poniedziałek, 10 lipca 2017

#18 To moja dziewczyna

              Rozchyliłam powoli powieki. Obraz przed oczami był zamazany. Dopiero po chwili wzrok na nowo przyzwyczaił się do jasności, jaka panowała w pokoju. Ciepłe promienie słońca wdzierały się przez okno, oświetlając pomieszczenie.
              Poruszyłam się, czując na pasie czyjąś rękę. Wtedy przypomniałam sobie, że wcale nie jestem tu sama. Uśmiechnęłam się, a potem powoli i delikatnie przekręciłam się na plecy. Spojrzałam na śpiącego chłopaka. Twarz Caluma była spokojna, a jego oddech równy i miarowy. Ciemne włosy sterczały mu na wszystkie strony. Obejmował mnie dalej, jakbyśmy przez całą noc nie zmieniali pozycji. Przez moment nie odrywałam od niego wzroku, ciesząc oko tym uroczym widokiem.
              Wzięłam głęboki wdech, wspominając wczorajszy dzień. Na daną chwilę wszystko układało się wręcz znakomicie. Michael dowiedział się prawdy i w jakiś sposób ją zaakceptował. Nie było wielkiego dramatu, jaki przewidywałam. Nikt nikogo nie znienawidził, a tego obawiałam się najbardziej. Przez to jeszcze bardziej nie mogłam zrozumieć samej siebie. Nie mogłam pojąć, dlaczego tak cholernie bałam się tej rozmowy. Choć była ona dość emocjonalna, to jednak nie zakończyła się katastrofą. A to naprawdę mnie cieszyło. Ja i Calum oficjalnie mogliśmy być razem. Bez wielkiej tajemnicy i ukrywania czegokolwiek.
              Złapałam za komórkę, którą zostawiłam na szafce tuż przy łóżku. Nacisnęłam odpowiedni guzik, by sprawdzić godzinę. Było kilka minut po dziewiątej. Nie chciałam budzić chłopaka. Nie chciałam też wstawać z łóżka, a tkwić dalej tuż obok niego. Wiedziałam jednak, że długo nie wytrzymam w tej pozycji i zaraz zacznę się kręcić, a to mogłoby skutkować przerwaniem snu Caluma. Powoli wysunęłam się spod jego ręki, starając się to robić jak najdelikatniej. Odkryłam kołdrę, a potem cicho wstałam z materaca, próbując nie robić żadnych gwałtownych ruchów. Chłopak poruszył się tylko raz, ale na szczęście spał dalej. Przycisnął się bardziej do poduszki, przysuwając dłoń do policzka. Uśmiechnęłam się po raz kolejny, a potem na palcach wyszłam z pokoju.
               Kiedy znalazłam się na korytarzu, usłyszałam kroki, które dochodziły z dołu. Ktoś ewidentnie kręcił się po kuchni. Wiedziałam, że Michael lubi sobie pospać, więc obstawiałam Hemmingsa. I wcale się nie pomyliłam. Jak tylko zeszłam na dół, a potem zatrzymałam się w przejściu, dostrzegłam blond czuprynę wystającą zza drzwi lodówki. Luke wyjął mleko, a następnie zamknął drzwi. Ustawił karton obok czerwonej miski. Złapał za kolorowy kubek, a ja wyczułam delikatny aromat kawy.
 Cześć.
 O cholera  wydusił, nerwowo podskakując.
 Przepraszam, nie chciałam cię wystraszyć  powiedziałam, wchodząc do środka.
                Luke odstawił pospiesznie kubek, a potem odwrócił się w stronę blatu. Widziałam na jego nosie i brodzie niewielkie krople kawy. Złapał za ręcznik papierowy, odrywając jego kawałek. Następnie wytarł twarz. Na szczęście jego koszulka nie ucierpiała w tym starciu.
 Ja… Nie byłem chyba za głośno?  zapytał, bacznie mnie obserwując. Może myślał, że zaraz na niego nakrzyczę za to, że zaglądał do nie swojej lodówki?
 Wyluzuj, Luke  powiedziałam ze śmiechem, podchodząc bliżej.  Sama się obudziłam. Chyba przestałam być osobą, która długo śpi. – Zerknęłam na przygotowaną przez niego miskę.  Śniadanie?  Pokiwał głową.  Płatki miodowe czy czekoladowe? pociągnęłam, otwierając szafkę. Wyjęłam z niej miskę.
 Czekoladowe.
 To ja też  odpowiedziałam, przechodząc do następnej szafki. Wyciągnęłam z niej paczkę płatków. Podałam mu ją.  I do tego kawa i będzie idealny poranny zestaw.
                Włączyłam czajnik, by nastawić wodę. Luke zajął się przygotowywaniem tego prostego śniadania. Ukradkiem śledziłam jego ruchy. Nie chciałam się w niego natarczywie gapić, szczególnie że blondyn potrafił się w moim towarzystwie szybko płoszyć. Nasza relacja zmieniła się i to na lepsze, ale nadal odczuwałam to, że nie jest przy mnie w stu procentach swobodny. I wcale się temu nie dziwiłam. Nic nie poprawiało się z dnia na dzień. To całe naprawianie i zmiana podejścia, odbywało się małymi krokami. Mimo tego i tak byłam usatysfakcjonowana rezultatem. Zrobiliśmy duży krok na drodze do całkowitego pojednania.

                 Moje oczy zaszkliły się. Pospiesznie zamrugałam, chcąc odgonić łzy. Jednak na niewiele się to zdało. Po chwili pierwsze słone krople spłynęły mi po policzkach. Oderwałam wzrok od ekranu, zerkając na siedzącego obok chłopaka. Luke był w podobnym stanie, co ja.
                Kiedy nasze szybkie śniadanie było gotowe, przeszliśmy do salonu. Wtedy też uznaliśmy, że możemy coś wspólnie obejrzeć. Przeskakując z kanału na kanał, trafiłam na program dla dzieci. Akurat puszczali Króla Lwa. Byłam pewna, że kiedyś na pewno musiałam oglądać tę rysunkową produkcję. Gdzieś kojarzyłam fabułę, choć nie do końca pamiętałam, o co tam dokładnie chodziło. Chłopak nie miał nic przeciwko bajce, więc zostawiłam rozpoczynający się film. Nie sądziłam tylko, że produkcja ta będzie też wyciskaczem łez. Nie wytrzymałam na śmierci Mufasy.
 Matko, to jest tak cholernie przykre  wydusiłam, spoglądając na małego Simbę, który nawoływał ojca. Po chwili znów zerknęłam na Hemmingsa.  Powiedz mi, że później nie będzie już tak kurewsko smutno.
 Nie będzie  odparł, wycierając dłońmi mokre policzki.
 Z tego Skazy to kawał zdradliwego skurwiela.
                 Luke odwrócił się, wlepiając we mnie błękitne tęczówki. Zacisnął usta, a potem parsknął śmiechem, czym rozładował atmosferę. Dołączyłam do niego, co sprawiło, że przez następne kilka minut chichotaliśmy cicho pod nosami, nie mogąc się opanować.
 Ciężko temu zaprzeczyć  wydusił, a potem wziął głębszy wdech.  Cholernie niefajny.
 Cholernie kurewsko niefajny.
 Podły zdrajca.
 Wstrętny podstępny dupek.
 Zakłamana żmija.
                Kiedy to powiedział, odwróciłam głowę. Mój wzrok skupił się na stole, na którym znajdowały się puste miski po śniadaniu i niedopite do końca kawy. Zagryzłam lekko wargę. W myślach zaczęłam wizualizować dawną siebie i to jaka byłam. Byłam, jak Skaza, czy może nie było ze mną, aż tak bardzo źle? Na pewno ostatni komentarz chłopaka można było śmiało podczepić pod mój dawny wizerunek i sposób bycia.
               Luke poruszył się na kanapie. Poczułam jego wzrok na sobie. Przełknęłam gorzki smak porażki, a potem znów podniosłam głowę, by móc na niego spojrzeć. Chłopak zacisnął usta. Na jego twarzy widniała niepewność.
 Przepraszam, nie chciałem…
 Daj spokój – rzuciłam, wzruszając ramionami.  To nic takiego.
 Nie chciałem, by zrobiło ci się przykro.
 Luke, jest okej. Przecież mnie w żaden sposób nie obraziłeś.
 Ale to zabrzmiało tak… Nie było to na miejscu i…
 Wiem, jaka byłam i nie można tego łagodzić czy usprawiedliwiać.
 Ale już taka nie jesteś  pociągnął, nie przerywając kontaktu wzrokowego.  Już nie jesteś Żmiją. Teraz jesteś po prostu Abbie.
 To mi jak najbardziej pasuje – odpowiedziałam, uśmiechając się przy tym lekko.
                 Chłopak odpowiedział tym samym, a potem znów odwrócił głowę w stronę telewizora. Błękitne tęczówki zaczęły śledzić na nowo fabułę filmu. Ja też oderwałam od niego wzrok, skupiając się ponownie na ekranie.

                Spojrzałam na śmiejącego się Caluma. Uniosłam jedną brew, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Nawet na moment nie spuściłam wzroku z jego zaczerwienionej i rozbawionej twarzy. Mogłam mu nie mówić o Królu Lwie i o tym, że właśnie przy tym filmie się popłakałam. Teraz Hood miał niezłą radochę, żartując ze mnie. I przy okazji z blondyna również.
 Jesteś wredny.
 To przecież tylko bajka.
 Ale to było… A zresztą  mruknęłam, machając na niego ręką.  Ty bezuczuciowy, gruboskórny, nieczuły facecie.
 Ej, jestem czuły.
                 Przekręciłam oczami, przekładając gotowe ciastka z blachy na talerz. Calum podszedł bliżej, obejmując mnie w pasie. Oparł brodę na moim ramieniu. Zerknęłam na niego, udając niewzruszoną. Musnął ustami mój policzek. A potem gdy nie zareagowałam na to w żaden sposób, ponowił próbę zwrócenia na siebie mojej uwagi.
 No Abbie…
               Zacisnęłam usta, nadal będąc skupiona na ciastkach. Chociaż nie powiem, to co robił było nawet urocze. Musiałam jednak postawić na swoim i wziąć go trochę na wstrzymanie. Chłopak westchnął ciężko, a potem wyciągnął rękę w stronę talerza. Odruchowo trzepnęłam go lekko w dłoń. Odskoczył, spoglądając na mnie urażony.
 Serio?
 Dostaniesz, jak będą gotowe, ty…
 Obiecuję, że już nie będę się śmiać, że płaczesz na Królu Lwie.
 I z Luke'a też?
 Tak, z niego też.
 Najlepsze jest to, że nasz Hood popłakał się na Epoce Lodowcowej, bo myślał, że Diego naprawdę nie żyje  odparł Michael, wchodząc do kuchni. Oboje podnieśliśmy głowy, wpatrując się w niego.  Na Epoce Lodowcowej, serio, Cal?
 Miałem wtedy dziewięć lat! Boże, będziesz mi to wypominał do końca życia?
 Jeśli się nie odkleisz od mojej siostry, to nawet jeden dzień dłużej  pociągnął, podchodząc do lodówki. Otworzył ją, wyciągając z środka duży napój.  Ja to wszystko widzę. Zachowaj odpowiednią odległość.
 To moja dziewczyna.
 To moja siostra.
– Mam was obu dość  rzuciłam, marszcząc czoło.
                  Michael uśmiechnął się triumfalnie, a potem wyszedł z kuchni. Znowu zostaliśmy sami. Calum spojrzał na mnie z niezadowoleniem. Próbowałam nie parsknąć śmiechem, na widok jego miny. Oparł się o blat, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 On mnie zaczyna wkurzać. Naprawdę przegina.
 Tak, wiem.
 Dostanę ciastko na pocieszenie?  dodał, uśmiechając się lekko.
 Dostaniesz.
                Odwróciłam się, łapiąc za talerz. Potem znów stanęłam naprzeciwko niego. Calum porwał jedno z ciastek, od razu pakując je w całości do buzi. Zaśmiałam się, przecierając palcami kąciki jego ust. Zdążyłam postawić naczynie na blacie, gdy Hood przyciągnął mnie do siebie, obejmując szybko ramionami. Owinęłam dłonie wokół jego karku.
 Tak lubię  powiedział, nie gubiąc uśmiechu.
 Też tak lubię.
 Bardzo to lubię.
 Tak bardzo, bardzo?
 Dokładnie tak  odparł ciszej, nachylając się.
                Musnął lekko moje wargi swoimi. To było tak delikatne, dość niewinne, czułe i cholernie przyjemne, że i tak zrobiło mi się cieplej. Przez chwilę między nami zapanowała cisza. Hood nie odrywał ciemnych oczu od moich zielonych tęczówek. Uwielbiałam sposób, w jaki się na mnie patrzył. Jakby nie widział niczego innego poza mną. Będąc tak blisko, tkwiąc w jego ramionach, naprawdę czułam się bezpiecznie.
                Dotknęłam jego policzka, lekko przejeżdżając palcami po skórze. Chłopak przymknął na chwilę powieki, a potem znów skupił wzrok na mnie. Nachylił się jeszcze bardziej, a ja wstrzymałam oddech, gdy w końcu w pełni złączył nasze usta. Bez zawahania, odpowiedziałam na to zbliżenie. Ten pocałunek wywołał przyjemny dreszcz, który szybko przebiegł mi po kręgosłupie.
– O kurwa.
              Odskoczyliśmy od siebie, słysząc znany głos. Raptownie odwróciliśmy się w jego kierunku. Ashton stał w wejściu do kuchni, robiąc wielkie oczy. Rozchylił wargi, będąc zaskoczonym widokiem, który przed chwilą zastał. Nie byłam pewna, jak Irwin się tu znalazł, ale być może wpuścił go mój brat. A może wszedł przez ogródek? Zresztą teraz nie było to ważne. Chłopak nabrał głośniej powietrza, nie odrywając od nas wzroku.
 Cześć  rzucił Calum, jak gdyby nigdy nic.
– Jak… Co… Ty i ona… Jak…  wydukał, a potem odwrócił się na pięcie i pognał w stronę salonu.  Michael, twoja siostra całowała się z Calumem! Ona się z nim całowała!
 Nie mógł po prostu nas o to zapytać?  mruknął Hood, przekręcając oczami.  Znowu mnie w kopie i Michael znów się do mnie przypieprzy i…
 Hood, ja cię do cholery zabiję!  doszedł do nas głos Clifforda.
 Widzisz?  odparł Cal, machając rękami.  To jest… To jest niesprawiedliwe!
 Mam ich gdzieś  powiedziałam, wzruszając ramionami.
                Nie czekając ani chwili dłużej, złapałam go za koszulkę i znów przyciągnęłam do siebie. Usłyszałam cichy śmiech chłopaka, gdy ponownie objęłam jego kark rękami. Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Teraz to ja pocałowałam jego. I mogłabym to robić bez końca.

              Zadowolony Michael wybuchł śmiechem. Luke zerknął na niego z politowaniem. Calum zacisnął usta i byłam pewna, że gdyby nie śmiech brata, usłyszałabym jak zgrzyta zębami. Ashton zerkał to na mnie, to na Hooda, nie bardzo wiedząc, czy śmiać się z Cliffordem czy jednak zachować powagę. Przekręciłam oczami, gdy braciszek zawył z uciechy, ponownie zapowietrzając się ze śmiechu. A bawiło go wystawianie cierpliwości Caluma na próbę. Michael najprawdopodobniej uznał, że denerwowanie Hooda  w sferze jego związku ze mną  jest naprawdę znakomitą zabawą. Najgorsze było to, że im bardziej widział wkurzony wzrok mój lub Caluma, tym bardziej się nakręcał.
 Możesz przestać?  poprosiłam, siląc się na spokój.
 Jego mina!  zawył, wskazując przyjaciela palcem.
 Naprawdę zaczynam żałować, że się o nas dowiedziałeś  mruknął Hood, wstając z miejsca.
 Ej, ja tylko żartuję. Chyba się nie obraziłeś? – odparł, gdy chłopak odszedł od stołu.
 Nie przeginaj, proszę cię  powiedział Luke, klepiąc go po ramieniu.
 Z jednej strony jestem, jak: to faktycznie śmieszne  pociągnął Ash.  A z drugiej, boję się zaśmiać, bo mam wrażenie, że jedno z was mi przyłoży. I pewnie byłabyś to ty.
 Ej, ja już nie jestem czarnym charakterem w tej historii  powiedziałam, krzywiąc się.
 Nie… Nie o to mi chodziło. Ja… Nie tak to miało zabrzmieć i…
 Jak tak dalej pójdzie, to zaraz się wszyscy pokłócą  mruknął Hemmings, opierając łokieć o stół. Ułożył brodę na dłoni i przymknął oczy, wystawiając twarz do słońca.
                Odwróciłam się, by skontrolować Caluma. Na szczęście się nie obraził, choć z pewnością był już Michaelem zmęczony. Podszedł do grilla, którego niedawno rozpaliliśmy. Przewrócił smażące się na tacce kiełbaski. Kiedy skończył, bez słowa wrócił do nas. Usiadł obok mnie, uśmiechając się lekko pod nosem.
 Cal, między nami spoko?  zapytał Michael. Hood przekręcił oczami, a następnie pokazał mu środkowy palec. – To spoko. Widzicie?
 Możesz w końcu z nas zejść?
 Taka rola brata. Muszę wiedzieć, że ten tu nie przegina.
 Ten tu?  mruknął Calum.  To jakaś wielka zbrodnia być z twoją siostrą?
 Jestem nadal na warcie, więc uważaj.
 Słodki Jezu  rzucił Hood, kręcąc głową.
 Przerwę wam, jakże miłą konwersację  zaczął Irwin, wyciągając przed siebie telefon, tak byśmy mogli spojrzeć na ekran.  W środę jest otwarcie objazdowego wesołego miasteczka. Będzie u nas przez tydzień. Możemy się tam wybrać, o ile nie jesteście drętwi.
 Michael jest drętwy  rzuciłam, wzruszając ramionami.
 Abbie!
 Abbie!  powtórzyłam, próbując go naśladować. 
              Chłopak zmrużył oczy. Pozostali parsknęli śmiechem. Uśmiechnęłam się do niego z zadowoleniem, a potem znów skupiłam wzrok na komórce Irwina. 
 Ale to całkiem dobry pomysł. Nigdy nie byłam w wesołym miasteczku.
 Byłaś.
 To byłam, ale w moim nowym życiu nie byłam. Chętnie pójdę.
– Fajnie, to nasza dwójka jest umówiona  powiedział ze śmiechem Ash.
 Ej, a my to co?  zapytał Calum.
 Luke, chcesz iść z nami?  odparłam, zerkając na blondyna. Hemmings uśmiechnął się i ochoczo pokiwał głową.  Super. Więc nasza trójka ma wychodne. Pasuje wam środa?
 Ej, a my do cholery to co?  rzucił Michael.
 Ponoć jesteś drętwy  skwitował Luke, niewinnym tonem.  Tak słyszałem.  Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
 Ty też przeciwko mnie?  mruknął Michael urażonym tonem. Spojrzał na swojego chłopaka z niedowierzaniem.  
 Dobra, też możecie iść, o ile ty przestaniesz się czepiać mojego faceta.
 Mojego faceta  rzucił piskliwym głosem Clifford. 
               Nie wytrzymałam i trzepnęłam go w ramię. Chłopak podskoczył w miejscu, prawie wylewając na siebie napój, który miał w szklance.
 A ja co zrobiłem, że nie dostałem oficjalnego zaproszenia?  zapytał Calum.
 Cally, chcesz iść z nami? – zapytałam, używając wobec niego przesłodzonego tonu.
 Nie cierpię, jak tak do mnie mówisz  mruknął, krzywiąc się. 
              Po chwili wybuchliśmy wszyscy śmiechem, a Hood… Hood miał wzrok jakby chciał nas wszystkich na miejscu powybijać. Na szczęście do niczego takiego nie doszło, a my spędziliśmy ten czas już bez wzajemnych docinków. Na spokojnie i na luzie.


***
Po ostatnim rozdziale postanowiłam, że przyda się coś spokojniejszego. Chociaż Calum nie miał zbyt spokojnego dnia, skoro Michael ewidentnie z niego śmieszkuje XD 
Oczywiście nie zapomniałam o wyjeździe naszej - już nie tajnej - parki. Ale najpierw zaliczą wesołe miasteczko. O ile im to wyjście wypali :)
Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF



4 komentarze:

  1. Matko jak słodko juz nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. To.opowiadanie.jest mega zaje fajne:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bardzo się cieszę, że się podoba :)

      Usuń
  2. Rozdział megaaaa <3 Kocham to jak opisujesz różne zdarzenia, miejsca i rzeczy. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo się cieszę, że się podoba :)
      Dziękuję! I pozdrawiam!

      Usuń