niedziela, 12 marca 2017

#12 Nazwałaś mnie skarbem?

              Doktor Norman spojrzał na mnie znad notatek. Poruszyłam się w fotelu, w którym od dłużej chwili siedziałam. Między nami panowała cisza. Mężczyzna zerkał, co jakiś czas w moją stronę, zapisując kolejne zdania. Zastanawiałam się, co dokładnie opisuje lub ocenia. Przecież nie zdążyłam się jeszcze odezwać, pomijając standardowe dzień dobry.
              Splotłam palce, opierając je o udo. Opuszkami zaczęłam bębnić w skórę. Czekałam na to, aż doktor w końcu się odezwie. Przecież powinien już zacząć. Chyba że postanowił, że to spotkanie obejdzie się bez jakikolwiek wypowiedzianych słów, a jedyne co będziemy robić, to na siebie patrzeć. Poruszyłam ze zniecierpliwieniem nogą. Mężczyzna ponowie obrzucił mnie krótkim spojrzeniem, którego nie potrafiłam rozgryźć. Zaraz po tym czarny długopis w jego dłoni poszedł w ruch, a on znów zaczął pisać.
 Twoja postawa się zmieniła.
              Ze znudzenia pozwoliłam myślom odpłynąć poza gabinet doktora, skupiając się na chłopaku o ciemnych oczach i ciepłym uśmiechu. Głos mężczyzny sprowadził mnie na ziemię. Drgnęłam, zatrzymując na nim wzrok. Uśmiechnął się.
 Moja postawa?
 Przed chwilą uśmiechałaś się sama do siebie. Od samego początku nie przejawiałaś zbyt pesymistycznej postawy. Może się mylę, ale z mojej obserwacji wynika, że miałaś dość trzeźwe podejście od tego, co się stało. Miałaś nadzieję na poprawę. Jednak, jak tylko cię dzisiaj zobaczyłem, doszedłem do wniosku, że coś musiało się zmieć. Zmienić na lepsze. A tego zawsze chciałaś, prawda?
 Powoli idę w dobrą stronę. A przynajmniej tak mi się wydaje.
 Wydarzyło się coś szczególnego? O czymś sobie przypomniałaś?
 Przypomniałam sobie Titanica.
 Ten film?
 Wiem, słabo, ale to sprawiło, że jeszcze bardziej zaczęłam wierzyć w to, że być może niedługo odzyskam coś więcej. Liczę na jakieś wspomnienie.
 Film przypomniał ci się spontanicznie?
 Podczas rozmowy z bratem i jego przyjacielem  powiedziałam ostrożnie, nie chcąc zbyt bardzo zagłębiać się w relację między Michaelem i Lukiem. On nie musiał tego wiedzieć.
 Wydarzyło się coś jeszcze?
 Jeszcze?
 Widzę zmianę w twoim zachowaniu. Częściej się uśmiechasz.
 To… Odzyskałam częściowo osobę, którą prawie straciłam przez wypadek. Mimo tego, że w mojej głowie nadal panuje pustka, ta osoba jest przy mnie dając mi dodatkowe wsparcie.  Doktor uśmiechnął się.  Myślę, że był brakującym elementem, którego cholernie potrzebowałam.
 Czy tę osobę może obrazować postać, która pojawia się w twoim śnie? Wcześniej mówiłaś zerknął w notatki  że to może być ktoś, kto daje ci poczucie bezpieczeństwa. Ktoś, kto chce ci pomóc.
 To ta osoba. Kiedy prawda wyszła na jaw, sen przestał być tak zamazany, jak wcześniej. Widziałam go w tym śnie. To on.
 Czy ten chłopak…
 Chłopak?
 Powiedziałaś, że to on  pociągnął doktor, ponownie obdarzając mnie pogodnym uśmiechem.
 No, tak…
 Czy ten chłopak może pomóc ci odkryć dawne życie, jakie miałaś i pomóc uporządkować te po wypadku?
 W tym momencie zna mnie lepiej, niż ja samą siebie. Wie więcej. Dużo się od niego dowiedziałam i wiem jedno. Już nigdy nie chcę być tamtą osobą, którą byłam wcześniej. Nie chcę znów stać się dawną Abbie. Mam teraz białą kartę, którą mogę zapisać na nowo. Po swojemu. Tak, jak ja tego chcę, a nie robić to pod dyktando innych.
 Zupełnie nowy początek.
 Dokładnie. Dość udawania, zgrywania osoby, którą się nie jest. To mój moment na to, by zacząć żyć według własnych wartości i priorytetów.
 Tamte nie były twoje?
 Były wymuszone. Byłam pewna, że tego chciałam, ale prawda była całkiem inna. Wcześniej byłam tchórzem. Chowałam się za maską. Nigdy więcej nie chcę tego robić  odparłam, a doktor Norman pokiwał głową. Uśmiechnął się, a potem znów zaczął notować.

              Po wyjściu z gabinetu poszłam się przejść, by znów na spokojnie uporządkować myśli. Była to już tradycja, którą praktykowałam po każdej wizycie i naprawdę to lubiłam. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nikt nie zaczepiał i nie wymuszał rozmowy. Był to idealny czas, by wszystko sobie ułożyć na nowo. W czasie spaceru zrobiłam jeden przystanek na kawę i ciastko. Siedziałam w kawiarni ponad godzinę,  potem znów ruszyłam w drogę.
              W końcu uznałam, że pora wracać. Korzystając z komunikacji miejskiej, dotarłam na osiedle. Skręciłam w znaną ulicę, którą zawsze musiałam pokonać, by dojść do domu. Nagle usłyszałam muzykę, która wypłynęła z torebki. Zatrzymałam się, a następnie wyciągnęłam wibrujący telefon. Jak tylko zobaczyłam nazwę kontaktu od razu zaczęłam się uśmiechać.
 Witam, panie Hood  odparłam, starając się brzmieć poważnie. Chłopak zaśmiał się.
 Panno Clifford, cudownie jest panią znowu usłyszeć. Jesteś już w domu?
 Dopiero tam idę. Po wizycie poszłam się przejść. A ty? Dojechałeś do babci?
– Tak, siedzę już tu od dłuższego czasu. Szkoda, że nie mogłem zabrać cię ze sobą.
 Może następnym razem.
 Następnym?
 Znam twoją babcię?
 Nie miałaś okazji jej poznać. Ale trzeba by było to nadrobić, o ile nie miałabyś nic przeciwko temu.
 Czemu miałabym mieć coś przeciwko?
 Moja babcia jest wścibska. Może cię skutecznie odstraszyć  pociągnął ze śmiechem.
 Albo to ja odstraszę ją moim dziwnym przypadkiem totalnego bezmózgowia.
 Abbie  rzucił i znów zaśmiał się.
 Taka prawda. Kiepski ze mnie kompan do konwersacji, skoro praktycznie wszystko mam pomieszane i poplątane.
 Nie jest tak źle.
 Wybryk natury ze mnie.
 Abbie, nie przesadzaj.
– Zawsze byłam wybrykiem natury.  Z jego ust wydobyło się ciche prychnięcie.  Taka prawda. Byłam typem człowieka, z którym wspólna egzystencja była ciężka.
 Nie myśl o tym, co było wtedy. Wszystko się zmieniło.
 Racja  odparłam, koncentrując wzrok na budynku, który pojawił się przed moimi oczami. Byłam u celu.
 Masz myśleć pozytywnie.
 Pozytywność to teraz moje drugie imię  powiedziałam, zbliżając się do domu.  Jestem tak pozytywna, że aż może cię skręcić. 
             Chłopak znowu parsknął śmiechem. Naprawdę lubiłam to, w jaki sposób się śmiał i żałowałam tego, że nie mogę być obok, by to zobaczyć. Teraz jedynie mogłam wsłuchiwać się w ten dźwięk, przywołując w myślach obraz rozbawionego Hooda. 
 Wołają mnie. Zadzwonię wieczorem, jak wrócę.
 Nie mogę się doczekać.
 Do usłyszenia, skarbie.
             Kiedy to powiedział, poczułam, jak zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Moje serce szybciej załomotało w klatce piersiowej. Na twarzy pojawił się szeroki uśmiech, którego nijak nie mogłam kontrolować. Jedno słowo, które wepchnęło mnie w miłe objęcia uczucia, jakim powoli zaczynałam go darzyć. Czy go kochałam? Chyba nie był to jeszcze ten etap. Jednak pozwalałam na to, by zagłębiać się w to bardziej i mocniej. A to sprawiało, że czułam się naprawdę dobrze. Chciałam poczuć więcej. Wiedziałam jednak, że potrzebowałam na to czasu.
 Do usłyszenia  wydusiłam, a Calum rozłączył się.
               Wzięłam głębszy wdech. Ruszyłam w stronę domu. Mój wzrok nadal utkwiony był w telefonie, jakby urządzenie zaczęło mnie, w jakiś sposób hipnotyzować. Gdy byłam już naprawdę blisko budynku, ktoś na mnie wpadł. Podniosłam szybko głowę. Wysoka postać w czarnej bluzie minęła mnie, ruszając pędem do samochodu. Dopiero po chwili mój mózg zaskoczył, kim był ten chłopak.
              Niewiele myśląc podbiegłam do Luke'a, łapiąc go za ramię. Blondyn odruchowo zatrzymał się. Miałam wrażenie, że odwraca się w zwolnionym tempie. Zmarszczyłam czoło, kiedy w końcu na mnie spojrzał. A ten obraz zdecydowanie mi się nie podobał. Jego twarz była blada, jak ściana, oczy zaś zaczerwienione i przepełnione łzami. Cały się trząsł, jakby przeżył coś, co go dość mocno zszokowało albo i przeraziło. A może jedno i drugie? Puściłam go, widząc kolejne łzy, spływające po jego policzkach.
– Co się dzieje?
             Nawet nie próbowałam ukryć tego, że jestem zaniepokojona jego zachowaniem. Szczególnie, że wypadł z mojego domu w takim stanie. Wyglądał, jakby chciał opuścić to miejsce, jak najszybciej. Chłopak zacisnął usta, a potem pokręcił głową. Spuścił wzrok, skupiając się na swoich czarnych trampkach.
 Michael coś zrobił?
 Nie  wydusił drżącym głosem.
 Ty coś zrobiłeś?
 Nie.
 To co się stało? – zapytałam, mając nadzieję, że chłopak nie ucieknie i zechce mi to powiedzieć.
            Wtedy też usłyszałam podniesiony głos. Raptownie odwróciłam się w stronę budynku. Nieprzyjemny dreszcz pojawił się na moich plecach. Wstrzymałam oddech po raz kolejny, ponownie skupiając wzrok na roztrzęsionym blondynie. Luke zacisnął mocniej powieki.
 Luke?
 Twoi rodzice… Oni… Oni dowiedzieli się…
 Spokojnie  powiedziałam, dotykając jego ramienia. Miałam wrażenie, że jeszcze trochę, a Hemmings rozsypie się całkowicie.  O czym się dowiedzieli?
 O mnie i Michaelu.  Kolejna porcja łez zmoczyła jego blade policzki.  N-nie wiedzieliśmy, że… Że wrócą tak szybko i… Widzieli… Widzieli to, jak on mnie przy-przytulał.
 Okej, mów dalej  pociągnęłam, przejeżdżając ręką po jego ramieniu, jakby ten gest miał mu dodać pewności i odwagi.
 Michael w-wtedy przyznał się do tego, co j-jest między nami. T-twój tata wpadł w szał.
 Co?!
                 Luke podskoczył, kiedy podniosłam głos. Zgarbił się i znów spuścił wzrok. Nie musiał mówić nic więcej. Sądząc po jego reakcji, mój ojciec nie przebierał w słowach, krzywdząc nie tylko jego, ale przede wszystkim swojego syna. Z jednej strony chciałam dokładnie wiedzieć, co takiego powiedział, z drugiej obawiałam się tego, co obaj mogli usłyszeć. Wtedy też przypomniałam sobie rozmowę z bratem na temat jego orientacji. Wahał się i nie był przekonany do tego, kiedy oznajmić tą wiadomość rodzicom. Jakby gdzieś w środku wyczuwał, że nie mogą tego przyjąć za dobrze.
 Luke – chłopak ponownie na mnie spojrzał  uspokój się trochę i wróć do domu. Jak dojedziesz na miejsce, napisz do Michaela. Chcę mieć pewność, że dotrzesz tam w jednym kawałku, okej? – Zerknął na mnie z zaskoczeniem, ale powoli pokiwał głową.  Jak Michael trochę ochłonie, to do ciebie zadzwoni.
– A jak…
 Spokojnie, nie rozstaniecie się tylko z tego powodu, że mój ojciec ma nie równo pod sufitem.  Zacisnął lekko usta.  Nawet tak nie myśl. Każdy ma prawdo do bycia szczęśliwym. A wierz mi, że Michael jest z tobą szczęśliwy. To widać.  Chłopak westchnął ciężko, a potem przetarł rękawem bluzy mokre od łez policzki.  Zmiataj do domu i nie denerwuj się. Wszystko będzie w porządku.
 Chcesz się w to mieszać?
 Och, w to zamierzam się bardzo wmieszać  powiedziałam z pewnością w głosie. Poczułam nagły przypływ adrenaliny i irytację, kiedy znów doszedł do mnie krzyk. Nie byłam tylko pewna do kogo należy. Luke zatrząsł się po raz kolejny.  Nie zapomnij napisać sms-a, że jesteś już w domu.
               Hemmings kiwnął głową, a następnie ruszył w stronę swojego samochodu. Zacisnęłam zęby, odwracając się. Spojrzałam na budynek. W tym momencie żałowałam, że poszłam po wizycie na spacer. Że umknęło mi to, co się zaczęło dziać w domu. Choć wątpiłam w to, by moja obecność to zmieniła. Jednak nie chciałam pozostać obojętna. Nie w przypadku, kiedy chodziło o mojego brata. Byłam gotowa do konfrontacji, nawet jeśli miałam stanąć przeciwko własnym rodzicom.
              W szybkim tempie podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a następnie weszłam do środka. Tu podniesiony głos ojca był jeszcze bardziej wyraźniejszy i głośniejszy. Wśród mieszaniny słów doszło do mnie jesteś chory i to obrzydliwe. Zacisnęłam dłoń w pięść, a drugą ręką pchnęłam mocniej drzwi. Uderzyły z hukiem o framugę, zamykając się. Takim sposobem oznajmiłam pozostałym, że nie są już sami. I oto mi chodziło. Daryl zamilkł, domyślając się tego, że wróciłam.
              Ruszyłam w stronę pomieszczenia, skąd wcześniej usłyszałam głos ojca. Narzuciłam na twarz neutralną maskę, nie chcąc by wiedzieli, że doskonale wiem, co się dzieje. Chciałam, by teraz moje umiejętności grania się sprawdziły. Jak gdyby nigdy nic, weszłam do kuchni. Wszystkie trzy pary oczu skupiły się na mnie.
              Michael siedział na krześle. Wyglądał tak samo, jak Luke, a może nawet i gorzej. Pociągnął cicho nosem, odwracając się. Jeśli myślał, że nie zdążyłam zobaczyć tego, że płacze, to bardzo się mylił. Naprzeciwko niego, oparty dłońmi o stół, stał ojciec. Jego twarz była cała czerwona, jakby faktycznie wpadł w furię. Zmierzył Michaela pogardliwym spojrzeniem, a potem znów odwrócił się w moją stronę. Matka stała z dala od nich, co jakiś czas zaciskając to rozchylając usta. Nie wiedziałam, jaką postawę prezentuje. Jest po stronie własnego dziecka czy stoi za przekonaniami ojca?
 Co tu się dzieje?  zapytałam, udając wielkie zaskoczenie. Ojciec znów spojrzał na Michaela.  Boże… Wylali cię ze szkoły?  Pokręcił głową.  Wdałeś się w bójkę?
 Abbie  zaczęła mama, ale ja szybko jej przerwałam.
 Zabił kogoś?  pociągnęłam, skupiając się na chłopaku.  Zabiłeś kogoś? – Michael spuścił wzrok, po raz kolejny zalewając się łzami.  Powiecie mi w końcu, o co chodzi?
 Twój brat jest gejem, a jego chłopak to Luke. Jestem pewny, że ten jego pseudo przyjaciel wciągnął go w to i zaraził tym, choć Michael twierdzi inaczej.
 To nie tak – odezwał się czerwonowłosy, nadal unikając wzroku ojca.
 To od niego się zaczęło! To on jest temu winien! Byłeś normalny, a potem…   Przerwał kiedy parsknęłam śmiechem. Mężczyzna spojrzał na mnie.  Bawi cię to?
– Robicie wielką aferę, bo Michael ma chłopaka?  zapytałam z kpiną.  Wydzierasz się na niego, tylko dlatego, że znalazł kogoś z kim jest szczęśliwy? To nienormalne.
 Homoseksualizm jest nienormalny.
 Nienormalne jest  twoje podejście  pociągnęłam, podchodząc bliżej. 
             Przybrałam podobną postawę, co on, opierając dłonie na gładkim blacie. Teraz staliśmy po dwóch stronach stołu, co idealnie odzwierciedlało dwa odrębne podejścia, jakie prezentowaliśmy.
 Wiedziałaś o tym  stwierdził, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu.  I nic nie powiedziałaś? Może gdybyśmy wiedzieli wcześniej, dałoby się to jakoś naprawić. On… Poszedł by…
 Gdzie? Do lekarza? Inna orientacja to nie jest choroba.
 Wiedziałaś!
 Oczywiście, że wiedziałam!
 I w pełni to popierasz?!
 Tak, w pełni to popieram.
 To obrzydliwe, nie moralne i…
 Michael  rzuciłam, kiedy cichy szloch wydobył się z ust czerwonowłosego.  Idź do pokoju.
 Nie ty dyktujesz tu warunki  pociągnął ojciec, machając palcem.
 Idź do pokoju, Mikey  powtórzyłam, tym razem skupiając się na rozwścieczonych oczach ojca. Chłopak drgnął na krześle, jakby wahał się, co ma teraz zrobić.  Idź do pokoju  powiedziałam po raz kolejny.
              Między nami zapanowała cisza. Ja i Daryl dalej walczyliśmy na spojrzenia. Widziałam, że moja postawa działała mu dodatkowo na nerwy, więc czerpałam z tego jeszcze większą satysfakcję. Nie wiedziałam, jakie relacje miałam wcześniej z rodzicami. Po jego reakcji wnioskowałam, że raczej się im nie stawiałam. Dużo rzeczy robiłam za ich plecami, pewnie nie raz wpadając w kłopoty, jednak nigdy nie działałam tak otwarcie. Nigdy nie podchodziłam do nich z taką niechęcią, jak teraz. Ale czego oczekiwali? Jak i Michael byliśmy ze sobą blisko. Byłam gotowa stać za nim murem. Byłam gotowa wskoczyć za niego w ogień. W tej sytuacji tym bardziej stałam po jego stronie.
             Nagle krzesło, na którym siedział chłopak, odsunęło się od stołu. Ojciec warknął pod nosem, zerkając na Michaela. Uśmiechnęłam się triumfalnie, że stanęło na moim. Teraz było dwóch na dwóch. Najmłodszy Clifford nie był już w tej walce sam. Nadal pociągając nosem, wyszedł z kuchni, tak jak tego chciałam. Daryl ponownie spojrzał na mnie.
 Jesteś z siebie zadowolony, tato  powiedziałam, zaciskając palce na stole.  Nie dziwię się, że nie chciał wam o tym powiedzieć. On wiedział, że jesteście dwójką zapatrzonych w siebie homofobów.
 Abigail!  warknęła matka, robiąc krok w naszą stronę.
 Tylko wy widzicie w tym problem  pociągnęłam dalej, ignorując ją.  Jego kumple wiedzą. Wiedzą rodzice Hemmingsa i nic. Nikt nie robi z tego afery…
 To, że oni tolerują to spaczenie, nie znaczy, że jest w porządku! To chore! Mężczyzna powinien łączyć się z kobietą, a nie drugim mężczyzną! Z tego nic dobrego nie wynika! To powinno się leczyć, to nie jest normalne podejście!
 Każdy ma prawo do miłości, bez względu na to, kogo wybierze.
 To zboczenie! To jest choroba!
 Poczytaj na ten temat, a dopiero wtedy się wypowiadaj, tato  powiedziałam, prostując się.
 Przekraczasz granicę, Abbie!
 Ty już ją dawno przekroczyłeś, kiedy zacząłeś się wyżywać na Michaelu!
 Nie tym tonem!
 Zabrakło ci argumentów?!
 Abigail!
– Taka prawda! Wkurzasz się o to, że Michael kocha osobę, która jest tej samej płci, co on. To nie jest nic strasznego! Okropne w tym wszystkim jest to, że jego własny ojciec potępia go, uważając, że trzeba to leczyć! Odmienna orientacja to nie koniec świata! To nie jest choroba, która wymaga wizyt u psychiatry! Niektórzy tak po porostu już mają i tego nie zmienisz! To, że tobie to nie pasuje, nie sprawi, że Michael się nagle w cudowny sposób odmieni! Możesz to zaakceptować…
 Tego nie powinno się akceptować, dlatego nie chcę by Hemmings pojawiał się w tym domu, bo to jest jego wina!
 To nie jest niczyja wina!  warknęłam, a Daryl wyprostował się.  Po prostu dwójka osób zakochała się w sobie. Powinieneś się cieszyć tym, co mają! Powinieneś się cieszyć, że twój syn ma kogoś, kto o niego dba, kto daje mu szczęście i radość, że ma kogoś, kto jest dla niego wsparciem! A to, że jest to akurat chłopak niczego nie zmienia! Każda miłość jest piękna, bez względu na to, czy jest to para heteroseksualna czy homoseksualna! Nic ci do tego! Takim podejściem, jakie prezentujesz jesteś na dobrej drodze do tego, by całkowicie stracić syna!
– Stracić?
 A nie? Zastanów się nad tym, co mówisz! Jak potraktowałeś Michaela i Luke'a! Do jakiego stanu doprowadziłeś dwóch chłopaków, których jedyną zbrodnią, jaką im wytykasz jest to, że się w sobie zakochali! Nie zdziwię się, jak twój syn nie będzie chciał mieć z tobą nic wspólnego. – Daryl zrobił wielkie oczy.  W tym momencie nawet ja nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
 Abbie  odezwała się matka. Spojrzałam na nią.  To nie tak powinno być…
 Masz rację. Zamiast na niego naskakiwać, powinniście normalnie z nim porozmawiać. Odepchnęliście go od siebie, doprowadzając na skraj załamania. Możecie sobie pogratulować bycia idealnymi rodzicami. Jeśli wasze podejście się nie zmieni, jeśli będziecie nadal patrzeć na niego, jak na najgorszą osobę w tej rodzinie, to mogę wam obiecać, że zabiorę go z tego toksycznego domu, który tworzycie.  Matka poruszyła niemo ustami.  Nie wiem jeszcze, jak sobie poradzimy i gdzie wylądujemy, ale nie pozwolę, by Michael czuł się źle będąc z wami. Nie pozwolę byście obrzucali go pogardliwymi spojrzeniami czy wyrażali negatywne opinie na temat tego, że miał czelność kogoś pokochać. A teraz wybaczcie mi, ale od waszej postawy, aż mnie zemdliło. Chyba się porzygam.
              W kuchni nastała cisza. Wyprostowałam się z dumą, co miało jeszcze bardziej podkreślić moje stanowisko w tej sprawie. Odwróciłam się, odrzucając włosy do tyłu  kolejne teatralne zagranie wojowniczej żmii  a następnie wyszłam z pomieszczenia. Nie wiedziałam, czy moje słowa, w jakiś sposób ich ruszyły. Miałam jednak nadzieję, że jednak coś zdziałają. Że może rodzice się opanują i przemyślą wszystko raz jeszcze.
             Spojrzałam na Michaela, który stał przy schodach. Na jego twarzy nadal lśniły słone łzy. Podeszłam do niego, uśmiechając się. Było mi go żal. Cholernie żal. Nie zasłużył na to wszystko, co powiedział mu ojciec. Wiedziałam, że słyszał każde słowo, jakie wymieniliśmy między sobą, kiedy on wyszedł z kuchni. Poklepałam chłopaka po plecach, a następnie oboje weszliśmy na górę. Dostrzegłam to, jak lekko się trzęsie, nadal będąc przepełniony negatywnymi uczuciami i strachem.
             Złapałam go pod rękę, wciągając do pokoju. Michael spuścił głowę. Puściłam go dopiero w momencie, kiedy zamknęłam za nami drzwi. Spojrzałam na niego. Przeszedł przez pomieszczenie, niczym cień, a następnie usiadł na łóżku. Pochylił się, zakrywając dłońmi twarz. Od tego widoku prawie pękło mi serce. Widziałam, jak ponownie zadrżały mu ramiona. Znów usłyszałam ciche pociąganie nosem.
             Podeszłam szybko do łóżka. Wyciągnęłam z szafki paczkę chusteczek. Wzięłam jedną z nich, a potem wcisnęłam mu ją w rękę. Wytarł nią nos. Jednak ani razu na mnie nie spojrzał. Drgnął lekko, kiedy dotknęłam jego ramienia. Dopiero ten gest sprawił, że jego zaczerwienione oczy skupiły się na mnie. Nie czekając dłużej objęłam chłopaka, przyciągając go do siebie. Tego chyba potrzebował, bo gdy tylko  to zrobiłam, jego ciało rozluźniło się. Zacisnął palce na mojej koszulce, wciskając policzki w moją klatkę piersiową. Teraz w końcu odgrywałam tę rolę, jaką powinna. W końcu stałam się starszą siostrą, która za wszelką cenę chciała obronić swojego młodszego brata.
– Mikey, będzie dobrze  powiedziałam cicho. Moja ręka powędrowała w stronę jego włosów. Ogarnęłam mu z czoła pojedyncze kosmyki.
 Oni mnie nienawidzą.
 Nie prawda. Mają trochę nierówno pod kopułą, ale liczę na to, że szybko wszystko sobie ułożą. A jak nie…
 Naprawdę zabrałabyś mnie stąd, gdyby…
 Oczywiście  odparłam, uśmiechając się. Zielone oczy chłopaka znów skupiły się na mnie. Ujęłam jego mokre policzki w dłonie.  Mówiłam całkowicie poważnie. Mimo tego, że to są nasi rodzice, to i tak nie mają prawda cię krzywdzić. Jestem z tobą, Mikey. Nie jesteś z tym sam.  Jego tęczówki ponownie zaszły łzami.  Nie marnuj na nich łez. Nie warto.
 Luke mnie znienawidzi.
 To jest dopiero głupota. Luke nie jest kretynem i nie jest w związku z naszymi rodzicami, tylko z tobą.
 Zwalił winę na niego. Powiedział, że to wszystko przez niego. Jak ja po tym spojrzę mu w oczy? A jak…
 Nie zostawi cię  wtrąciłam, wiedząc, do czego zmierza.  Przejdziecie przez to. Porozmawiacie na spokojnie. Tak to powinno wyglądać od samego początku. Nawet jeśli ojciec tego nie akceptuje, nie powinien był tak na was naskakiwać. Nie powinien mówić, tego wszystkiego. Nie możecie pozwolić, by coś takiego was rozdzieliło. Nie dajcie mu tej satysfakcji.
                Michael zacisnął usta, szybko kiwając głową. Spuścił wzrok. Widziałam, jak walczy sam ze sobą, by znów się nie rozsypać. Przejechałam kilka razy dłonią po jego plecach, by dodać mu tym wsparcia i otuchy. On jednak po chwili znów wylądował w moich ramionach, jakby w tym momencie w takiej pozycji czuł się najbezpieczniej.

               Nie wiem, ile dokładnie to trwało, ale Michael w końcu się uspokoił. Potem cicho rozmawialiśmy, leżąc na łóżku. Po jakimś czasie, gdy między nami zapanowała długa cisza, czerwonowłosy odpłynął. Wcale się temu nie dziwiłam. Ta cała akcja musiała mocno wykończyć go psychicznie.
              Nie zapomniałam jednak o Hemmingsie. Jak tylko brat odrobinę ochłoną, poprosiłam go by sprawdził wiadomości. Blondyn wywiązał się z danej mi obietnicy, wysyłając informację, że dotarł cało i zdrowo do domu. Michael oczywiście do niego zadzwonił i to chyba ta krótka rozmowa sprawiła, że pozbierał się z tego szybciej. Luke był nadal z nim i wciąż go wspierał, mimo że nie mógł być obok.
              Nachyliłam się nad śpiącym chłopakiem. Opatuliłam go kocem jeszcze bardziej. Następnie wyprostowałam się. Musiałam zająć czymś myśli, by nie zwariować. Ciągle rozpamiętywałam scenę, która odegrała się w kuchni. Cholernie liczyłam na to, że rodzice z mądrzeją i przyjdą do Michaela, aby naprawić to, co tak łatwo zniszczyli. Wolałam nie wiedzieć, jak to wszystko dalej się potoczy, gdyby postanowili postąpić inaczej. Miałam nadzieję, że ogarną się na tyle i zrozumieją błąd, jaki zrobili. Że nie przekreślą go przez to, kim jest.
               Przeciągnęłam się, ruszając w stronę drzwi. Otworzyłam je i aż podskoczyłam, kiedy stanęłam twarz w twarz z Darylem i Karen. Odruchowo zagrodziłam im drogę, jakby instynkt kazał mi bronić śpiącego brata, przed kolejną falą niechęci czy gorzkich i nieprzyjemnych słów. A większość z nich tak bardzo bolała i krzywdziła. Utkwiłam wzrok w oczach ojca, chcąc dać mu do zrozumienia, że nadal mam do niego urazę i wciąż nie popieram jego podejścia.
 Michael jest u ciebie?
 Jeśli macie zamiar dalej mu wyrzygiwać te swoje obrzydliwe opinie na temat jego związku z Lukiem, to nie, nie ma go.  Dostrzegłam, jak matka położyła dłoń na przedramieniu ojca. Uważnie oberwałam każdy ich ruch, aby móc w razie czego zareagować na czas.
 Chcemy z nim porozmawiać.
 W taki sam sposób, jak wcześniej?
 Abbie  pociągnął ojciec.
 To proste pytanie.
 Abbie, nie utrudniaj nam tego.
 Nadal czekam na odpowiedź. W takim sam sposób, jak wcześniej?  Usłyszałam za plecami ruch. Michael musiał się przebudzić.
 Nie. Nie w taki sam sposób.
 Udowodnij.
 Abigail!  warknęła matka, a ja przekręciłam oczami. Czyżbym przekroczyła niewidzialną granicę nieuprzejmości w względem rodziców?
 W porządku, niech wejdą  odezwał się cicho Michael.
               Uniosłam jedną brew, nie spuszczając wzroku z ojca. Mimo mojej negatywnej postawy, grzecznie odsunęłam się od drzwi. Rodzice weszli do środka. Chłopak siedział już na materacu. Spuścił głowę, gdy podeszli bliżej. Skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej, nadal bacznie ich obserwując.
 Zostawisz nas samych?  zapytał ojciec, odwracając się w moją stronę.
 Nie ma mowy.
 Naprawdę twoje podejście zaczyna mi się nie podobać.
 Chcesz wrócić do tematu, który mi się nie podobał?
 Niech Abbie zostanie  powiedział Michael, a potem lekko zagryzł dolną wargę.  Proszę, chcę by została.
                Matka spojrzała na niego, a potem delikatnie uśmiechnęła się. Złapała jego rękę, choć jej gest był dość ostrożny i powolny, jakby obawiała się tego, że Michael może w każdej chwili uciec. Zerknęłam na ojca, który w końcu postanowił mnie zignorować i zająć się synem, a także sprawą, w jakiej tu przyszli. Oparłam się o biurko. Miałam nadzieję, że znów nie powiedzą czegoś, co skrzywdzi go jeszcze bardziej.
 Przepraszam. – Nie tylko Michael, ale również i ja zrobiłam wielkie oczy, kiedy to słowo wypłynęło z ust Daryla.  To nigdy nie powinno się wydarzyć.  Korciło mnie żeby rzucić koleją kąśliwą uwagą i mu dopiec, ale wiedziałam, że przez to mogę wszystko zniszczyć i pokomplikować jeszcze bardziej. Dlatego zwalczyłam w sobie chęć otworzenia buzi.  Nie wiem, dlaczego powiedziałem to wszystko. Nie wiem, dlaczego tak mocno i agresywnie zareagowałem. Nie jestem zwolennikiem takiego… Nie popieram takich związków, ale…  Mężczyzna spojrzał na mnie.  Dopiero po słowach Abbie zrozumiałem, do czego doprowadziłem. Jesteś moim synem, kocham cię i chcę byś był szczęśliwy. Jestem w stanie zaakceptować twój wybór. Jeśli Luke daje ci szczęście, nic mi do tego. Naprawdę nie chcę cię stracić. Przepraszam.
 Jesteś z nim szczęśliwy?  odezwała się mama ze łzami w oczach. Michael nadal patrzył na nich będąc w kompletnym szoku. Zdołał tylko pokiwać głową, odpowiadając jej tym na pytanie.
 To najważniejsze. Wasze szczęście jest najważniejsze  odparła, obejmując chłopaka.  Przepraszam.
 Abbie?
 Tak?
 A ty chcesz coś powiedzieć?
 Jestem pozytywnie zaskoczona i lekko zmieszana, ale zadowolona z obrotu tejże sytuacji  wyrecytowałam jednym tchem. Michael parsknął śmiechem.  Mówię serio. Cieszę się, że się ogarnęliście.
 Abbie…
 I obiecuję, że będę już dla was miła.
 Ty nie masz tego obiecywać, tylko masz być dla nas miła  poprawiła mnie mama.
 Jeśli wy będziecie okej, ja też będę okej. Umowa ta będzie nie ważna, jak po raz kolejny doprowadzicie mi mojego małego braciszka do takiego stanu.
 Nie jestem małym braciszkiem – mruknął Michael, któremu ewidentnie poprawił się humor.
 Jesteś  pociągnęłam, puszczając mu oczko.  Zawsze będziesz.
 Skoro emocje opadły, to może zjemy razem kolację? Spróbujmy wrócić na dawne rodzinne tory, okej?  Ojciec uniósł brwi, kiedy podniosłam rękę.  Tak?
 Czy to znaczy, że cofasz wszystkie swoje słowa? Łącznie z tym, że Luke ma się tu więcej nie pokazywać?   
 Tak.
 Tylko to chciałam wiedzieć. Możemy iść jeść. Jestem głodna.
 Ja też  powiedział Michael, uśmiechając się.

               Pacnęłam na poduszki. Wypuściłam z ust cicho powietrze. Przymknęłam powieki, ignorując zupełnie włączony telewizor. Wyrzuciłam go z myśli, koncentrując się na dzisiejszym dniu. Na tym wszystkim, co się wydarzyło. Cieszyłam się z tego, że ta cała sytuacja została tak prędko złagodzona i naprawiona. Z początku byłam pewna, że rodzicom zajmie o wiele więcej czasu zaakceptowanie tego, kim jest ich syn i kogo kocha. Na szczęście pozytywnie mnie zaskoczyli, wyciągając w jego stronę rękę znacznie szybciej.
             Drgnęłam i automatycznie odwróciłam się w stronę szafki, kiedy w pokoju rozniósł się dźwięk znanego mi dzwonka. Sięgnęłam po komórkę, a  potem wróciłam do poprzedniej pozycji. Uśmiechnęłam się, widząc osobę, która do mnie dzwoniła.
 Tak?
 Witaj, nieznajoma. Poznamy się?
 Spadaj, mam chłopaka  odpowiedziałam ze śmiechem. Po drugiej stronie nastała cisza.  Calum?
 Od kiedy się z nim spotykasz?
 Nie wiem. Mam amnezję, musiałbym się go zapytać.  Teraz to on parsknął śmiechem.
 Nazwałaś mnie swoim chłopakiem?
 Sam powiedziałeś, że chcesz stworzyć ze mną nowe wspomnienia, więc… Nie masz wyboru, zgodziłeś się na to. Już za późno, by się wycofać.
 Nawet nie mam takiego zamiaru  odpowiedział, a po tonie jego głosu wnioskowałam, że musiał się uśmiechać.  Nie ma takiej opcji.
 Super. Jak było u babci?
 W porządku, ale lepiej ty mi powiedz, co z Michaelem.
 Czyli słyszałeś?
 Co nie co.
 Teraz już wszystko gra  rzuciłam, podkładając pod głowę drugą poduszkę.  Panuje zgoda i znów wszyscy się kochają. Ojciec za ostro na niego naskoczył, była mała drama, ale na szczęście rozeszło się po kościach. Ostatecznie Mikey został przeproszony, a rodzice zaakceptowali jego wybór.
 Całe szczęście.
 Nie sądziłam, że gdy prawda wyjdzie na jaw, zrobią z tego taką aferę.
 Ludzie są różni.
 Tak, wiem, ale to boli podwójnie, kiedy dotyczy to bliskich ci osób.
– Prawda. Dobrze, że wszystko się tak potoczyło, a nie wyszło z tego prawdziwe piekło. Jesteś jutro w domu?
 Tak.
 Zobaczymy się?
 Już myślałam, że tego nie zaproponujesz, skarbie.
 Nazwałaś mnie skarbem?
 Możliwe.
 Nie możliwe, tylko tak. Dobrze słyszałem!
 A może się przesłyszałeś? – odparłam ze śmiechem. Calum prychnął pod nosem, ale po chwili i on się zaśmiał.  Może też się odrobinę za tobą stęskniłam.
 Wyrzuć słowa może i odrobinę i powiedz to jeszcze raz.
 Stęskniłam się za tobą.
 Ja za tobą też, skarbie.


***
Mieliśmy małą akcję w wykonaniu rodziców i Abbie, ale jak widać tamci się dość szybko ogarnęli. Jeśli Luke całkowicie nie zrazi się do wizyt u Cliffordów, powinno być wszystko w porządku. Była też mała przerwa od Caluma i Abbie, którzy w tej części jedyne co mogli, to pogadać sobie przez telefon :D 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - stała formułka XD - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

6 komentarzy:

  1. Nie no świetny takiej dramy się nie spodziewałam, ale dobrze że szybko się pogodzili. Ciekawe jak zareagują na Abbie i na Caluma jako para. Już nie mogę się doczekać tego rozdziału. Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię odrobinę zaskoczyć :)

      Usuń
  2. Nie no świetny. I mamy mały kryzys rodzinny ale na całe szczęście wszystko wróciło do normy. Czekam na kolejny nie cierpliwie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że się spodobał :)

      Usuń
  3. Świetny rozdział, jak zwykle zresztą. To opowiadanie jest teraz moim ulubionym.
    Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że to już koniec POD JEDNYM DACHEM...
    Może jeszcze kiedyś coś podobnego napiszesz.
    Dzięki,że dla nas piszesz. Kochamy cię!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba - nie tylko rozdział, ale cała historia :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń