wtorek, 30 maja 2017

#16 I jak było?

                Plan. W głowie wciąż dokładnie studiowałam plan, który wymyśliłam, aby uwolnić brata od szkolnego prześladowcy. Wiedziałam, że posuwam się do niezbyt przyjemnej metody, ale dla Michaela byłam gotowa zrobić wszystko. Nawet wejść w rolę, od której tak bardzo chciałam się odciąć. Zrobić coś, co nie do końca mi się podobało. Nowa Abbie miała inne zasady, jakimi się kierowała. Teraz musiałam je nieco naruszyć.
                  Aby cały plan wypalił, potrzebowałam pomocy. Tą pomocą był właśnie Luke. Liczyłam na to, że nasza współpraca się uda i przyniesie założony skutek. Postanowiłam dodatkowo skorzystać z nadarzającej się okazji i upiec tak zwane dwie pieczenie na jednym ogniu. Nadszedł w końcu ten moment, by zminimalizować także zaczepki rzucane w stronę blondyna. Dać mu ochronę, którą powinien mieć od dawna. Czy to wyjdzie? Na to liczyłam. Z tego, co powiedział Hemmings, moi znajomi nadal byli w szkole i to na ich i mojej dawnej pozycji będzie opierać się cała akcja. Uznałam jednak, że o tej części planu, która dotyczy jego, nie będę mu mówić.
                   Michael nadal nic nie wiedział. Był nie świadomy tego, co chcemy zrobić. Gra będzie toczyć się za jego plecami i to, jak najbardziej mi odpowiadało. Przeczuwałam, że być może próbowałby nas od tego odciągnąć, gdyby tylko dowiedział się prawdy. A ja postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i spróbować.
                  Jak na złość Michael strasznie długo szykował się do szkoły. W końcu jednak wykorzystałam tę chwilę, gdy był po raz kolejny w łazience i wprowadziłam Luke'a do domu, ukrywając go w swoim pokoju. Zawsze to blondyn po niego przyjeżdżał, ale z tego, co zdążyłam się dowiedzieć, sprzedał mu małe kłamstwo, które usprawiedliwiać będzie jego nieobecność na pierwszych lekcjach.
 Na pewno nie będziesz mieć kłopotów?  zapytałam szeptem, kiedy Hemmings znalazł się w moim królestwie.
 Nie. Mam dobrą frekwencję, więc nikt się nie przyczepi do tego, że mnie nie będzie.
                  Zauważyłam, jak ukradkiem rozgląda się po pokoju. Być może był w nim po raz pierwszy. Na pewno był w środku pierwszy raz sam na sam ze mną. Przez chwilę jego błękitne oczy przyglądały się tablicy korkowej, która znajdowała się nad biurkiem. Potem przeniósł wzrok na łóżko, a następnie na dużego misia, który siedział w rogu.
 To co? Gotowy?
 Myślisz… Myślisz, że to się uda?
 Nie mam pojęcia, ale zaryzykuję  odpowiedziałam, pochodząc do szafy.  Potrzebuję jednak wskazówek, a ty jesteś ich najlepszym źródłem – dodałam z uśmiechem.
                  Chłopak kiwnął głową, podchodząc do mnie. Otworzyłam szafę, przeglądając pospiesznie rzeczy. Musiałam postawić na odpowiedni wygląd, by jeszcze bardziej przekonać pozostałe osoby do roli, jaką chciałam zagrać.
 Te buty będą odpowiednie.
 Żartujesz? Na pewno zgubię zęby, jak je założę  mruknęłam, krzywiąc się, kiedy Luke wskazał na mega wysokie szpilki. Jakim cudem wcześniej w nich chodziłam? Tego nie wiedziałam. Ale może będzie to tak, jak z innymi rzeczami, które wychodziły mi automatycznie.
 Dasz radę i…
                   Urwał, kiedy ktoś załomotał do drzwi. Raptownie odwróciliśmy się w ich stronę. Po chwili rozpoznałam głos osoby, która znajdowała się na korytarzu. Świetnie. Michael miał koszmarne wyczucie czasu. Zauważyłam, jak Luke zrobił się blady. Trzeba było szybko wykombinować, jakieś wyjście awaryjne, które nas nie zdradzi.
 Nie wchodź! Ubieram się!  krzyknęłam, doskakując do drzwi. Michael już je otwierał. Przycisnęłam się do nich, by zamknąć je z powrotem.
 Abbie?
 Czekaj, założę tylko koszulkę!
                   Luke gorączkowo rozejrzał się po pokoju, próbując znaleźć dobre miejsce na kryjówkę. Niewiele myśląc wskazałam mu otwartą szafę. Chłopak wytrzeszczył oczy, a potem lekko zmarszczył czoło. Ponagliłam go machnięciem ręki. Blondyn nie zastanawiał się zbyt długo, tylko wcisnął się do środka. Na szczęście mebel był dość szeroki i pojemny, choć i tak pewnie tkwienie tam nie będzie dla niego nazbyt komfortowe.
                  Odsunęłam się, otwierając jednocześnie drzwi. Michael wszedł do środka. Zmierzył mnie wzrokiem, a ja przez chwilę byłam pewna, że on już wie, że coś knuję za jego plecami. Po chwili jednak uśmiechnął się. Jak gdyby nigdy nic odpowiedziałam tym samym i podeszłam do szafy. Zamknęłam ją ostrożnie, a potem usiadłam na łóżku.
 Co cię do mnie sprowadza?
 Pomyślałem, że może jak wrócę ze szkoły, to gdzieś wyjdziemy. Tak wiesz… Całą paczką.
 Paczką? Ja nie mam paczki, Michael. Moja dawna paczka to grupa kretynów i…  Urwałam, kiedy przekręcił oczami.
 Sprecyzuję. Miałem na myśli chłopaków.
 Och… Okej. O ile nie będą mieć nic przeciwko temu.
 Na pewno nie.
 To się okaże  odpowiedziałam, starając się opanować nerwowe drganie nogi. Byłam zniecierpliwiona, ale musiałam zachować pozory.
 Tylko to chciałem wiedzieć. Idę, bo Calum na mnie czeka.
 Calum?
 Wczoraj wieczorem Luke'a rozbolał ząb, więc jedzie dzisiaj do dentysty.
 Kijowo.
 Nawet bardzo. To do później.
 Do później, braciszku.
                   Michael przybliżył się, a potem zmierzwił mi włosy na głowie. Skrzywiłam się, odpychając go jednocześnie. Chłopak wybuchł śmiechem, a następnie wyszedł z pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Nadal jednak nie ruszyłam się z miejsca, wsłuchując się w jego kroki na schodach. Otworzyłam szafę, dopiero gdy miałam pewność, że znalazł się na dole.
 Wizyta u dentysty?  odezwałam się, wypuszczając Hemmingsa.
 Tylko to przyszło mi do głowy  odpowiedział lekko zmieszany. Zaśmiałam się cicho i poklepałam go po plecach.
 Bierzmy się do roboty.

                   Spojrzałam w lustro, zaciskając usta. Przyjrzałam się sobie uważniej, dokładnie oglądając się z każdej strony. Byłam ubrana w obcisłą, kusą, czarną sukienkę na grubych ramiączkach, z głębokim dekoltem. Byłam pewna, że jak tylko lekko się schylę, to zaraz będzie widać mi bieliznę. Do tego dochodził mocniejszy makijaż. Na nogach miałam wysokie szpilki, na które nalegał Hemmings, a do tego dodałam kremową katanę, z podwiniętymi rękawami, aby nieco rozjaśnić cały ubiór i nie prezentować się tak, jakbym szła na imprezę. Choć tak właśnie się czułam. Z pewnością nie był to dobry strój do szkoły, ale tak kiedyś wyglądały moje stylizacje. Może nieco łagodniej, bo ta zdecydowanie była mocno podkoloryzowana. Zastanawiałam się też, czy nauczyciele nie czepiali się tego, jak wyglądam czy może olewali to, jak wiele innych rzeczy, które działy się w tej placówce? 
                   Zapięłam łańcuszek, a potem odwróciłam się w stronę blondyna, który siedział na łóżku. Luke przekrzywił głowę, oglądając mnie od góry do dołu. W końcu uniósł kciuk i uśmiechnął się. Zauważyłam, że robił to w moim towarzystwie zdecydowanie częściej.
 Czuję się, jak pajac.
 Wyglądasz… Wyglądasz…
 Może zostawmy to bez komentarza  poprosiłam, pochodząc do niego. Chłopak podniósł się z miejsca, podając mi torebkę.  Ale przejdzie?
 Tak. Wyglądasz, jak kiedyś. Zapamiętałaś wszystko, co ci powiedziałem?
 Tak. Naszym celem jest Jake Petch. Kamery w budynku nie łapią końców korytarza po prawej stronie, a w tamtych rejonach na szczęście znajduje się jego szafka.
 I?
 I?  odparłam, marszcząc nos.
 Postawa?
 A tak… Wyprostowana, głowa uniesiona, jakbym… jakbym…
 Jakbyś patrzyła na wszystkich z góry i tak masz też robić. Muszą odczuć to, że jesteś w hierarchii wyżej, niż reszta.
 To głupie.
 Tak właśnie to wygląda. Co dalej?
 Udawać, że wiem, kto jest kim. Kiedy odezwie się ktoś spoza elity, ignorować lub prychnąć pod nosem. Pewny siebie krok i takie też zachowanie, jakbym tam rządziła.
 Idealnie.
 Ja pieprze… To będzie tragedia.
 Dasz radę – powiedział z uśmiechem.  Chyba że wolisz się wycofać i… Może znajdziemy inne wyjście czy…
 Nie, nie, nie. Już postanowione. Odegramy ten cyrk.

                  Samochód Hemmingsa zatrzymał się na parkingu pełnym innych kolorowych aut, którymi poruszali się pozostali uczniowie. Na zewnątrz nie było nikogo, bo w tym momencie odbywały się lekcje. Do przerwy mieliśmy około piętnastu minut.
                 Popukałam palcem w czarną torebkę, czując zdenerwowanie. Choć byłam psychicznie gotowa na odegranie tej całej szopki, to jednak gdzieś z tyłu głowy paliła mi się lampka z wątpliwościami, że nikt tego nie kupi. Dodatkowo optymizmem nie napędzała mnie metoda, jaką wybrałam. Zastraszanie drugiej osoby raczej nie było, czymś pozytywnym. Jeśli jednak to miało pomóc chłopakom, to byłam gotowa to zrobić. Zaangażowałam się w plan i nie zamierzałam niczego zmieniać. Nie chciałam też tchórzyć. Z drugiej strony ten cały Jake też nie był milutki w stosunku do nich. Skoro był dupkiem, to trzeba było go pokonać sposobem adekwatnym do jego zachowania.
 Będę się trzymał od ciebie z daleka i…
 Nie.
 Co?  odparł zaskoczony Luke, robiąc wielkie oczy.
 Będziesz obok. Musisz mi podpowiadać.
 Ale… Ty wcześniej…
 Małe zmiany. Oczywiście, nasz kontakt zmniejszamy do minimum. Tak, jakbyśmy nadal się nie znosili.
 Och… W ten sposób. W porządku.
 Ta sukienka jest tragiczna  mruknęłam, próbując na siedząco ją obciągnąć.
 Mogę zadać ci jedno pytanie?
                  Kiedy to powiedział, odwróciłam się ponownie, by znów na niego spojrzeć. Jego głos był niepewny, znacznie cichszy niż wcześniej. Luke przełknął nerwowo ślinę, ale nie urwał kontaktu wzrokowego. Zagryzł lekko wargę.
 Jasne.
 Nie chcę wtykać nosa w nie swoje sprawy, naprawdę. Jeśli nie będziesz miała ochoty odpowiadać to…
 Po prostu to powiedz  przerwałam mu z uśmiechem.
– Czy ty i Calum to coś poważnego?  Uniosłam z zaskoczeniem brwi.  Ja… Przepraszam. Nie powinienem i… Przepraszam.
 Wyluzuj, słodziaku  rzuciłam, nadal nie porzucając uśmiechu. Miał on też zamaskować to, jak się przez jego słowa zestresowałam.  Przyjaźnisz się z nim i pewnie się zastanawiasz, co ten kretyn widzi w takiej zołzie i suce, jak ja. To normalne.
 Nie jesteś suką.
 Ale kiedyś byłam.
 Ale już nią nie jesteś. Ja po prostu… Widziałem to, jak na siebie reagujecie. Chyba tak to mogę określić.
 Reagujemy?
 Jakby wasza więź przekraczała granicę zwykłego kumpelstwa.
 Jesteś ciekawski, Hemmings.
 Przepraszam  powiedział szybko, spuszczając wzrok.
 Przestań, tylko się droczę  rzuciłam, lekko pukając go w ramię. Blondyn znów na mnie spojrzał. Wzięłam głębszy wdech.  Naprawdę go lubię. Przy Calumie czuję się dobrze. Normalnie. Akceptuje mnie taką, jaką jestem i… Tak bardzo różni się od moich starych znajomych. Spędzanie z nim czasu jest naprawdę przyjemne – powiedziałam, ostrożnie dobierając słowa.  No i Calum to niezłe ciacho.  Luke parsknął cichym śmiechem.  Nie da się zaprzeczyć.
 Jest przystojny.
 Jak każdy kumpel mojego brata.  Policzki chłopaka zaróżowiły się.  Oj, przestań. Więcej wiary w siebie. Wcale się nie dziwię, czemu Michael na ciebie poleciał.
 Co?
 Jesteś uroczy. Dodatkowo masz cechy chłopaka idealnego: jesteś inteligentny, dobry, miły, grzeczny, ułożony, opiekuńczy, troskliwy i czuły. Wywołujesz u niego uśmiech. Masz też do niego dużo cierpliwości.  Luke zawstydził się jeszcze bardziej, co zdradziły mocniejsze wypieki na jego twarzy.  To tylko moje wnioski z obserwacji.
 Czy to… Czy to miało być też w formie zmiany tematu, by nie skupiać się na Calumie?
 Też  rzuciłam ze śmiechem, a on również cicho się zaśmiał.  Ale powiedziałam prawdę  dodałam, a potem spojrzałam na budynek.  Działamy? Zaraz zacznie się przerwa.
                    Luke pokiwał głową. Odwróciłam się, by złapać za klamkę i otworzyć w końcu drzwi od samochodu. Jak chciałam to zrobić, ale podniosłam wzrok, a następnie wrzasnęłam i odskoczyłam od szyby. Oczywiście moja reakcja sprawiła, że wystraszyłam przy okazji Hemmingsa.
 Kurwa  rzuciłam, czując, jak moje serce przyspieszyło.
 Co wy tu robicie?  zapytał Ashton, nachylając się. Jego głos stłumiony był przez szybę.
                  Ja i Luke wymieniliśmy spojrzenia. Przekręciłam oczami i machnęłam na Irwina i Hooda, którzy stali po mojej stronie drzwi. Skoro i tak się tu pojawili, to trzeba było ich wciągnąć do naszego planu. Po chwili chłopaki wepchnęli się na tylne siedzenie.
 Co jest?  odezwał się Calum, mierząc mnie wzrokiem. Potem spojrzał z uniesionymi brwiami na blondyna.
 W sumie też się przydacie  powiedziałam, bo nagle mnie olśniło. Zapomnieliśmy o małym szczególe w naszym planie.  Musimy trzymać Michaela z daleka od drugiego piętra. Zajmiecie się tym.
 Nic z tego nie rozumiem  mruknął Ash, marszcząc nos.
                 Wzięłam głębszy wdech, a potem streściłam im całą akcję, jaką planowaliśmy. Mimo całej tej sytuacji zauważyłam, jak Calum cicho zachichotał pod nosem, kiedy wyszło na to, że ja i Hemmings zawiązaliśmy pakt. Ja z osobą, która chyba dalej jeszcze nieco się mnie bała. Trochę paradoks, ale też dobra droga na polepszenie naszej relacji. Kolejny plus do tego, by działać.
                 Po szybkim streszczeniu planu, uzgodniliśmy jeszcze kilka dodatkowych kwestii. Chłopaki weszli w nasz układ i zgodzili się pomóc. Okazało się, że nauczyciel fizyki szybciej skończył dzisiejszą lekcję, więc powinni zdążyć dotrzeć do sali informatycznej, gdzie zajęcia miał Michael. Mieli go za wszelką cenę odciągnąć od chęci zejścia na drugie piętro, na którym wszystko się rozegra.
                 Wysiedliśmy z samochodu. Ash i Calum od razu ruszyli pędem do budynku, by zacząć swoją cześć tajnej misji. Niedługo po nich w kierunku szkoły poszedł Luke. Miałam go złapać na korytarzu, tuż przy schodach, by nasze spotkanie wyglądało na całkiem przypadkowe. Odczekałam chwilę, aż blondyn zniknie za drzwiami, a potem sama skierowałam się w ich stronę.
                   Pamiętając o wskazówkach, które dał mi Hemmings, przybrałam na twarz maskę. Miałam wyglądać na wredną sukę. Miałam znów stać się Żmiją. I chyba moja gra była dość przekonywująca, bo jak tylko znalazłam się w środku od razu zwróciłam na siebie uwagę. Pojawiły się ciche komentarze, że ponownie zagościłam w szkole. Wielu uczniów dodało szybko jeden do jednego, niemalże natychmiast odgadując, co jest przyczyną tej wizyty. Kilkukrotnie doszły do mnie głosy, że tym razem Jake ma przejebane po całości. No cóż…
                    Nie pamiętałam, jak dokładnie wygląda sytuacja Luke'a w szkole. Wystarczyło jednak tylko jedno spojrzenie w jego stronę, by zobaczyć, że chłopak naprawdę nie ma tu łatwego życia. I za to mogłam sobie także pogratulować, bo prowodyrem i zapalnikiem do czepiania się go, była moja dawna paczka i ja we własnej osobie.
                    Blondyn stał ze spuszczoną głową przy schodach, próbując zignorować komentarze rzucane w jego kierunku. Dwóch chłopaków stało obok, co jakiś czas go szturchając, jakby znaleźli sobie znakomitą zabawę na czas przerwy. Nie powiem, ale szybko go dorwali. W końcu Hemmings, dopiero co wszedł na teren placówki. Ich śmiechy rozchodziły się po holu, co jeszcze bardziej mnie irytowało.
                    Ruszyłam w ich stronę, a stukot moich obcasów odbijał się od ścian. Pozostali uczniowie schodzili mi z drogi, jakbym zbyt bliskim kontaktem mogła wyrządzić im krzywdę. Świetnie. Moja dawna pozycja była budowana na strachu i nazbyt wygórowanej pewności siebie. Dodatkowo daliśmy im odczuć to, że jesteśmy lepsi od nich, co wcale nie było prawdą.
                    Widziałam, jak błękitne tęczówki chłopaka się rozszerzają, kiedy znalazłam się bliżej niego. To wystarczyło, by jego prześladowcy odwrócili się. Wykorzystałam okazję, że skupili się na mnie. Zanim jeden z nich zdążył zareagować, zacisnęłam palce na jego koszulce. Chłopak był ode mnie nieco wyższy, ale i tak w tym momencie nad nim górowałam. Jego mina zdradzała to, że bardzo dobrze wie, z kim ma do czynienia.
 Odpieprz się od niego  warknęłam, świdrując go wściekłym spojrzeniem.
 Jasne, jasne, nic nie robiłem  wydukał, a ja zauważyłam, jak jego odważny kumpel zmienił się w tchórza i zarządził ewakuację, uciekając.
 Nic nie zrobiłeś?
 Przepraszam.
 Jego przeproś.
 Przepraszam, stary  odparł, spoglądając na blondyna, który sam wyglądał na wystraszonego. Dodatkowo znów zrobił się blady, jak ściana.
 Idealnie. Hemmings, ty idziesz ze mną, a ty  ponownie skupiłam się na nieznajomym  spieprzaj.
                   Pokiwał tylko głową, zabrał plecak, który leżał przy jego stopie, a potem pospiesznie odszedł w stronę drugiego końca korytarza. Oczywiście pozostali uczniowie, którzy byli świadkami tego małego zajścia, odsunęli się, by zrobić mu przejście. Nie odrywali też od nas wzroku. Dodatkowo ucichły wszelkiego rodzaju komentarze, jakby ich głosy mogły mnie sprowokować do tego, by przyczepić się także i do nich.
 Idziemy, Hemmings, nie mam całego dnia  warknęłam, wskazując mu schody.
                    Luke pokiwał głową, a potem wszedł na pierwsze stopnie. Ruszyłam za nim. Wypuściłam cicho powietrze z ust, a potem zerknęłam na idącego obok chłopaka. Widziałam, jak co jakiś czas zagryza dolną wargę, jakby i on mocno się denerwował.
 I jak było?  wyszeptałam tak, by tylko on mógł mnie usłyszeć.
 Aż sam… Sam się ciebie przestraszyłem. To kumple Jake’a.
 Za ostro?
 Nie  odparł, kręcąc głową.  Ale miałem już wizję tego, jak znów robię za wielkie pośmiewisko i… No, mniejsza ze mną. Tu chodzi o Michaela.
                 Nie skomentowałam tego w żaden sposób. Hemmings nadal był pewny, że cała akcja tyczy się tylko i wyłącznie mojego brata. Jednak ja dodatkowo chciałam też poprawić i jego życie w tej szkole. O ile to wyjdzie. Skoro już tu byłam, to postanowiłam spróbować.
                 Szczęście musiało nam dzisiaj dopisywać, bo jak tylko weszliśmy na drugie piętro, dostrzegłam swój cel. Jake właśnie podchodził do szafki, by pewnie zabrać stamtąd rzeczy potrzebne mu do kolejnej lekcji. Luke wcześniej pokazał mi go na Facebooku, więc nie miałam problemów z rozpoznaniem odpowiedniej osoby. Był wyższy ode mnie, z krótkimi, ciemnymi włosami i zielonymi oczami. Miał szeroki nos, a pod nim zadowolony z siebie uśmieszek. Był dość chudy, a czarna bluza z kapturem odrobinę na nim wisiała.
 Tam  zaczął cicho Hemmings, wskazując ukradkiem stojącą kawałek dalej grupkę uczniów w identycznych sportowych strojach  to szkolna elita. Ten największy to Carl. On teraz przewodzi.
 Brat Colina  dodałam cicho, a blondyn pokiwał głową.
                   Mimo tego, że na imprezie u Colina nie bawiłam się nad wyraz dobrze, to i tak pozostałam z nim w stałym kontakcie. Chłopak naprawdę był w porządku. Od czasu do czasu wymienialiśmy ze sobą wiadomości. Nie widywaliśmy się jednak, bo kumpel wrócił do Palm Coast, by kontynuować studia. Liczyłam na to, że ta znajomość przyda się, by urobić jego o rok młodszego braciszka, który teraz królował na szkolnych korytarzach. On i jego drużyna piłkarska.
 Dobra, zaczynamy. Trzymaj się na dystans. Zostaniesz przy szafkach, jak do nich pójdę  powiedziałam, a Luke pokiwał głową.
                  Wyprostowałam się, a następnie ruszyłam pewnym siebie krokiem w kierunku chłopaka. Pozostali uczniowie, którzy znajdowali się na korytarzu, szybko zainteresowali się moją osobą. Nawet elita zaciekawiła się tym, co zaraz będzie się dziać. Oni doskonale wiedzieli, z jakiego powodu tu jestem. Szczególnie że znali Michaela i wiedzieli kogo jest bratem. Wczoraj młodszy Clifford oberwał, co napędziło machinę zdarzeń.
                  Jake miał dość słaby refleks. Dopiero po chwili zorientował się, że wokół niego zrobiło się znacznie ciszej niż było wcześniej. Widziałam, jak zmarszczył czoło, gdy doszedł do niego szybki stukot obcasów. Odwrócił się w tym samym momencie, w którym ja zatrzymałam się naprzeciwko niego. Takim oto sposobem znalazłam się z nim twarzą w twarz. Pobladł i przełknął ze strachem ślinę, gdy popchnęłam go na szafki. Odbił się od nich, wstrzymując powietrze.
 Cóż za miłe spotkanie, Petch  rzuciłam, łapiąc go za przedramię.  Chyba mamy do pogadania.
 Ja…
 Powiedz tylko, że nic nie zrobiłeś, a wykastruję cię na środku korytarza  warknęłam, mrużąc oczy.
 Doigrał się. Mógł nie ruszać brata Żmii  doszedł do mnie cichy, damski głos.
 Ja… Naprawdę… To było nieporozumienie.
 Zamknij jadaczkę, kutasie. Nie pogrążaj się jeszcze bardziej. Doskonale wiem, co się stało. Dobrze wiem, o co dokładnie się przyczepiłeś.
 Wygadał się ten du…
 Nazwij mojego brata dupkiem, a naprawdę urwę ci jaja. O ile je znajdę, bo chyba nie masz tam zbyt dużego sprzętu  rzuciłam, przyciskając kolano do jego krocza. Chłopak zacisnął powieki i usta, kiedy naparłam na niego mocniej.  A teraz posłuchaj mnie uważnie, mały skurwielu. Michael nie powiedział mi nic. Ani on, ani żaden z jego kumpli. Może nie chodzę już do tej szkoły, ale nadal dobrze wiem, co się tu dzieje. Mam oczy i uszy wszędzie.
                   Niewiele myśląc złapałam go za jego interes, zaciskając mocniej palce w tym miejscu. Chłopak jęknął pod nosem, a jego twarz przybrała barwę soczystego pomidora. Ludzie za moimi plecami zachichotali. Tym gestem dodatkowo go poniżyłam i mimo tego, że normalnie nie byłabym z tego powodu dumna, to teraz miałam to gdzieś. On i jego kolesie robili dokładnie to samo w stosunku do innych.
 Czy na tym etapie się rozumiemy?  Pokiwał pospiesznie głową. – Co powiedziałeś, bo nie słyszałam?
– T-tak.
– To teraz ciąg dalszy. Zbliż się do mojego brata raz jeszcze, a przysięgam ci, że urwę ci jaja, a potem wepchnę ci je do gardła. Czy to też jest jasne?
 Tak.
 Świetnie. Idźmy dalej. Ty i twoi kolesie macie odpieprzyć się od niego, a także od Hemmingsa. Zero zaczepek, zero spojrzeń, oni mają dla was nie istnieć, rozumiemy się?
 T-tak.
 Powtórz  powiedziałam, zaciskając po raz kolejny palce na jego kroczu.
 Twój brat i Hemmings nie istnieją.
– Głośniej.
 Twój brat i Hemmings nie istnieją!
– Świetnie. Jak tylko dowiem się, że rzuciłeś jakąkolwiek kąśliwą uwagę w ich stronę, to znów się spotkamy. Ale wtedy nie będzie już tak przyjemnie.
 Jasne, jasne… Przepraszam.
 Zjeżdżaj stąd, kretynie  rzuciłam, a potem na odchodnym trzepnęłam go otwartą dłonią w czoło.
                Chłopak skulił się. Miałam wrażenie, że wcisnął się w szafkę jeszcze bardziej, jakby to miło ochronić go przed moją osobą. Odwróciłam się, a następnie ruszyłam w kierunku elity. Uczniowie, którzy obserwowali tę scenę rozeszli się, by zrobić mi przejście.
 No, no… Żmija wkroczyła na swoje dawne terytorium  powiedział Carl z uśmiechem. Rozłożył ramiona. Przez chwilę nie wiedziałam, co powinnam zrobić, ale w ostateczności podeszłam do niego, by szybko go objąć.
 Dobrze was widzieć  odpowiedziałam, spoglądając na nich.  Wow… Przestańcie już rosnąć. 
 Treningi robią swoje  odezwał się jeden z nich, klepiąc się po klatce piersiowej.
 To małe gówno wczoraj…
– Tak, wiem. Dzięki za to, że zareagowaliście. Gdyby nie wy, Michael oberwałby mocniej.
 Widziałem dzisiaj jego limo  pociągnął Carl.  Mieliśmy sami dorwać tego kutasa, ale byłaś pierwsza. Wcześniej przyczepił się do brata Victora.
 Będę wdzięczna, jeśli będziecie mieć na mojego brata oko. I na Hemmingsa również.
– Hemmingsa?
 On też wchodzi pod ochronę.
 Uuu… Zmiana koncepcji? – zaśmiał się Carl. Wzruszyłam ramionami.  W porządku. Hemmings też staje się nietykalny. Z tego co wiem, on i twój brat to…
 Tak, dlatego dobrze by było, gdyby ludzie się od niego odpieprzyli.
 I odpieprzą się. Po tym przedstawieniu to… Lubię ostre babki. Ale masz, jak w banku, Abbie, przypilnujemy ich.
 Dzięki, wiedziałam, że na was można liczyć.
 Jak zawsze. Polecamy się w razie kłopotów.
 Cudownie  rzuciłam, a potem klepnęłam go w pośladek, na co zareagował głośnym śmiechem.  Powodzenia w szkolnych rozgrywkach. Mam nadzieję, że puchar zostanie u nas.
 Oczywiście, że tak. Rozniesiemy tych sukinsynów.
 Bosko. Do zobaczenia, panowie.
– Trzymaj się, Abbie!  zawołał Carl, gdy się odwróciłam.
                     Ludzie w dalszym ciągu nie spuszczali ze mnie wzroku. Czułam się trochę, jak okaz w zoo. Pozostałam jednak niewzruszona. Z podniesioną głową ruszyłam w stronę blondyna, który niepewnie przyglądał się temu, co działo się na korytarzu. Złapałam go demonstracyjnie za ramię, a następnie pociągnęłam w kierunku schodów. Jak tylko znaleźliśmy się na półpiętrze i nikt nie mógł nas zobaczyć, wypuściłam ciężko powietrze z ust.
 Przepraszam, nie chciałam tego zrobić tak mocno  powiedziałam cicho.
 Jest okej.
 Myślisz, że przeszło?
 Daj mi chwilę, bo… Normalnie się teraz ciebie boję.  Zaśmiałam się.  Nie sądziłem, że… Zrobisz to w ten sposób.
 Improwizowałam.
 Dziękuję.
 Za co?  Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
 Przecież wszystko słyszałem. Wciągnęłaś mnie w to.
 Uznałam, że warto załatwić dwie sprawy jednocześnie. Mam nadzieję, że teraz dadzą ci w tej budzie żyć. Jak nie, masz od razu mi o tym powiedzieć. Carl jest po mojej stronie.
 Dziękuję.
 Dzisiaj najprawdopodobniej spotkamy się znowu, więc kupisz mi za to lody. Będziemy kwita  odparłam, starając się nadal udawać poważną, ale zdradziecki uśmieszek pojawił się na moich ustach. Hemmings zaśmiał się cicho. Najwidoczniej ochłonął po tym małym spektaklu, jaki się odbył.  A teraz chcę już wrócić do domu i pozbyć się tej przeklętej kiecki i butów. Są masakryczne.
 Odwiozę cię.
 Powinieneś zostać i iść na lekcje.
 Jak przepadnie mi sztuka to nic się nie stanie. Zdążę wrócić na kolejne zajęcia.
 Okej, najwyżej podrobię podpis twojej matki i usprawiedliwię ci nieobecności.
 Nie będzie to konieczne.
 Idźmy stąd. Zaraz znów zaczną się na nas gapić.

                  Przerzuciłam stronę kolorowej gazety, którą od jakiegoś czasu czytałam. W tle grał włączony telewizor, który ustawiony był na jednym z kanałów muzycznych. Upiłam łyk kawy, korzystając z ciszy i spokoju w domu. Byłam sama.
                 Nagle podskoczyłam, kiedy drzwi wejściowe trzasnęły o framugę. Odłożyłam kubek, a następnie usiadłam prosto na kanapie. Odwróciłam się w stronę wejścia. Przed moimi oczami stanął Michael. Rzucił plecak tuż obok szafki, a następnie skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Zielone oczy utkwione było w moich.
 Co jest?
 Dlaczego mi nie powiedziałaś?
 O czym?
 Daj spokój, cała szkoła huczy o twojej nagłej wizycie.
 A o tym  odparłam, machając ręką. – Nic takiego.
– Nic takiego? Co prawda nie wyszedłem na kapusia, ale… Abbie, nie powinnaś się wtrącać i…
 Powinnam  rzuciłam, podnosząc się. Oparłam się łokciami o oparcie, by lepiej go widzieć.  Powinnam zrobić to już dawno.
 Myślałaś, że się nie dowiem?
 Czy wyglądam na kretynkę? Oczywiście, że to by w końcu do ciebie doszło. Chodziło mi o to, byś nie dowiedział się przed.
 Abbie?
 Mikey?
 I co ja mam z tobą zrobić?
 Powiedzieć, że masz zajebistą siostrę, która jest najlepsza na świecie.
 Jesteś najlepszą, zajebistą siostrą.
 To zajebiście  rzuciłam, a potem padłam na kanapę.  Obiad masz w kuchni.
 Jak zjem to wychodzimy.
 Wychodzimy?
 Chodź z nami.
 Okej.
 Co?
 Okej, pójdę.
 Byłem pewny, że będę cię musiał dłużej namawiać .

                    Znajdowaliśmy się w jednej z cukierni, która mieściła się tuż przy parku. Postanowiliśmy iść na kawę, a potem połazić po mieście. Choć widać zapał chłopaków, byłam pewna, że zostaniemy tu do końca i na tym nasze chodzenie się skończy.
 Dla ciebie.
 Luke, ja żartowałam z tymi lodami  powiedziałam, robiąc wielkie oczy.
                  Blondyn postawił przede mną pękatą miskę z lodami, bitą śmietaną, czekoladową posypką i owocami. Zaśmiał się cicho, wzruszając ramionami. Potem zajął miejsce przy stole, stawiając przed sobą talerz z ciastem. Odwrócił się w stronę drzwi, z których właśnie wyłonił się Michael w towarzystwie Ashtona. Obaj nieśli długie szklanki z kolejną kawą.
 A co to za tajne umowy?  odparł cicho Calum.
 Zawiązał się między nami pakt  powiedziałam ze śmiechem, łapiąc za długą łyżeczkę.
 Pakt?
 Zazdrosny?  zapytałam, zerkając na niego.
 Na szczęście Hemmings to chłopak twojego brata, więc mogę spać spokojnie.
 A gdyby nie był?
 Jest gejem.
 A gdyby nie był?
 Wtedy byłbym zazdrosny  odpowiedział, kładąc dłoń na moim udzie.
                   Zabrał rękę w momencie, gdy do stolika dosiedli się pozostali. Zauważyłam, że Luke znów zerknął na nas z ciekawością. Uśmiechnął się jednak pod nosem,  potem zajął się swoim deserem. Michael podał Calumowi szklankę z kawą, a następnie zajął miejsce obok blondyna.
 Więc to było dla ciebie  odezwał się Clifford, wskazując na lody.  Z jakiej okazji?
 Mają pakt  powiedział Calum ze śmiechem. – Tajny.
 Ściśle tajne przez poufne  dodałam, a Hemmings zaśmiał się.
 Powinniśmy się bać? Będziecie próbować zdobyć władzę nad światem czy jak?  rzucił rozbawiony Ash.
 Tak. Najpierw nasze miasto, potem reszta  odpowiedziałam, udając pełną powagę.
 Może potrzebujesz sekretarki? Dobra posada przyda się na starcie w dorosłe życie  pociągnął Irwin.
 Złóż podanie, a rozpatrzę twoją kandydaturę.
 Co myślcie o tym, by iść do kina?  zaproponował Michael.  Za godzinę grają drugą część Strażników Galaktyki.
 Pasuje – powiedzieli szybko.
 Mi też  rzuciłam, zabierając się za jedzenie.
                 A nie mówiłam, że raczej ze spaceru po mieście nic nie wyjdzie. Co prawda zmieni się nam tylko lokalizacja, ale najwidoczniej chłopaki nie mają dzisiaj ochoty na łażenie po ulicach Jacksonville. Nie protestowałam, tylko poparłam pomysł brata. W końcu i tak byłam w mniejszości, więc pewnie zostałabym przegłosowana. Z drugiej strony miałam gdzieś to, co dokładnie będziemy robić. Cieszyłam się z tego, że przebywam w ich towarzystwie będąc w pełni akceptowaną. A to było naprawdę fantastyczne uczucie i widoczny postęp. Szczególnie że naprawdę ich lubiłam. 


***
I mamy Abbie aka Żmija wersja powypadkowa XD
W tym rozdziale jest więcej Hemmo, ale spokojnie, wrócimy z powrotem do Caluma :) Zresztą, to on najbardziej się nadawał na pomoc dla Abbie - mają pakt. Można też śmiało uznać, że między tą dwójką zapanował spokój :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję również za otrzymane komentarze!

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

8 komentarzy:

  1. Ta akcja była genialna. Rozdział jak zawsze genialny. Luke i Abbie w końcu się do gadali i o to chodziło. Teraz tylko czekać jak Abbie i Calum się ujawnią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się spodobało :)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Mega mi się ten rozdział podobał. I ta akcja z Abbie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało :)

      Usuń
    2. Piszesz najlepsze opowiadania ze wszystkich jakie znam. Jesteś wybitnie uzdolniona i tylko czekam aż oznajmisz, że dostałaś propozycję wydania książki. Dziękuję za ten super rozdział i czekam z niecierpliwością na kolejny :)
      Pozdrawiam Magda :)

      Usuń
    3. Dziękuję za tak cholernie miłe i mega przyjemne słowa - które dodatkowo są także dobrą motywacją do dalszego pisania. Cieszę się, że moje ff tak Ci się spodobały.
      Dziękuję również za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Hejka :-) Kurcze,uwielbiam twoje opowiadania :-) dowiedziałam się o nich od mojej przyjaciółki i jestem nim zachwycona :-) Są naprawdę genialne :-) Narazie czytał tylko Pod jednym dachem,Pokochać ciszę i Dwa plus Jeden, ale są mega słodkie i takie mega fajne :-) Uwielbiam sposób w jaki piszesz :-) dzięki tym opowiadaniom nieraz się śmieje, a ludzie obok się dziwią :-P tak to jest jak wraca się autobusem z uczelni i śmieje do telefonu :-D W każdym.razie czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :-) mam nadzieje,ze będzie juz nie długo :-) Ta historia skradła moje serce :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo się cieszę, że moje historie tak Ci się spodobały i że wywołały u Ciebie uśmiech :) Cieszę się również, że przypasował Ci styl, w jakim są pisane.
      Dziękuję za komentarz i tak miłe słowa. Pozdrawiam!

      Usuń