niedziela, 7 maja 2017

#15 Czego się boisz?

             Przez chwilę nie byłam pewna, co dokładnie się dzieje. Melodia pojawiła się niespodziewanie, wyrywając mnie ze snu. Nie był to jednak dźwięk budzika. Kto mógł się do mnie dobijać o takiej wczesnej porze? Przekręciłam się na bok. Na oślep wyciągnęłam rękę. Moje palce przejechały po gładkim brzegu szafki. W końcu chwyciłam wibrujące i nadal dzwoniące urządzenie. Wtedy też otworzyłam oczy. Byłam tak zaspana, że ledwo widziałam nazwę kontaktu. Odczytując ją, uśmiechnęłam się i natychmiast przesunęłam palcem po ekranie.
 Mam nadzieję, że masz dobry powód, by budzić mnie o  zerknęłam na telefon po raz kolejny, sprawdzając godzinę  o wpół do ósmej rano.
 Ciebie też dobrze słyszeć, słońce  odpowiedział ze śmiechem Calum.  Obudziłem?
 Tak  jęknęłam, marszcząc nos. Ostatnio zaczynałam normalnie przesypiać całe noce, więc straciłam miano rannego ptaszka. Teraz zmieniałam się w śpiocha.  Ale to i tak bardzo miła pobudka. Matko… Co ty robisz na nogach o takiej porze?
– Niektórzy jeszcze chodzą do szkoły  rzucił, a ja wyczułam, że musiał się uśmiechnąć.  Nie wszyscy mają wakacje.
 Nie mam wakacji.
 Źle ująłem.
 Nie moja wina i…
 Abbie  przerwał mi, a ja zacisnęłam usta.  Droczę się tylko z tobą. Mówiliśmy już o tym. To, co się stało, nie jest twoją winą. Nigdy tak nie myślałem, więc spokojnie. Ale odbiegamy od sprawy, o której chcę ci powiedzieć.
 Czy to jest coś dobrego? Nadal potrzebuję dobrych rzeczy w życiu.
 Masz zły humor?
 Jestem życiową porażką  mruknęłam, siadając na łóżku.
 Skarbie…
 Mniejsza o mnie. Mów, co to za sprawa.
– Abbie?
 Tak.
 Jeśli chcesz mogę iść na wagary i…
 Nie, nie możesz. Idziesz do tej szacownej placówki i będziesz, chociaż udawał przykładnego ucznia. Mi nic nie będzie. Zresztą dzisiaj mam wizytę u doktora Normana.
 To może zobaczymy się później?
 Później… Tak. Stęskniłam się.
– To miłe.
 Mów, co to za sprawa.
 Myślałem o tym przez prawie cały wieczór. Co byś powiedziała na to, by wybrać się ze mną do Williamsburga na weekend?
 To ta miejscowość, w której twoja babcia ma domek?
 Dokładnie. Byliśmy tam nie raz… Wiesz, wcześniej… Pomyślałem, że to całkiem niezły pomysł. Lubiłaś to miejsce.
 Chętnie z tobą pojadę  powiedziałam szybko, już mając przed oczami perspektywę spędzenia weekendu tylko z Calumem.
 Świetnie  odparł z zadowoleniem.  Ustalimy wszystko i wybierzemy jakiś termin. Pasuje?
 Jak najbardziej.
 W takim razie tyle ode mnie. Muszę zaraz wychodzić.
 Calum?
 Tak?
 Miłego dnia, kochanie.
 Wzajemnie, skarbie  odpowiedział, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech. – Do zobaczenia później.
 Do zobaczenia  powiedziałam, nie mogąc się doczekać tego, aż w końcu się spotkamy. Chyba się od niego uzależniłam.

               Na spotkaniu doktor Norman znów zwrócił uwagę na moje podejście i nastawienie, do tego wszystkiego, co aktualne działo się w moim życiu. Nadal utrzymywał, że nie popadam w żadną depresję i stawiam czoła problemom. Ostrzegł mnie jednak, że być może nastąpi jakiś kryzys, ale nawet w takim momencie nie mogę się poddać. Mam trzymać się bliskich mi osób, którym mogę zaufać.
               Nie omieszkał również nawiązać do Caluma, choć w naszych rozmowach chłopak zawsze był bezimienny. Wolałam szczegóły, łącznie z jego danymi, zostawić dla siebie. Doktor uznał, że już wcześniej musiała połączyć nas szczególna więź, która nie została przerwana przez wypadek, a tylko lekko naruszona za sprawą utraty pamięci. Nadal jest jednak silna i widać to po tym, w jaki sposób mówię o Hoodzie. Nie zaprzeczałam. W tej kwestii również się nie mylił. Lgnęłam do Caluma, jakby był moją prywatną ostoją i strefą bezpieczeństwa. Był też wyrozumiały i nie traktował mnie, jak trędowatej, za co byłam mu cholernie wdzięczna.
               Jak zwykle wychodząc od psychologa, potrzebowałam dłuższej chwili, by na nowo wszystko ułożyć sobie w głowie. Próbowałam też sama znaleźć odpowiedzi na liczne pytania, które zawsze po takim spotkaniu pojawiały się w moich myślach. A nie było to łatwe zadanie.
                Dzisiaj zamiast iść na kawę, ciastko czy spacer po mieście, postanowiłam po prostu pójść do domu piechotą. Zrezygnowałam w całości z komunikacji miejskiej, ruszając w znanym kierunku. Dodatkowo pogoda dopisywała, a przyjemne słońce i brak wiatru tylko zachęcało do wędrówki. Wiedziałam, że zajmie mi to więcej czasu, ale nie przeszkadzało mi to. W końcu chciałam pobyć sam na sam ze swoimi myślami.

                  Po powrocie do domu przebrałam się w dresy i luźną koszulkę. Postanowiłam, że od razu wezmę się za obiad. Michael miał zaraz wrócić ze szkoły i byłam pewna, że od progu zacznie jęczeć, że jest głodny. Jednak moje plany zostały przerwane. I to właśnie przez niego.
                 Zdążyłam zejść z dwóch stopni, gdy drzwi od domu otworzyły się. Uderzyły lekko w ścianę. Uniosłam brwi, słysząc przyspieszone kroki. Zupełnie nie wiedziałam, co się dzieje, ale z góry założyłam, że nie jest to nic dobrego. Po chwili doszedł do mnie zdenerwowany głos Luke'a.
 Michael, porozmawiaj ze mną na spokojnie!
 Odczep się do cholery!
 Ale…
 Daj mi spokój!
                 Rozchyliłam usta, zamierając w miejscu. Ta dwójka nigdy nie odzywała się do siebie w taki sposób. A przynajmniej nigdy nie byłam tego świadkiem. Nic dziwnego, że byłam po prostu mocno zszokowana. Zastanawiałam się, co się stało. Pokłócili się?
                 Michael zaczął wchodzić po schodach. Podniósł głowę, a ja po prostu wytrzeszczyłam oczy. Teraz tym bardziej mnie zatkało. I to dosłownie. Chciałam coś powiedzieć, ale chłopak machnął ręką i pokręcił głową. Minął mnie i wleciał do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Co wprawiło mnie w takie mocne osłupienie? Jego oko. Podbite prawe oko. Braciszek dosłownie dał nie tylko mi, ale także i blondynowi do zrozumienia, że nie chce rozmawiać o tym, co się stało. Postanowiłam na razie nie zmuszać go do niczego i poczekać, aż się uspokoi. W końcu przecież miałam inne źródło informacji.
                  Zbiegłam szybko ze schodów, a następnie ruszyłam pewnym siebie krokiem w stronę drzwi wejściowych. Luke również kierował się w tę stronę. Podskoczył i odwrócił się, kiedy znalazłam się tuż przed nim. Nie tryskał zadowoleniem. Dla mnie raczej wyglądał na kogoś, kto ma ochotę się rozpłakać. Zamrugał pospiesznie, zapewne zbierając się w sobie.
 Co jest?  Pokręcił tylko głową, zaciskając usta w wąską linię.  Luke?  Zerknął w stronę schodów, jakby zastanawiając się, co powinien zrobić.  On i tak teraz jedyne, co będzie robił, to wydzierał się na ciebie, więc odpuść. O co wam poszło?  Chłopak nie odpowiedział.  Pokłóciliście się, nie jestem głupia.
 To tylko sprzeczka i…
 Świetnie, więc pogadajmy.
 Ja nie… Nic nie zrobiłem.
 Luke, ja cię o nic nie obwiniam  powiedziałam powoli, chcąc brzmieć, jak najbardziej przekonująco.
               Wątpiłam w to, że wina leży po jego stronie. Hemmings raczej nie wyglądał na kogoś, kto mógłby skrzywdzić Michaela. Chociaż mówi się, że pozory mogą być mylne. Wierzyłam jednak w tego grzecznego i ułożonego blondasa. Chłopak ponownie zerknął w stronę schodów.
 Co teraz robisz?  zapytałam, jak gdyby nigdy nic. Błękitne oczy znów skupiły się na mnie. Na jego twarzy wymalowało się zdezorientowanie.  Jesteś zajęty?
 Nie.
 Masz jakieś lekcje do odrobienia czy coś takiego?
 Nie  odparł, dokładnie mi się przyglądając.
 Spieszysz się gdzieś?
 Nie.
 Idealnie. Dawaj łapkę, Hemmings, pójdziemy na spacer.
                Chłopak ponownie podskoczył, gdy szybko złapałam go za rękę. Była dość chłodna i lekko szorstka. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, wyprowadziłam go z domu, zamykając za nami drzwi. Miałam tylko nadzieję, że Michael będzie siedział na tyłku w swoim pokoju i nie ruszy się z miejsca, bo nie wzięłam kluczy. Miałam co prawda do dyspozycji telefon, więc w razie czego mogłam do niego przedzwonić. No i rodzice też mieli niedługo wrócić z pracy.
 Dokąd idziemy?  zapytał cicho Luke.
 Kojarzysz ten mały osiedlowy pseudo park?  Pokiwał głową.  Tam właśnie idziemy.
                 Widziałam, jak blondyn przełyka ze zdenerwowania ślinę. Nie musiałam czytać mu w myślach, by wiedzieć, że jest w jakiś sposób przestraszony. W końcu pierwszy raz będzie ze mną sam na sam i to dłużej niż kilka minut. Byłam pewna, że w jego głowie pojawiły się najgorsze wizje, w których królowała stara Abigail  Żmija. Cały czas trzymałam go za rękę, niemalże ciągnąć za sobą. Blondyn jednak nie stawiał oporu i posłusznie szedł za mną. Nasze tempo też nie było nazbyt wolne, więc nie zajęło nam dużo czasu dotarcie do celu.
 Siadaj  powiedziałam, zatrzymując się przy jednej z obdrapanych ławek.
                   Hemmings bez słowa zajął wskazane przeze mnie miejsce. Odruchowo spuścił głowę, jakby znów chciał uniknąć mojego wzroku za wszelką cenę. Naprawdę nie zamierzałam czegoś mu zrobić. Potrzebowałam tylko informacji, by potem zająć się Michaelem. Z drugiej strony nie powinnam się wtrącać w nie swoje sprawy, ale mój brat wrócił do domu z dużym, siniejącym limem. To właśnie sprawiło, że nie chciałam być bierna. Musiałam wiedzieć, kto go uderzył i za co.
 Więc, Luke… Opowiesz mi dokładnie, co się stało?
                Chłopak zawahał się. Przez chwilę byłam pewna, że w ogóle nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Że zamknie się w sobie i nie wydusi żadnego słowa. On jednak powoli podniósł głowę, a jego błękitne tęczówki znów skupiły się na mnie. Widziałam w nich smutek i obawę. Żeby nie czuł się przytłoczony, usiadłam obok, by nie górować nad nim. Może dzięki temu poczuje się pewniej?
 Co stało się Michaelowi?
 Po ostatnich zajęciach na parkingu dorwał go Jake Petch  zaczął cicho.
 Kim jest ten cały Jake jakiś tam?
 W sumie nikt ważny. Nie jest w szkolnej elicie, ale lubi zaczepiać słabszych. To chyba jego hobby.
 Czym podpadł mu Michael?
 Zawsze powtarzałem Michaelowi, że ma zaprzeczać i nie słuchać docinków na temat jego orientacji. Miał udawać, że między nami niczego nie ma. Że jest hetero, jak Calum i Ashton. Nie chciałem, by obrywał, jak…
 Jak ty  dokończając za niego. Blondyn pokiwał głową, a potem zagryzł dolną wargę.  Dowiedział się, że Michael jednak jest gejem?
 Śmiał się ze mnie na parkingu. W końcu podszedł do nas, jak chcieliśmy wsiąść do samochodu. Michael wdał się z nim w potyczkę słowną, a potem… On się po prostu przyznał do tego, że jesteśmy razem. Kazał mu się odczepić i wtedy Jake go uderzył. Zaczęli się szarpać.  Przełknął ślinę, skupiając wzrok na swoich dłoniach.  Tym co się działo, zainteresowała się drużyna piłkarska, która stała niedaleko. Jake zwiał, bo nie chciał mieć problemów.
 Zawiał przed nimi?
 Są w elicie. To oni rządzą w szkole. Jake i tak był na cenzurowanym, bo tydzień temu dorwał jednego z kujonów, którzy są nietykalni.
– Nietykalni?
 Brat jednego z zawodników.  Zerknął na mnie ponownie.  Michael zawsze miał ochronę z twojej strony. Jake chyba o tym zapomniał. Wydaje mi się, że przypomniał sobie o tym, dopiero gdy ich zobaczył.
 Ale ja przecież już skończyłam szkołę.
 Ale twoi znajomi nadal w niej są, dlatego miał spokój.  Wziął głębszy wdech, a potem wstrzymał powietrze.
 No, wyduś to z siebie.
 Mam wrażenie, że to moja wina.
 Co?  Pokręcił głową, ponownie zaciskając usta.  Daj spokój, Luke, to nie jest twoja wina.
 Czepiają się go przeze mnie.
 To nie prawda  odparłam, kładąc mu dłoń na ramieniu. Myślałam, że się wzdrygnie lub odsunie, ale on dalej siedział bez ruchu, jakby ten bliższy kontakt zupełnie mu nie przeszkadzał.  To idioci i tyle. Więc pokłóciliście się o tę sytuację?
 Powiedziałem mu, że postąpił bezmyślnie mówiąc mu, że jesteśmy razem. Powinien zaprzeczyć i dalej udawać, że tylko się kumplujemy. Powinien olać to, co mówił na mój temat. Michael się wkurzył, że znów daje sobą pomiatać, a kiedy on staje w mojej obronie, to potrafię tylko narzekać, ale… Nie chcę, by stał się szkolnym popychadłem, jak ja. Może nie powinien się w ogóle ze mną pokazywać? Nie chcę, by obrywał tylko dlatego, że jest ze mną.
 Ej, słodziaku, posłuchaj  powiedziałam, pocierając jego ramię. Luke zerknął na mnie z miną zbitego psa. Znów wyglądał na kogoś, kto jest bliski rozsypki.  Nie dziwię się, czemu zareagował. Bronił kogoś, kogo kocha. Ludzie są podli i ja to wiem najlepiej. Nie zmienisz opinii i podejścia innych. Jednak nigdy nie myśl o tym, że to twoja wina. Nie powinieneś mieć też tak głupich pomysłów.
 Głupich?
 Nie powinien się z tobą pokazywać? Nikt się ciebie nie wstydzi. Ani on, ani Calum, ani Ashton. Dlaczego mieliby udawać, że cię nie znają? To ten cały Jake powinien się odpieprzyć.
 Nie odczepi się. Czuję, że się nie odczepi.
 Luke?  Pokiwał głową.  Powiedziałeś, że w szkole nadal są moi znajomi. Oni są dalej w elicie?
– Tak. Nic się nie zmieniło.
 Świetnie, bo mam pewien pomysł.  Chłopak zmarszczył lekko czoło.  Czas zainterweniować w starym stylu, ale musisz mi w tym pomóc.
 Ja?
 Dokładnie ty. Nadasz się idealnie. Wchodzisz w to?
 To ma pomóc Michaelowi?
 Taką mam nadzieję. Więc jak będzie?  pociągnęłam, wyciągając w jego stronę dłoń.  Mogę na ciebie liczyć?
                  Przez chwilę spoglądał na mnie, a potem niepewnie podał mi rękę. Uścisnęłam ją lekko, posyłając mu uśmiech. Chłopak odpowiedział tym samym. Między nami zawiązał się pewien cichy pakt. Liczyłam tylko na to, że mój plan wypali i że będzie możliwy do zrealizowania.

                  Wróciłam do domu. Luke nadal był ze mną. Nie było nas nadzwyczaj długo, choć ja byłam pewna, że minęło znacznie więcej czasu. Zostawiłam blondyna na korytarzu, który chciał ponowić próbę porozmawiania ze swoim chłopakiem. Postanowiłem jednak sama najpierw udać się do brata. Dodatkowo liczyłam na to, że może Clifforda olśni i przestanie się czepiać Hemmingsa, który chciał dla niego jak najlepiej. Chciał go po prostu chronić  a przynajmniej ja tak to odbierałam.
                  Zanim jednak ruszyłam do królestwa Michaela, wzięłam z zamrażarki trochę lodu. Wrzuciłam kostki do worka, a potem owinęłam go ścierką. Mały prezent dla jego podbitego oka. Z takim okładem ruszyłam na spotkanie z bratem, mając nadzieję, że złość odrobinę mu przeszła.
                  Zapukałam do drzwi, ale nie czekałam na to, aż Michael się odezwie. Od razu otworzyłam je, wchodząc do środka. Chłopak odwrócił się, a potem spuścił głowę, jakby próbował ukryć to, co ma na twarzy. Bez słowa podeszłam bliżej, siadając obok. Wcisnęłam mu w dłoń przygotowany okład. Przyłożył go do opuchniętego oka, sycząc cicho pod nosem.
 Więc?
 Więc?  powtórzył za mną, a potem prychnął.  Dobrze wiem, że ty już wiesz, co się stało. Luke pewnie wszystko ci wypaplał.
 Nie był nazbyt wylewny, ale…
 Zmusiłaś go?
 Można tak to nazwać  rzuciłam, wzruszając ramionami.  Jake przyczepił się do ciebie pierwszy raz?
 Nie chcę o tym rozmawiać.
 Daj spokój, Mikey – pociągnęłam, łapiąc go za wolną dłoń.  To dlatego ostatnio chodziłeś do szkoły jeszcze z mniejszym entuzjazmem niż zazwyczaj?
 On głównie czepia się Luke'a  powiedział cicho, ponownie spuszczając wzrok. – Cholernie chciałbym, by się od niego odpieprzyli. Wiem, że nie powinienem był na niego naskakiwać, ale… Byłem wkurzony.
 On to wie. Luke to naprawdę dobry i wrażliwy chłopak. Powiedział to wszystko tylko dlatego, bo nie chce byś znów oberwał.
 A ja nie chcę, by dalej stanowił pożywkę dla tych pajaców. Dlaczego się go uczepili? Co jest złego w tym, że kocha osoby tej samej płci. Dlaczego padło na niego, Abbie?
 Pewnie gdybym pamiętała, to z pewnością umiałabym ci odpowiedzieć na te wszystkie pytania. Nie wiem… Teraz jedyne, co mogę powiedzieć, że ludzie to idioci. Pieprzeni hipokryci, widzący tylko czubek własnego nosa. Oczywiście nie wszyscy. Ale ja byłam jedną z takich osób i… Nigdy więcej nie chcę być taka, jak wtedy.
 Luke jest mocno na mnie wkurzony?
 On się o ciebie martwi. Tak samo, jak ja. Czemu wcześniej nic nie powiedziałeś?
 A zmieniłoby to cokolwiek?  Zacisnęłam usta, pozostawiając to bez odpowiedzi.  Powinienem go przeprosić.
– Jest tutaj.
 Tak?  zapytał, patrząc na mnie jednym okiem. Widziałam w nim iskierkę nadziei.  I naprawdę nie jest na ciebie zły. Był może odrobinę rozczarowany.
 To chyba jeszcze gorzej…
 Ej, pogadajcie, okej?
 Potrzymaj.
                  Zanim zdążyłam zareagować, wcisnął mi okład w ręce, a następnie szybko podniósł się z miejsca. Od razu ruszyłam za nim. Michael wyszedł na korytarz. Jego zielone oczy skupiły się na chłopaku, który siedział na schodach. Luke opierał się o ścianę, czekając na to, aż odbębnię pogadankę z młodszym bratem. Oparłam się o framugę, w ciszy obserwując to, co się działo.
                Michael podszedł bliżej i usiadł obok niego. Hemmings odwrócił się, uśmiechając się delikatnie. Przejechał dłonią po jego policzku, omijając obolałe i spuchnięte miejsce. Wstrzymałam oddech, odruchowo też zaciskając mocniej usta, kiedy czerwonowłosy pochylił się, składając krótki, ale czuły pocałunek na jego czole. Potem to samo zrobił z nosem, by na samym końcu musnąć jego wargi. Dostrzegłam, jak policzki blondyna zaróżowiły się.
 Przepraszam  powiedział cicho Michael.
                 Ta scenka była tak przyjemna i urocza, że aż sama się rozczuliłam. Nie chciałam jednak być niechcianym obserwatorem, więc oddałam okład bratu, poklepałam ich po plecach, a potem zniknęłam w swoim pokoju, dając im więcej prywatności. Cieszyłam się, że ich sprzeczka została tak szybko zażegnana. Dobrze, że braciszek sam szybko wyciągnął ze swojego zachowania odpowiednie wnioski i od razu ruszył do Hemmingsa, by się z nim pogodzić. Byłam z niego dumna. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal plan, który wymyśliłam w parku, był aktualny. Nie zamierzałam zostawić tej sprawy.

                   Zacisnęłam usta. Ze wszystkich sił starałam się nie wybuchnąć śmiechem, na widok miny matuli, która świdrowała zdenerwowanym wzrokiem mojego małego kochanego braciszka. Rodzice właśnie wrócili do domu, a Karen od razu zobaczyła podbite oko swojej najmłodszej latorośli. Zacmokała z niezadowoleniem pod nosem. Od samego początku uznała, że chłopak wdał się w głupią bójkę. Chyba Michael miał kłopoty. Niemniej jednak ta cała sytuacja mocno mnie bawiła. A raczej bawili mnie rodzice, bo nawet nie dali mu dojść do słowa, od razu tworząc własny scenariusz.
 Mamo  mruknęłam, przekręcając oczami.
 Nie, Abbie, nie wtrącaj się  rzuciła, machając na mnie palcem, jakbym miała pięć lat. Następnie znów skupiła się na Michaelu.  Czy tobie doszczętnie odbiło? Tak nie można!
 Ale mamo  spróbował, ale tym razem wtrącił się ojciec.
 Michael! Problemów nie rozwiązuje się za pomocą cholernych pięści! Co na to szkoła? Byłeś u dyrektora czy…
 To ja go uderzyłam  odparłam, podnosząc rękę i machając nią, by zwrócić na siebie ich uwagę.
                  Poskutkowało. Wszyscy odwrócili się w moją stronę, robiąc przy tym wielkie oczy. Nawet Michael, który wyglądał na najbardziej zaskoczonego. Uznałam, że wykreuję jakąś niegroźną pseudo historyjkę, byleby tylko rodzice przestali gadać. Nie wiedzieli, co się stało. Nie mieli pojęcia, o co poszło, a już wysunęli wnioski, które nijak miały się do tego, co wydarzyło się w rzeczywistości. Z drugiej strony obawiałam się tego, że Michael nie powie im prawdy. Luke nadal był u nas w domu i z pewnością wszystko słyszał. Wnioskowałam, że z uwagi na niego, braciszek nie puści pary z ust.
– Jak to?
                  Matula zdołała wydusić z siebie tylko tyle. Teraz tym bardziej miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, widząc zmieszanie i niedowierzanie, które wymalowało się na jej twarzy. Zagryzłam dolną wargę, a następnie spojrzałam na nią niewinnie, co jeszcze bardziej zbiło ją z tropu. Ojciec nie odrywał ode mnie wzroku, też niczego nie rozumiejąc. Uśmiechnęłam się przepraszająco do brata.
 Wygłupialiśmy się. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale… Przez przypadek przyłożyłam mu z łokcia. To było naprawdę mocne uderzenie. Nie chciałam zrobić mu krzywdy… Nie sądziłam, że zrobi mu się to  odparłam, wskazując na jego oko.
– Ale… Ale… Wy i te wasze dziecinne pomysły  warknęła matka.  Jak on teraz wygląda?
 Całkiem seksi. Taki bad boy…
 Abbie!  rzuciła Karen, przekręcając oczami.  Ja nie mam do was siły.
 Przeprosiłam, prawda, Michael?
 Tak… To po prostu był wypadek  pociągnął chłopak, kiwając szybko głową.
 Nie można was zostawić samych w domu – mruknął ojciec, siadając przy stole.
 Nie byliśmy sami. Był z nami Luke i… Tak wyszło – powiedziałam automatycznie, a potem znów zacisnęłam usta, bo po raz kolejny miałam ochotę zacząć się śmiać.  Wypadek i tyle.
 Jak ty teraz pokażesz się w szkole?  odezwała się ponownie mama.
 Normalnie. Nie ja pierwszy mam podbite oko  odparł Michael, wzruszając ramionami.
 Pomyślą, że cię bijemy w domu…
 Że siostra spuściła ci manto  przerwałam ojcu, a potem zakryłam buzię dłonią, widząc jego wkurzony wzrok.
– Nic się nie stało  odparł chłopak, zeskakując z krzesła.  To był wypadek.
 Wypadek  powtórzyłam za nim.
 Idźcie, bo po prostu przez was zwariuję  rzuciła mama, machając na nas ręką.
                    Nie musiała nam tego dwa razy powtarzać. Od razu ruszyliśmy w stronę korytarza. Podniosłam głowę, widząc na piętrze blondyna. Hemmings wychylał się przez barierkę, zapewne czekając na werdykt, czy jego chłopak będzie miał jednak kłopoty czy nie. Uśmiechną się lekko, kiedy wspięliśmy się na pierwsze stopnie.
 Dlaczego skłamałaś?  zapytał szeptem czerwonowłosy, łapiąc mnie jednocześnie za nadgarstek. Tym gestem zmusił mnie do tego, bym się zatrzymała.
 Daj spokój. Gdyby dowiedzieli się prawdy, mogłoby być jeszcze gorzej. Pewnie zaalarmowali by szkołę i… Ludzie mieliby kolejny powód do tego, by się do ciebie przyczepić. Ci, co kablują nauczycielom i rodzicom mają przekichane. Rodzice i szkoła to złe połączenie. Zresztą wiesz, o co mi chodzi.
 Wiem… I dziękuję.
 Od tego mnie masz  rzuciłam z uśmiechem.
                    Zdążyłam tylko to powiedzieć, a na holu rozległ się dźwięk dzwonka. Zerknęłam porozumiewawczo na brata, a ten westchnął ciężko pod nosem. Klepnęłam go w ramię, a on niechętnie ruszył w stronę drzwi. Od razu spojrzałam na Hemmingsa.
– Nie zapomnij o jutrze  powiedziałam cicho, tak by tylko on mógł mnie słyszeć.  Jesteśmy umówieni.
 Wiem, wiem.
 Calum?
                    Słysząc to imię od razu spojrzałam w stronę drzwi wejściowych. Chłopak stał na progu, przyglądając się uważnie Michaelowi. Widziałam, jak zmarszczył czoło, nie odrywając ciemnych oczu od lekko napuchniętego lima mojego brata. Na szczęście twarz Clifforda nie wyglądała, aż tak tragicznie, jak na początku. O ile opuchlizna w miarę dobrze znikała, to jednak zostanie mu dodatkowy fioletowy siniak po tym zajściu z parkingu. Mogło być dużo gorzej.
– Byliśmy na dzisiaj… Dobra… Pewnie umówiłeś się z Abbie  odparł czerwonowłosy, wpuszczając Hooda do środka.
 Co ci się stało?
 To długa historia.
 Świetnie. Czekam na szczegóły.
                  Szybko ściągnął buty, a następnie nie czekając na kumpla, ruszył w kierunku schodów. Przez chwilę nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Uśmiechnął się, a ja od razu to odwzajemniłam. Niestety nie byliśmy sami i tylko na to mogliśmy sobie pozwolić. Nadal pozostali nie wiedzieli o tym, co jest między nami. I tak… Pod tym względem wciąż byłam tchórzem.
                  Chłopaki minęli mnie i Luke'a, idąc do pokoju. Podniosłam wzrok, napotykając błękitne tęczówki blondyna. Zacisnęłam lekko usta. Hemmings jeszcze przez krótką chwilę przyglądał mi się z nieukrywaną ciekawością, jakby coś na szybko analizował, a następnie odwrócił się i poszedł za resztą.
 Abbie, chodź!  zawołał Michael.
 Już idę!

                    Byłam pewna, że spotkam się dziś z Calumem sam na sam. Chociaż mogłam wziąć pod uwagę to, że jak zjawi się u mnie, to raczej będzie to mało prawdopodobne z uwagi na Michaela i Luke'a. Wcześniej byłam przekonana, że ta dwójka będzie spędzała czas poza domem. Nie brałam jednak pod uwagę, że może dojść do tej całej nieciekawej sytuacji na parkingu, przez co znów musiałam bawić się w pseudo domowego psychologa, godząc dwójkę ludzi i łagodząc napiętą atmosferę. Z drugiej strony nie miałam nic przeciwko, bo w końcu miałam pewność, że robią coś dobrze. A przynajmniej tak mi się wydawało. Że w końcu do czegoś się przydaję. Że Michael w końcu może liczyć na swoją siostrę, o wiele bardziej niż przed wypadkiem.
                    Po opowiedzeniu całej historii Hoodowi, zabraliśmy się za oglądanie filmu  standardowo. Potem jednak Michael podłączył konsolę. Ja też wzięłam udział w rozgrywce. Nie pierwszy raz grałam w wyścigi samochodowe, choć tego nie pamiętałam. Z grami było tak samo, jak z resztą rzeczy, o których zapomniałam. Moje dłonie w jakiś sposób pamiętały układ klawiszy, ale mózg nie mógł przypomnieć sobie, co do czego służy. O dziwio z pomocą przyszedł mi Hemmings, pomagając w kilku pierwszych wyścigach, w których to mierzyłam się z Calumem. Zauważyłam, że pozostała dwójka z zadowoleniem nam się przyglądała, a najbardziej cieszył się Michael, który od dawna chciał tego, by między mną a jego paczką panowała zgoda. Byliśmy na dobrej ku temu drodze.
                    Wyszłam do ogrodu. Na dworze już od jakiegoś czasu było ciemno. Słyszałam za plecami cichy dźwięk włączonego telewizora. Rodzice oglądali coś w salonie. Drgnęłam, kiedy drzwi znów się otworzyły. Odwróciłam się, uśmiechając się do chłopaka.
 A gdzie…
 Luke i Michael zostali w pokoju  powiedział Calum, podchodząc bliżej.
                   Powoli objął mnie, muskając mój kark ustami. Szybki i przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Dotknęłam jego dłoni, która była przyjemnie ciepła. Uwielbiałam jego dotyk, w każdej postaci. Oparł brodę na moim ramieniu. Poczułam na policzku jego gorący oddech.
 Jak się wykręciłeś?
 Po prostu wyszedłem. Pochłonęła ich rozmowa na temat spotkania. Obstawiam, że planują kolejną randkę.
 Wspólnie planują?
 Wspólnie – powiedział ze śmiechem.  Taka parka zakochanych.
 Pasują do siebie.
 Nie zaprzeczę. My też mamy, co planować. Nadal chcesz ze mną jechać do Williamsburga?  zapytał, a ja odwróciłam się, tak by móc spojrzeć w jego ciemne oczy. Uśmiechnęłam się.
 Nic się pod tym względem nie zmieniło.
 Idealnie.
 Idealnie. Już nie mogę się doczekać.
 Wybierzemy jakiś odpowiedni termin. Spakujemy się i cały weekend będzie tylko nasz.
 Tym bardziej nie mogę się doczekać.
 Podoba mi się twój entuzjazm  powiedział z zadowolenie, muskając czubek mojego nosa.
                 Odruchowo rozejrzałam się, czy aby na pewno nikt nas nie widzi. Chłopak cicho westchnął, lekko spuszczając wzrok. Wiedziałam, o czym pomyślał. Zrobiło mi się głupio. Od dłuższego czasu obiecywałam mu to, że w końcu porozmawiam na nasz temat z Michaelem. Że powiem mu wszystko, co od dawna powinien wiedzieć. Ja jednak nadal nie potrafiłam się przełamać, czym raniłam nie tylko brata, ale przede wszystkim jego. Osobę, na której tak cholernie mi zależało.
 Przepraszam.
 Za co?  odparł, znów skupiając się na mnie.
 Za to, że ja… Że nadal to ukrywam.
– W porządku  powiedział, gładząc mój policzek. Pokręciłam głową.  Naprawdę.
 Nie, Cal. Tak nie powinno być. Ta cała sytuacja cię męczy. Ale… Wiem, że obiecuję ci to za każdym razem i… Naprawdę w końcu się przełamię i mu to powiem.
– Czego się boisz?
 Tego, że on mnie znienawidzi.
 Abbie, to Michael. Twój brat i przyjaciel w jednym.
 Właśnie  mruknęłam, odsuwając się od niego. Zagryzłam wargę.  Nie powinnam go okłamywać. Nie wiem, co robiłam przed wypadkiem i jak to dokładnie wyglądało, ale teraz nie powinnam go okłamywać.
 Spokojnie.
 Powinieneś na mnie nawrzeszczeć  jęknęłam, niezadowolonym tonem.  Albo się obrazić, a ja bym cię wciąż przepraszała.
 Nie zamierzam na ciebie krzyczeć.  Ponownie spojrzałam w jego ciemne tęczówki. Po prostu staram się to zrozumieć, choć czasami nie jest to proste. Nie chcę cię też naciskać. Potrzebujesz czasu i odpowiedniego momentu.
 Boję się tego, że wszystko zepsuję i…
 Będzie dobrze  powiedział, ponownie mnie obejmując.
                 Owinęłam ręce wokół niego, jeszcze mocniej wciskając się w jego ciało. Mogłabym z nim tak stać bez końca. Jego ramiona były idealnym miejscem dla mnie. Będąc z nim, czułam się bezpiecznie. Nie zamieniłabym tego uczucia, które było skierowane do niego, na nic innego. A ono z każdym dniem było coraz silniejsze. 


***
Między Abbie a Hemmo nawiązała się pewna cicha umowa. Może dzięki temu między nimi będzie jeszcze lepiej - choć i tak teraz nie jest źle. Na początku było znacznie gorzej :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Dziękuję również za otrzymane komentarze!

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF


6 komentarzy:

  1. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału żeby przekonać się co Abbie wymyśliła. A co do rozdziału to jak zawsze genialny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się spodobał :)

      Usuń
  2. Oj coś po twoim pierwszych opowiadaniach ludzie już tu nie wpadają. A szkoda! Masz wielki talent. Kocham czytać twoje opowiadania. To jest teraz moje ulubione!!! Nie mogłam się doczekać tego rozdziału!!!
    Pozdrawiam, Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam też, że dużo osób przeniosła się też na Wattpada. Cieszę się bardzo, że Ci się podoba :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Naprawdę świetny rozdział, czekam na moment w którym Abbie wyjawi swojemu bratu związek, który ukrywa. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :)

      Usuń