpływom i boi się mieć własne zdanie. Nie. Tak dłużej być nie może. Chcę być w końcu sobą. Taką, jaką być może kiedyś bałam się być. I zrobię wszystko, by osiągnąć ten cel.

                Weszłam do domu. Moje myśli nadal krążyły wokół dziewczyn, które teraz poznałam po raz kolejny. Przez całą drogę analizowałam całe to spotkanie. I czułam się rozczarowana. Chciałam, by wpisy z pamiętników okazały się być trochę nagiętym i sprzecznym obrazem. Niestety, bolesna prawda była zupełnie inna. A ona całkowicie mi się nie podobała.
               Przekonałam się też, że to właśnie Gina pociągała w naszej pseudo paczce za sznurki. Było to widać w jej postawie i sposobie, w jaki się wypowiadała. Była numerem jeden, a my ślepo podążałyśmy za nią, nie próbując się wyłamywać. Miałyśmy myśleć, jak ona. Mówić, jak ona. Zachowywać się, jak ona. Nie mogłam uwierzyć w to, że tamta Abbie godziła się na coś takiego, tylko dlatego by zdobyć odpowiednią pozycję w szkole. Czy to było, aż tak ważne? Ludzie mieli mieć do nas szacunek, kiedy my nie mieliśmy go dla innych. Wywyższaliśmy się, kreując się na idealnych. Mieli żałować, że nie są tacy, jak my, choć wokół nich było mnóstwo innych, o wiele lepszych od nas osób. Tamta Abbie była tchórzem, która nie potrafiła się postawić i zacząć używać mózgu, by słychać tego, co podpowiada jej serce.
 Jezu, mamo…  Zatrzymałam się w progu, spoglądając na leżącego na sofie Michaela. Kiedy mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko.  Właśnie wróciła do domu… Tak, pogadamy później… Pa… Też cię kocham. – I rozłączył się. Odłożył telefon na stolik.  Co tak szybko? Myślałem, że będziecie gadać i plotkować do późnego wieczora.
 Tak wyszło.
 Abbie?
 Tak?
 Co się stało?
 Nic.
– Abbie?  powtórzył, wstając z kanapy. Zacisnęłam usta, kiedy podszedł do mnie. Oparł dłonie na moich ramionach.  Powiedz, co się stało.
 Jestem trochę zawiedziona  powiedziałam powoli. Nie chciałam, by wiedział, co mówiły o Hemmingsie.  Gina i Laura to… Są inne.
 Zrobiły coś, co ci się nie spodobało?
 Nie. Po prostu… Nie jestem pewna, czy… Mam co do nich trochę mieszane uczucia. Mamy iść razem na imprezę w sobotę. Może wtedy bardziej się do nich przekonam?  odparłam, choć wątpiłam w swoje słowa.
                Nie byłam pewna, czy ta cała impreza nie okaże się być z góry katastrofą. Teraz w końcu przecież byłam inna. Myślałam inaczej. Postrzegłam świat i ludzi inaczej. Już nie byłam tamtą, podporządkowaną im Abbie.  
 Może tak będzie  powiedział z uśmiechem.  Rozchmurz się. Nienawidzę, jak jesteś smutna.
 Nie jestem  odparłam, chcąc brzmieć w miarę naturalnie.
 Co kupiłaś?  zapytał, zmieniając temat. Jego wzrok zatrzymał się na siatkach, które miałam w rękach.
 Pomyślałam, że może zrobię obiad i coś na deser?
 Fantastyczny pomysł. Jestem, jak najbardziej za!
 Lubię gotować  powiedziałam z uśmiechem.  Naprawdę.
 Poprawka, ty uwielbiasz gotować.
 Racja  rzuciłam ze śmiechem.
 Przez ciebie rośnie mi brzuch.
 Mogę zrobić ci, jakąś sałatkę, a deser zjem sama i…
 Nie ma mowy  powiedział, kręcąc głową.  Chcę jeść.
 To zabieram się do pracy.

                Urzędowałam w kuchni dopiero drugi dzień z rzędu, a i tak mogłam już śmiało powiedzieć, że gotowanie mnie odprężało i relaksowało. Jakby zapach przypraw, myślenie o składnikach, smakowanie tego, co wychodziło spod twojej ręki, wyciszało myśli i pozwalało się oderwać od rzeczywistości. Dopiero teraz zrozumiałam, dlaczego tamta Abbie tak to lubiła. Miała kontrolę nad tym, co robi. Mogła sama decydować, co dodaje i jak w efekcie końcowym będzie prezentowało się danie. W kuchni miała coś, czego nie miała wśród swoich znajomych. Prawdziwą siebie.
                Dzisiaj postawiłam na kurczaka po meksykańsku i ciasto czekoladowe na deser. Przed wyjściem na spotkanie przeglądałam te przepisy i byłam sama pozytywnie zdziwiona tym, że udało mi się zapamiętać to, czego potrzebowałam do stworzenia tych dań. W sklepie nie miałam problemów z odtworzeniem list, jakie czytałam wcześniej. Może mój mózg wraca do normalności? A przynajmniej miałam taką nadzieję.
                Pomieszczenie wypełniło się zapachem pomidorów, cebuli, fasoli i papryki z domieszką ziół i przypraw. Uśmiechnęłam się do brata, który oblizał usta, czekając na to, aż w końcu nasz obiad będzie gotowy. Wyciągnęłam dwie miski, stawiając je na blacie. Zdążyłam nałożyć do jednej z nich ryżu, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka. Michael zeskoczył z krzesła, pędząc w stronę drzwi. Rodzice mieli wrócić nieco później, więc domyślałam się, że musi to być ktoś z jego paczki.
               Podniosłam głowę, kiedy w wejściu do kuchni stanął Luke. Od razu przypomniała mi się sytuacja z kawiarni. Blondyn zwiesił na moment głowę, ale potem nieco odważniej spojrzał w moją stronę. Zawsze unikał mojego wzroku, więc jego nowa postawa nieco mnie zaskoczyła.
– Cześć  wydusił, a ja zamarłam.
               Pierwszy raz odezwał się do mnie pierwszy. Chyba w ogóle po raz pierwszy powiedział cokolwiek w moim towarzystwie, a przynajmniej na tę chwilę nie mogłam sobie przypomnieć, by coś takiego miało miejsce. To sprawiło, że byłam w jeszcze większym szoku. Poczułam się też, w jakiś sposób lepiej. On pierwszy wykonał ruch w moją stronę, a ja musiałam to wykorzystać, by tego nie zaprzepaścić. Małymi krokami do celu. Nie chciałam, by to co było kiedyś między kumplami brata a mną znów się pojawiło. Teraz chciałam być inna.
 Cześć  odpowiedziałam ostrożnie. Michael dokładnie nas obserwował, uśmiechając się.  Masz ochotę na kurczaka po meksykańsku?
 Będzie też ciasto na deser  dodał czerwonowłosy. Luke zerknął na niego, by po chwili przenieść swoje błękitne oczy na mnie. Pokiwał głową, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
 Właśnie! Ciasto!
                Raptownie doskoczyłam do piekarnika, kontrolnie zerkając na zegarek. Otworzyłam drzwiczki, a zapach czekolady wydostał się na zewnątrz. Założyłam szybko rękawicę kuchenną, a następnie chwyciłam za rozgrzaną blachę. Wyciągnęłam ją, stawiając moje małe dzieło na podkładce. Za plecami usłyszałam kroki.
 Dajcie mi chwilę, zaraz wam nałożę ryżu i sosu – pociągnęłam, nawet się nie odwracając.
               Zamknęłam drzwiczki piekarnika, a potem wyłączyłam go. Ściągnęłam rękawicę, odkładając ją na bok. Rozejrzałam się po moim stanowisku pracy, szukając wzrokiem większej łyżki. Gdzie ja ją położyłam? Przecież rzeczy nie znikają od tak.
 Mikey, widziałeś taką dużą, drewnianą łyżkę do sosu?
– Taką?
               Powoli odwróciłam się. Moje oczy zatrzymały się na blondynie, który stał kawałek dalej, podając mi zgubę. Dopiero teraz zorientowałam się, że jesteśmy w kuchni zupełnie sami. To jeszcze bardziej mnie zaskoczyło. I to pozytywnie. Luke zazwyczaj wolał być, jak najdalej ode mnie, a teraz tak po prostu został w kuchni, kiedy mój brat gdzieś zniknął.
 O nią mi chodziło. Dziękuję.
               Przejęłam od niego łyżkę, nadal nie odrywając od niego wzroku. Blondyn spojrzał w bok, a potem bez słowa usiadł przy stole. Wiedziałam, że wpływ na jego zachowanie musiała mieć wczorajsza rozmowa, którą przypadkowo podsłuchałam. Nie sądziłam jednak, że Hemmings zdecyduje się na to, by dać mi szansę. By przełamać się i nie traktować mnie, jak najgorszą osobę na świecie. Jego postawa skutecznie mnie podbudowała. Może nie będzie tak źle?
 Już jestem… A ty, co masz taką minę?  odezwał się Michael, kiedy wrócił do kuchni. Zauważyłam w jego dłoni zeszyt i książkę, więc wnioskowałam, że musiał iść po nie do pokoju.
 Wszystko okej  rzuciłam, odwracając się w stronę szafki. Wyciągnęłam z niej dodatkowy talerz.  Zamierzasz się uczyć?
 Luke jest dobry z matmy, a mnie przerasta praca domowa. Jak zawsze zresztą  mruknął z niezadowoleniem. Zerknęłam na niego, kiedy usiadł obok blondyna. Luke spoglądał na niego z lekkim uśmiechem.  Odrobimy zadanie, a potem może obejrzymy, jakiś film. Co ty na to?
 Pasuje  odpowiedział cicho Hemmings.
 Najpierw zjecie obiad  wtrąciłam tonem starszej siostry, machając palcem, jakbym miała przed sobą pięciolatków. Michael zaśmiał się, kręcąc jednocześnie głową.
 Skoro nalegasz  powiedział chłopak, udając, że jest do tego zmuszany.
 Jestem głodny  odezwał się Luke, a ja od razu uśmiechnęłam się.
 Ty zawsze jesteś głodny  podsumował go Michael.  Abbie, dasz nam w końcu jeść?
 Już się za to zabieram.

               Po zjedzonym obiedzie, podałam chłopakom ciasto. Następnie wyszłam, aby im nie przeszkadzać. Skoro mieli zabrać się za zadanie, moja osoba była tam zbędna. Postanowiłam posprzątać później, aż kuchnia zostanie przez nich zwolniona. Wróciłam do pomieszczenia, kiedy panowie przenieśli się do salonu, skąd dochodziły do mnie niezadowolone komentarze Michaela, który dość dobitnie pokazywał, jak nie znosi matematyki. Dziwiłam się, że Luke ma tyle cierpliwości, by z nim wtedy wytrzymywać, jednoczenie pomagając mu w zadaniach. Ja już pewnie bym się poddała. Michael nie był najłatwiejszym uczniem. Był tym, który warczy i mamrocze przekleństwa pod nosem.
               Kiedy braciszek skończył udrękę z lekcjami, do domu z pracy wrócili rodzice. Odgrzałam im przygotowany wcześniej obiad, a potem podałam ciasto. Luke i Michael również załapali się na dokładkę słodkości, wyjadając na raz po dwa kawałki. Jak tak dalej pójdzie to czekoladowe ciasto zniknie jeszcze dzisiaj. Zanim wróciłam do pokoju, usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi.
 Wchodź  rzucił Michael, a ja wychyliłam się, by móc zobaczyć gościa.  Myślałem, że już nie przyjdziesz.
– Musiałem skończyć wypracowanie na angielski  odpowiedział Calum.  Co będziemy oglądać?
 Luke uparł się na horror.
– Pasuje.
 Nie, nie pasuje. Nie znoszę horrorów, a on to bezczelnie wykorzystuje i…
 Bo wtedy piszczysz, jak panienka – skwitował Hood, wchodząc w głąb korytarza.  Dzień dobry!  rzucił w stronę rodziców.
 Cześć, Calum. Ciasta?
 Pewnie. Abbie robiła?
– Dokładnie – odpowiedział ojciec.
 Też chcę!  krzyknął Luke.
 Pękniecie od tego jedzenia  pociągnęła mama.
 Jemu to raczej nie grozi  powiedział Michael ze śmiechem.
 Gdzie ty to wszystko mieścisz?  zaśmiała się kobieta.
 To bardzo szybka przemiana materii, pani Clifford  odpowiedział Luke.
                W tym momencie Calum odwrócił się, a jego wzrok powędrował w stronę schodów. Ciemne oczy zatrzymały się na mnie. Uśmiechnął się szeroko, machając. Odpowiedziałam tym samym. Hood zerknął na Michaela i Luke'a, którzy  sądząc po dźwiękach- znów dobrali się do blachy z ciastem. Następnie ruszył w kierunku schodów. Wspiął się na nie, zatrzymując się w połowie drogi na piętro. Przez to zrównaliśmy się ze sobą.
 Cześć.
 Cześć.
 Widzę, że dzisiaj masz lepszy humor.
 Tak, zdecydowanie jest lepiej  odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– Ja…
               Urwał, kiedy z kuchni wyłonił się Michael i Luke. W rękach blondyna znajdowała się opróżniona do połowy blacha z ciastem. Mój brat zaś niósł talerzyki i widelczyki. Nadal byli pochłonięci rozmową, więc z początku wcale nas nie zauważyli.
 O! Myślałem, że poszedłeś do mnie do pokoju  odezwał się czerwonowłosy.  Napoje i chipsy już tam są.
 Co oglądamy?  zapytał Calum.
– Kiedy gasną światła  powiedział zadowolony Luke, zerkając z rozbawieniem na Michaela, który przekręcił oczami.
 Miłego seansu – rzuciłam, wchodząc w końcu na górę.
– A ty…  zaczął Hood, ale ja szybko pokręciłam głową. Nie chciałam przeginać. Luke i tak długo ze mną wytrzymał. Miały to być małe kroki.
 Podziękuję.
 Ale…
 Naprawdę, podziękuję. Do zobaczenia  powiedziałam, a potem weszłam do swojego pokoju.
                  Rozejrzałam się po pomieszczeniu, próbując na szybko wymyślić coś, co zajmie moje myśli. Chciałam się zająć czymkolwiek, byleby tylko nie myśleć o tym, że oni, tuż za ścianą, dobrze bawią się w swoim towarzystwie. Nadal czułam nutę zazdrości o to, jakich przyjaciół miał Michael. Po dzisiejszym spotkaniu z dziewczynami wiedziałam, że ja kogoś takiego nie miałam. Mieliśmy inne relacje. Jakby te dwie grupy żyły w różnych światach. Zastanawiałam się, czy ja też w końcu znajdę kogoś, z kim połączy mnie taka wyjątkowa i mocna więź.
                Nagle jednak zorientowałam się, że kogoś brakuje. Powoli podeszłam do łóżka. Usiadłam na podłodze, podciągając nogi do klatki piersiowej. Dopiero teraz doszło do mnie to, że nie ma z nimi Ashtona. Pierwszy raz odkąd wyszłam ze szpitala, brakuje w naszym domu Irwina. Zawsze spotykali się we czworo. Czy po wczorajsze rozmowie, wydarzyło się coś jeszcze? Gdzieś w środku czułam, że to moja wina. Poczułam gorzki smak porażki. A jak pokłócili się przeze mnie?
 Abbie?
               Podniosłam głowę. Michael otworzył szerzej drzwi. Jego zielone oczy skupiły się na mnie. Podszedł bliżej, a potem usiadł obok. Złapał za moją dłoń, podciągając ją do góry. Oparł ją na moim kolanie. Przez moment siedzieliśmy w ciszy.
 Nie chcę, byś siedziała tu sama, szczególnie, że teraz wyglądasz, jakbyś się czymś martwiła.
 Nic mi nie jest.
 Abbie…
 Naprawdę.
 Obejrzyj z nami ten film.  Pokręciłam głową.  Co jest?
– Odpowiesz mi na jedno pytanie?
 Jasne.
 Pokłóciłeś się z Ashtonem?
 Nie.
– To dlaczego nie przyszedł, skoro pojawił się Calum?
– Po prostu nie mógł.  Nie odrywałam od niego wzroku, próbując odczytać z jego twarzy to, że kłamie. A miałam dziwne przeczucie, że tak właśnie jest.
 Nie mógł przyjść?
 Jest zajęty. Abbie, mówię poważnie. Nie przejmuj się. Nie jesteśmy pokłóceni.
 W porządku.
 To jak? Obejrzysz z nami ten film?
 Nie, dziękuję. Tak będzie lepiej.
 Abbie…
 Naprawdę, Mikey. Tak będzie po prostu lepiej.
 Chodzi o…
 Nie przejmuj się.
               Chłopak zagryzł wargę. Pokiwał głową, a potem objął mnie. Zacisnęłam usta, starając się nie rozpłakać. W jakiś sposób ta cała rozmowa sprawiła, że zrobiło mi się przykro. Nie chcę, by przeze mnie kłócił się ze swoimi przyjaciółmi. Dlaczego to wszystko musi być, aż tak trudne i skomplikowane? No, tak. Sama byłam sobie winna. A raczej dawna Abbie przyłożyła do tego rękę. Michael odsunął się. Przymknęłam oczy, kiedy zostawił na moim czole czuły, krótki pocałunek. Teraz to on zmieniał się w starszego brata, a ja w małą siostrzyczkę, którą rozczulają tego typu gesty.
                Zaraz po tym wstał i ruszył w stronę drzwi. Dopiero wtedy zorientowałam się, że to wszystko widział Luke. Chłopak stał na holu, wpatrując się w tą małą scenkę, jaka odegrała się w pokoju. Miałam jednak cichą nadzieję na to, że nic nie słyszał. Michael zatrzymał się obok. Poklepał go po plecach, jakby dawał mu znak, że wszystko jest w porządku, a potem minął go, idąc do siebie.
                 Blondyn po raz kolejny spojrzał na mnie. Wstrzymałam oddech, kiedy zbliżył się do progu. Nie odrywaliśmy od siebie oczu. Oparł jedną dłoń o klamkę. Zwiesił głowę, jakby zastanawiał się nad tym, co chce zrobić lub powiedzieć. Zerknął w bok, a potem wziął głębszy wdech, ponownie skupiając błękitne tęczówki na mojej osobie.
 Obejrzyj z nami ten film  powiedział cicho.
 Ja…
 Nawet jeśli nie masz na to ochoty.  Poruszyłam niemo ustami, starając się wydusić z siebie, jakiekolwiek sensowne zdanie. Luke zaskakiwał mnie coraz bardziej.  Proszę?
                Kiedy to powiedział, zrozumiałam, o co dokładnie chodzi. A nie chodziło tu o mnie. W tym momencie nie chodziło nawet o niego. Chodziło o Michaela i jego próby scalenia dwóch różnych światów, które kiedyś znajdowały się za granicami. Które dawniej były nie do przejścia. Teraz miało być inaczej. Teraz wszystko miało się zmienić. On próbował to ulepszyć.
 W sumie… Chętnie zobaczę ten film  powiedziałam niemalże szeptem.
                Luke kiwnął głową. Zamrugałam pospiesznie, próbując odgonić cisnące się do oczu łzy. To, co robił dla Michaela było cholernie miłe i urocze. Będzie znosił moje towarzystwo, tylko dlatego, by mój brat przestał się martwić. By poczuł się lepiej.
               Wstałam z miejsca, podchodząc do niego. Bez słowa wyszliśmy na korytarz, a potem przeszliśmy do pokoju obok. Jak tylko znaleźliśmy się w środku, dwie pary oczu od razu skierowały się w naszą stronę. Michael stał przy biurku, nalewając napój do szklanek. Jego ręka z butelką, zastygła w powietrzu. Hood zaś rozłożył się na kocu, który rozłożony był przed telewizorem.
 Zmieniłaś zdanie?  zapytał Michael z uśmiechem.
 Jednak nie chcę siedzieć sama.
– Chodź. Dla wszystkich starczy miejsca  odezwał się Calum, klepiąc koc. Podeszłam bliżej, a potem usiadłam obok niego.
                Odwróciłam się, spoglądając na pozostałą dwójkę. Luke podszedł do Michaela. Złapał za jedną z napełnionych już szklanek. Mój brat nachylił się, szybko muskając jego usta swoimi. Dotknął jego policzka, przejeżdżając delikatnie palcami po skórze. Poruszył wargami, a ja odczytałam z nich, tylko jedno słowo. Dziękuję.

               Horror, który zaproponował nam Luke nie był, aż taki zły. Nie miałam jednak, z czym go dokładnie porównać, bo moja pamięć szwankowała też i pod tym względem. Kojarzyłam, jakieś sceny, które oglądałam w tamtym życiu  jak określałam czas przed wypadkiem  ale nie mogłam złożyć poszczególnych fabuł w jedną całość. Wszystko to było pocięte i niepełne.
– O kurwa!  krzyknął Michael, wciskając twarz w ramię blondyna. Luke zachichotał pod nosem, zerkając na niego z rozbawieniem.  Poszło już sobie?
 Nie, jeszcze nie  odpowiedziałam, wkładając do ust kolejnego chipsa.
 Patrz teraz… Na pewno coś się zaraz stanie  wyszeptał cicho Calum, który siedział po mojej lewej stronie.  Bankowo coś się stanie.
 Powiedzcie mi, kiedy będę mógł patrz…
 Już  rzucił Luke.
              Michael zerknął na telewizor, krzyknął po raz kolejny, a potem znów wtulił się w Hemmingsa, jakby ten miał go obronić przed całym złem tego świata. Sama w tym momencie podskoczyłam, uderzając plecami w tył łóżka. Nie byłam pewna, czego przestraszyłam się bardziej: wrzasku Clifforda czy kolejnej jump scenki. Mój pewny siebie braciszek w trakcie horrorów zmieniał się w piszczące małe dziecko. A była to naprawdę ciekawa dla mnie przemiana.
– Ty podła małpo  wysyczał, kiedy blondyn parsknął śmiechem.  Obiecałeś i…
– Nic nie obiecywałem.
 Znowu dałeś się nabrać  pociągnęłam, wyciągając rękę, by móc poklepać go po głowie. Musiałam się trochę unieść, by przez przypadek nie uderzyć blondyna.
 Klasyka w jego wykonaniu  powiedział ze śmiechem Calum.
 Jesteście okropni i… Poskarżę się mamie i…
 Mów do nas jeszcze  rzucił Hood, wkładając rękę do paczki z chipsami.
 Obyś tylko nie zaczął…
 Dzieciaki, robię herbatę, chcecie?!
               Cała nasza czwórka krzyknęła, kiedy drzwi od pokoju znienacka się otworzyły, a głos mamy pojawił się na tle dźwięku, płynącego z telewizora. Muszę przyznać, że ten moment był najstraszniejszy  jak do tej pory. Wzięła nas z totalnego zaskoczenia, kiedy my byliśmy zajęci dyskusją i akcją, która działa się na ekranie. Serce prawie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. Odruchowo zasłoniłam twarz poduszką, którą miałam pod ręką, próbując się uchronić przed niebezpieczeństwem. Przed niebezpieczeństwem, które okazało się być moją matką.
 Mamo, nie rób tak! Prawie miałem zawał!
 Nie tym tonem, kolego  mruknęła matula, machając na niego palcem.  Chcecie herbatki?
– Dobry Boże  jęknął Michael, przecierając twarz rękami.  Mało się nie posikałem. Takie zakradanie się do czyjegoś pokoju powinno być zakazane.
 Ja się nie zakradałam  odparła kobieta, opierając ręce na biodrach.
 O… To zła postawa  powiedział czerwonowłosy, a ja zdusiłam śmiech.  To bardzo zła postawa.
 Herbaty?
 Nie, dziękuję  odpowiedzieli równocześnie.
– Ja też dziękuję  rzuciłam, kręcąc głową.
 Synku?
 Też podziękuję.
 Miłego oglądania  odparła mama, a potem wyszła, zamykając za sobą drzwi.
 To było dopiero straszne  skwitował Hood. To była chwila, jak cały pokój wypełnił się naszym śmiechem. 


***
W końcu pojawił się ktoś z paczki Abbie. A oprócz tego jest mały postęp między nią i Lukiem - a to chyba ucieszyło naszego Michaela :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy zostaje opublikowane

Dziękuję również za komentarze!

Pozdrawiam i do następnego! 

#DoYouRememberMeFF

12 komentarzy:

  1. O matko, jest rozdział 💛💙💜💚❤💛💙💜💚❤💛💜💚❤💛💜❤💚💛💜💛💙💙💚❤💙💙❤💛💙💚❤💛💛💛❤💙❤💙❤💛💚💛❤💛❤💙💜❤💙💚💛❤💗💗💗💗💓💗💓💓💗💓💗💓💙💚💙❤💛❤💛💙 Lecę czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się spodoba :)

      Usuń
    2. Takie miły i przyjemny rozdzialik, który jak zwykle za szybko się skończył ;( Do gustu mi przypadł, ale mam nadzieję na szersze rozwinięcie wątku jej "przyjaciół" i nie skupianie się tylko ta "domowych scenach" ;) Może jakiś fajniutki kolega? Lubię pozornie czarne charaktery opowiadań 😂😂 Myślę, że wiesz o co mi chodzi ;). I nie zabieraj mi Asha 💔 Rozdział bez niego łamie mi serduszko 😄😂😂

      Usuń
    3. Cieszę się, że mimo wszystko się podobał. Będzie jeszcze co nie co o jej "paczce", choć teraz zacznę się też skupiać na Calumie - w końcu to jego ff XD
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wow. Świetny pod koniec to narmalbie się tak śmiałam że nie moge. Mam nadzieje że Abbie zostawi te swoje koleżanki w diabły. I znajdzie lepsze przyjaciółki. Już nie moge doczekać się kolejnego rozdziału :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama zrobiła im klasyczne "wejście smoka" XD Cieszę się, że się podobało.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Oglądałam ten horror, bardzo fajny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podoba mi się ten rozdział.
    Lukę przekonał się chyba do Abby.
    Ale przeczówam kłótnie z Ashem...
    Mam nadzieję ,że ona już nie będzie spotykać się z tymi dziołchami.

    😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :) Luke najwidoczniej postanowił dać jej szansę - może się w końcu do niej przekona :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Już się nie mogę doczekać! 😂😀😁

    OdpowiedzUsuń