niedziela, 5 lutego 2017

#09 Tak cholernie za tym tęskniłem

              Tej nocy sen, który towarzyszył mi od wypadku znów się zmienił. Postać tajemniczego, młodego mężczyzny nabrała pełni kształtu. Były wyraźny, jak nigdy dotąd. W końcu mogłam rozpoznać osobę, która stała przede mną. Która próbowała mi pomóc. A jego twarz była mi tak dobrze znana. Z mgły wyłonił się Calum. Wiedziałam, że jest to spowodowane tym, co odkryłam. Jakiej prawdy się dowiedziałam. Mimo ciemności panującej wokół, doskonale widziałam ciemny kolor jego tęczówek. W jego oczach lśnił strach, być może ból. Nie potrafiłam dokładnie określić poszczególnych odczuć. Wyciągał w moją stronę dłoń, próbując mi pomóc. Niestety i tym razem wszystko skończyło się tak, jak zawsze. Samochód pojawił się za szybko. Pojawił się, zanim zdążyłam chwycić jego rękę.
                Obudziłam się po tym koszmarze z przyspieszonym oddechem. Czułam, jak koszulka kleiła mi się do pleców. Przez dłuższą chwilę nie mogłam się ruszyć, jakbym doświadczyła nieprzyjemnego paraliżu sennego. A może to coś właśnie tym było? Dopiero później moje mięśnie wróciły do dawnego funkcjonowania, a ja mogłam podnieść się do pozycji siedzącej.
             Nie potrafiłam jednak zasnąć na nowo. Resztę nocy siedziałam wciśnięta w oparcie łóżka, obejmując ramionami nogi i wypłakując z siebie kolejną porcję łez. W tamtej chwili nawet nie próbowałam walczyć i udawać, że wszystko jest w porządku. Pozwoliłam sobie na słabość, żal i wewnętrzny gniew, który kierowałam na samą siebie. W obliczu dawnego życia, nie umiałam zrzucić winy za to wszystko na nikogo innego. Coraz bardziej utwierdzałam się w fakcie, że los specjalnie tak mnie pokarał, odbierając mi wspomnienia, a nawet tożsamość. Dostawałam lekcję, z której musiałam wyciągnąć odpowiednie wnioski. Czułam się tym wszystkim przytłoczona i przerażona jednocześnie. Co jeszcze odkryję?
                Udało mi się przysnąć, kiedy na zewnątrz zaczęło robić się jasno. Jakby wstające leniwie słońce, w jakiś sposób mnie uspokoiło. Nic mi się jednak nie przyśniło i byłam za to mojemu mózgowi bardzo wdzięczna. Nie byłam pewna, czy zniosłabym kolejny koszmar. Czy dwa razy jednej nocy dałabym radę przejść przez to samo. Odtwarzanie w koło tego samego filmu naprawdę było męczące.
                Rano próbowałam się zachowywać, jakby nic się nie działo. Za wszelką cenę nie chciałam dać po sobie poznać tego, jak ciężka była to noc. Do tego dochodziła perspektywa spotkania się sam na sam z Calumem. A tego spotkania, w jakiś sposób się obawiałam. Ponownie bałam się stanąć twarzą w twarz z prawdą. Z drugiej jednak strony odczuwałam ogromną ciekawość. Chciałam wiedzieć więcej. Chciałam poznać bardziej  nie tylko jego, ale i samą siebie. Wiedziałam, że Hood jest po części kluczem do tego, by odkryć kolejne karty z przeszłości.
                 Oczywiście o swoim spotkaniu z Calumem nie powiedziałam nikomu. Trzymałam język za zębami, nadal utrzymując, że nie mam na dzisiaj żadnych spektakularnych planów. W rzeczywistości szykowałam się do pewnego przełomu. Nie napomknęłam nawet o tym Michaelowi, mając nadzieję, że kartkówka dobrze mu pójdzie. Dzięki temu on wyjdzie z Lukiem, zostawiając mi wolne pole pozbawione niewygodnych pytań. I na szczęście mu się udało, co skutkowało randką z Hemmingsem, o której mnie z podekscytowaniem poinformował.
               Jak tylko okazało się, że Michael nie wróci tak szybko ze szkoły, zaczęłam planować swój kolejny ruch. Musiałam zaczekać, aż chłopaki skończą lekcje, a potem udać się do Hooda, by w końcu odbyć tą ważną rozmowę. A ten czas, kiedy czekałam na tą jedną konkretną informację cholernie mi się dłużył. Byłam pewna, że minęły całe wieki, zanim doszła do mnie wiadomość od Caluma. Z początku chciał po mnie przyjechać, jednak odmówiłam. Rodzice wracali dzisiaj szybciej do domu, a ja za wszelką cenę chciałam uniknąć pytań. Szczególnie, że w głowie wymyśliłam historyjkę o fikcyjnym spotkaniu z moją zakłamaną do bólu paczką. Mama i tata nadal nie wiedzieli, co stało się na imprezie i jakie toksyczne relacje łączyły mnie z moimi przyjaciółmi.
                 Gdy tylko otrzymałam od niego dokładny adres, który przesłał mi sms-em, był to czas by w końcu ruszyć tyłek i zacząć działać. Pospiesznie ogarnęłam się, a następnie wyszłam z pokoju. Z dołu już doszły do mnie głosy rodziców. O czymś z ożywieniem dyskutowali, a ja domyślałam się, że znów tkwią w temacie pracy. Jakby ich życie kręciło się głównie wokół tego. Przykleiłam na twarz minimalny uśmiech, wyprostowałam się i ruszyłam pewnym siebie krokiem. W końcu szłam na zwykłe  dla nich oczywiście  babskie spotkanie, więc nie mogłam wykazywać zbytniego podekscytowania i zdenerwowania w jednym. Wiedziałam, że raczej rodzice kupią każdą ściemę, jaką im zaprezentuję. Nie byli tak wnikliwi w moje życie, jak Michael, który pod tym dachem znał mnie najlepiej. Oni poznali, tylko cząstkę prawdy i tego, co tak naprawdę się działo wokół ich dziecka.
 Już myślałam, że się nie wynurzysz ze swojego pokoju  odezwała się mama, jak tylko znalazłam się w kuchni.
 Wychodzę.
 Co? Myślałam, że spędzimy trochę czasu razem i…
– I będziemy oglądać telewizję  dokończyłam za nią, by na końcu zacisnąć usta.  Czyli jak zawsze.
 Brakuje ci rozrywki?  pociągnęła, opierając się ramionami o blat stołu.
– Nie, rówieśników – rzuciłam, posyłając jej kolejny uśmiech.  Umówiłam się z dziewczynami.
– Podwieźć cię?  zaoferował tata, odrywając wzrok o telefonu.
 Nie. Mamy się spotkać przy sklepach, to niedaleko.
 Michael nie mówił ci, że gdzieś wychodzi? Powinien już wrócić ze szkoły  rzuciła mama, dokładnie mi się przyglądając.
 Ma randkę.
                 Dopiero kiedy oczy rodzicielki zrobiły się wielkości spodków, zrozumiałam, jak fatalny błąd popełniłam otwierając w tej kwestii jadaczkę. Rodzice nie wiedzieli o tym, że jego sympatią i drugą połówką jest Luke. Michael sam chciał im powiedzieć o swojej orientacji, a ja obiecałam mu, że będę siedzieć cicho. Miałam tylko nadzieję, że szybko uda mi się zamaskować gafę, jaką strzeliłam.
 Randkę? – wydusiła mama. Zamrugała, oczekując odpowiedzi.
– Nie taką, o jakiej myślisz- powiedziałam, machając ręką.  Randka z muzyką. On i jego gitara to chyba coś poważnego. Mam nadzieję, że się zabezpieczają i…
 Abbie!  warknęła, a tata parsknął cichym śmiechem. Najwidoczniej tylko jego to rozbawiło.
 Muzyka to numer jeden  pociągnęłam, wzruszając ramionami.  Wróci później. Chce z chłopakami popracować nad jakimś nowym kawałkiem. A teraz wybaczcie mi, ale nie chcę się spóźnić.
 Na pewno dasz radę?
 Mamo, ja nie jestem niezrównoważona psychicznie  mruknęłam, krzywiąc się.
 Ja nie…
 Ale właśnie tak się czuję  pociągnęłam, rozkładając ręce.  Wiem, że się martwisz i w ogóle, ale… To mi nie pomaga. Takie nadskakiwanie, sprawia, że czuję się jeszcze bardziej przytłoczona. Potrzebuję… Wolności i normalności. Uszanuj to proszę.
 Ja… Przepraszam.
 W porządku.  Wymusiłam kolejny uśmiech, na widok którego matula odetchnęła z ulgą.  Do później.
 Baw się dobrze  powiedział tata, a za raz po nim te same słowa padły z ust Karen.

                 Dojście do domu Caluma nie zajęło mi zbyt wiele czasu. Chłopak mieszkał w pobliżu, a mój spacer okazał się znacznie krótszy, niż zakładałam wcześniej. Miałam w zwyczaju przyglądać się budynkom i okolicy, aby jeszcze bardziej rozeznać się w otoczeniu. Tym razem jednak byłam tak skupiona na rozmowie, która ma się odbyć, że cała reszta nie istniała.
                 Z każdym kolejnym krokiem, czułam narastającą obawę i niepewność. Im byłam bliżej, tym moje ciało mocniej na to reagowało. Robiło mi się raz duszno, a raz zimno. Dłonie trzęsły się niebezpiecznie, a w ustach zasychało, jakbym miała dostać jakiegoś ataku. Paraliżowała mnie prawda. Ta, którą mogę usłyszeć. A może nie będzie tak źle? Może po prostu zbyt mocno się nakręciłam, popadając w paranoję?
                  Podniosłam wzrok, kiedy zatrzymałam się przez tym konkretnym budynkiem. Dom wielkością przypominał mi moje miejsce zamieszkania. Wokół posesji posadzone były krzewy i kolorowe kwiaty. Na podjeździe stał czarny samochód chłopaka. Nie było tu żadnego innego auta. Skupiłam się na ciemnych frontowych drzwiach z małym okienkiem w ich górnej części. Wtedy też poczułam kolejny dreszcz, który przebiegł po kręgosłupie.
                 Powoli podeszłam do drzwi, zaciskając zęby. W środku modliłam się o to, by nie stchórzyć. Przecież gdybym teraz odpuściła, to zaprzepaściłabym szansę na szybkie odkrycie prawdy. Wierzyłam w to, że Calum zechce ze mną współpracować i powie mi wszystko, co wiedzieć powinnam. Że opowie nam o nas i o tym, co tak naprawdę nas łączyło.
                Podniosłam rękę, chcąc nacisnąć na dzwonek. Miałam wrażenie, że minęło naprawdę sporo czasu zanim podjęłam tę decyzję. W końcu jednak zebrałam się w sobie i zdobyłam się na odwagę, by ruszyć z miejsca. By wykonać kolejny krok. Zanim jednak mój palec nacisnął mały guzik, drzwi otworzyły się.
                 Przełknęłam automatycznie ślinę, spoglądając w ciemne tęczówki chłopaka. Calum uśmiechnął się lekko. Nie był to jednak ten miły, szczery i szeroki uśmiech, jaki zazwyczaj u niego widziałam. Był bardziej skąpy, jakby i on denerwował się tym spotkaniem. Drgnął, odsuwając się, bym mogła wejść do środka. Ciche część wypłynęło z jego ust, na co szybko odpowiedziałam tym samym. Dopiero wtedy weszłam do szarego i przestronnego holu.
 Mogę zaproponować ci coś do picia czy od razu przejdziemy do sprawy?  zapytał ostrożnie, nawet na moment nie spuszczając ze mnie wzroku.
 Kawa?
– Będzie kawa. Właśnie miałem zamiar sobie zrobić, więc mam już wstawioną wodę. Widziałem cię przez okno w kuchni  poinformował mnie, przechodząc do pomieszczenia obok.
                 Ruszyłam za nim, wchodząc do jasnej, biało-pomarańczowej kuchni. Była w formie dużego kwadratu, z mnóstwem zielonych kwiatów i kuchennych bibelotów, które zdobiły to miejsce. Na środku stał niewielki, okrągły stół, a na nim ustawiona została duża, głęboka misa z owocami. Usiadłam na jednym z wolnych krzeseł, skupiając wzrok na chłopaku. Calum przez chwilę krzątał się przy blacie. Przechyliłam się, by lepiej widzieć to, co robi. Zmrużyłam oczy, dostrzegając dwa kubki, które ustawił. Wydawały mi się bardzo znajome. Były wysokie i nieco podłużne. Ich głównym motywem były czarno-białe misie.
 Gotowe. Zostajemy tu czy idziemy do mojego pokoju?
 Możemy iść do ciebie  odpowiedziałam, przejmując od niego kubek. Ponownie zapatrzyłam się na wzorek.  Urocze.
 Twój ulubiony.
 Co?
 Zawsze z niego piłaś, kiedy do mnie przychodziłaś  odpowiedział powoli, a potem ruszył w stronę schodów.
                 Rozchyliłam usta. Jego słowa odrobinę mnie zaskoczyły. Choć z drugiej strony musiałam być naprawdę głupia sądząc, że Calum nie domyśli się, po co chciałam się spotkać. On wiedział. Doskonale to wiedział.
 Zawsze?
 Musiałem kupić drugi  pociągnął, kiedy wspięliśmy się na pierwsze piętro. – To tutaj  wskazał na niebieskie drzwi. – Jakbyś musiała skorzystać z łazienki, to na prawo.
 Dzięki. Co z tymi kubkami?
 Miałem, tylko jeden. Dostałem go od babci, ale ty go przejęłaś. Sam lubiłem z niego pić, więc zapytałem gdzie go kupiła, by zdobyć drugi. Byśmy mogli mieć takie same.
 Naprawdę?
 Wiem, to głupie, ale… Było to dla mnie, w jakiś sposób ważne. Była to kolejna wspólna rzecz, jaką mieliśmy. Wchodzimy?
                Kiwnęłam głowę, analizując to, co mi powiedział. Calum uśmiechnął się krótko, a potem pchnął drzwi. Wskazał na wejście, przepuszczając mnie pierwszą. Powoli weszłam do jego królestwa. Rozejrzałam się, starając się uchwycić każdy, nawet najdrobniejszy szczegół tego pokoju. Był w odcieniu jasnego błękitu z domieszką bieli i czerni. Przy ścianie stało duże, dwuosobowe łóżko z mnóstwem kolorowych poduszek. Zauważyłam też pluszowego misia z czerwonym serduszkiem w łapkach. Nad posłaniem wisiała czarna gitara. Po drugiej stronie mieściło się biurko, telewizor i wielka szafa. Na oparciu krzesła przewieszony był puszysty koc.
                Odstawiłam kubek na szafkę, podchodząc do szerokiego regału, zrobionego z ciemnego drzewa. Oprócz książek i płyt, znajdowały się tu także pojedyncze ramki ze zdjęciami. Domyślałam się, że na dwóch z nich znajdują się jego bliscy  rodzice i siostra. Na innym zdjęciu stał szeroko uśmiechnięty wśród chłopaków ze swojej paczki. Zagryzłam wargę, przyglądając się czarnemu modelowi samochodu. Nie znałam się na autach, ale po znaczku na przedzie domyśliłam się, że jest to Mustang.
 Kupiłaś go, kiedy zatrzymaliśmy się na stacji jadąc do Williamsburg.
 Byliśmy razem na wycieczce?
 Na nie jednej  powiedział cicho.
                Nadal stałam odwrócona do niego plecami, więc nie mógł zauważyć, jak zaszkliły mi się oczy. Jego słowa nie do końca wywołały taką reakcję. Sprawił to jego ton, przepełniony smutkiem i żalem. Usłyszałam, jak siada na łóżku. Wzięłam głębszy wdech, odwracając się. Ciemne oczy znów patrzyły wprost na mnie. Chłopak upił łyk kawy, odstawiając kubek na stojącą obok szafkę. Bez słowa podeszłam do materaca i usiadłam na nim.
– Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?  wydusiłam niemalże szeptem.
 Nie wiedziałem jak.
 Nie wiedziałeś?
 To… Bardzo delikatna sprawa i…
– Dlaczego Michael milczał? Nawet on…
 On nie wiedział.
 Co?
 Nikt nie wiedział.  Spojrzałam na niego będąc w kompletnym szoku.  Moi rodzice coś podejrzewali, ale chyba woleli na razie w to nie wnikać. Chyba czekali, aż sam się przyznam. Więc nikt nie wiedział.
 Jak to nikt? Czy my w ogóle byliśmy ze sobą?
 Byliśmy  odpowiedział cicho, patrząc na mnie z nieukrywanym bólem.  Byliśmy, a teraz… Sam nie wiem, jak mogę to określić.
– Bo?
 Bo my tak naprawdę nigdy się nie rozstaliśmy. To wypadek nas rozdzielił.
 Przez ten cały czas, kiedy… Teraz tym bardziej nie rozumiem, dlaczego to ukrywałeś. Musiałam sama przypadkowo odkryć prawdę? Tego właśnie chciałeś?!
– Abbie… To nie tak. To… To jest bardziej skomplikowane.
 W takim razie olśnij mnie. Czemu nic nie mówiłeś?
 Chciałem ci powiedzieć. Wierz mi, że w końcu bym to zrobił. Potrzebowałem tylko czasu, by to sobie dokładnie poukładać. Nie mogłem od tak wparować ci do szpitalnej sali i oznajmić przy wszystkich, że jesteśmy razem. Nie powiedzieliśmy o tym nikomu. Wtedy dopiero pojawiłyby się pytania.
 Ile to trwało?
 Ponad rok.
 Co? Ale… Ja przecież…  Zakryłam twarz dłońmi, próbując to ogarnąć. Jednak im więcej pojawiało się faktów, tym bardziej czułam się zagubiona i bezsilna wobec przeszłości.  A Wes? Przecież on ponoć było moim chłopakiem.
 Nigdy go tak naprawdę nie kochałaś. Nawet ja nie wiem, po co z nim w ogóle byłaś. Rozstaliście się dopiero po skończeniu szkoły. Jakoś tydzień przed wypadkiem.
 Więc… Byłam jednocześnie z nim i z tobą?  Pokiwał głową.- Nie uwierzę, że nie miałeś nic przeciwko.
 Miałem. Oczywiście, że miałem. Rozumiałem jednak, dlaczego dalej to ciągnęłaś. Kiedy chodziłaś jeszcze do szkoły, zerwanie z nim i ujawnienie związku ze mną przekreśliłoby cię od razu.
 Więc faktycznie dbałam, tylko o swój własny tyłek. Wspaniale  prychnęłam, czując obrzydzenie wobec siebie. Zacisnęłam powieki, próbując się nie rozpłakać.
 Nie do końca  pociągłą, wsuwając swoją dłoń w moją.
               Drgnęłam na ten nagły i bliski kontakt. Jego skóra była ciepła, lekko szorstka i tak bardzo znajoma. Domyślałam się, że tamta Abbie musiała lubić trzymać go za rękę. Ten jego gest w pewien sposób odrobinę mnie uspokoił i dodał otuchy.
 Nie myślałaś, tylko o sobie. Gdyby ciebie przekreślili, Michael nie miałby już ochrony. Doczepiliby się dla zasady i do niego. Ja też bym oberwał.
 Nie czepialiśmy się ciebie wcześniej?
 Jakoś nie. Może powodem tego było, że w poprzednich latach należałem do drużyny piłkarskiej?
– A teraz?
– Zrezygnowałem z powodu kolana.
 Czyli byłam jednocześnie z tobą i z nim?
 Byłem pewny, że rzucisz go na początku wakacji, ale…
 Tak się nie stało?
 Nie. Chociaż praktycznie się z nim nie widywałaś, a jak już do tego dochodziło, to wracałaś rozwścieczona z powodu kolejnej kłótni. Ale w końcu się doczekałem. Kopnęłaś go w tyłek.
 Dlatego to było tajemnicą? Bo grałam na dwa fronty?  Znów kiwnął głową, a moje palce mocniej zacisnęły się na jego dłoni.  Że też się na to zgodziłeś.
 Kochałem cię i cholernie nie chciałem cię stracić, dlatego byłem gotowy nawet na coś takiego  odpowiedział cicho. Spojrzał w moje zielone tęczówki.  Musisz wiedzieć, że nadal cię kocham. Wiem, że nie usłyszę od ciebie tego samego i wcale tego nie wymagam. Zrozumiem, jeśli będziesz chciała... Przerwać to, co jest między nami. W tej sytuacji nie wymagam od ciebie już niczego.
 A wcześniej wymagałeś.
 Tylko jednego.
 Co to było?
 Tego, by po zerwaniu z Wesem w końcu ujawnić nasz związek.
 Było jakieś ale prawda?
– Było. Nie chciałaś tego robić tak szybko. Chciałaś na spokojnie porozmawiać najpierw z Michaelem. Wyjaśnić mu wszystko. W końcu oboje okłamywaliśmy go od tak długiego czasu. Bałaś się tego, że Mike cię znienawidzi. W dniu tej nieszczęsnej imprezy, pokłóciliśmy się przez telefon.  Zacisnęłam usta, kiedy Calum wziął głębszy wdech.  Zadzwoniłaś do mnie, a nasza rozmowa znów stanęła na temacie ujawnienia się. Wkurzyłaś się, kiedy niepotrzebnie zacząłem naciskać. Ale cholernie tego chciałem. Chciałem, by wszyscy wiedzieli, że jesteś moja. Ty nadal jednak trzymałaś się tego, że jest to zdecydowanie za wcześnie. Po tym, jak dowiedziałem się o wypadku, byłem wściekły sam na siebie.
 Dlaczego?
 Ponieważ dzwoniąc do mnie wyczułem, że nie jesteś stuprocentowo trzeźwa. Nie byłaś mocno pijana, ale reagowałaś jeszcze bardziej impulsywnie, niż zazwyczaj. Chciałem zabrać cię do domu, ale… Zrezygnowałem z tego pomysłu  odparł, a jego głos zadrżał.  Do tej pory zastanawiam się, co by się stało, gdybym jednak się tam pojawił. Może tego wszystkiego by nie było. Może zdążyłbym dotrzeć na miejsce, a ty wróciłabyś ze mną bezpiecznie do domu.
 To nie była twoja wina  powiedziałam, kładąc mu wolną dłoń na ramieniu.
– Wiem, ale czasami myślę, że jest inaczej. Nigdy cię też nie zostawiłem. Kiedy Michael powiedział mi o wypadku, pojawiłem się w szpitalu, ale nikt mnie nie widział. Nigdy nikt mnie tam nie widział. Jednak byłem, by mieć pewność, że wrócisz i z tego wyjdziesz. Dwa czy trzy razy udało mi się wślizgnąć do sali, kiedy byłaś jeszcze nieprzytomna. Wykorzystałem ten moment, kiedy przy tobie nie było nikogo z twojej rodziny. Wtedy przez te krótkie kilka chwil znów mogłem złapać cię za rękę. W myślach błagałem los o to, by mi cię nie zabierał.  Kiedy to usłyszałam, kilka słonych łez spłynęło po moich policzkach.  Gdy wyszłaś ze szpitala, też byłem częstym gościem w twoim domu. Teraz już wiesz dlaczego. Nie mogłem się powstrzymać przed tym, by choć na moment nie pobyć w twoim towarzystwie, by znów usłyszeć twój głos i zobaczyć ten uśmiech, w którym się zakochałem. Przychodziłem tam, mimo tego, że ten widok również bolał. Bo ty nie wiedziałaś kim jestem i kim dla ciebie byłem.
– Przepraszam…
 Nie masz za co mnie przepraszać  odpowiedział, kręcąc głową.  To się po prostu stało i… Tak musiało być.
 Przepraszam, że cię w to wszystko wciągnęłam.
 Abbie, sam pozwoliłem się w to wciągnąć. Sam tego chciałem. Będąc z tobą, czułem się najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Kto normalny, by zrezygnował? Byłem gotowy na to wszystko, nie dlatego, że mnie do tego zmusiłaś, ale dlatego, że tego chciałem.
 Byłam przy tobie inna?
 Miałem wrażenie, że przy mnie jesteś po prostu sobą. Byłaś po prostu Abigail Clifford. Nie kochałem Żmii ze szkolnego korytarza. Kochałem ciebie.
– Jak to się zaczęło?
 Jeden koleś ze szkoły organizował u siebie imprezę  zaczął, a ja skrzywiłam się.  Nie było tak źle. Bawiliśmy się całkiem nieźle. Oczywiście, jak tylko pojawiła się twoja grupa Luke i Michael wyszli. Ja zostałem z Ashtonem. Spotkaliśmy się przed budynkiem. Siedziałem tam sam, a ty odpaliłaś papierosa i po prostu się do mnie dosiadłaś. Wtedy też pierwszy raz normalnie ze sobą rozmawialiśmy. Nie mam pojęcia, ile tkwiliśmy na zewnątrz, ale w końcu impreza dobiegła końca. Oboje trochę wypiliśmy, więc miałem więcej pewności siebie. Wpadłem na pomysł, by się na drugi dzień z tobą spotkać, a ty… Ty tak po prostu się zgodziłaś. Od tamtej pory spotykaliśmy się coraz częściej. Oczywiście po kryjomu.
 Mówiłeś, że razem wyjeżdżaliśmy.
 To, że nikt o nas nie wiedział, nie znaczy, że zamykaliśmy się ciągle w czterech ścianach. Zazwyczaj wybieraliśmy, jakieś miejsca, do których nikt z naszych znajomych normalnie nie chodził. Jakieś knajpki na drugim końcu miasta, wycieczki do lasu czy okolice poza Jacksonville.
 A Williamsburg?
 Moja babcia ma tam domek. Jeździliśmy tam, by jeszcze bardziej się odciąć od reszty. Ja kłamałem chłopakom, że jadę do rodziny, ty, że wybierasz się na weekend ze swoją paczką. Byliśmy ostrożni i nikt praktycznie nas nie złapał. Oprócz moich rodziców, którzy parę razy zastali cię u nas. O dziwo, nie pisnęli słowem o twojej obecności przy Michaelu. Jakby wiedzieli w co gramy.  Zerknął w bok, a jego ciemne oczy zatrzymały się na pluszowym misiu. Złapał maskotkę, opierając ją o udo.  Dostałem od ciebie na walentynki.
– Kupowałam ci, aż tak kiczowate prezenty?  zapytałam, krzywiąc się. Hood zaśmiał się, co rozładowało napięcie między nami. Uśmiechnęłam się lekko.
 Nie uważam, że to kiczowate. Do kompletu były bokserki w Myszkę Miki.
 Naprawdę?
 Wiem, czemu to zrobiłaś. Wcześniej dla zgrywy powiedziałem, że chcę misia z sercem. Pamiętam, jak wszedłem do szkoły i otworzyłem swoją szafkę.  Uniosłam jedną brew, zerkając na niego pytająco.  Znałaś do niej kod  dodał ze śmiechem.  Jak tylko drzwiczki się uchyliły, zobaczyłem go. Siedział na stercie książek. Przy nogach miał małą paczuszkę z bokserkami, a także liścik od ciebie. Zacząłem śmiać się sam do siebie, ale z drugiej strony cholernie mnie to rozczuliło. Chcesz wiedzieć, co ty dostałaś?  Pokiwałam głową.  Też kupiłem ci misia.
 Serio?
 Większą wersję misia. – Zmarszczyłam czoło.  Coś świta?
 Mówisz o tym, co siedzi przy mojej szafce? Tą puchatą koalę?
 Dokładnie.
 Czemu koala?
 Nasz sposób przytulania zawsze określałaś na koalę Zrobiłam wielkie oczy, pamiętając dokładnie to, jak o tym mówiłam. Wspomniałam o tym przy Michaelu, ale kompletnie nie wiedziałam, skąd mi się to wzięło. Teraz wszystko się wyjaśniło.
 Jak to wyglądało?
 Jak leżeliśmy razem, zawsze owijałaś się wokół mnie. Obejmowałaś ramieniem, przytulając się do mojej klatki piersiowej. Zahaczałaś nogę o moją nogę. Śmiałaś się, że jesteś koalą, a ja robię za drzewo. Uwielbiałem to.
                  Uśmiechnęłam się, przenosząc wzrok z powrotem na misia. Zacisnęłam lekko zęby, przejmując od niego maskotkę. W tym momencie oddałabym wszystko, by odzyskać, chociaż te wspomnienia, które były związane z Calumem. By pamiętać te wszystkie chwile, które mieliśmy. Nie było dla mnie znaczenia, czy były w większości dobre czy złe. Chciałam je mieć i móc znów czuć do niego to samo, co dawniej. Byłam pewna, że naprawdę go kochałam. Że był dla mnie wyjątkowy.
 Calum?
 Tak?
                Odłożyłam misia z powrotem na materac. Następnie znów spojrzałam w jego ciemne tęczówki. Kąciki jego warg ponownie podjechały lekko ku górze. Podobał mi się sposób, w jaki się uśmiechał. Miał w sobie coś, co mnie przyciągało i wiedziałam, że jest to spowodowane tym wszystkim, co było i być może nadal jest gdzieś między nami. Ta tajemnicza chemia, o której każdy mówi.
 Pocałuj mnie.
 Co?
 Chcę, żebyś mnie pocałował. Tak, jak zawsze to robiłeś.
 Jesteś… Jesteś tego pewna?
 W tym momencie nie jestem pewna niczego, ale chcę żebyś to zrobił. Po prostu mnie pocałuj.
                  Przybliżyłam się do niego, ale nie złączyłam naszych ust. Czułam na skórze jego gorący oddech. To on miał przełamać tę barierę, która była między nami. Ja sama nie potrafiłam tego zrobić. Musiał mi pomóc. I miałam nadzieję, że nie odsunie się, a spełni moją prośbę.
                 Wstrzymałam oddech, kiedy musnął swoimi ustami moje. Było to delikatne, ale dobrze wyczuwalne. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Na ramionach pojawiła mi się gęsią skórka. W środku poczułam podekscytowanie, jakby Calum był zakazanym owocem, po który sięgam. A może tak właśnie było? Rozchyliłam nieco wargi, dając mu znać, że chcę więcej. Zrozumiał to od razu, przechodząc do pełnego pocałunku, o który mi chodziło. Wtedy dopiero poczułam szum w uszach i głowie. Moje myśli eksplodowały. To było tak, jakby moje ciało dokładnie pamiętało to, jak czułam się dawniej, gdy byliśmy tak blisko. Jak było mi wtedy dobrze i przyjemnie. Jakby siłą wrzucało mnie w ten błogi i cudowny stan.
                 Odsunął się, choć nasze twarze dzieliły milimetry. Spojrzałam na niego, znów zatrzymując się na jego oczach, w których dostrzegłam małe iskierki. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że podczas pocałunku, objęłam go. Moje palce wsunęły się w jego ciemne włosy. Odruchowo przejechałam palcami po jego policzku. Przymknął powieki, jakby to o czymś mu przypominało.
 Calum?
 Zawsze to robiłaś  powiedział szeptem.  Praktycznie zawsze dotykałaś mnie w ten sposób. Tak cholernie za tym tęskniłem. – Znów zapiekły mnie oczy, kiedy poczułam zbierające się w nich łzy. – Abbie, błagam cię, nie płacz.
 Nie będę.
 Obiecujesz?
 Nie.  Uśmiechnął się, zwiększając dystans między nami.  Przepraszam.
 Nie przepraszaj.
– Calum?
 Tak?
 Opowiesz mi o nas coś więcej?
 Jasne.



***
Mamy w końcu wyczekiwaną rozmowę z Calumem i... Cała prawda o tej dwójce wyszła na jaw. Jak widać oboje nie byli do końca szczerzy nawet przed swoimi bliskimi. Myślicie, że Mikey się wkurzy, jakby ich nakrył razem?
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję również za otrzymane komentarze!

Standardowo zapraszam również na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

12 komentarzy:

  1. Jest genialny nie Popsułaś rozdziału. Nie mogłam sie doczekać ale warto było czekać na ten rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam dopiero tytuł.
    Już wiem ,że będzie to zajebiste rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm...
      Chyba z 8 razy powdażałam "Boże Ola ogarnij się. "
      Z twoich 3 najnowszych opowiadań to podoba mi się najbardziej.
      Myślę, że nie.
      Mikey nie był by zły.
      To takie uroczę.
      Skoro to nie Cal chciał ją wtedy złapać za rękę to myślę ,że albo to Ash,Wes cz jak mu tam lub ktoś kogi jeszcze nie poznaliśmy.
      Nie wykluczam też jednej z jej przyjaciółek.
      Czekam na next.
      Papa 💙

      Usuń
    2. Mega się cieszę, że się podoba :) Co do złapania w śnie za rękę - na początku jest mowa, że to jednak był Cal, ale... Nie zdążył :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Kurcze, mam problem z wymyśleniem jakiegoś sensownego komentarza, który nie będzie jedynie mieszanką słów wow, Calum, urocze, Calum, cudowne, Calum słodziak...
    Chociaż wiesz co, po co sensowny komentarz xD
    Calum był w tym rozdziale taki aww *.*
    Dobrze, że w końcu o tym porozmawiali, czekam na dalszą część rozmowy ;)
    Nie zepsułaś rozdziału, wszystko było super. No, może mógłby być dłuższy, bo coś za szybko go przeczytałam, zdecydowanie za szybko 😁😁
    A co do twojego pytania to bie sądzę, żebyś zrobiła z Michaela zazdrosnego braciszka xD Ale w sumie nie wiem co ty masz w głowie, więc spodziewam się wszystkiego 😂😂
    Dużo weny 😘 Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :) Dziękuję za tak miły komentarz i opinię :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ten rozdział jest świetny. Szkoda że tak mało komentarzy ale na Wattpadzie mam nadzieję, że więcej.
    Już na początku podejrzewałam, że tych dwoje coś łączy.Mam nadzieję, że powiedzą o tym reszcie oraz, że Calum pomoże jej w odzyskiwaniu pamięci. No i oczywiście, że będą razem i jej rodzina to zaakceptuje.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że rozdział się spodobał :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Wow... Genialnie napisane, historia tej dwójki to sztos 💪 ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się podoba :)

      Usuń