środa, 25 stycznia 2017

#08 Dlaczego nic nie powiedział?

               Wypuściłam cicho powietrze z ust. Podniosłam głowę. Mój wzrok od razu skupił się na ciemnych oczach doktora Normana. Mężczyzna milczał, analizując zapewne to, co przed chwilą mu opowiedziałam. A poruszyliśmy temat mojego ciągle powtarzającego się snu.
              Jednak tej nocy nastąpiła mała zmiana. Nadal tkwiłam na środku drogi, otoczona mgłą. Jak zwykle pojawiał się samochód, oślepiające światła bijące z jego reflektorów i postać. I to właśnie w tej części snu doszło do zmiany. Sylwetka mężczyzny nabrała odrobinę więcej wyrazistości. Jakby stawał się bardziej prawdziwy i realny, niż wcześniej. Oprócz tego, kiedy wyciągałam w jego stronę dłoń, on próbował ją chwycić. Zazwyczaj między naszymi rękami była duża odległość. Teraz zmniejszyła się, a ja byłam pewna, że jeśli nachylę się, zdołam dotknąć jego palców. Niestety, nie zdążyłam. Rozpędzone auto pojawiło się za szybko.
 Pada mi na głowę jeszcze bardziej?  zapytałam, kiedy doktor Norman nadal milczał.
 Oczywiście, że nie  powiedział z lekkim śmiechem.  Ten sen pojawia się cyklicznie od czasu wypadku. Wiadomo, co symbolizuje i do czego się odnosi. Ulica, budynek i samochód. Odzwierciedlają to, co się wydarzyło.
 A ten gość?
 Zawsze jest to ten sam mężczyzna?
 Zawsze.
 Czujesz przed nim strach? Obawę? Jakąkolwiek negatywne odczucie?
 Nie… On jakby chciał mi pomóc.
 Ale nigdy mu się to nie udało?  Zacisnęłam usta, kręcąc głową.  Może symbolizuje, jakąś bliską ci osobę. Kogoś ważnego, kto miał na ciebie bardzo duży wpływ. Może to jeden z twoich przyjaciół albo brat?
 Myśli pan, że z czasem zobaczę go w pełni? Teraz ciężko mi poznać, kim dokładnie jest.
 Być może. Może być też tak, że za jakiś czas ten sen zniknie kompletnie.
 I wtedy się nie dowiem…
 Jesteś ciekawa?
 Nawet bardzo  odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
 Nasz mózg przywołuje twarze osób, które kiedyś spotkaliśmy i widzieliśmy. Być może nie rozpoznasz tej osoby, jak już nabierze wyraźnych kształtów. Jednak symbolika zostanie.
 Czyli uważa pan, że jest to ktoś mi bliski.
 Dokładnie tak. Może we śnie nie przedstawi ci się, jako znana ci osoba, ale zakładam, że oznacza bliskość i być może bezpieczeństwo, skoro twierdzisz, że ta postać chce ci pomóc.  Doktor Norman spojrzał na wiszący na ścianie zegar.  Na dzisiaj skończymy, Abbie.
              Pokiwałam głową, nadal będąc myślami przy śnie, który nie opuszczał mnie od wypadku. Co dokładnie oznaczał? Chciałam to wiedzieć. Tak samo, jak cholernie ciekawiła mnie postać, która się w nim pojawiała. Liczyłam na to, że nadejdzie w końcu ten moment, w którym w końcu zobaczę ją w pełni. Wyraźnie i z każdym detalem. Wiedziałam jednak, że to może potrwać, a ja muszę uzbroić się w cierpliwość.

                Zaraz po wizycie u lekarza, miałam wrócić do domu. Nie zrobiłam tego. Postanowiłam wykorzystać ten czas, by przejść się po mieście. By odpocząć od nadopiekuńczej rodziny, pseudo znajomych, których straciłam i kumpli brata. Po słowach doktora Normana, chciałam raz jeszcze pomyśleć. Na spokojnie i bez pośpiechu. Bez obawy, że ktoś wtargnie do mojego pokoju, przerywając mi w połowie analizy. Dlatego chodziłam bez celu po centrum Jacksonville, skupiając myśli w zupełnie innej rzeczywistości, niż ta w której byłam. W mojej głowie raz za razem rozgrywała się ta sama scena ze snu, a ja liczyłam na to, że być może dostrzegę kolejny nowy szczegół. Nic z tego.
               W końcu po kolejnym telefonie od Michaela  w jego głosie wyczułam nutę troski i zniecierpliwienia  uznałam, że nie ma po co przeciągać struny. Czas wrócić pod nadopiekuńczy dach rodzinki. Wrócić do normalnego życia. A raczej tego, co mi z niego zostało. Po drodze jednak wstąpiłam do sklepu. Spontanicznie postanowiłam ponownie coś upiec. A to zajęcie też było moją małą ucieczką od tego, co działo się dookoła.
               Krążąc między kolorowymi regałami, starałam się nie pominąć niczego, co znajdowało się na liście zakupów. Postawiłam dzisiaj na ciasto marchewkowe ze śmietankową polewą. Spis produktów miałam już w telefonicznym notatniku. Od jakiegoś czasu chciałam podjąć próbę zrobienia właśnie tego łakocia. Dziś był idealny dzień, szczególnie, że po wizycie u lekarza nie miałam żadnych innych planów na spędzenie reszty popołudnia czy wieczoru.
                Podniosłam głowę znad komórki. Mój wzrok zatrzymał się na przezroczystych słoikach z miodem. Odruchowo przejechałam palcem po etykietach, zastanawiając się, który powinnam wybrać. W końcu wzięłam ten z wielkim wymalowanym misiem na zakrętce. Coś w myślach podpowiadało mi, że dawna Abbie również sięgnęłaby po ten konkretny produkt.
                 Odwróciłam się, nadal nie odrywając oczu od uśmiechniętego zwierzaka. Nagle znikąd na mojej drodze pojawiła się przeszkoda. Na szczęście nie było to mocne uderzenie, ale siła z jaką się zderzyliśmy i tak sprawiła, że musiałam zrobić dwa kroki do tyłu, by złapać równowagę. Zacisnęłam mocniej palce na słoiku z miodem, aby nie wypadł mi z dłoni. Podniosłam głowę, napotykając znajome błękitne tęczówki. Przede mną stał Luke.
 Cześć  wydusił cicho, starając się skupić wzrok na wszystkim tylko nie na mojej osobie.
– Cześć  odpowiedziałam, chcąc by mój głos brzmiał przyjaźnie i miło. Dodałam do tego uśmiech, mając nadzieję, że blondyn nie ucieknie ode mnie z krzykiem.
                  Między nami zapanowała chwilowa, nieco krępująca cisza. Hemmings wyglądał tak, jakby nie specjalnie miał ochotę na marnowanie oddechu, na jakąkolwiek wymianę zdań ze mną. I wcale się temu nie dziwiłam. Nadal nie mieliśmy statusu super kumpli, a droga ku temu była dość trudna i wyboista. Mimo tego nie chciałam, by poczuł się tak, jak kiedyś w moim towarzystwie. Zależało mi na tym, by traktował mnie w miarę normalnie, nawet jeśli Michaela nie było w pobliżu. I to ja musiałam, jako pierwsza podejmować kolejne próby złamania barier między nami. Problem był jednak taki, że zupełnie nie wiedziałam, co mogę powiedzieć. Nie znałam go, więc nie potrafiłam wymyślić żadnego sensownego tematu, który w jakikolwiek sposób przełamałby tą nieciekawą atmosferę, jaka zaczęła się tworzyć.
 Kolejne ciasto?  wydusił Luke, wskazując na mój koszyk z zakupami.
 Wiedziałam, że mi odbiło i za dużo ich robię  wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
                 Blondyn spojrzał na mnie uważnie, a potem zaśmiał się. Musiałam mieć w tym momencie naprawdę zabawnie zszokowaną minę, bo po chwili uśmiechnął się, jakby z każdą chwilą nabierał pewności siebie.
 Ja tam nie narzekam. Przynajmniej, jak przychodzę do Michaela, wiem, że zawsze znajdę coś w lodówce.
 Wpadniesz… Wpadniesz też dzisiaj?
 Michael ma jutro kartkówkę z angielskiego i ma się uczyć.
 On? Uczyć?  rzuciłam i tym razem to ja zaśmiałam się cicho.
 Ej, ostatnio całkiem nieźle mu idzie.
 Z matematyki też?
 Tego tematu nie poruszajmy  powiedział z uśmiechem, kręcąc głową.  Ale i nad tym popracujemy.
 Motywujesz go.
 Staram się.
 I dobrze ci idzie.  Luke po raz kolejny posłał mi uśmiech, który naprawdę mi się podobał. Zdecydowanie wolałam taką wersję Hemmingsa.  Oby się przyłożył.
 Da radę, a jak mu nie wyjdzie, to nici z jutrzejszego spotkania.
 Teraz już wiem, czym go tak zmotywowałeś. Randka?  Chłopak pokiwał głową, a potem zagryzł lekko wargę.  To naprawdę mocna motywacja. Gdzie pójdziecie?
 Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę, więc… Ty nic nie wiesz.
 Nic nie wiem.
 Muszę już iść, bo inaczej mój brat pojedzie do domu beze mnie.
 Jasne. Powodzenia z wymyślaniem planu randki.
 Dzięki. Podwieźć cię?
 Nie, dziękuję.
 Do zobaczenia, Abbie.
 Do zobaczenia.
               Hemmings kiwnął głową, a następnie odwrócił się. Ruszył w przeciwną stronę, by po chwili zniknąć w kolejnej alejce. Dopiero po chwili zorientowałam się, że uśmiecham się do siebie, jak kompletna wariatka. Jednak na daną chwilę miałam gdzieś to, co mogą pomyśleć o mnie obcy ludzie. Byłam naprawdę zadowolona z tego, co się stało. Ja i Luke rozmawialiśmy całkiem normalnie i to bez dodatkowych osób, w postaci Caluma lub mojego brata. Może z początku było trochę niezręcznie i sztywno, to jednak później miałam wrażenie, że nie tylko ja odrobinę wyluzowałam. On również. Z boku być może wyglądaliśmy, jak dwójka zwykłych znajomych, którzy przypadkiem wpadli na siebie w sklepie. I chciałam iść tą drogą, która była właściwa. Moje dawne, stare, wredne Ja miało zniknąć zupełnie. Chciałam go do siebie jeszcze bardziej przekonać. Już nie tylko z uwagi na Michaela. Ale głównie z uwagi na to, co stało się w przeszłości. Jeśli miałam naprawiać błędy, musiałam też wciągnąć w to Luke'a.

                  Zacisnęłam usta, słysząc otwierającą się lodówkę. Wiedziałam, że w kuchni nie jestem sama. Tata i Michael kręcili się po pomieszczeniu, co jakiś czas kontrolując stan mojej pracy. Teraz obaj wykorzystali moment, w którym się odwróciłam, dobierając się do świeżo przygotowanego ciasta, które dosłownie przed chwilą wstawiłam do lodówki.
 Wy tak na serio?  wypaliłam, przyłapując ich na gorącym uczynku. Zresztą, ze swoimi zamiarami zbyt dobrze się nie kryli.
 Tylko maleńki kawałeczek  odparł Michael, robiąc niewinną minę.
 Maciupeńki  dodał tata, powoli wyciągając blachę. Jego zielone oczy dokładnie śledziły moją reakcję.  Malutki, pyszny kawałeczek.
 To powinno postać w lodów…
 Czyli możemy!  rzucił uśmiechnięty braciszek, wyrywając blachę z rąk ojca.
 Ej, a ja?!
 Byłem pierwszy!
 Dotknąłem tego szybciej, niż ty!
                 Spojrzałam na nich z politowaniem, aż w końcu machnęłam ręką. Było dwóch na jedną, więc szybko odpuściłam. Miałam tylko nadzieję, że nie rozwalą mojego małego dzieła, kiedy zaczną odkrajać ich maciupeńkie kawałeczki. Widząc jednak duży nóż w rękach taty i działkę, jaką zaczął wydzielać im Michael, szybko wywnioskowałam, że faceci z rodziny Clifford mają zaburzoną miarę w oczach. Te kawałki nawet nie przypominały małych.
                Odwróciłam się i mimo tego uśmiechnęłam się pod nosem. Byłam naprawdę zadowolona, że chociaż sprawdzałam się w jednej dziedzinie. Cieszyłam się, że jest coś w czym jestem dobra, a pozostali mieszkańcy lubią moją kuchnię. Czy była lepsza nagroda za wykonaną pracę, niż szeroki uśmiech i to z jakim apetytem pochłaniali przygotowane dania czy słodkości? Mi to wystarczyło.
 O matko, Abbie, to jest genialne  powiedział Michael z pełną buzią.
 Nie rób tak, bo się zadławisz  odparł ojciec, choć i on miał wypchane policzki od ciasta.
 Przygadał kocioł…
– Jestem starszy stażem życia, więc nie podskakuj  mruknął, pukając go palcem w klatkę piersiową.  Pyszne!
 Cieszę się, że wam smak…
 Mogę jeszcze?  zapytał Michael, robiąc proszącą minę. Powinnam się w końcu przyzwyczaić, że jedzenie które on ma zamiar pochłonąć znika w naprawdę szybkim tempie.
 Jedz, nie krępuj się.
 Ha! Moje! – rzucił zadowolony, przesuwając ciasto na sam koniec stołu.
 Też chcę!
 Moje!
 Dom wariatów  mruknęłam pod nosem, wracając do sprzątania.

                   Weszłam do swojego pokoju, zastanawiając się, co teraz ze sobą zrobić. Nie chciałam przeszkadzać Michaelowi w nauce, a z tego, co widziałam rodzice również byli zajęci. Postanowiłam jednak nie marudzić i nie użalać się nad brakiem towarzystwa. Straciłam przyjaciół, ale to nie znaczy, że mam zaraz popaść w syndrom osamotnienia i wycofania.
                   Rozejrzałam się po pomieszczeniu, próbując wymyślić coś, co zajmie mnie na dłuższy czas. Mój wzrok w końcu zatrzymał się na łóżku. Wtedy też przypomniałam sobie o pamiętnikach, które ukryte były tuż pod nim. Znajdowały się bezpiecznie w kartonie, a ja ostatnio nie miałam nawet głowy do tego, by zagłębiać się w kolejne części życia dawnej siebie. Dlaczego do tego nie wrócić?
                  Podeszłam bliżej, a następnie kucnęłam przy boku łóżka. Nachyliłam się, próbując złapać za pudełko. Moje palce jednak natrafiły na pustkę. Zmarszczyłam nos. A co jeśli pamiętniki znalazł, któryś z rodziców i nic mi o tym nie powiedział? Co jeśli ktoś oprócz mnie zaczął do nich zaglądać? Mój oddech przyspieszył, kiedy poczułam narastającą panikę. Nie chciałam, by ktokolwiek je czytał. Nie chciałam, by ktoś wiedział o dokładnej ich zawartości.
                  Szybko położyłam się na brzuchu, przysuwając się jeszcze bliżej łóżka. Zadarłam wyżej prześcieradło, by odsłonić sobie pole widzenia. Wtedy je zobaczyłam. Musiałam ostatnim razem wepchnąć pudełko głębiej, niż zazwyczaj, dlatego nie mogłam go od tak dosięgnąć. Odetchnęłam z ulgą, a potem zaśmiałam się, zdając sobie sprawę z tego, jak cholernie się wystraszyłam. Pokręciłam głową. Byłam kretynką.
                  Wyciągnęłam rękę jeszcze bardziej, by w końcu sięgnąć pudełko. Wsunęłam się kawałek pod ramę. Wtedy też zauważyłam coś, czego nie udało mi się znaleźć wcześniej. Między szczeblami znajdował się kolejny zeszyt. Zrobiłam większe oczy, przechylając się w bok, na tyle, na ile pozwalała mi ograniczona przestrzeń. Powoli i ostrożnie złapałam za nowe znalezisko. Co takiego Abbie chciała ukryć tym razem?
                  Wyczołgałam się spod mebla, uważając na to, by nie uderzyć się w głowę. Usiadłam na podłodze. Mój wzrok ani na moment nie oderwał się od czerwonej okładki. Na przedzie znajdował się narysowany dalmatyńczyk, trzymający w łapkach brokatowe serduszko. Nie musiałam nawet wertować kartek, by wiedzieć, że są zapisane. Były lekko pofalowane, a niektóre sztywne, jakby użyto na nich kleju.
                  Wzięłam głębszy wdech, nie do końca wiedząc, czy powinnam wstrzymać się z otwarciem zeszytu czy może iść na całość i zrobić to teraz. Zerknęłam kontrolnie na drzwi, próbując wyłapać kroki na korytarzu. Tam jednak panowała cisza. Nikt się nie kręcił. Każdy był zajęty sobą.
                  Przekrzywiłam głowę, dostrzegając gładki fragment fotograficznego papieru, który wystawał z jednej ze stron. Złapałam za końcówkę. Wstrzymałam oddech, lekko za nią pociągając. Poczułam opór, jakby zdjęcie było, jakąś częścią przyczepione do jednej z kartek. Poruszałam nią powoli na boki, aż w końcu coś puściło.
                 Przez moment zamarłam. Nie wiem, czego tak się bałam. Nie mogłam odgadnąć, czego dokładnie się obawiam. Dowiedziałam się, że moje dawne życie nie było idealne. Opływało w kłamstwie i obłudzie, a ja miałam po prostu dwa oblicza. Byłam, niczym dr Jekyll i mr Hyde. Dwie tak różne i skrajne osobowości w jednym ciele. Czy Abbie mogła zrobić coś jeszcze? A co, jak to tylko zwykłe zdjęcie z moimi pseudo przyjaciółkami czy Wesem-kretynem?
                 Nie było to jednak zwykła fotografia paczki przyjaciół. Wystarczyło tylko, że odsłoniłam jej część, a już wiedziałam, że historia dawnej Abigail zostanie pogmatwana jeszcze bardziej. Kiedy miałam przed oczami pełen obraz, przestałam cokolwiek rozumieć. Moje usta poruszyły się niemo, jakbym próbowała przekonać sama siebie, że to co widzę może nie jest do końca prawdziwe. Ale było. A ja trzymałam na to dowód.
               Przejechałam palcem po twarzy znajomej osoby. Chłopak uśmiechał się szeroko, ukazując przy tym szereg białych zębów. Ciemne oczy wpatrywały się wprost w oko aparatu bądź telefonu, którym robione było zdjęcie. Jedną ręką obejmował dziewczynę, która zostawiała na jego policzku czułego buziaka. I ona również podczas tego  zapewne krótkiego  pocałunku, emanowała radością i zadowoleniem. Tak samo, jak on. Wyglądali razem idealnie, jakby byli jedną z tych szczęśliwych par. Najdziwniejsze jednak było to, że tą dziewczyną byłam ja, a tym chłopakiem Calum.
              Przez moment po porostu siedziałam i tępo wpatrywałam się w fotografię, nie rozumiejąc niczego. Dopiero po chwili tchnięta nagłym impulsem, spojrzałam się w stronę czerwonego zeszytu. Zagryzłam wargę, powoli biorąc go w dłoń. Ułożyłam go na kolanach, czując, jak oczy zachodzą mi łzami. Z początku nie wiedziałam, dlaczego zareagowałam w taki sposób. Dopiero po chwili to zrozumiałam. Poczułam się oszukana. Wiedziałam, że Calum nie ma tajemniczego brata bliźniaka, a jego jedynym rodzeństwem jest starsza siostra, więc to niemożliwe, by na zdjęciu znajdował się jego klon. Wiedział o tym wszystkim, co było między nami, a mimo tego milczał. Nie powiedział nic. A może zrobił to celowo? Może bał się tego, że będę chciała odtworzyć to, co było kiedyś, a on wolał ponownie nie odnawiać takiej relacji?
              Pospiesznie przetarłam dłonią wilgotne oczy, próbując się uspokoić. Nadal w środku czułam gorycz, żal i zawód. Nie zasługiwałam nawet na to, by znać prawdę? Dlaczego udawał, że między nami nigdy nic nie było? Nawet Michael nie puścił pary z ust na temat tego, że moja relacja z jego przyjacielem był zadecydowanie bliższa, niż zwykłe mijanie się na szkolnym czy domowym korytarzu.
               Wzięłam kolejny głębszy wdech, otwierając zeszyt. Na pierwszej stronie, tuż w górnym rogu, przyklejone zostało czarne serduszko. Obok niego namalowane było kolejne  nieco inne, bardziej staranne i pełniejsze  dzięki temu wiedziałam, że te rysunki wykonywały dwie inne osoby. Nie musiałam się długo zastanawiać, do kogo należy malunek umieszczony w zeszycie. Spojrzałam na pierwszy wpis, a potem przejechałam palcem po wypisanych słowach.

Jest najlepszą osobą, jaka kiedykolwiek pojawiła się na mojej drodze.

                Był to jedyny tekst na tej stronie. Nic poza tym. Przerzuciłam kolejną stronę, a potem następne natrafiając na dalsze wpisy, które dotyczyły tylko jego. Zawsze chodziło o Caluma. Jakby cały zeszyt poświęcony był, tylko jemu. Najwidoczniej tamta Abbie uznała, że chłopak powinien mieć oddzielny pamiętnik. Jakby odcięła te wspomnienia od reszty. Jakby były bardziej wyjątkowe.

Wystarczy mi jeden jego uśmiech, a od razu czuję się lepiej. Zapominam o tym, co się działo. Wymazuje ze mnie to, co złe, wydobywając lepszą wersję mnie. Nie potrafił tego zrobić nawet Michael. Jest jedyną osobą, przy której nie muszę udawać. W jego towarzystwie mogę być sobą. Mogę być w końcu tą Abbie, jaką chciałam być. Bez zakładania masek. Bez gry. Akceptuje mnie taką, jaką jestem. Nie ważne są dla niego statusy społeczne ani działanie pod publiczkę. Nie zmusza mnie do lubienia tej samej muzyki  (choć pod tym względem uwielbiamy to samo), nie muszę męczyć się na filmach, których nie cierpię, tylko dlatego bo on tak chce. A rozmowy… Mogę z nim rozmawiać o wszystkim. Nie ma tematów tabu. Nie ma czegoś, czego nie możemy poruszyć. Będąc z nim czuję się swobodnie. On mnie nie ocenia. W końcu jestem wolna. Przy nim mogę być wolna.

W dalszym ciągu nie rozumiem, jak ktoś taki, jak Calum mógł pokochać kogoś takiego, jak ja… Kogoś zaślepionego manią wyższości i pragnieniem bycia na szczycie. Kogoś zarozumiałego, widzącego jedynie czubek swojego własnego nosa. „Ty taka nie jesteś”  to zawsze mi powtarzał. Odkrywał każdą kolejną skorupę, docierając do środka prawdziwej mnie. Dlaczego nie potrafię ofiarować mu tego samego, co on z taką łatwością i bezinteresownością daje mi?

Nienawidzę go ranić… A mam wrażenie, że od jakiegoś czasu właśnie to robię, choć on nie chce się do tego przyznać. Potrafię żyć kłamstwem. Całe moje życie to zlepek kłamstw, bezsensownego udawania, kogoś kim się nie jest. Jak długo on będzie wstanie żyć z kimś takim? Jak długo będzie w stanie ciągnąć to, co zaczęliśmy? Jak długo i on będzie kłamał?

Dzisiaj prawie wpadliśmy. Prawie zostaliśmy zauważeni. Musimy być bardziej ostrożni i uważni. Gina prawie się dowiedziała, choć udało mi się wybrnąć z tej niewygodnej sytuacji sprzedając jej kolejne kłamstwo. Moje życie nim ocieka... Na moje własne życzenie.

Ten wieczór był niesamowity. Mogłabym wpatrywać się w jego ciemne oczy godzinami. Te wesołe iskierki, które się w nich tlą, potrafią zahipnotyzować. I ten uśmiech, który ani na chwilę nie znikał mu twarzy. Byliśmy cały czas blisko siebie. Czułam jego przyjemny zapach, za każdym razem kiedy mnie obejmował. Jego dłonie gładziły moją skórę, wywołując ciepło. Cholernie cieszę się, że jest tylko mój.

Kocham Caluma Hooda.

                Wpatrywałam się w te trzy ostatnie słowa, ciągle odtwarzając je w myślach. Kocham Caluma… Kocham Caluma Hooda… Na żadnej ze stron nie znalazłam żadnej daty, tak jak było w przypadku pozostałych pamiętników. Nie mogłam więc dokładnie nakreślić czasu, w  którym trwała ta relacja. W którym ja i on tworzyliśmy coś więcej. Sądząc jednak po znalezionej fotografii, nie mógł to być odległy czas. Nie wyglądaliśmy tam na młodszych, niż byliśmy teraz.
                Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy z mojej brody skapnęła jedna łza, mocząc zapisaną kartkę. Ponownie przetarłam wolną dłonią oczy, nie próbując walczyć z tym, co się ze mną działo. Dlaczego nic nie powiedział? Dlaczego udawał, że między nami nic nie było?
               Wsunęłam karton z resztą zeszytów pod łóżko, a następnie podniosłam się z miejsca. Musiałam mieć więcej zdjęć czy innych rzeczy, które świadczyłyby o tym, co było między mną a Calumem. Nie wierzyłam w to, że tamta Abbie pozbyła się wszelkich dowodów, zostawiając tylko jedną fotografię i wypełniony wpisami pamiętnik.
               Podeszłam do biurka, kładąc czerwony zeszyt przed sobą. Przekartkowałam go raz jeszcze, licząc na to, że znajdę kolejną wskazówkę. Wtedy też jedna rzecz przykuła moją uwagę. Prawie na samym końcu znajdowały się dziwnie zlepione ze sobą kartki. Zmrużyłam oczy, przyglądając się temu uważniej. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jedna z nich ma inny odcień kratek, niż reszta. Jakby została tam specjalnie doklejona. Przejechałam po całości palcem, wyczuwając pod spodem zgrubienie. Ewidentnie coś się tam znajdowało. Nie wiele myśląc podważyłam jej róg, a potem powoli oderwałam kawałek. Powoli, próbując zapanować nad drżącymi dłońmi, wyciągnęłam cienki, podłużny różowy pendrive. Od razu postanowiłam sprawdzić to, co się na nim znajduje.
               Miałam wrażenie, że mój laptop uruchamia się stanowczo za długo. Byłam pewna, że wszystko zajmuje za dużo czasu. W końcu zniecierpliwiona wsunęłam przenośny dysk do czytnika. Zagryzłam wargę. Odpalił się od razu, odsłaniając przede mną jeden nienazwany folder. Bez zastanowienia, kliknęłam w niego.
               Moje oczy zrobiły się wielkości spodków, kiedy okno zapełniło się kolejnymi folderami. A w ich miniaturkach widniały kolejne zdjęcia. Wyglądało to tak, jakby zostały podzielone, na jakieś kategorie. Sprawdzając jednak pierwsze z nich, wiedziałam, że były posortowane względem wydarzeń. Ja i on w lesie na spacerze, ja i on w jakimś domu, ja i on u mnie w pokoju, on z gitarą i tak dalej. Dziesiątki zdjęć, które po raz kolejny utwierdziły mnie w tym, że byliśmy ze sobą. Kolejne dowody na to, że Calum zataił to wszystko, choć ja nadal nie znalazłam odpowiedzi na pytanie: dlaczego to zrobił. Ta sprawa stała się dla mnie priorytetem. Chciałam ją, jak najszybciej wyjaśnić i poznać prawdę. Liczyłam na to, że nie będę musiała wyciskać tych informacji od niego siłą. Miałam nadzieję, że chłopak odpowie na moje pytania i nie będzie się migał. Musiałam tylko znaleźć odpowiedni moment, w którym będziemy sam na sam. Musiałam się z nim pilnie skontaktować. W tym celu potrzebowałam Michaela.
               Nie mogłam od razu iść do brata. Potrzebowałam odrobiny czasu, aby mój wygląd wrócił do normalności. Nie chciałam, by widział, że płakałam. Z drugiej strony nie chciałam też, by dowiedział się o tym, co odkryłam. Najpierw rozmowa z Calumem, reszta później. Teraz musiałam załatwić to sama. Potrzebowałam też dobrej wymówki i planu, by Michael nie nabrał podejrzeń. To była sprawa pomiędzy Hoodem a mną, dlatego nie chciałam wciągać w nią innych osób.
              Skupienie się nie było łatwe. Głównie przez to, że w mojej głowie raz za razem odtwarzały się słowa z pamiętnika. W myślach krążyły mi też sceny z Calumem, a ja próbowałam znaleźć w nich, jakiś szczegół, który udowodniłby mi to, że chłopak kiedyś czuł do mnie coś więcej. Od samego początku podchodził do mnie inaczej, niż reszta przyjaciół brata. Był bardziej otwarty, milszy i spokojniejszy. Chętniej też rozmawiał. Teraz rozumiałam, że głównym powodem jego zachowania było to, co nas kiedyś łączyło.
               W końcu postanowiłam wyjść z pokoju. Nie mogłam przedłużać momentu. Musiałam działać, jeśli chciałam skontaktować się z Calumem. Kiedy zatrzymałam się przed drzwiami do pokoju brata, wzięłam kilka głębszych wdechów. Przykleiłam na twarz uśmiech, mając nadzieję, że chłopak nie nabierze podejrzeń. Potem zapukałam i nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka.
                 Zielone oczy Michaela spojrzały wprost na mnie. Uniósł brwi, odsuwając od siebie książkę. Nadal uczył się do kartkówki. Podniósł się z łóżka do pozycji siedzącej. Poklepał miejsce obok, jakbym zjawiła się u niego na bratersko-siostrzanej pogadance.
 Nie chcę ci przeszkadzać.
 Nie przeszkadzasz.
 Uczysz się dalej?
 Chcę zaliczyć tę kartkówkę.
 Mam nadzieję, że ci się uda  odpowiedziałam z uśmiechem.  Mogę twój telefon? Grzebałam w swoim i przez przypadek skasowałam numer do mamy  wypaliłam, licząc na to, że on da się na to nabrać.
                Michael zerknął na mnie, a potem parsknął śmiechem. Pokręcił głową, sięgając po komórkę. Błagałam los o to, by nie zechciał mi go podyktować. On jednak odblokował urządzenie, a następnie podał mi je, nie domyślając się tego, że padł ofiarą małego podstępu. Wyjęłam swój telefon z kieszeni.
 Obsłuż się.
 Dzięki  odpowiedziałam, przesuwając palcem po jego kontaktach.
                Szybko dotarłam do literki C, odnajdując to, czego chciałam. Przepisałam ciąg cyfr, starając się mieć nadal neutralną minę. Przesunęłam od niechcenia palcem po ekranie i zatrzymałam się na przypadkowej nazwie. Potem wyszłam z kontaktów. Następnie oddałam mu komórkę.
 Dzięki  powtórzyłam raz jeszcze, ponownie się do niego uśmiechając.
 Nie ma sprawy. Jak będziesz mieć problem z obsługą telefonu, to wiesz… Wpadaj.
 Wiem, Mikey. Sieroty technologiczne trzeba ratować.
 Nie jesteś sierotą technologiczną.
 Jestem.
 Ale za to rządzisz w kuchni.
 Oj, tak… To moja działka  powiedziałam ze śmiechem.  Idę, a ty wracaj do nauki.
 Taki mam zamiar, choć mózg mnie już boli. Ale wiesz, co? – Kiwnęłam głową.  Rozwalę jutro babkę od angielskiego na łopatki swoją powalającą wiedzą.
 Tego ci życzę  rzuciłam, a następnie odwróciłam się i wyszłam z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
                 Od razu przeszłam do siebie. Przez moment stałam na środku pomieszczenia, wytężając słuch. Chciałam mieć pewność, że Michael nie przyjdzie do mnie, uznając, że zrobi sobie przerwę. Postałam tak dłuższą chwilę, aż w końcu uznałam, że nic takiego się nie wydarzy.
                 Czym prędzej usiadłam na łóżku. Wyciągnęłam przed siebie telefon. Znów skupiłam się na ciągu cyfr. Zawahałam się, zatrzymując palec kilka milimetrów nad ekranem. Zacisnęłam usta podejmując ostateczną decyzję. Nie miałam odwagi zadzwonić do Caluma, dlatego postawiłam na wiadomość tekstową. Miałam tylko nadzieję, że na odpowiedź Hooda nie będę musiała długo czekać. 
                Jak tylko weszłam w wiadomości, numer telefonu zmienił się automatycznie w nazwę kontaktu. Zmarszczyłam nos, wpatrując się w widniejące inicjały  HC. Dlaczego przeglądając swój spis telefonów nigdy nie zwróciłam na to uwagi? Może dostrzegłam to wcześniej, ale mój mózg nie był wstanie połączyć jednego z drugim? A może przyczyna tego leżała w zapisie samych inicjałów? Zapisując go, zaczęłam od nazwiska Hooda, a nie tak jak zazwyczaj się to robi od imienia.

Do HC:
Mam sprawę. Musimy pilnie porozmawiać. SAMI.
Abbie

               Zabębniłam palcami w udo, kładąc telefon na materacu tuż obok siebie. Po raz kolejny zagryzłam wargę. Nie mogłam doczekać się tego kiedy odpowie. Nie sądziłam jednak, że dostanę wiadomość zwrotną niemalże od razu.

Od HC:
Może być jutro?

Do HC:
Pasuje. Gdzie?

Od HC:
U mnie. Będę sam.





***
I z tego wszystkiego wyszła nam taka o to sytuacja :) Jak widać ta dwójka znała się znacznie lepiej (dużo lepiej), niż nasza główna bohaterka myślała wcześniej. Jestem ciekawa Waszego zdania na temat nowego odkrycia Abbie i tego, co właśnie się stało. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje na temat tego, co i kiedy się pojawia

Dziękuję również za wszystkie komentarze! 

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

17 komentarzy:

  1. O jejku takiego obrotu spraw się nie spodziewiałam. Nie doczekam się kolejnego umre z czystej ciekawości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię odrobinę zaskoczyć :)

      Usuń
  2. Ja to wiedziałam okd samego początku że oni byli razem . I mam nadzieje że tak zosstanie. Co do rozdziału genialny

    OdpowiedzUsuń
  3. Cooooooooooo?? 😂😂😂😂😂
    Czuję się dziwnie z tym, że na to nie wpadłam...
    Już bardziej się spodziewałam jakiejś bliższej relacji z Ashtonem xDDD Ale to nic, od teraz będę bardziej czujna 😂😀
    Czemu mnie tak katujesz i skazujesz mnie na czekanie?? 😰 Ja tak baaaaaaardzo chciałabym wiedzieć co będzie dalej 😄
    Może mały wyjątek i rozdział poza kolejnością? 😂😂
    Weny 😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię nieco zaskoczyć :)
      Niestety, nie mam napisanego rozdziału na zaś, więc nie mogę go szybciej dodać - będzie trzeba na niego trochę poczekać :\
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jakoś to przeżyję 😁😁
      Albo nie...
      Pozdrawiam również 😊

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Nie no ja nie dam rady do kolejnego rozdziału
    Ja to czułam w kościach oni muszą być razem
    Mam nadzieje że Abbie niedługo będzie wracać pamięć,
    jestem ciekawa jak to napiszesz
    Czekam z niecierpliwością na kolejny a czyje że będzie ciekawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały wyjdą tak, jak to mam zaplanowane i ich nie schrzanię :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wow. Abbie i Cal. Ciekawe. Myślę ,że w tych snach to też będzie on. Nie mogę się doczekać ,aż się spotkają. Będzie ciekawie. No nic,czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zaciekawiłam :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  6. :o
    Ja...
    O Boże...
    ~M

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie wręcz zmuszam Cię przez ten komentarz do pisania tego opowiadania szybciej! :D Jeśli chodzi o Twoje nowsze, to jest właśnie moje ulubione. A więc czekam (nie)cierpliwie na następne części, buźki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jestem w trakcie pisania, ale nie wiem dokładnie kiedy je skończę - mam nadzieję, że pójdzie szybko :D

      Usuń
    2. Ojezu totalnie Cię kocham, wpadłam zobaczyć co odpisałaś, a tu nowa część! Kocham kocham kocham :D

      Usuń
    3. Hahah Ja to mam wyczucie czasu XD

      Usuń