środa, 15 lutego 2017

#10 To wy pomogliście mi się nią stać

               Nie byłam zadowolona z tego, czego się o sobie dowiaduję. A przynajmniej optymizmem nie napawały mnie, niektóre wydarzenia, które doprowadziły do takiej, a nie innej opinii na swój temat. Jednak kiedy wyszła cała sprawa z Calumem, podeszłam do tego zupełnie inaczej. Choć nie byłam dumna z tego, jak  powiedzmy wprost  działałam na dwa fronty, to jednak myśl o tym, że miałam obok siebie kogoś, kto wie i widzi prawdziwą Abbie sprawiało, że czułam się lepiej. Już nie tylko Michael dostrzegał cząstkę zwykłej dziewczyny, którą za pewne gdzieś w środku chciałam być. Widział to też on i akceptował to w stu procentach.
               Po wczorajszym spotkaniu z chłopakiem byłam, w jakiś sposób podbudowana psychicznie. Jednak od nadmiaru emocji i tego, co się tam stało, nie potrafiłam po raz kolejny zajrzeć do pamiętników. Mogę śmiało powiedzieć, że czułam podekscytowanie. A może pod tym względem przypominałam nastolatkę, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie? Coś nieznanego, a jednocześnie wciągającego. Coś nowego, co jest częścią życia każdego z nas. Po utracie pamięci musiałam zdobyć to wszystko raz jeszcze. Poznać na nowo.
               Kiedy obudziłam się rano następnego dnia, wszystkie te emocje odrobinę zelżały i wyciszyły się. Może szok po tych zaskakujących informacjach minął? Jednak nadal moje myśli krążyły wokół niego i tego, co było kiedyś między nami. Czy jest szansa na to, że to powróci? Możliwe. Kiedy? Tego nie wiedziałam.
                Wzięłam głębszy wdech, przerzucając kolejną stronę czerwonego zeszytu. Spojrzałam w bok, zatrzymując wzrok na dużej maskotce. Koala siedziała w rogu pokoju. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że od teraz to ona będzie mi przypominać o nim. Ten niewinny szczegół, który dla innych nie był niczym konkretnym i ważnym, dla mnie był haczykiem ku przeszłości. Małą dawką okrojonego wspomnienia, jakie zdobyłam.
                Raptownie odwróciłam się, kiedy drzwi do pokoju otworzyły się. Do środka wszedł Michael. Szeroko ziewnął, a potem pacnął na materac, wciskając twarz w pierzynę. Uniosłam jedną brew, zamykając zeszyt. Odruchowo wsunęłam go pod poduszkę. On nadal nie wiedział o tym, co było między mną a jego przyjacielem. Nie powiedziałam mu nic. Przyczyna była prosta. Teraz tym bardziej nie wiedziałam, jak mam to zrobić. Taki stan rzeczy jednak nie mógł trwać wiecznie. Prawda musi w końcu ujrzeć światło dzienne. Problem był jednak w tym, że bałam się. Bałam się tego, że Michael mimo wszystko się wkurzy i odwróci nie tylko ode mnie, ale i od Caluma. Ukrywaliśmy to przez tak długi czas. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby poczuł się nami rozczarowany.
 Nie chcę iść do szkoły  wymamrotał pod nosem, nawet na mnie nie patrząc.
 Mój biedny braciszek  odparłam, klepiąc go po głowie. Jego włosy sterczały we wszystkie strony, więc nie musiałam się przejmować tym, że przed wyjściem zepsuję mu fryzurę.
 To nie jest śmieszne.
 Luke tam będzie.
 Nawet on nie jest w stanie sprawić, że zyskam chęci by tam iść.
               Zacisnęłam usta, starając się nie roześmiać. Przekręciłam się na brzuch, a potem przysunęłam się do niego. Michael uniósł głowę. Teraz leżeliśmy dokładnie naprzeciwko siebie. Uśmiechnęłam się.
 Wiem, że jest tam nudno.
 Bardzo nudno.
 Dzieje się coś jeszcze, że masz takie opory?  Chłopak spojrzał na mnie uważnie.  Mikey, mi możesz powiedzieć.
 Nie dzieje się nic  odparł, wzruszając ramionami.  Chcę wrócić do łóżka i iść spać. Szkoła ssie. Matma ssie jeszcze bardziej, a… Babka od chemii mnie przeraża. Myślę, że w domu ma salę tortur.
 Tortur?  wydusiłam, patrząc na niego z politowaniem.
 Ona wygląda, jak prawdziwy kat. Mogę się założyć, że jacyś uczniowie zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, ale szkoła zatuszowała to, by nikt nic nie wiedział. Jestem pewny, że to jej wina.
 Powinieneś przestać oglądać te głupie filmy  odparłam, uderzając go w ramię.  Albo może poproszę rodziców, by odłączyli ci internet.
 Nie zrobisz tego.
 Zaczynam się o ciebie martwić.
 Bo?
 Twoja wyobraźnia zaczyna mnie przerażać.
 Ty masz wybujałą wyobraźnię, a nie ja.
 Bo wymyślałam kiedyś denne historyjki?
 Mi się tam zawsze podobały.
 Michael, Luke przyjechał!
 Już idę!
               Zielone oczy skupiły się na mnie. Chłopak wydął usta, formując je w podkówkę. Wyglądał teraz, jakby miał się zaraz rozpłakać. Niechętnie wstał z łóżka. Poprawił koszulkę i przyklepał sterczące włosy.
 Jak nie wrócę po południu do domu, to znaczy, że babka od chemii mnie dorwała.
 Nie martw się, przybędę ci z pomocą.
 Uratujesz swojego najlepszego brata?
– Jesteś moim jedynym bratem.
 Ale najlepszym?
 Najlepszym.
               Michael kiwnął głową, a następnie wyszedł z pokoju. Przekręciłam się na plecy, opierając nogi o ścianę. Zerknęłam odruchowo w bok. Moje oczy zatrzymały się na pyszczku pluszowej koali. Uśmiechnęłam się po nosem po raz kolejny. Przymknęłam powieki, przywołując w myślach wczorajszy dzień. Dzień, który zapoczątkował coś nowego i przyjemnego.

                Nie mogłam przeleżeć całego dnia. Po południu znów miałam spotkanie z doktorem Normanem, na którym musiałam się pojawić. Po tych kilku wizytach wiedziałam, że ta terapia, w jakiś sposób mi pomaga. Pomagała mi inaczej spojrzeć, na niektóre rzeczy. Zrozumieć to, co się działo wokół. Z początku nie chciałam tam przychodzić. Doceniłam tą pomoc, jaką zagwarantowali mi rodzice, dopiero po czasie.
                 Dzisiaj znów skupiliśmy się na odkrywaniu przeszłości. Zresztą, był to przeważnie zawsze główny temat naszych rozmów. Doktor Norman robił notatki, zadawał pytania, a ja mówiłam... Mówiłam, mówiłam i mówiłam. Być może wszystko wyglądałoby jeszcze inaczej, gdybym opowiadała o moich przemyśleniach i odczuciach całkowicie szczerze. Nie potrafiłam jednak w stu procentach wyjawić wszystkich tajemnic. Z jednej strony bałam się tego, jak może zareagować, z drugiej, w jakiś sposób wstydziłam się tego, jaka byłam kiedyś. Była to bariera, której nie potrafiłam przeskoczyć. Był obcy. Zupełnie mnie nie znał. Ale i tak wzbraniałam się przed tym, by mówić wszystko otwarcie. Pewnych rzeczy nie chciałam poruszać, więc milczałam. Tak było wygodniej. Tak czułam się pewniej.
                Po spotkaniu nie miałam ochoty wracać do domu. Zauważyłam, że często po wyjściu z gabinetu ogarnia mnie dziwny nastrój, a ja nie chcę mieć zbyt szybkiego kontaktu z rzeczywistością. Jakbym potrzebowała dodatkowego czasu, by wszystkie myśli ułożyć sobie na nowo. Ten stan przypominał mi zawieszenie. Jakbym była zawieszona między jednym życiem a drugim. Dopiero później wracałam, by móc znów normalnie funkcjonować.
                 Wypiłam samotnie kawę, robiąc sobie przystanek w jednej z licznych kawiarni, które mieściły się w centrum Jacksonville. Miałam ze sobą zeszyt. Pierwszy raz wyciągnęłam jeden z nich z pokoju. Nie mogłam jednak oderwać się od wspomnień związanych z Calumem. Chciałam poznać ich więcej. Chciałam zebrać je wszystkie do kupy. Odtworzyć to, co miałam i nigdy więcej nie pozwolić im odejść. Wiedziałam, że dla tamtej Abbie, Hood był kimś ważnym. Kimś wyjątkowym. Całe te uczucie dało się wyczuć ze słów, jakie pisała. A były one tak inne od tych, które dotyczyły tego drugiego chłopaka. Chyba Calum miał rację, co do związku z Wesem. Był fikcją. Czymś, co było po prostu wygodne, ale nie prawdziwe.
                   W końcu wyszłam z kawiarni, od razu kierując się w stronę przystanku. Znałam już tę drogę doskonale, więc nie potrzebowałam pomocy w dostaniu się do domu. Nie byłam już tak bardzo zagubiona w rzeczywistości, jak na początku. A te małe postępy, o których nie mówiłam nikomu, naprawdę napawały mnie optymizmem. Do mojego mózgu docierało coraz to więcej szczegółów. Pamiętam, że będąc jeszcze w szpitalu obawiałam się tego, że moja pamięć będzie całkowicie szwankować. Że nie będę w stanie zapamiętać nawet podstawowych rzeczy, bo one będą tak samo szybko ulatywać, jak cała moja historia. Na szczęście nic takiego się nie stało. Zapamiętywałam wszystko od nowa, jakby ze zdwojoną prędkością. Być może była to kwestia tego, że kiedyś już o tym wszystkim wiedziałam. Po prostu było to świadome odtwarzanie tego, co znane. Odtwarzanie codzienności.
 No proszę, proszę.
                 Natychmiast odwróciłam się na dźwięk znanego głosu, który pojawił się za moimi plecami. Nie mogłam powstrzymać niezadowolonego grymasu, widząc przed sobą dawną przyjaciółkę. Gina uniosła brew, dokładnie lustrując mnie wzrokiem. O dziwo była sama, bez swojej świty, do której kiedyś należałam.
 Nasza biedna zagubiona Abbie. Co tam, słoneczko, pamięć dalej płata ci figle?
– Wal się  rzuciłam i już chciałam się odwrócić, ale dziewczyna złapała mnie za przedramię.
 Odświeżyć ci pamięć i to, co powiedziałaś mi na imprezie?
 A co takiego powiedziałam?  odparłam, udając, że nie wiem, o czym mówi. Akurat bardzo dobrze pamiętałam te słodkie epitety, jakie skierowałam w jej stronę.
 Między innymi uznałaś mnie za zapatrzoną w siebie sukę.
 Uznałam?  Kiwnęła głową, zaciskając usta. Świdrowała mnie wzrokiem, chcąc zyskać przewagę. Być może znów spróbować mnie sobie podporządkować, jak to miała w zwyczaju. Ale nic z tego. Po tym wszystkim, to był całkowity koniec jej kontroli nad moją osobą.  Stwierdziłam, tylko oczywisty fakt.
 Sama nie byłaś lepsza, niewdzięczna szmato.
 I ja to już bardzo dobrze wiem. Czas byś ty sama przejrzała na oczy i zrozumiała, że nie jesteś pępkiem pieprzonego świata. A teraz puszczaj  warknęłam, wyrywając się z jej uścisku.
 A co my tu mamy?
                 Zanim zdążyłam się zorientować, zabrała mi zeszyt. Ten zeszyt, który był dla mnie tak cholernie ważny. Ten, na którego kartkach znajdowało się wszystko, co związane z chłopakiem. To, co dotyczyło Caluma. Nic dziwnego, że musiałam się powstrzymać, by nie ogarnęła mnie furia.
 Oddawaj!
– Piszemy pamiętnik? Jakaś pomoc w terapii? Co tam ukrywasz, Abbie?
                Wystarczyło tylko, że lekko rozsunęła strony zeszytu, a moja wściekłość jeszcze bardziej wzrosła. Zrobiło mi się gorąco. Bałam się tego, że coś zdoła odczytać. Że dowie się czegokolwiek. Zazgrzytałam zębami, a potem doskoczyłam do niej. Gina spojrzała na mnie będąc w totalnym szoku, kiedy zacisnęłam palce na jej koszulce.
 Oddawaj to do cholery  wycedziłam, ledwo poruszając ustami. Mijający nas ludzie spojrzeli w naszym kierunku z nieukrywaną ciekawością.  Teraz.
 A bierz to, wariatko  powiedziała, rzucając zeszytem. Czerwona okładka klapnęła na chodnik.  Idiotka.
                 Odgarnęła z ramienia włosy, a następnie demonstracyjnie odwróciła się. Ruszyła w przeciwną stronę, nie oglądając się za siebie ani razu. Wypuściłam powietrze z ust, czując, jak trzęsą mi się dłonie. Strach i panika powoli opuszczały moje ciało. Gdyby jednak Gina zdołała zajrzeć do środka? Podniosłam pospiesznie zeszyt, a następnie wcisnęłam go do torby. Tam był o wiele bardziej bezpieczniejszy, niż w moich rękach na widoku. Teraz tym bardziej chciałam znaleźć się, jak najszybciej w domu, by znów ukryć mój sekret.

                   Wpadłam do środka, nadal rozpamiętując to, co stało się w centrum. Choć przestałam się już trząść, jak galareta, to jednak wciąż nawiedzała mnie głupia wizja tego, jak nie udaje mi się odzyskać zeszytu, a Gina dowiaduje się wszystkiego. Potem oczywiście wygaduje to reszcie, a prawda dociera w końcu do mojego brata, który jest mną podwójnie zawiedziony. Zdecydowanie wolałam, by o tej sprawie usłyszał bezpośrednio ode mnie.
 Abbie!
                 Podskoczyłam w miejscu. Moje serce i oddech przyspieszyło. Byłam tak pochłonięta w czarnych scenariuszach, jakie rysowałam w głowie, że zupełnie zapomniałam, że nie jestem w domu sama. W końcu drzwi był otwarte. Minął też czas, który Michael musiał spędzić w szkole.
                Powoli odwróciłam się w stronę brata. Odruchowo zasłoniłam dłonią torbę, jakby i on miał, w jakiś dziwny magiczny sposób dostać się do jej wnętrza. Wtedy też uznałam, że nie warto wyciągać pamiętników z pokoju. Powinny zostać tam, gdzie ich miejsce. By nikt nie miał do nich dostępu. Nawet przypadkowego.
 Nic ci nie jest? Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
 Wszystko w porządku  wydusiłam, starając się przybrać normalny ton. Michael przyjrzał mi się uważniej.  Naprawdę nic mi nie jest.
 Okej… Mama zrobiła spaghetti i…
 Może później. Nie jestem głodna.
 Abbie, co się stało?
 Naprawdę nic.
                 Minęłam go, bo jego zaniepokojony wzrok wcale mi nie pomagał. Nie wiem czemu, ale w tym momencie miałam ochotę po prostu się rozpłakać. Uczucie beznadziejności i w pewnym sensie bezradności wobec tego, co musiałam rozgryźć i ułożyć, wypełniło mnie na nowo. Jakby w tej konkretnej chwili wszystko to zaczynało mnie przerastać. Jakby to było za dużo, jak na jedną osobę.
 Abbie, proszę…
 Mikey, naprawdę jest okej.
 Ale ja ci nie wierzę.
 Mówię ci, że jest…
               Zatrzymałam się w progu kuchni. Moje zielone oczy skupiły się na brązowych tęczówkach chłopaka. Nie widziałam go od tak długiego czasu, że jego pojawienie się w moim domu było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Mimo tego, że Mikey i Cal nadal utrzymywali, że między moim bratem a Ashem wszystko jest w porządku, to ja nadal miałam wątpliwości, co do tego, czy mówią prawdę. Teraz jednak mogłam się przekonać, że tak właśnie jest. Przede mną stał Irwin, który pochłaniał słodycze z tajnej szafki mamy (o której i tak wszyscy wiedzieliśmy, ale nadal miała status tajnego schowka na łakocie).
 Cześć.
              Musiałam mieć w tym momencie naprawdę zabawną minę, bo chłopak uniósł jedną brew, jakby się ze mną w jakiś sposób przekomarzał, a potem zaśmiał się cicho. Poruszyłam niemo ustami, nie mogąc wydusić z siebie nawet tego najprostszego słowa. W końcu jednak ogarnęłam się na tyle, by mu odpowiedzieć.
 Cześć.
 Jest w porządku, wyluzuj  odparł, łapiąc za paczkę ciastek.
                 Następnie wyszedł z kuchni, zostawiając mnie i Michaela samych. Odwróciłam się powoli do brata, który uśmiechnął się. Puknął mnie lekko w ramię, a ja zakołysałam się na stopach. Przekręciłam oczami, co go rozbawiło. 
 Mówiłem, że wszystko jest w porządku.
 Mówiłeś.
 A ty nie wierzyłaś.
 Nie wierzyłam.
 Tak myślałem. W takim razie skoro jest w porządku, to może do nas dołączysz?
 Co robicie?
 W zasadzie to nic konkretnego. Luke i Calum uwzięli się na Fifę i teraz jeden próbuje pokonać drugiego. Ja i Ash klasycznie nie zwracamy na nich uwagi.
 Może dołączę.
– Proszę?  wymamrotał, formując usta w dzióbek.
 Okej… Tylko…
                 Oboje odwróciliśmy się na dźwięk dzwonka. Po chwili rozbrzmiał po raz kolejny. Michael okręcił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi. Zdążyłam ściągnąć torebkę, kiedy usłyszałam, jak je otwiera. Zamarłam, gdy usłyszałam znajomy głos. Serio? Jeszcze go brakowało do kompletu.
 Jest Abbie?
               Nie słyszałam, by Michael odpowiedział. Zamiast tego rozległy się kroki. Brat pojawił się w progu kuchni. Zielone oczy skupiły się na mnie. Machnął ręką. Na jego twarzy pojawił się grymas. Bez słowa odwrócił się i przeszedł do salonu. Wtedy przede mną stanął Wes.
 Co ty tu robisz?
– Musiałem się z tobą zobaczyć  wydusił, kiedy podeszłam do niego.
– To już twój problem.
 Abbie, nie możemy…
 Na imprezie dość rozmawialiśmy. To koniec.
 Ale…
 Podać ci definicję tego słowa, byś to wreszcie zakodował?
 Dlaczego od razu się wściekasz? Nie przyszedłem się tu z tobą kłócić.
 Szkoda tylko, że twoja osoba wywołuje automatycznie u mnie podniesienie się poziomu agresji.
                Wes przekręcił oczami. Widziałam jednak, że nie zamierza odpuścić. Zerknęłam ukradkiem w bok, gdy dostrzegłam ruch w salonie. Chłopaki dokładnie obserwowali to, co dzieje się na holu. Zauważyłam nawet lekki uśmiech na twarzy Caluma. I to tym bardziej upewniło mnie w tym, że powinnam całkowicie odciąć się od Wesa. A on ode mnie.
 Abbie…
 Wyjdź.
 Ale…
 Na razie grzecznie proszę, byś wyszedł.
 A potem, co? Zmusisz mnie siłą?  zapytał z kpiną.
                Wiedziałam, że jest ode mnie silniejszy, ale byłam gotowa podjąć próbę wykopania go z domu. Pewnie raczej skończyłoby się to marnym skutkiem, a on ostatecznie by wygrał, ale tym mogłam mu pokazać jeszcze dosadniej, że nie mam ochoty go oglądać.
 Zrozum do cholery, że nie chcę już z tobą być. Nie chcę odnawiać naszej znajomości, ponieważ ona nic dobrego nie przyniesie. Nie chcę znów być… Nie chcę być jedną z was. Nie chcę mieć cię obok. Nie chcę…
 A może przestaniesz patrzeć na siebie i dowiesz się w końcu, czego ja chcę?
 Gdyby mnie to, choć trochę obchodziło. Ale jest inaczej.
 Dlaczego jesteś taką podłą żmiją?  Kiedy to powiedział parsknęłam śmiechem. Wes spojrzał na mnie, nie wiedząc,  o co mi chodzi.  Co w tym, kurwa, jest zabawnego?
 To, że to wy pomogliście mi się nią stać.
 Tak nie będziemy ze sobą rozmawiać.
 I dobrze. Sam trafisz do wyjścia czy potrzebujesz mapy?
                 Odchyliłam się, kiedy raptownie złapał mnie za przedramię. Przybliżył twarz do mojej. Widziałam, jak napina mięśnie szczęki i zaciska zęby. Chyba naprawdę go wkurzyłam. Jego palce jeszcze mocniej zacisnęły się na mojej skórze. Skrzywiłam się, bo to zabolało.
                Podskoczyłam, odsuwając się, kiedy obok nas pojawił się Calum. Złapał go za koszulkę, a zrobił to w takim tempie, że dopiero po chwili doszło do mnie to, co się działo. Pchnął go, tak by Wes znalazł się jeszcze dalej ode mnie. Z salonu wyłonił się również Ashton, najwidoczniej gotowy, by pomóc kumplowi, gdyby mój były dalej chciał się stawiać.
 Kazała ci wyjść, więc grzecznie wypieprzaj  wycedził Hood, ponownie go popychając. Wes znów zrobił kilka kroków w tył, przez co znalazł się jeszcze bliżej drzwi.
 Abbie, znalazłaś sobie nowego chłopaka?  rzucił, a potem parsknął szyderczym śmiechem.  Ale z was dobrana para i…
                 Nie dokończył, bo Calum po prostu przyłożył mu z pięści w twarz. Zrobiłam wielkie oczy. Głowa Wesa odskoczyła, a on oparł się z hukiem o drzwi. Chciałam do nich podejść, bo naprawdę nie miałam ochoty oglądać ich bójki, ale Ash mnie zatrzymał.
 Wyjdź  warknął Hood.
 Jesteście wszyscy siebie warci  skwitował Wes.
               Odwrócił się i w końcu wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Nadal nie do końca ogarniałam to, co się stało, bo jak dla mnie działo się to stanowczo za szybko. Liczyłam jednak na to, że po tym Wes zupełnie odpuści i da mi spokój. Jeśli się tak nie stanie, to będę musiała wymyślić, jakiś inny sposób, by się go pozbyć. 
 W porządku?  Spojrzałam na Caluma. Podszedł do mnie, a potem uśmiechnął się, co sprawiło, że poczułam się lepiej.
 Tak, dziękuję.
– To… To było niezłe  wydusił Luke, opierając się na oparciu sofy. Był tak mocno wychylony, że byłam przekonana, że zaraz może z niej spaść. Najwidoczniej chciał mieć dobry widok na to, co się działo na holu.
 Mój bohater  powiedziałam, patrząc na Hooda, który zaśmiał się.  Mama ma lody w zamrażalniku. Ktoś ma ochotę? – Wszyscy ochoczo przytaknęli.  Świetnie.
 Pomogę ci.
 Dzięki.
                 Razem z Calumem przeszłam do kuchni. Podeszłam do lodówki. Nasłuchiwałam tego, co działo się w salonie. Musiałam mieć pewność, że reszta nie czai się, gdzieś blisko wejścia. Nie chciałam, by nas słyszeli. Ani tym bardziej widzieli.
 Dziękuję  powtórzyłam, łapiąc go za rękę.
                Calum spojrzał na nasze złączone dłonie. Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Podniósł głowę, skupiając wzrok na mnie. W jego ciemnych oczach dostrzegłam zadowolenie i nutę nadziei. Teraz tym bardziej wiedziałam, że miałam rację odsyłając Wesa z kwitkiem. On nie był tym, kogo tak naprawdę wybrała Abbie. Był tylko elementem w grze, jaką prowadziła, budując sobie reputację i pozycję. To Cal był tym, kogo tak naprawdę kochała.
 Nic ci nie zrobił?  zapytał cicho, przybliżając się jeszcze bardziej. Ujął moją rękę w swoje dłonie. Przyjrzał się zaczerwienionej skórze, jaka pozostała mi po palcach Wesa.  Zabiję gnoja…
 Daj spokój, nic mi nie będzie.
 Niech jeszcze raz spróbuje się do ciebie zbliżyć, to…
 To?
 Nie będę się hamował.
 Nie zniżaj się do jego poziomu  powiedziałam, sprzedając mu pstryczka w nos. Calum przekręcił oczami, a potem znów uśmiechnął się.  Co?
 Zniszczyłaś taką ładną chwilę, jaka powstała między nami.
 Chwilę?
 Stworzyła się ciekawa atmosfera.  Pomachał dłonią.  Sama złapałaś mnie za rękę  dodał, nie przestając się uśmiechać. Przez to sama znów zaczęłam to robić.  To było miłe i… bardzo przyjemne.
 Cal?
 Tak?
 Spotkasz się ze mną?  Hood uniósł jedną brew, będąc odrobinę zaskoczony moją propozycją. – Tylko we dwoje?
 Pewnie.
 Super  odparłam z zadowoleniem.
                Odwróciłam się. Otworzyłam zamrażalnik. Wygrzebałam lody zapakowane w osobnych, plastikowych kubeczkach. Podałam je chłopakowi. Następnie zamknęłam drzwi zamrażalki. Z sąsiedniej szuflady wyjęłam łyżeczki. Ponownie stanęłam naprzeciwko Caluma, który przyglądał mi się z uśmiechem.
 To jesteśmy umówieni  dodałam i nachyliłam się nad nim.  Jeszcze raz dziękuję  powiedziałam niemalże szeptem, a potem pocałowałam go w policzek. Hood rozpromienił się jeszcze bardziej.
 Abbie, gdzie te lody?!  krzyknął Michael z salonu.
 Już idziemy! 


***
Abbie kontra dawna paczka kolejne starcie :) Ale plus jest taki, że do historii wrócił Ashton! Chyba w końcu dał szansę siostrze Clifforda.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowa formułka numer dwa: serdecznie zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Mała ciekawostka dla zainteresowanych - niedługo ruszy kolejne ff z Hemmo (tak, niestety)

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

8 komentarzy:

  1. 💛💛💙💜💚❤💙💛💙❤💚💙💚💚💚💜💛💙💜💚❤❤❤💚💙💙💛💛💜💜💚❤❤💙💛💛💙💚❤💜💙💙💚❤💜💛💛💙💚❤💜❤💜💛💚💚💙💙💛💛💜💚❤💙💙💙💜

    OdpowiedzUsuń
  2. Booooooże, to było takie słodkie ❤❤❤ To jak on się za nią wstawił, no normalnie awwwww 😂😂 Przepraszam cię, ale tak na świeżo po przeczytaniu nie jestem w stanie złożyć spójnej i logicznej wypowiedzi 😂😂
    Ale spróbuję😊
    1. Cieszę się, że dodałaś rozdział, czekałam z niecierpliwością 💙
    2. Podoba mi się postawa Abbie, że jest taka śmiała w stosunku do Caluma, to widać, że chłopak przeżył to nagłe rozstanie 😂
    3. Wrócił Ash 💜💙❤💚💛
    4. I to jak oni wyskoczyli do tego chłoptasia xD Niby takie typowe, ale jak sobie wyobrazisz to nadal słodkie 😊😊😊
    5. Czyżby randka we dwoje?? 😂😂
    6. Aaa, zapomnialabym. W sumie myślałam, że zabierze jej ten pamiętnik xD Chwila grozy 😂😂
    7. Czeeeekam na next, bardzo, bardzo, bardzo xD
    Ps. Boże, zachowuję się jak jakaś hotka 😂😂😂 Co ta choroba robi z ludźmi 😂
    Pozdrawiam 😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę,że ten rozdział tak Ci się spodobał. Dziękuję za tak bardzo pozytywne podsumowanie :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Tak niech Abbie się nie da starej ekipie i kopnie w tyłki. Tak Calum i Abbie jej urocza scenka. Chciała bym zobaczyć jak Calum uderza Wesz'a. Mam nadzieje że Abbie otzyska pamięć i będą razem z Calumem

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to kocham to kocham to kocham to kocham to kocham to kocham to ... Genialnie piszesz 😘😙 Przeczytałam ten rozdział 2 razy. Nie mogę się już doczekać następnego rozdzialu... 💞❤💟💗💝

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się podoba :)

      Usuń
  5. Jezuuu jakie kochane, rozpływam się :D

    OdpowiedzUsuń