czwartek, 5 stycznia 2017

#07 Chciałam być po prostu Abigail Clifford

              Czas leciał mi zdecydowanie za szybko. Zanim się obejrzałam nastała sobota, a wraz z nią perspektywa spędzenia wieczoru  i pewnie też części nocy  z praktycznie nieznanymi mi ludźmi. Obiecałam jednak dziewczynom, że pójdę na imprezę do Colina, kimkolwiek on był. Z tego, co dowiedziałam się od Laury, chodził z nami do szkoły i był jednym z zawodników męskiej drużyny w piłkę nożną. W ten weekend postanowił zwołać stare towarzystwo.
             Mimo tego, że złożyłam obietnicę, że się tam pojawię, nie byłam do końca przekonana, co do wyjścia. Biłam się z myślami, czy w ogóle powinnam ruszać się z pokoju. Dla mnie był to całkiem obcy świat. Obawiałam się tego, że przy takiej ilości ludzi, poczuję się zupełnie zagubiona. Oni mieli coś, czego nie miałam ja. Wspomnienia. Wiedziałam, że wśród nich będę się czuła, jak zupełnie nowa osoba, która z marszu i z całkowitego przypadku trafiła z nimi pod ten sam dach. Z drugiej jednak strony była to szansa, by jeszcze bardziej poznać moją dawną paczkę, a także ludzi, z którymi obcowałam przez tak wiele lat. Oprócz tego samo słowo impreza oznaczało, że był to czas totalnego luzu i zabawy. A przynajmniej na to liczyłam. Mimo tego nadal nie potrafiłam podjąć ostatecznej decyzji. Iść czy zostać?

              Westchnęłam, poprawiając pozycję, w jakiej leżałam. Ułożyłam się wygodniej na brzuchu, z powrotem podsuwając pod nos jeden z pamiętników. Przekartkowałam go po raz kolejny. Nie wiedziałam, czy na pewno chcę znów zacząć go czytać. Nie robiłam tego od kilku dni. Jakbym sama na własne życzenie uciekała od przeszłości.
              W końcu przerzuciłam jedną z lekko pomarszczonych stron  chyba tamta Abbie musiała coś na nią wylać, bo kartka była chropowata i falista, jakby miała zbyt duży kontakt z wodą. Dodatkowo na rogach rozmazał się atrament z długopisu. Odchrząknęłam, skupiając wzrok na tekście.

Wes Christensen będzie pierwszą moją ofiarą. Jeśli będzie mnie dalej wkurzał, to go ukatrupię! A tak naprawdę, to mimo swojego paskudnego i nieco wyniosłego charakteru, potrafi być w cholerę uroczy i kochany. Czasami… Czasami mu się uda. Dlaczego, ja się w ogóle z nim spotykam? No tak… Należy do jednych z tych gorących gości, za którym oglądają się wszyscy na korytarzu. Ale on jest mój…

 Serio, Abbie?  wymamrotałam, przekręcając oczami.  Co za kretynka.

Dlaczego tak trudno jest odejść? Czy można być z kimś z przyzwyczajenia? Z kimś, kto nawet nie wie, kim tak naprawdę jesteś? Tkwisz przy tej osobie, bo tak jest wygodniej i łatwiej. Bo tego oczekuje reszta. Bo ludzie wmawiają ci, że do siebie pasujecie. Ale prawda jest inna… Różnimy się tak bardzo. Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Gówno prawda! Po co być z kimś, z kim nie ma się wspólnych tematów do rozmów, z kim nie dzieli się chwili czy zainteresowań. Z kimś, kto nie lubi tego samego, co ty? Nie tak powinno to działać ani wyglądać. Bycie razem nie polega, tylko na tym, by jednej stronie było dobrze. By się ładnie prezentować przy jego boku. A tak się czuję… Jako dodatek. Jak jego prywatna żywa ozdoba.

               Zacisnęłam usta, wpatrując się w wypisane słowa. Nie sądziłam, że Abbie byłaby skłonna być z kimś z przymusu. Własnego wewnętrznego przymusu, który w jakiś sposób wypełniał jej wygórowane ego. Jak widać mój dawny związek z chłopakiem o imieniu Wes był zwykłym nieporozumieniem. Czy go kochałam? Być może. A może tylko udawałam, by nadal mieć swoją pozycję? To też mogło być prawdą.
               Przekręciłam zeszyt, skupiając się na jednym zdaniu, które dopisane było na samym dole. Nie było częścią wcześniejszego tekstu. Wyglądało, jakbym zanotowała je w pośpiechu, chcąc je po prostu upamiętnić. W tym miejscu atrament był najbardziej rozmazany.

Uwielbiam się z nim przytulać na koalę.

               Jak tylko przeczytałam ponownie dwa ostatnie słowa, od razu przypomniała mi się rozmowa z Michaelem, którą odbyłam po wyjściu ze szpitala. Mówiłam o tym sposobie. Mówiłam o przytulaniu się na koalę. Najwidoczniej był to sposób mój i Wesa. Musiałam to naprawdę lubić, skoro tak bardzo chciałam to zachować. Może wtedy były to jedne z tych chwil, kiedy czułam się z nim dobrze?
 Abbie!
 Kurwa, Michael!
 Słowa, moja panno!
 Przepraszam, mamo!  odpowiedziałam, kiedy matula mignęła mi na korytarzu.
              Chłopak spojrzał na mnie rozbawiony, a potem zamknął za sobą drzwi. Podszedł do łóżka i rzucił się na materac, prawie zwalając z niego pudełko i resztę pamiętników. Zakołysałam się w miejscu, a następnie obrzuciłam go udawanym, niezadowolonym spojrzeniem.
 Przeszkodziłem?
 Tak. Właśnie planowałam podbój świata, a ty mi przerwałeś!
 Czytasz o sobie?
– Zagłębiam się w historię głupkowatej Abigail Clifford. Znasz ją?
– Co nie co wiem – powiedział, rozkładając się na łóżku.   Nie powinnaś się szykować? Niedługo wychodzisz.
 Mikey, ja chyba tam nie pójdę  pociągnęłam, opuszczając głowę. Moje czoło pacnęło na zapisane kartki. Usłyszałam cichy śmiech brata.  Ja tam nie pasuję. Może zostanę w domu i razem obejrzymy sobie, jakiś głupkowaty film?
– Chętnie, ale… Umówiłem się z chłopakami u Luke'a.
 Och… Jasne. Innym razem  powiedziałam z lekkim uśmiechem, próbując ukryć nutę rozczarowania.
– Możesz iść ze mną.
 To nie jest dobry pomysł  odparłam, zgarniając na leżąco pamiętniki. Wrzuciłam je do pudełka.  Innym razem.
 Innym razem  mruknął pod nosem, wlepiając zielone oczy w sufit. Czyżby teraz to on poczuł odrobinę zawodu?
              Przez moment między nami panowała cisza. Michael dalej wpatrywał się w sufit, jakby ten stał się nagle naprawdę interesującą rzeczą. Ja zaś obserwowałam jego. Każdy najmniejszy ruch i emocję, jaka malowała się na jego twarzy. Wtedy też podjęłam decyzję. Dlaczego mam nie iść? Dlaczego mam stchórzyć i dać się pokonać przez swoje zbytnio wyolbrzymione lęki?
 Idę na imprezę  powiedziałam, raptownie podnosząc się z łóżka.
               Zrobiłam to tak szybko i niespodziewanie, że Michael nerwowo drgnął, a potem odwrócił się. Teraz jego cała uwaga znów skupiła się na mnie. Zanim jednak usiadł, ja już podeszłam do szafy, otwierając ją na oścież. Przeleciałam wzrokiem po ubraniach, próbując znaleźć coś, co by się nadawało na taką okazję.
 Mikey…
 Tak?
 Musisz mi pomóc  powiedziałam, przerzucając wieszaki.  Nie mam pojęcia, co założyć. Jak ubrałaby się tamta Abbie? Muszę pasować do dziewczyn.
 Pomogę ci – odparł, a potem westchnął pod nosem.

              Nie byłam dokładnie pewna, ile minęło czasu, odkąd zaczęłam się szykować. W końcu stanęłam przed lustrem, podziwiając to, co nam wyszło. Nie… Słowo podziwiać, było zbyt duże. Skrzywiłam się, ciągnąc w dół obcisłą, czarną sukienkę, która co chwilę podjeżdżała mi do góry. Miała koronkowe wstawki na plecach i mocno wcięty dekolt. Michael dorzucił do tego buty na wysokim obcasie, od których już zaczynały boleć mnie nogi. Miałam też zrobiony mocniejszy makijaż i pofalowane włosy  dzieło brata, który oprócz stylisty zabawił się też we fryzjera.
 Jesteś gotowa. Uprzedź rodziców, że wychodzisz. Zrób to szybko, tak by nie mogli cię zatrzymać.
– Tak robiłam wcześniej?
 Nie. Ty zazwyczaj mówiłaś, że idziesz do koleżanki lub wymykałaś się z domu, kiedy ich jeszcze nie było. Dowiadywali się po fakcie dokonanym.
 Dobra, to idę.
 Pewny siebie krok  powiedział Mikey, kiedy ruszyłam w stronę drzwi.  Będzie dob…
 Nie! Ja tak nie wyjdę!  warknęłam, podbiegając do łóżka.
                Usiadłam na nim z miną rozkapryszonego dziecka. Ze złością zrzuciłam buty z nóg. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, wydymając usta, jakbym miała się zaraz rozpłakać. Czułam się niekomfortowo w tym wydaniu. To nie byłam ja. To była tamta Abbie. Ta, którą ja nie chciałam być.
 Ej, mała…
– Odezwał się duży  prychnęłam, odwracając się od niego, kiedy usiadł obok.
– Co się dzieje?
– Zobacz, jak ja wyglądam  jęknęłam, podnosząc się z materaca.  Ta kiecka więcej odsłania, niż zakrywa. Jak się nachylę będzie mi widać nie tylko pośladki, ale… Wiesz, co jeszcze! Do tego prawie piersi wylatują mi z tego pseudo dekoltu! Czemu od razu nie zrobili go do pępka!
 Abbie  rzucił ze śmiechem Michael, widząc mój mały dramat.  Tak się ubierałaś i…
 Ja rozumiem, że ktoś może to lubić i że komuś może się to podobać, ale ja… Ja czuję się w nim, jak zdzira. I pewnie tak wyglądam.
– Dobra, to ubierzemy cię inaczej i będzie po problemie. Co powiesz na czarne dżinsy?
 I może tą granatową tunikę na ramiączkach?
 Dekolt ma w porządku. Nie z głęboki  pociągnął Michael, imitując ton znawcy mody.  Tyłek też zasłania.  
 Pasuje.
 To wskakuj.
               Kiedy się przebrałam, poczułam się lepiej. Ten zestaw bardziej mi pasował. Czułam się też pewniej i nie musiałam się martwić o to, że ktoś zobaczy coś więcej, niż chciałabym pokazać. Zamiast wysokich szpilek, założyłam wygodniejsze botki na obcasie. Do tego torebka. Teraz mogłam pokazać się innym ludziom, nie czując przy tym wstydu i zażenowania.
              Pierwszymi osobami, które mogły mnie podziwiać tak wystylizowaną, byli moi rodzice. Zgodnie z instrukcją Michaela, przeszłam do salonu, aby powiedzieć im o swoim spontanicznym wyjściu. W głowie próbowałam ułożyć sobie schemat i przebieg rozmowy, podczas której oni nie zadają mi zbyt wielu pytań. Jednak rzeczywistość była inna, bo ludzie nie zawsze chcieli się trzymać wymyślonego przez nas scenariusza.
 Abbie?
 Wychodzę  powiedziałam powoli, opierając się o framugę.
               Mama zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, zatrzymując się na poszczególnych elementach mojej garderoby. Ojciec po chwili zrobił to samo, by zaraz wymienić krótkie, acz porozumiewawcze spojrzenie z matulą. Obok mnie pojawił się Michael, gotowy przysłuchać się tej wymianie zdań.
 Dokąd?
 Dziewczyny zaprosiły mnie na sobotnią… sobotnie spotkanie. Będą tam nasi znajomi z liceum, więc postanowiłam, że też pójdę i…
 Impreza?  przerwała mama.
 Można chyba to tak nazwać.
 Czy ja muszę ci przypominać, co stało się ostatnio, kiedy poszłaś na imprezę?
 Mimo że tego nie pamiętam, to nie musisz mnie uświadamiać. Zdaję sobie z tego sprawę. Nie zamierzam pić.
 Pić?
 Alkoholu?  odparłam powoli, przeciągając słowo. Do moich uszu doszedł cichy chichot Michaela.  Nie będę też niczego palić…
 Paliłaś wcześniej coś, oprócz papierosów?!  Oboje podskoczyliśmy, kiedy mama podniosła głos.
 Nie wiem, nie pamiętam.
 Nie paliła – wtrącił Michael, kręcąc szybko głową.  Abbie nie była głupia.
– W sumie byłam, więc spodziewać się mogę po sobie wszystkiego – pomyślałam, ale ugryzłam się w język, by nie palnąć tego na oficjalnym rodzinnym forum. Wtedy mama by z pewnością dostała furii.
 Nie powinnaś…
 Mamo, niech idzie. Ma okazję zobaczyć się ze znajomymi, trochę wyluzować, pogadać o bzdurach. Może powspominają stare czasy i naszej Abbie jeszcze bardziej rozjaśni się pod kopułą?
 Właśnie  pociągnęłam, machając ręką.  Może zwoje mi się uruchomią? Chcę żyć, tak jak kiedyś. Chcę chociaż częściowo odzyskać to, czego nie mam.
 Zresztą, jest dorosła. Sama to wielokrotnie powtarzałaś, więc nie powinnaś się zdziwić, jak i tak pójdzie na to spotkanie, bez twojej zgody.
 Michael!
– Tylko stwierdzam namacalne fakty  rzucił braciszek, unosząc ręce w obronnym geście. Odwrócił się, a potem objął mnie.  Baw się dobrze, siostrzyczko.
 Michael!
 Mamo, życz jej udanej zabawy.
 Udanej zabawy, kochanie  odezwał się tata, który od samego początku milczał.
 Masz nie wracać sama  zaczęła mama, podchodząc do mnie.  Masz na siebie uważać i dzwonić, gdyby działo się coś niedobrego.
 Poradzę sobie.
 Udanej zabawy  powiedziała i przytuliła mnie. Zerknęłam ukradkiem na Michaela. Uniósł z zadowoleniem kciuk. Musiałam przyznać, że naprawdę dobra z nas drużyna.

              U Colina zjawiło się całkiem sporo osób. Z tego, co się dowiedziałam, nie wszyscy byli z naszej starej szkoły. Część osób stanowili jego nowi znajomi ze studiów. Próbowałam odnaleźć się w tym towarzystwie i jednocześnie wyglądać na pewną siebie. Starałam się też zapamiętać imiona, choć było to dla mnie w stu procentach niewykonalne. Było ich zbyt wielu. Zbyt wiele różnych imion. Niektórzy raczyli mnie także zabawnymi historyjkami z czasów szkoły, próbując odświeżyć mi wspomnienia. Wiedzieli o tym, co się stało, choć ja nic im nie mówiłam. Byłam pewna, że Gina i Laura puściły w obieg informację o wypadku i mojej utracie pamięci. Z tej też przyczyny traktowali mnie nazbyt ostrożnie, jakbym miała paść na zawał tuż przed ich nosami. Inni podchodzili od mnie z dystansem, jakbym była trędowata. To tylko amnezja! Wyluzujcie!
              Ciągłe rozmowy, kolejne pytania, na które odpowiadałam, sprawiały, że czas cholernie szybko mi leciał. Nawet nie wiem, kiedy wybiła północ. Od głośnej muzyki lekko huczało mi w głowie, jakby mózg odzwyczaił się od takiej skali. Wypiłam dwa piwa, nie ruszając niczego mocniejszego. Nie chciałam się upić. Chciałam dokładnie pamiętać moją pierwszą imprezę w nowym życiu.
 Tu jesteś  rzuciła Laura, kiedy uwolniłam się od rozchichotanych dziewczyn.
             Zresztą, zyskały one nowe towarzystwo, bo przystojni studenci zaczęli się nimi mocno interesować. Postanowiłam odejść i pozwolić im na pijackie amory. Szczególnie, że kiedy zjawili się panowie, one całościowo skupiły się na nich. I wcale im się nie dziwiłam. W końcu panny chciały się porządnie zabawić.
 Gdzie Gina?  zapytałam, siadając na kanapie obok niej.
 Zniknęła. Nie mam pojęcia, gdzie ją wywlokło. Ale to nie jest teraz ważne, bo właśnie widziałam Wesa.
 Wesa?
 Twojego byłego?  powiedziała, wykrzywiając lekko usta i unosząc brwi.  Niedawno przyszedł.
 Tego Wesa  odparłam, kiwając głową. Super.  Mam jedno pytanie.
 Mów.
 Wiesz, czemu zerwaliśmy?  Laura zmarszczyła nos, a potem pociągnęła łyk pomarańczowego drinka.
 Ostatnio wam się nie układało. Kłóciliście się coraz częściej. W końcu uznałaś, że przestałaś go kochać i kopnęłaś go w tyłek.
 Kiedy?  zapytałam ostrożnie, nie odrywając od niej wzroku.
 Jakiś tydzień przed wypadkiem.
 Dobrze wiedzieć… Zdecydowanie dobrze wiedzieć  wymamrotałam, zagryzając wargę.
               Teraz tym bardziej upewniłam się w tym, że ja i Wes byliśmy raczej porażką, niż świetną parą. Szczególnie, że tamta Abbie nie szczędziła mu gorzkich słów, jakie wylewała na kartki pamiętnika. Znajdę tam o nim coś jeszcze? Możliwe.
 Wes, tutaj!  krzyknęła Laura, a ja, aż podskoczyłam w miejscu.
– Musiałaś? – odparłam, ale ona już mnie nie słuchała.
                Skupiła się na wysokim, dobrze zbudowanym chłopaku, który odwrócił się w naszą stronę. Widziałam go niejednokrotnie na zdjęciach, jakie znalazłam w albumach. Musiałam jednak przyznać to, że w rzeczywistości prezentował się jeszcze lepiej. Przypominał mi Pana Idealnego. Młodego mężczyznę bez żadnej skazy, za którym wzdychają kobiety. Choć z pamiętników i własnych domysłów wywnioskowałam, że to ładne opakowanie, miało brzydsze wnętrze.
                Uśmiechnął się szeroko, podchodząc do nas. Im był bliżej, tym bardziej zauważalne były jego dołeczki w policzkach. Miał mocniej zarysowaną szczękę i nos, a także głęboko osadzone brązowe oczy. Ciemne włosy częściowo miał postawione do góry, zaś boki i tył przylegały gładko do głowy. Przejechał po nich dłonią, prawie w ogóle ich nie dotykając, jakby to był jeden z jego niekontrolowanych odruchów.
 Abbie!
 Miło cię widzieć, Wes  wydukałam, siląc się na uśmiech.
 To ja was zosta…
 Nigdzie nie idź, zostań z nami  powiedziałam, łapiąc ją kurczowo za ramię.
 Och, daj spokój. Poszukam Giny  odparła, a potem ulotniła się w trybie natychmiastowym.
               Wes zerknął w jej stronę, a potem zaśmiał się pod nosem, kiedy dziewczyna zniknęła w tłumie. Usiadł obok mnie, opierając butelkę z piwem na swoim kolanie. Teraz dopiero poczułam się niezręcznie. Szczególnie, że ja i on byliśmy kiedyś parą, a ja zupełnie tego nie pamiętałam.
– Widzę, że czujesz się już lepiej.
 O wiele lepiej.
 Gina powiedziała mi o tym, co się stało.
 Nie byłeś wtedy na imprezie?
– Nie  odpowiedział, kręcąc głową.  Byłem na innej domówce, razem z chłopakami  dodał, wskazując brodą stojącego dalej Colina.  Ty i ja już wtedy…
– Tak, wiem.
– Jak chcesz, to… Możemy naprawić to, co mieliśmy.
 To, co mieliśmy?
 Było mi z tobą dobrze. I ja wiem, że i ty czułaś się szczęśliwa.
 No, nie sądzę  wydukałam, odsuwając się od niego.  Lepiej zostawić to tak, jak jest.
 Możemy się na nowo poznać i zobaczyć, co z tego będzie.
 Przyszedłeś mnie prosić o drugą szansę czy jak?
 Nadal coś do ciebie czuję, a rozmowa może dużo zmienić.
 Zły moment. Szczególnie, że mam czarną dziurę w głowie, więc tym bardziej nie będę składać ci obietnic, które być może w ogóle nie będą miały pokrycia w rzeczywistości.
 Nie wierzę w to, że od tak przestałaś mnie kochać. Powiedziałaś mi, że już nic nie czujesz, ale wiem, że to nie jest do końca prawdą.
– Jasne, wiesz lepiej  odparłam, unosząc jedną brew.  Odpuść, Wes, z tego nic nie będzie. To, co było między nami już dawno… Jak ci to obrazowo powiedzieć? Zdechło. Zdecydowanie zdechło i nie ma siły, by to wskrzesić.
 Abbie, przestań…
 Może i nie wiem dokładnie, dlaczego postanowiłam to przerwać, ale zdania nie zmienię. To, że poprzestawiało mi się w głowie nie sprawi, że przylecę do ciebie na jedno twoje zawołanie, by znów z tobą gruchać po kątach. Widocznie nie byliśmy dla siebie…
 Byliśmy ze sobą ponad półtora roku. Nie mów, że ten czas nic nie znaczy.
 Dla mnie już nic nie znaczy. Odpuść  rzuciłam, podnosząc się z kanapy. Raptownie odwróciłam się, czując jego palce zaciskające się na moim przedramieniu.  Puszczaj albo przypieprzę ci butelką i walnę ściemę, że zacząłeś się do mnie dobierać, jednocześnie znęcając się psychicznie nad biedną dziewczyną z amnezją.
 Nadal jesteś żmiją  mruknął, luzując uścisk. Wyrwałam rękę z jego dłoni.
 Widocznie nadal coś z niej mam  powiedziałam, kierując się w stronę kuchni.

               Będąc jednak pod jednym dachem ze swoim byłym chłopakiem, nie ma szans, by skutecznie go unikać. Wes praktycznie był wszędzie. Jak rozmawiałam z Colinem, stał obok. Jak otwierałam trzecią butelkę piwa, był obok. Jak odnalazłam Laure i Ginę, które paliły skręta na balkonie, był obok. Był, niczym cień, którego nie możesz się pozbyć. I ciągle wspominał nasze momenty, próbując namówić mnie do zmiany decyzji. Miałam wrażenie, że każdy mój argument odbija się od niego, jak od pustej ściany. Nie docierało do niego nic, poza perspektywą kolejnych wspólnych miesięcy, w których to znów stworzylibyśmy pseudo idealną parę. Na szczęście teraz miałam zupełnie inne podejście. Myślałam inaczej i patrzyłam na swoje życie z innej strony. Nie miałam też tak wielkiego parcia na bycie w centrum uwagi i uważania siebie za tą najlepszą. Moje nazbyt przesadnie wygórowane ego zniknęło. Nie chciałam być już Żmiją z elity. Chciałam być po prostu Abigail Clifford.
               Kiedy było po drugiej, doszłam do tego momentu, w którym byłam porządnie wykończona psychicznie przez to, co się działo. Potyczki słowne z Wesem i czepiająca się Gina, dostatecznie zniechęciły mnie do tego, by zostać tu dłużej. Moja wielka przyjaciółka uznała, że jestem zupełną idiotką, odrzucając kogoś takiego, jak on. Twierdziła, że wiele dziewczyn dałoby się pokroić za to, by Wes, chociaż raz ich dotknął, a ja mogłam mieć to na co dzień. Zupełnie to do mnie nie trafiało, dlatego kiedy określiła mnie mianem zarozumiałej suki, postanowiłam, jak najszybciej opuścić dom Colina. Nie mogłam się jednak powstrzymać przed tym, by na odchodnym nie użyć wobec niej dość dobitnych i soczystych określeń, jakie wyrzuciłam z siebie pod wpływem chwilowego braku kontroli. Chyba ta impreza bardzo dokładnie rozdzieliła nas na dwa fronty. Byłam pewna, że zostałam wyrzucona z grona jej pupilków. I nawet nad tym nie ubolewałam. Po wypadku tym bardziej do nich nie pasowałam. Poczułam się też w pewien sposób lżej, zrywając toksyczną znajomość.
               Zanim jednak wyszłam, musiałam trzy razy zapewnić Colina, że nie będę wracać do domu sama, bo tuż za rogiem czeka na mnie zamówiona taksówka. Oczywiście, było to jedno wielkie kłamstwo, które przyszło mi z dziecięcą łatwością. Chłopak uwierzył i legalnie zezwolił mi na wyjście, będąc przekonanym, że kierowca dowiezie mnie całą i zdrową do domu.
              Kiedy w końcu znalazłam się kilka metrów dalej, mogłam w pełni odetchnąć z ulgą. W tym momencie czułam się tak, jakbym uwalniała się, od czegoś niewygodnego. Czegoś, co kiedyś było dla mnie codziennością. Jakbym zrywała z niemiłą częścią własnej historii. Strata przyjaciół powinna boleć, jednak ja nie czułam nic. Może odrobinę wściekłości i irytacji na głupie zachowanie mojej  teraz już dawnej  paczki. Gina straciła jedną z marionetek, którą mogła kontrolować. Byłam wolna. Z pewnością moje odczucia byłby inne, gdybym posiadała dawne wspomnienia. A może wtedy nie doszłoby do tego spięcia na imprezie, a ja dalej bawiłabym się w ich towarzystwie? Nie chciałam się nad tym dłużej zastanawiać. Chciałam się od tego oderwać tak szybko, jak to było tylko możliwe.
              Wokół mnie panowała cisza. Na ulicy nie było nikogo. Światła w budynkach były pogaszone, jakby na tej części osiedla wszyscy smacznie już spali. Na szczęście nie miałam daleko do domu. Spokojnie mogłam pokonać ten dystans piechotą  szczególnie, że zapamiętałam drogę, jaką tu przyszłam. I już nie musiałam używać wgranej przez brata aplikacji. Spacer zajmie mi około piętnastu minut.
              Jak tylko minęłam następny zakręt, okazało się, że jednak nie jestem jedyną osobą na tej ulicy, która nie śpi. Z bocznej uliczki wyłonił się chłopak w czarnej bluzie. Jego widok z początku mnie zaniepokoił, ale zaraz szybko się uspokoiłam. Rozpoznałam go, jak tylko podniósł głowę. Uśmiechnął się, przyspieszając kroku, by móc się ze mną zrównać.
 Mama nie uczyła, że nie wolno się włóczyć nocami po ulicach?  zapytał ze śmiechem, wciskając dłonie do kieszeni bluzy.
– Ciebie też dobrze widzieć, Calum.
 A teraz mówię serio, Abbie. Nie powinnaś chodzić tu sama, mimo tego, że jest to cicha i spokojna dzielnica Jacksonville. Popaprańcy mogą być wszędzie.
 A ty? Też nie powinieneś łazić po nocy. 
 Lubię ryzyko  skwitował ze śmiechem, a ja szybko do niego dołączyłam.  Luke mieszka nie daleko, więc postanowiłem, że się przejdę.
 To tak samo, jak ja.
 Ale ja jestem facetem.
 Dyskryminujesz mnie z uwagi na płeć?
 Jesteś atrakcyjniejszym celem  odparł, pukając mnie łokciem w przedramię. Zaśmiałam się, kręcąc jednocześnie głową.
 Już po spotkaniu?
 Tak. Michael został u Luke'a na noc, a Ash mieszka z drugiej strony osiedla, więc idziemy w dwóch różnych kierunkach.
 Był z wami Ash?
 On i Michael się nie pokłócili  powiedział powoli Calum.  Poczekaj… Widzę, że dostałaś gęsiej skórki.
– Nie musisz… - zaczęłam, kiedy odpiął zamek bluzy. Zerknął na mnie.
 Ale chcę  odparł z uśmiechem, ściągając ją.
              Zarzucił mi ją na plecy, a potem pomógł wsunąć ręce w rękawy. Bluza była na mnie za duża, ale dzięki temu była jeszcze wygodniejsza. Opatuliłam się miękkim materiałem, czując przyjemny zapach jego perfum, które mi się spodobały. Zapach ten był jednocześnie wyraźny, ale i nie za mocny. Był naprawdę przyjemny i jakby znajomy. Byłam pewna, że już nie raz go od niego czułam.
 Cieplej?
 Tak, dziękuję. Wracając jednak do…
 Nie odpuścisz, prawda?
– Chcę tylko wiedzieć. Michael się nie dowie. Zresztą, jak widzę i tak ci powiedział.
 Wspomniał o twoich przypuszczeniach.
 Czuję, że nie były to tylko przypuszczenia.
– Były. Nie pokłócili się, a jedynie posprzeczali. W sumie dogadali się już na drugi dzień.
 Czyli się pokłócili.
 My się nie kłócimy.
– Och, jasne  rzuciłam, przekręcając oczami, co go rozbawiło.  O co im poszło?
 O nic konkretnego.
 Twoje nic konkretnego jest bardzo konkretne. Chodzi o tę rozmowę, którą przez przypadek usłyszałam?
– Abbie, musisz wiedzieć, że…  Urwał, zatrzymując się na środku chodnika. Spojrzał na mnie, lekko zaciskając usta, jakby szukał odpowiednich słów, by mi to powiedzieć. Nie pospieszałam go, choć moje zniecierpliwienie rosło.  Wiesz, że nie byłaś zbyt… w porządku wobec nas. Może nie tyle nas, co głównie wobec Luke'a. O to Ash ma do ciebie największy żal.
 Wcale mu się nie dziwię…
 Ale po twoim wypadku sytuacja wygląda inaczej. Bardziej się pomieszało.
 Nawet nie zaprzeczę.
 Ash po prostu potrzebował czasu, by to przetrawić, a Michael odrobinę za mocno go naciskał. Ale teraz między nimi jest dobrze. Jest tak, jak wcześniej. Obaj doszli do porozumienia i ładu, więc nie masz, o co się martwić.  Przygryzłam lekko wargę, nerwowo zakręcając rękaw wokół palców.  Naprawdę nie masz. Skup się na sobie.
 Chyba zbyt często w poprzednim życiu skupiałam się na sobie. Wykorzystałam już limit bycia samolubną.
 Poprzednie życie?  zapytał z uśmiechem, unosząc jedną brew. Pokiwałam głową.  Więc nowym pokieruj inaczej.
 To właśnie chcę zrobić.
 Idziemy dalej?
 Idziemy.
 Jak było na imprezie?
 Szczerze?
 Tylko.
 Było kiepsko  odparłam, a Calum wybuchł śmiechem, widząc moją skwaszoną minę. Naprawdę lubiłam kiedy to robił.
 Opowiesz mi?
 Jasne, jeśli chcesz słuchać tej porażki.


***
Kolejny rozdział za nami. Muszę przyznać, że całkiem dobrze pisze mi się tę historię. Abbie w końcu poznała swojego byłego, z którym nie chce być. A w końcowej scenie pojawił się nasz Hoodini, który dotrzymał jej towarzystwa w drodze do domu :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Dziękuję również za otrzymane komentarze! 

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF



12 komentarzy:

  1. Jeeeeeeeeeejku jeeeest! ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤ Już czytam 😁😁😁😁😁😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja uwielbiam te słodkie odruchy Caluma ❤❤ Niby takie zwykłe oddanie bluzy, a cieszy 😂😂 Ale czuję niedostyt, bo mogłabym czytać i czytać... Pamiętaj, ja tu cały czas czuwam 😁A i jeszcze... Ten były chłoptaś nieco upierdliwy, ale na razie jestem wobec niego obojętna ;) Za to ten drugi wydaje się spoko kumplem ;) Czekam na next 😍😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hood aka dżentelmen :D Fakt, upierdliwy, ale najwidoczniej dla Abbie też jest już obojętny :)
      Szczerze, to sama nie mogę się doczekać, aby napisać kolejny rozdział, ale kolejka obowiązuje, więc najpierw inne ff :D
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie lubię tej kolejki xD 😂😂

      Usuń
    3. Niestety, nie jestem w stanie pisać czterech rozdziałów na raz XD

      Usuń
    4. Nie lubię tej kolejki xD 😂😂

      Usuń
  3. OMG rozdział jest świetny. A ta ostatnia scena to już arcydzieło. Wkońcu Abbie żuciła tą swoją przeklętą paczke w diabły. Abbie I Calum pasują do siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Teraz bede cię wszędzie dręczyc.Kobieto błagam
    Ashton i Abbie=BFFFFFFF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, czy się kiedyś dogadają :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń