niedziela, 26 lutego 2017

#11 Chcę stworzyć z tobą nowe wspomnienia

               Z Calumem umówiłam się na czwartek. Choć rzuciłam hasło o spotkaniu, jako pierwsza, to jednak on wszystko zaplanował, nie chcąc zdradzić mi szczegółów. Z początku była to krótka i zwięzła rozmowa. Ustaliliśmy czas i miejsce  miał podjechać po mnie zaraz po skończeniu lekcji. Dokąd jednak się wybieraliśmy? Tego nie wiedziałam. Zaraz po tej szybkiej wymianie zdań, otrzymałam od niego sms-a. I to od niego się zaczęło. Skończyliśmy ze sobą pisać, kiedy dochodziła druga w nocy. O dziwo wtedy zasnęłam bez większych problemów. Pierwszy raz też nie byłam we śnie nękana stałym koszmarem, który pojawiał się od wypadku. Jakby mój mózg, dzięki kontaktowi z Calumem, odrobinę zmienił bieg. Miałam nadzieję, że ten stan utrzyma się na dłużej.
               Odkąd wyszłam ze szpitala nie sypiałam za dobrze. Dziś jednak obudziłam się, gdy dochodziła godzina dziewiąta. Wstałam o wiele bardziej wypoczęta i pełniejsza energii. Jakby mój organizm w końcu przebudził się, z jakiegoś zimowego snu. Michaela nie było już w domu. Taty również. Mama miała wolne od pracy, więc jedyną osobą, jaką zastałam w kuchni po zejściu na śniadanie, była właśnie ona.
                Nie mogłam jednak liczyć na bezczynne i nudne przedpołudnie, w którym to mogłabym się lenić do woli. Zresztą, sama byłam sobie winna. To ja szybko uznałam, że mój pokój wymaga sprzątania. Dlatego po zjedzeniu kanapek i zapiciu ich kawą, wzięłam się do pracy, aby w moim królestwie znów zapanował względny ład i porządek. Miałam też nadzieję, że dokopię się do kolejnych ciekawych rzeczy, które odrobinę poszerzą mi poznawaną historię. Historię na temat samej siebie. I nie przeliczyłam się.
                Grzebiąc w dużej szafie, doszłam do szybkiego wniosku, że tamta Abigail była typowym zbieraczem wspomnień. W równo ułożonych trzech kolorowych kartonach po butach trzymała przeróżne rzeczy, które w jakiś sposób były dla niej ważne. Były tam między innymi liściki pisane dziecięcą ręką, jakby pochodziły za czasów szkoły podstawowej, breloczki, kartki urodzinowe oraz stare zdjęcia.
                 Zmrużyłam lekko oczy, wyłapując jeszcze jedno pudło  o wiele mniejsze, niż poprzednie  które przekrzywiło się i spadło do tyłu. Musiałam mocniej się nachylić, by móc je złapać. Wyciągnęłam je, z ciekawością oglądając pudło z każdej strony. Chciałam znaleźć, jakąś podpowiedź – datę, inicjały, cokolwiek, co by pomogło mi wepchnąć to, co znajduję się w środku, w jakieś ramy czasowe. Nic z tego. Tak samo, jak poprzednie, tak i ten karton nie zawierał niczego takiego.
                  Usiadłam z powrotem na podłodze, układając karton na udach. Nie czekając dłużej, otworzyłam je. Uniosłam z zaskoczeniem brwi. W środku znajdowały się niewielkie, prostokątne karteczki. Były w różnych kolorach, w przybliżonej do sobie wielkości. Niektóre z nich były całkiem proste, na innych zaś było widać krzywe cięcie. Przesunęłam po nich palcami, a następnie chwyciłam za kilka z nich. Na każdej znajdowała się, jakaś data. Nieraz trafiał się, jakiś dodatkowy rysunek czy nazwa miejsca lub miejscowości. Z początku pomyślałam, że dawna Abbie sama chciała upamiętnić w ten szczególny sposób to, co działo się w tych dniach. Jednak dopiero po chwili zorientowałam się, że nie jest to moje pismo. Należało do kogoś innego. I tylko ono pojawiało się na karteczkach. Teraz tym bardziej nie rozumiałam, o co może z tym dokładnie chodzić, ale wiedziałam kogo mogę o to zapytać.
                Nie chcąc pominąć żadnego ważnego szczegółu, zaczęłam przeglądać każdą karteczkę po kolei, szukając na niej czegokolwiek. Czegoś, co by ją wyróżniło spośród innych. Niestety, nic z tego nie wyszło. Niektóre hasła dosadnie mówiły, czego się tyczą, jak choćby zoo czy kino z dodatkowym dopisanym tytułem. Inne miały tylko nazwę miejscowości, których nie pamiętałam. W końcu wrzuciłam je wszystkie do pudełka. Karton postawiłam na biurku, aby czekało na odpowiednią chwilę, w której będę mogła poznać jego tajemnicę.

                 Spojrzałam w lustro, poprawiając po raz kolejny włosy. Nie chciałam przesadnie się stroić, ale też nie zamierzałam wyglądać, jak ktoś, kto przed chwilą podniósł się z łóżka. Nie wiedziałam też, gdzie zabiera mnie Calum, więc miałam mały problem z doborem odpowiednich ubrań. W końcu postawiłam na zwykłe czarne dżinsy, biały top na grubszych ramiączkach, a na to granatowo-czarną koszulę w kratę. Do tego wygodne botki.
                Przysunęłam się bliżej lustra, by przejechać jasną, różową pomadką usta, kiedy drzwi do łazienki otworzyły się. Zerknęłam w bok, zaskoczona tym nagłym zajściem. Mama uniosła brwi, mierząc mnie szybko wzrokiem od góry do dołu.
 Nie wiedziałam, że jest zajęte.
 Już wychodzę.
– Wybierasz się gdzieś?
 Tak, ja…
                  Ale nie dokończyłam. Przerwał mi dźwięk dzwonka, który szybko rozniósł się po domu. Matula uśmiechnęła się, a następnie wyszła z pomieszczenia. Słyszałam jej kroki, które skierowały się w stronę schodów. Potem zeszła na dół. Zauważyłam, że od naszej ostatniej rozmowy na temat nadopiekuńczości i przesadnego troszczenia się o mnie, odrobinę odpuściła. I to naprawdę mi pasowało.
                  Wróciłam do przerwanej czynności, nanosząc na wargi matową pomadkę. Wyprostowałam się, po raz kolejny oceniając całościowy wygląd. Nagle drgnęłam, słysząc znajomy głos dochodzący z dołu. Okręciłam się szybko na pięcie i wyszłam z łazienki.
 Michael jeszcze nie wrócił ze szkoły. Musisz na niego poczekać  powiedziała mama, kiedy byłam już w połowie schodów.
 Nie przyszedłem do Michaela.
 Nie?
 Ja…
                 Ciemne oczy napotkały moje zielone tęczówki. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a ja od razu odpowiedziałam tym samym. Karen przez chwilę spoglądała to na mnie, to na niego, próbując zapewne zrozumieć, o co chodzi. Byłam pewna, że przed wypadkiem i ona zauważała tą wzmocnioną i głupią niechęć, jaką żywiłam do przyjaciół brata. Teraz jednak to wszystko się zmieniało.
 Wychodzicie razem?
 Tak  odpowiedziałam, a następnie zaczęłam machać na niego ręką, by poszedł za mną.  Zanim wyjdziemy, chcę być coś zobaczył. Chodź…
 Abbie…
 Mamo?  odparłam, unosząc brwi. Kobieta wstrzymała oddech, a potem uśmiechnęła się.
 Daj znać, jak będziesz wychodzić.
 Jasne.
                  Bez słowa weszliśmy na piętro i przeszliśmy do mojego pokoju. Zatrzymałam się przy biurku. Okręciłam karton wokół jego osi. Calum uniósł brwi, podchodząc bliżej. Zerknął na mnie. Na jego twarzy nadal gościł szeroki uśmiech, który był zaraźliwy. Aż samemu chciało się robić to samo i to bez przerwy. Przez moment zaczęłam się zastanawiać, ile razy ten uśmiech gasł z mojego powodu. Bo powiedziałam lub zrobiłam coś, co go zabolało i zasmuciło.
 Pięknie wyglądasz.
 Co?
 Pięknie wyglądasz.
 Ja… Dziękuję  odpowiedziałam, nieco zbita z tropu. Calum ponowie obdarzył mnie uśmiechem.
 Co tam masz?
 Chciałabym to wiedzieć. Pomyślałam, że może ty będziesz wiedział więcej.
 Ja?
 Są tam wypisane różne daty. Pokrywają się z okresem, w którym byliśmy razem, więc…
 Pokaż.
                  Kiwnęłam głową, łapiąc za tekturową pokrywkę. Ściągnęłam ją. Przysunęłam karton bliżej chłopaka, by mógł zobaczyć jego zawartość. Jak tylko zajrzał do środka, zaśmiał się cicho pod nosem. Powoli wyciągnął pierwszą karteczkę, a potem kolejną i kolejną. Dostrzegłam w jego tęczówkach błysk, jakby był z czegoś naprawdę zadowolony.
 Wiesz, co to?
 Doskonale wiem, co to jest.
 No? Wyduś to z siebie  powiedziałam zniecierpliwiona, klepiąc go po ramieniu. Podskakiwałam przy tym, jak mała dziewczynka. Hood po raz kolejny zaśmiał się.  Calum  jęknęłam, chcąc by w końcu zaczął mówić. Oderwał wzrok od karteczek, by na mnie spojrzeć.
 To daty naszych spotkań i miejsca, w których byliśmy. Nie sądziłem, że je zbierasz.
 Skąd ten pomysł?
 Kiedyś powiedziałem, że mogę obdarowywać cię codziennie kwiatami, jeśli tylko będziesz tego chciała. Ty stwierdziłaś, że szkoda na ciebie kwiatów. Że one po czasie więdną, a nie chcesz by tak było z nami. Że wolisz dostawać ode mnie coś trwalszego. Coś, co przetrwa o wiele dłużej, niż na przykład ścięta róża. Dla zabawy dałem ci kawałek papieru z datą i miejscem naszego spotkania. Spodobało ci się to, więc praktykowałem ten zwyczaj za każdym razem. Nie wiedziałem jednak, że je zbierasz.  Uniosłam brwi, wpatrując się w niego.  I to nie tak, że od tamtego czasu nie dostałaś ode mnie żadnych kwiatów. Dawałem ci je, dorzucając do tego karteczkę.
– To…
 Wiem, to głupie i…
 To oryginalne i podoba mi się  powiedziałam ze śmiechem.
                  Calum ponowie uśmiechnął się. Wrzucił kartki do pudełka, a ja zamknęłam je. Następnie złapałam za karton i podeszłam z nim do szafy. Schowałam go w stałym, bezpiecznym miejscu, tak by nie stał na widoku. Nie chciałam się go pozbywać, tym bardziej, że wiązał się z chłopakiem, którego Abbie naprawdę kochała.
                  Zdążyłam się wyprostować, gdy w pokoju rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Calum zerknął na moją komórkę, która leżała na biurku, a następnie zacisnął usta. Szybko podeszłam do niego i złapałam za telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Michael. Nie czekając dłużej, odebrałam.
 Hej.
 Nie mogę dodzwonić się do mamy. Zabieram Luke'a do kina. Powiesz jej, że jestem na próbie zespołu?
 Na próbie?  Zagryzłam wargę, spoglądając na chłopaka, który zwiesił głowę, jakby w tym momencie unikał mojego wzroku.
 Dokładnie tam. To, co? Będziesz mnie kryć?
 Powiem, że Luke pomaga ci w matematyce.
 Co? Bo?
 Calum jest tutaj, więc twoja próba zespołu raczej nie przejdzie  odparłam, a Hood podniósł wzrok i znów utkwił go we mnie.
 Co? Czekaj… Nie umawiałem się z Calumem.
– Ale ja się umówiłam  odparłam, a brązowe tęczówki chłopaka powiększyły się.
 A no dobra, ale… Co? Ty się z nim umówiłaś?
 Dobrze nam się razem rozmawiało, więc zapytałam, czy kiedyś chciałby się spotkać, a on się zgodził. Moi poprzedni przyjaciele  słowo przyjaciele wymówiłam z nieukrywanym obrzydzeniem  to porażka, więc ukradłam jednego z twoich. Nie chcę siedzieć wiecznie w domu sama, jak palec, a Calum…
 Nie tłumacz się  przerwał mi ze śmiechem.  Cieszę się, że dogadujesz się z moimi przyjaciółmi  pociągnął, zabawnie podkreślając słowo moimi Tylko nie kradnij mi ich wszystkich.
 Mikey, ja…
 Żartuję! Wyluzuj  rzucił i znów się zaśmiał.  Abbie, naprawdę się cieszę, że łapiesz z nimi dobry kontakt. Od zawsze chciałem, by tak było. Mam nadzieję, że poznacie się na tym spotkaniu lepiej, a ty jeszcze chętniej zechcesz przebywać w ich towarzystwie.
 Ja też mam taką nadzieję.
 I super. Czyli mam korki u Luke'a?
 Tak.
 W porządku.
 Miłej i udanej randki, Mikey.
 Dzięki.  I rozłączył się.
 Nie był wściekły?  wydusił Calum, kiedy zakończyłam rozmowę z bratem.
 Nie.
– Nie mówiłaś mu jeszcze o…
 Do tego nie mam, aż tyle odwagi  przyznałam, zagryzając wargę po raz kolejny.  Ale zrobię to. Chcę, by w końcu wszystko było tak, jak być powinno.  Calum uśmiechnął się, kiwając głową.  Powiem mu w końcu, że ty i ja kiedyś i… Że było między nami… Że… Powiem mu.
 W porządku  rzucił ze śmiechem, widząc, jak dostałam bezsensownego słowotoku.  Skoro oni mają randkę, to może my w końcu wyjdziemy na naszą?
 Dostanę kartonik z datą?
 Może zasłużysz  odpowiedział i tym razem to ja się zaśmiałam.  Idziemy?
 Idziemy.

                Najpierw trafiliśmy do niewielkiej knajpki, która mieściła się niedaleko dużego parku. Tam zjedliśmy obiad. Rozmowa nie cichła, ale to głównie on mówił. Ja zasypywałam go kolejnymi pytaniami, na temat nas i jego samego. Chciałam go poznać jeszcze bardziej. Chciałam mieć taką wiedzę o nim, jaką miała tamta Abbie. Wiedziałam, że potrzebuję znacznie więcej czasu, niż jednego dnia, by poznać go z każdej strony. Jednak chciałam znać, chociaż podstawy. Calum cierpliwie odpowiadał na każde zadane przeze mnie pytanie, a ja starałam się wyczuć moment, kiedy będzie miał tego dość. Na szczęście na razie nic na to nie wskazywało. Albo Hood dobrze się z tym krył.
                 Po zjedzonym posiłku, poszliśmy na spacer do pobliskiego parku. Szliśmy ramię w ramię, nadal będąc całkowicie pochłoniętymi własnym towarzystwem. Jakby nic innego nie istniało. Tylko my i prosta droga wśród zielonych drzew i krzewów. Wtedy też zastanawiałam się, czy było tak za każdym razem, kiedy się z nim spotykałam. Jakbyśmy uciekali do swojego własnego świata.
                 Wsłuchiwałam się w jego głos i śmiech, który był tak bardzo przyjemny dla ucha. Naprawdę lubiłam ten dźwięk, który sprawiał, że samemu chciało się śmiać. Niechętnie odrywałam wzrok od jego uśmiechu i tych ciemnych oczu, które miały w sobie wesołe ogniki, kiedy z przejęciem, o czymś powiadał. Calum skupiał na sobie całą moją uwagę, a ja w żaden sposób nie chciałam się przed tym bronić.
 Możemy skręcić w bok  powiedział, kiedy zatrzymaliśmy się na rozwidleniu. Zerknęłam w tamtym kierunku. Droga prowadziła w stronę dość sporej góry.  Stamtąd jest naprawdę bardzo fajny widok na Jacksonville.
 Prowadź  odpowiedziałam szybko, kiwając dodatkowo głową.
 Jesteś pewna?
 Czy wcześniej wymiękłam, kiedy trzeba było się zmęczyć?
 Nie  rzucił ze śmiechem.
– Prowadź.
                  Ruszyliśmy na prawo, skąd było widać wspomnianą przez niego górę. Nie była daleko. W końcu szare kostki brukowe się skończyły, a my przeszliśmy na wydeptaną drogę. Nasze tempo nie było za szybkie. Nie było też przesadnie stromo. Mimo tego i tak nieco się zmęczyłam, kiedy dotarliśmy na szczyt.
                  Rozejrzałam się dookoła. Było tu znacznie mniej ludzi, niż na dole. Calum machnął na mnie z uśmiechem, kierując się na drugą stronę góry. Podeszłam do niego, a potem spojrzałam przed siebie. Miał rację. Widok na miasto był naprawdę piękny. Nie znajdowaliśmy się nazbyt wysoko, ale i tak miało się wrażenie, jakby górowało się nad większością budynków. Z daleka dostrzegłam małe domki i kolorowe kropki, które były poruszającymi się po ulicach samochodami. Większe budynki łatwiej można było określić i zlokalizować. Widać stąd było duże centrum handlowe czy ratusz.
 Jeśli tu zostaniemy, to pokrzyżują ci się plany?
 Możemy zostać. Co prawda chciałem zabrać cię jeszcze do kina, ale…
 Kino może następnym razem  powiedziałam, siadając na trawie. Calum uniósł jedną brew, a następnie zajął miejsce obok.
 Za dużo na raz?
 W kinie nie można rozmawiać, a ja lubię cię słuchać.  Uśmiechnął się.  I nie… Nie za dużo na raz, ale z drugiej strony warto sobie dozować przyjemności.
 Powiedziałaś: kino następnym razem, czyli chcesz się ze mną jeszcze spotkać?
 Bardzo chętnie, o ile moje towarzystwo cię nie męczy  odparłam ze śmiechem.
 Nie męczy. Nigdy nie męczyło.
 Cieszę się, bo ja przy tobie czuję się naprawdę dobrze.  Ciemne tęczówki ponownie skupiły się na mnie. Wsunęłam swoją dłoń w jego. Zacisnął lekko palce wokół mojej skóry, a ja poczułam przyjemne ciepło.  Cholernie chciałabym odzyskać, chociaż te wspomnienia, które wiązały się z tobą.
 Małymi krokami możemy stworzyć nowe, o ile będziesz tego chciała. Kocham cię i nie boję się tego mówić. Tak było przed wypadkiem i tak jest teraz.
 Cally…
 Och, nie  mruknął, krzywiąc się. Zrobiłam zaskoczoną minę.
 Co się stało?
 Cally  powiedział z niesmakiem.  To brzmi, jak babskie imię. Nigdy tego nie lubiłem. – Zaśmiałam się.  A ciebie zawsze moja reakcja bawiła. Tak jak teraz. Chyba wiem, czemu ciągle tak do mnie mówiłaś. Żeby móc się nade mną w ten sposób znęcać.
 No, co ty? Uważam, że to urocze określenie i…
 Nie, jest okropne.
 Cally?
 Abbie!
                 Puściłam go i zanim zdążył zareagować, ujęłam jego policzki w dłonie. Wyczułam, jak wstrzymuje oddech. Nie zastanawiając się dłużej, delikatnie musnęłam jego wargi swoimi. Zadziałałam pod wpływem chwili, ale naprawdę chciałam to zrobić. Chciałam być bliżej niego. Być może też, w jakiś sposób próbowałam mu takim zbliżeniem, choć trochę wynagrodzić to, co musiał przechodzić od czasu wypadku. Łamałam bariery szybciej, niż powinnam, ale miałam to gdzieś. Możliwe, że komplikowałam to wszystko jeszcze bardziej. Zamiast małych kroków, robiłam je znacznie większe, ale to dodawało mi tylko pozytywniejszego nastawienia do tego wszystkiego, co się między nami działo.
                Poczułam, jak jego ręce zatrzymują się na moim pasie. Gorący oddech owiał moją twarz, kiedy Calum cicho wypuścił powietrze. Wystarczył ten jeden moment, bym przechyliła odrobinę głowę, a następnie złączyła nasze usta w pełni. Hood szybko odwzajemnił pocałunek, co spowodowało, że moje serce przyspieszyło. Tak bardzo chciałam się w nim ponownie zakochać. Być może teraz byłam na etapie zauroczenia i fascynacji jego osobą. Miałam nadzieję, że prędzej czy później dojdę do takiego samego etapu, na jakim byłam przed wypadkiem. A jeśli nie? Na daną chwilę nie brałam innego wyjścia pod uwagę.
                 Odsunęłam się, by móc spojrzeć w jego ciemne tęczówki. Pod jego nosem ponownie wymalował się uśmiech. Ja również się uśmiechnęłam. Znów złączyłam nasze dłonie. Calum zerknął na nie, a potem o wiele śmielej objął mnie. Oparłam głowę o jego bark, biorąc głębszy wdech.
 Calum?
 Tak?
 Chcę stworzyć z tobą nowe wspomnienia.
 Ja też tego chcę.

                 Calum odwiózł mnie z powrotem do domu, gdy dochodziła godzina dziewiąta wieczorem. Pomachałam do niego, kiedy odjeżdżał. W momencie gdy chciałam się odwrócić i ruszyć do drzwi, dostrzegłam znajomy samochód, który stał zaparkowany kilka budynków dalej. Dopiero po chwili zaskoczyłam do kogo należy. Auto Hemmingsa nie raz stało na naszym podjeździe.
                 Uniosłam jedną brew, dostrzegając w nich ruch. Ewidentnie w środku znajdowały się dwie osoby. Z tej odległości jednak niewiele widziałam. Ruszyłam w stronę samochodu, nie mogąc powstrzymać chytrego uśmieszku. Domyśliłam się, kto jest pasażerem siedzącym obok blondyna, szczególnie, że czerwona czupryna Michaela była coraz to lepiej widoczna. Nie mogłam też doczekać się miny zaskoczonego i przyłapanego na gorącym uczynku braciszka.
                 Zatrzymałam się przy oknie od strony pasażera. Musiałam mocniej zacisnąć usta, by nie parsknąć śmiechem. Chłopaki w ogóle nie zwrócili uwagi na to, że ktoś ich obserwuje. Dalej tkwili w dość zachłannym i gorącym pocałunku. Wyglądało to tak, jakby połączyli się ze sobą twarzami i kończynami. Ciężko było dojść do tego, czyje ręce są czyje.
                 W końcu zniecierpliwiona, zapukałam w szybę. Michael raptownie podskoczył, uderzając głową w dach. Teraz już nie mogłam wytrzymać i parsknęłam śmiechem, nachylając się, by mógł mnie zobaczyć. Mina przerażonego brata mówiła wszystko. Nie powinnam tak ich straszyć, chyba że liczę na to, że obaj zejdą na zawał. Luke niepewnie wychylił się, by móc zerknąć w moją stronę.
 Cholera, Abbie!  warknął Clifford, kiedy otworzył okno.
 Dyskretni to wy nie jesteście  skwitowałam, opierając się o drzwi.
 My…
 Pożeraliście się żywcem?
 Co? Nie?
 Robiłeś Luke'owi usta-usta, ratując mu życie?
 Abbie  mruknął Michael, a jego twarz poczerwieniała. Zaśmiałam się po raz kolejny.
 Mam was, wy niegrzeczni chłopcy  powiedziałam, nie mogąc się powstrzymać. Luke spuścił głowę. Widziałam, jak Michael kontrolnie na niego zerknął.  Ej, Luke, spoko. Cieszę się, że mój brat znalazł kogoś tak porządnego, jak ty i że ma osobę, z którą jest szczęśliwy.   Hemmings spojrzał na mnie, a pod jego zadartym nosem wymalował się delikatny uśmiech.  Niemniej jednak, jeśli chcecie się obściskiwać, tak by nikt was nie widział, to polecam zmienić miejsce. Odjechanie kawałek od domu nic wam nie da.
 A jak twoje spotkanie?
 Dziękuję, udane. Przynajmniej nie spędziłam kolejnego nudnego dnia, zastanawiając się nad swoją marną i pokręconą egzystencją. Dzięki, że nie wkurzyłeś się o to, że zabrałam ci kumpla. O wasze się nie pytam, bo widzę, że było… Gorące. Mam tylko nadzieję, że nie przerwałam wam gry wstępnej do szybkiego numerku.
 Abbie!
 Żartowałam  rzuciłam, przekręcając oczami. Teraz to nawet Luke zrobił się czerwony.  Naprawdę wyluzujcie. Obaj.
 Masz dobry humor  odparł Michael, przyglądając się mi uważnie.
 Wasze urocze mordki wprawiają mnie w dobry nastrój  skwitowałam, opierając brodę na ręku. Dzięki temu moje oczy i brata były teraz na niemalże tej samej wysokości.  Byłam pewna, że jeszcze trochę, a samochód zaparuje wam, jak w tej scenie z Titanica.
 Jezu, Abbie… Czy ty musisz teraz ciągle nawiązywać do seksu?
 Zawstydzam cię? Wstydzisz się własnej siostry, Mikey?  Zerknął na mnie, a potem parsknął śmiechem. – Wybacz, Luke, nie chciałam byś poczuł się niekomfortowo. Już się zamykam.
 To… To było zabawne  odezwał się w końcu Hemmings.
 Widzisz  pociągnęłam, wskazując na chłopaka.  Chociaż on docenia moje marne starania, kiedy próbuję być fajna.
 To nie…  Ale ja wyprostowałam się, robiąc wielkie oczy.  Abbie?  Nie odpowiedziałam, tylko odrobinę rozchyliłam wargi. Jednak nie wypłynęło z nich ani jedno słowo.  Abbie, co się dzieje? Abbie!  Michael wyskoczył z samochodu, jak oparzony. Złapał mnie za ramiona.  Abbie?
 Właśnie uświadomiłam sobie to, że przypomniałam sobie fabułę Titanica.
 Dobry Boże… Byłem pewny, że źle się poczułaś czy…
 Pamiętam ją całą - wydusiłam, a potem zaśmiałam się. Na mojej twarzy szybko pojawił się szeroki uśmiech.  Nie wiem, ile razy oglądałam ten film, ale znam bohaterów. Wiem, jak się nazywali. Potrafię połączyć ze sobą wątki. Wcześniej to był jeden wielki bałagan. Nie byłam wstanie określić fabuły i dopasować do niego tytułu, teraz… Znam Titanica.
 Znasz Titanica – powiedział Michael i sam zaśmiał się pod nosem.  Małe kroki.
 Małe kroki. Czemu nie mogłam przypomnieć sobie, czegoś fajniejszego? Jakiegoś wspomnienia czy jak? Czemu to musiał być, jakiś głupi melodramat?
 Wow, twoje zadowolenie trwało góra dwie minuty. Jestem pod wrażeniem.  Przekręciłam oczami.  Małe kroki, okej?
 Mam je gdzieś. Chcę nowy, dobrze działający mózg.  Michael ciężko westchnął.- No, co?  Pokręcił głową.  Już wam nie przeszkadzam. Idę do domu.
 Ja też będę się zbierał  odparł Michael.
 Nie musisz…
 Muszę. Mam jeszcze lekcje do odwalenia.
                Odwrócił się do samochodu, a następnie nachylił się. Nie wnikałam w to, co tam robi, choć byłam pewna, że sprzedaje szybkiego buziaka na do widzenia swojemu chłopakowi. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy niezgrabne wygramolił się z auta, trzymając w rękach plecak, w którym miał książki i zeszyty, z których korzystał w szkole.
 Cześć, Abbie.
 Trzymaj się, Luke  rzuciłam, machając do niego.  I też odrób lekcje!
 Odrobię  odpowiedział ze śmiechem, odpalając silnik.
 Zmieniasz się w naszą nianię?  wtrącił Michael.
 Może tak? Byłabym dobrą nianią.
 Podsyłającą kiepskie teksty o Titanicu.
 Nie czepiaj się  mruknęłam, odpychając go od siebie ze śmiechem.
                 Michael szybko do mnie dołączył. Takim oto sposobem wróciliśmy do domu rozbawieni, nadal mając znakomite humory. Wiele bym dała, by zawsze tak było. Wiedziałam jednak, że zbyt dużo wymagam od losu, bo w życiu nie zdążają się tylko te dobre chwile. A ja byłam tego idealnym przykładem. Jednak chciałam się koncentrować się na tych lepszych momentach, nie rozpamiętując i nie trzymać się złych. I to była ta droga, którą chciałam iść. 


***
Mamy pierwsze wspólne wyjście Caluma i Abbie. Do tego dochodzi Michael przyłapany z Hemmo w samochodzie :) Może dziewczyna swoim luźniejszym podejściem, jeszcze bardziej przekona do siebie blondasa?
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was również na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję również za otrzymane komentarze!

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

3 komentarze:

  1. Nie no genialny. I ta randka świetna. I powoli odzyskujemy wspomnienia Jej tak sie cieszę:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to skomentuje potem. Naprawdę. Obiecuję 😁😁😁

    OdpowiedzUsuń