niedziela, 6 sierpnia 2017

#19 Tak nigdy nie powinno być

              Siedziałam przy biurku. Mój wzrok nie odrywał się od zapisanych kartek. Po raz kolejny wertowałam pamiętnik. Co jakiś czas czytałam wybrane wpisy. Niektóre były mi już znane, bo wracałam do nich nie raz. Byłam pewna, że jeśli będę ślęczeć nad tym jeszcze dłużej, to w końcu wykuję się tego całego zeszytu na pamięć.
              W dalszym ciągu nurtowała mnie wyrwana kartka. Chociaż byłam pewna, że nic takiego na niej nie było. Obstawiałam, że dawna Abbie pozbyła się jej, bez żadnej głębszej i większej przyczyny. Jednak gdzieś w mojej głowie pojawiała się myśl, że być może zrobiła to celowo. Może chciała coś ukryć? Wiedziałam jednak, że jest to bezsensowne gdybanie. Z pewnością nigdy nie dowiem się, co takiego się na niej znajdowało. Zapewne nie było to nic ważnego.
                W końcu oderwałam wzrok od pamiętnika. Zielone oczy skupiły się na tablicy. Skrzywiłam się, widząc na niej zdjęcia starej już paczki. Gina i Laura uśmiechały się z kilku zdjęć. Na niektórych był też mój były chłopak Wes. Dlaczego wcześniej nie pozbyłam się tych felernych fotografii?
                Jak tylko o tym pomyślałam, zamknęłam szybko pamiętnik. Wrzuciłam go do kartonu, a potem zamknęłam pokrywę. Złapałam za pudło, które po chwili z całą zawartością wylądowało pod łóżkiem. Bezpieczne tak, jak wszystkie moje tajemnice. A przynajmniej taką miałam nadzieję. 
               Wróciłam do biurka i zaczęłam ściągać niechciane zdjęcia. Uwiecznione na nich wspomnienia, wylądowały na dnie kosza. Tak jak całe moje stare życie, do którego nie chciałam wracać. Teraz w końcu byłam inna.
 Abbie?
                Odwróciłam się, słysząc głos ojca. Daryl stał w drzwiach, uważnie mi się przyglądając. Oparł się o framugę, a potem uśmiechnął się delikatnie.
 Tak?
 Calum właśnie przyjechał i…
              Urwał, gdy po pokoju rozniósł się krótki dźwięk oznajmujący przyjście wiadomości. Mężczyzna uniósł brwi, a potem zaśmiał się, kiedy pospiesznie porwałam komórkę z biurka. Hood wysłał mi wiadomość, że czeka na mnie pod domem.
 To on?
 On. Muszę iść.
 Umówiliście się?
 Idziemy wszyscy do wesołego miasteczka  powiedziałam, wsuwając telefon do małej torebki. Przerzuciłam jej pasek przez ramię.  Dzisiaj jest otwarcie.
 Michael coś wspominał. Też tam będzie czy… Ty i Calum to potajemna randka, o jakiej nie chcesz nam powiedzieć?
 Ty tak na serio, ojcze?
– Ojcze?  Skrzywił się, jakbym co najmniej rzuciła wiązankę przekleństw.  Ojcze?
 Tak, Michael też tam będzie. Idziemy całą grupą  odpowiedziałam, mijając go.
                Zamknęłam za sobą drzwi. Daryl był tuż za moimi plecami. Jak tylko zaczęłam schodzić po schodach, on również ruszył za mną. Miałam wrażenie, że jeszcze trochę, a tatusiek wejdzie mi na plecy. Jego kroki śledziły moje, gdy w końcu dotarłam do holu na dole. Złapałam za trampki. Wtedy z kuchni wyłoniła się mama.
 Abbie, Calum przyjechał i…
 To nie jest randka  odparł ojciec, zerkając na matulę.
 Nie?
 Mamo, ty też?  jęknęłam, ubierając buty.  Czy Calum to jakaś nieodpowiednia partia dla mnie czy jak? Mam teraz potulnie usiąść z wami w salonie, byście mogli odbyć ze mną poważną rozmowę na temat zaufania, odpowiedzialności i bezpiecznego seksu?
 Abigail  mruknęła Karen, robiąc duże oczy.  My nie…
 Chcecie odpowiedzi?  rzuciłam, prostując się. Spojrzałam z uśmiechem na rodziców. W końcu nie musiałam już dłużej kłamać ani ukrywać mojego związku z Hoodem. Z nimi też mogłam zagrać w otwarte karty. Mama powoli pokiwała głową.  Ja i Calum jesteśmy parą i… Jest tak cudowny i kochany, że zrobiłabym dla niego wszystko.
 Abbie, nie zapominaj o tym, co się stało i…
 Mamo, wypadek nie ma tu nic do rzeczy. On nie traktuje mnie, jak jakiegoś dziwoląga. On zaakceptował mnie taką, jaka jestem i… Zrobił to szybciej niż ja. Zaakceptował mnie szybciej, niż ja zaakceptowałam samą siebie.  Rodzice wymienili spojrzenia. No, tak… Nie wiedzieli wszystkiego. Postanowiłam jednak nie zagłębiać się w to dalej. Nie miałam też na to czasu ani nawet ochoty.  Jesteśmy razem i… Nawet nie próbujcie nas rozdzielać, bo dostanę wścieklizny.
 Nikt nie będzie próbował was rozdzielać  powiedziała mama z uśmiechem.
                  Uniosłam z zaskoczeniem brwi. Karen zaśmiała się, a potem podeszła bliżej. Objęła mnie delikatnie. Poczułam jej kwiatowe perfumy, które tak nałogowo używała. Poklepała mnie po plecach, a potem pocałowała w czoło, jakbym miała pięć lat.
 Chcę, byś była szczęśliwa. Jeśli on ci to daję, to… Nie mam nic do gadania. Calum to porządny chłopak.
 A ty masz coś przeciwko, tatuśku? – rzuciłam, wychylając się zza mamy, która parsknęła cichym śmiechem.
 Nie wiem, po kim ty masz charakter, drogie dziecko  rzucił, a potem pokręcił głową. Po chwili jednak uśmiechnął się. – Baw się dobrze w tym wesołym miasteczku. Ty i reszta. No i uważajcie na siebie. I tak Calum jest przeze mnie zaakceptowany.
 Bo akurat ty w tej kwestii masz najwięcej do gadania  mruknęłam cicho pod nosem.
 Co?
 Nie, nic  rzuciłam, wzruszając ramionami.  Idę.
 Bawcie się dobrze.
 Zamierzamy. Pa!  odpowiedziałam, a potem wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi.
                  Westchnęłam ciężko, a następnie przekręciłam oczami. Rodzice nadal, w niektórych sytuacjach obchodzili się ze mną, jak z jajkiem, ale na szczęście taka mocna i przesadna nadopiekuńczość im przeszła. Z jednej strony rozumiałam, że po wypadku naprawdę zaczęli na mnie uważać. Z drugiej strony momentami cholernie mi to działało na nerwy. Chociaż nie powinnam narzekać. Wcześniej było znacznie gorzej, a teraz widoczna była mała poprawa.
                 Zapomniałam jednak o troskliwych rodzicach, kiedy tylko zobaczyłam stojącego przy samochodzie Caluma. Chłopak opierał się o jego bok. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, a jego ciemne oczy skupiły się na mnie. Na jego okrągłej twarzy również zawitał uśmiech. Granatowa koszulka lekko ściągnęła się do tyłu, przez co zaczęła opinać się mu na brzuchu. Jak zwykle wyglądał doskonale. I był mój. Tylko mój.
                  Nie czekając dłużej, ruszyłam w jego stronę. Odruchowo przesunęłam torebkę bardziej do tyłu. Zatrzymałam się tuż przed nim. Objęłam go, a on zaraz odwzajemnił ten gest, oplatając mnie ramionami w pasie. Musnęłam jego usta swoimi, a on zaśmiał się cicho. Uwielbiałam, gdy się śmiał. Zresztą byłam w niego zapatrzona, jak w obrazek, więc nawet takie drobne i z pozoru zwykłe rzeczy były dla mnie czymś wyjątkowym.
 Twój tata się gapi.
 Co?
 Patrzy się przez okno.
 Ściągniemy koszulki tak dla zgrywy?  zaproponowałam, a on wybuchł śmiechem.  Żartowałam.
 Pewnie dostałabyś szlaban.
 Jestem za stara na szlabany.
 No tak, za rok emerytura i te sprawy.
 Jesteś okropny.
– Kręcą mnie starsze panie, dlatego na ciebie poleciałem.
 W tym związku to ja mam coś nie tak z głową, więc się ogarnij, chłopczyku  rzuciłam, a potem odepchnęłam go lekko. Calum znów się zaśmiał.  A teraz zawieź mój tyłek do wesołego miasteczka.
 Przejedziesz się ze mną na rzygającej kolejce?
 Mają tam coś takiego?  zapytałam, kiedy Hood, niczym prawdziwy dżentelmen, otworzył mi drzwi.
 Nie mam pojęcia. Obstawiam jednak, że w każdym wesołym miasteczku jest jakaś kolejka, która wywołuje mdłości. Ashton pewnie będzie więcej wiedział.
                 Pokiwałam głową, a następnie wsiadłam do samochodu. Po chwili Hood zajął miejsce za kierownicą. Od razu odwróciłam się, skupiając na nim wzrok. Włożył kluczyk do stacyjki i przekręcił go. Odpalił silnik.
 Jak było w szkole?
 Nudno, jak zawsze. Mieliśmy mieć kartkówkę z fizyki, ale ubłagaliśmy faceta, by się nad nami głąbami zlitował. To miała być jedna z tych niezapowiedzianych. Powiedział, że jak postawimy mu kawę, to nam odpuści.
 Kupiliście?
 Tak, dostał nawet do niej wafelka w czekoladzie. Ale nie gadajmy już o szkole. Uwolniłem się dzisiaj od niej i przy tym zostańmy.
 W porządku  odparłam ze śmiechem.  To jak? Jedziemy?
 Jedziemy.
 Co jest?  zapytałam, kiedy Calum zapatrzył się w bok.
 Nic. Po prostu twój tata nadal się gapi.

                 Plan był taki: chłopaki idą grzecznie do szkoły, a zaraz po lekcjach następuje czas na wspólną zabawę. Luke zabiera Michaela i Ashtona spod placówki edukacyjnej, a Calum jedzie pomnie, byśmy mogli wszyscy spotkać się na wielkim parkingu, gdzie roiło się od aut. Aby się szybciej odnaleźć, umówiliśmy się przy pierwszej kasie, która była tuż przy wjeździe na parking.
                Wysiadłam z samochodu. Poprawiłam odruchowo włosy, czekając na Hooda. Po chwili chłopak stanął obok. Uśmiechnął się, łapiąc mnie za rękę. To było naprawdę cudowne uczucie, że mogliśmy bez przeszkód wykonywać wobec siebie te wszystkie gesty, jakie robią pary. Michael wiedział. Rodzice wiedzieli. Nie było już ukrywania się i spotykania za ich plecami. Zero tajemnic.
 Powinniśmy najpierw iść na tę dużą kolejkę  powiedziałam, wskazując ją palcem. Była tak wysoka i ogromna, że rzucała się w oczy jako pierwsza. Tak samo górował nad innymi atrakcjami diabelski młyn. Jego też chciałam zaliczyć.  Dopiero potem będziecie mogli legalnie rzucić się na jedzenie, bez obaw, że pochorujecie się w trakcie jazdy.
 Odwiedzimy dom strachów?
 Mnie dwa razy na to nie musisz namawiać  odparłam, kiedy ruszyliśmy w stronę umówionego miejsca.  Zjadłabym watę cukrową.
 Co?
 Zjadłabym watę cukrową, chociaż nie wiem, czy ją lubię  skwitowałam, a chłopak parsknął śmiechem. – Myślę, że tak. Myślę, że ją lubię.
 Jesteś niemożliwa.
 Mówię otwarcie, jak jest. Nie wypieram się swojego kretyńskiego stanu.
 Abbie  rzucił, przekręcając oczami.
 Jest debilny i nie masz dość mocnych argumentów, by temu zaprzeczyć. To czysty fakt.
 Przestań wrzucać samej sobie.
 To czysty fakt  powtórzyłam, a potem zaczęłam energicznie machać ręką.
                   Właśnie na horyzoncie dostrzegłam trójkę znanych chłopaków. Czerwone włosy Michaela dobrze wyróżniały się spośród tłumu, który zgromadził się kawałek dalej przy kasach. Będziemy musieli tam odstać swoje, by dostać się do środka. Przyspieszyliśmy kroku, podchodząc do nich.
 Abbie!
 Braciszku ty mój  powiedziałam, a potem poklepałam go policzku.  Moje małe bobo.
 Padło ci na głowę  mruknął, odpychając mnie.  Robisz mi obciach.
 Taka rola starszej siostry  odpowiedziałam z uśmiechem. Ashton i Luke parsknęli śmiechem.  Cześć przystojniaku numer jeden i numer dwa.
 Cześć  odpowiedzieli.
– A ja już nie jestem przystojny?  zapytał Clifford. Zmierzyłam go wzrokiem.  No co? Jako moja siostra powinnaś mnie komplementować.
 Od tego masz chłopaka  rzuciłam, a on nadął z oburzeniem policzki.
 Muszę się przyzwyczaić do tego widoku  odezwał się Irwin, wskazując na mnie i na Caluma. A dokładniej pokazując nasze złączone dłonie.  To takie dziwne.
 Jeszcze ci nie przeszło?  rzucił Hood, kiedy ruszyliśmy w stronę kolejki.  Weź wyluzuj.
 Patrząc przez pryzmat tego, co było, to… Jest to dziwne.  Zacisnęłam usta.  Ej, ale ja nic do tego nie mam. Jesteś w porządku, Calum się cieszy, wszystko gra.
 Dzięki.
 Nie, nie… Mówię serio. Lubimy się, tak?  Pokiwałam głową.  Mi to wystarczy. A teraz ludzie czas na zabawę!

                    Kiedy dostaliśmy się na teren wesołego miasteczka, od razu ruszyliśmy w stronę największej kolejki. Uznaliśmy, że przed jedzeniem warto zaliczyć wszystkie te atrakcje, które po posiłku byłby ciężej znośne. Na samym końcu udaliśmy się do domu strachów. Michael z początku wcale nie był przekonany do tego, by w ogóle tam wejść. W końcu po naszych namowach, skusił się i poszedł tam z nami. Po wyjściu, gdy jego twarz była blada, niczym ściana, oznajmił, że nigdy więcej nie postawi nogi w czymś takim.
                   Ludzi w lunaparku było naprawdę dużo. Przy węższych alejkach tworzyły się małe kroki, złożone z kolorowo ubranych osób. Wszędzie też były kolejki. Wiedzieliśmy jednak na co się porywamy, więc musieliśmy uzbroić się w cierpliwość, by dopchać się do karuzel czy jedzenia. Jak dla mnie przebywanie w towarzystwie Caluma i chłopaków wynagradzało ten czas. Zarówno ja, jak i oni czuliśmy się w swoim towarzystwie coraz pewniej. Cieszyłam się, że po tym wszystkim, co się działo, dostałam od nich nową szansę. A jej nie zamierzałam zmarnować.
                  Przy namiotach z jedzeniem odstaliśmy niecałe dwadzieścia minut. Pracownicy wesołego miasteczka dość szybko radzili sobie z wygłodniałym tłumem. Udało nam się też zaklepać wolny stolik. Chłopaki postawili na duże hamburgery, ja zaś wolałam pieczone ziemniaki z przyprawami i hot-doga. W czasie jedzenia rozglądałam się po lunaparku, zastanawiając się, czy przypomina on te wesołe miasteczka z filmów. I tak w zasadzie było. Oprócz kolorowych karuzel, były tu budki, w których można było wygrać przeróżne nagrody. Najwięcej ludzi przyciągały strzelnice, gdzie głównie panowie próbowali ustrzelić dla swoich pociech czy partnerek największe pluszaki. Po drodze można było spotkać sprzedawców napojów, waty cukrowej  na którą nadal polowałam  a także stoiska z balonami czy pamiątkami. Przechadzali się też tu klauni, z którymi dzieciaki chętnie robiły sobie zdjęcia. Irwin wzdrygał się za każdym razem, kiedy jeden z nich pojawiał się tuż obok. Nie cierpiał ich.
                  Oderwałam wzrok od dużej karuzeli, by znów skupić się na chłopakach. Luke właśnie skończył jeść . Wycierał powoli usta białą chusteczką, co chwilę kiwając głową w odpowiedzi na to, co z pełną buzią mówił mu Michael. Uśmiechnęłam się pod nosem, a potem zerknęłam na Caluma. On również odpowiedział tym samym.
 Też chcę się zakochać  odezwał się Irwin, opierając brodę na lewej dłoni. W prawej nadal ściskał zjedzonego w połowie hamburgera. Cienka stróżka sosu spłynęła w dół białego opakowania, brudząc mu palec.  Jesteście uroczy. Cała wasza czwórka.
 Na ciebie też przyjdzie czas  odpowiedziałam, wkładając do ust ostatniego pieczonego ziemniaka.  W końcu znajdziesz tę wyjątkową osobę.
 I będziesz o niej w kółko paplać, a my będziemy chcieli ci przywalić  skwitował Michael.
 Wal się  mruknął z niezadowoleniem Ashton.  Wcale się tak nie zachowuję.
 Tak się zachowujesz. Pamiętasz Amy? Byłeś tak zakręcony na jej punkcie, że nie dało się ciebie już słuchać  pociągnął Hood. Irwin zazgrzytał zębami, a potem pokazał mu środkowy palec.
 Amy to, Amy tamto  dodał rozbawiony Luke. – Wątpię, czy ktoś z nas tyle nadawał.
 Jesteście do kitu  skwitował Ashton.
 Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, więc od nas usłyszysz tylko prawdę  powiedział Michael.
 Nie zmienia to jednak faktu, że jesteś w tym wszystkim słodki. Jak się zakochasz zmieniasz się w takiego misiaka i…
 Powiedziałeś, że on jest słodki?  rzucił Clifford, zerkając na swojego chłopaka. Słodki, serio?
 To jest ten moment, kiedy mój brat jest zazdrosny? Uuu… Chętnie popatrzę  powiedziałam do Caluma, a ten parsknął cichym śmiechem.
 Wcale nie jestem zazdrosny  mruknął Michael.
 Oczywiście, że jesteś  odparłam, machając na niego palcem.  To widać.
 Weź coś zrób z tą twoją dziewczyną  rzucił braciszek, zwracając się do Hooda.
 Więc teraz, jak zaczynam cię denerwować, jestem jego dziewczyną?
 Abbie  jęknął, a potem zasłonił dłońmi twarz.
 Jest zazdrosny o ciebie słodziaku. To urocze  powiedziałam ze śmiechem. Luke w tym momencie oblał się lekkim rumieńcem.  Zostawiam was. Muszę iść na stronę.
 Ja też  odpowiedział blondyn.
 Fajnie, pójdziemy razem  zarządziłam, wstając z miejsca.  A wy nie ruszajcie się stąd, byśmy nie musieli was szukać.
 Nie rozkazuj nam  mruknął Michael. Uniosłam brwi, a on pokazał mi język. Dzieciak.
 Jestem starsza, więc się mnie słuchaj.
 To tylko roku różnicy.
 Mój mały Mikey  rzuciłam, mierzwiąc mu włosy, które teraz były jeszcze bardziej roztrzepane niż wcześniej.
 Weź no…
 Lubię rolę starszej siostry – odpowiedziałam ze śmiechem.
– Bo lubisz mnie denerwować.
 Robię to z miłości do ciebie, braciszku.
 Rzygnę tęczą  skwitował Ashton, a my parsknęliśmy śmiechem.
                  Ja i Luke ruszyliśmy w stronę głównej drogi, aby wyjść z części gastronomicznej. Z tego, co pamiętałam, idąc tu mijaliśmy rząd toalet, które rozstawione były z dala od głównych atrakcji, tuż przy płocie.
                Zerknęłam na chłopaka. Blondyn rozglądał się na boki, co jakiś czas zatrzymując wzrok na kolorowych dekoracjach. Byłam pozytywnie zaskoczona, że w ogóle zechciał odłączyć się od reszty i iść tam ze mną. Cieszyłam się z tego, że im więcej przebywamy w swoim towarzystwie tym chłopak zachowuje się śmielej. Nie chciałam go w żaden sposób krępować.
 Poważnie  rzuciłam, przekręcając oczami.
 Pójdziesz pierwsza  odparł, kiedy zatrzymaliśmy się przy następnej kolejce. W sumie nie powinnam być zdziwiona, że i tu jest trochę ludzi.
 Dzięki. Popilnujesz mi drzwi?  Hemmings uniósł brwi.  Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że jak się zamknę, to się tam zatrzasnę na dobre.
 Jasne, popilnuję  odpowiedział ze śmiechem.
                Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Próbowałam znaleźć jakiś temat, który mogłabym z nim poruszyć. W końcu napomknęłam coś o filmach, które ostatnio oglądałam. A raczej była to cała seria X-Menów. Luke również je widział, więc po chwili pogrążyliśmy się w rozmowie na ten temat. Dzięki temu czas zleciał nam szybciej, a my w końcu dopchaliśmy się do celu, by załatwić swoje potrzeby.
               Lunapark nie dysponował typową łazienką, więc po skorzystaniu z toalety nie mieliśmy możliwości normalnego umycia rąk. Na całe szczęście zabrałam ze sobą wilgotne chusteczki i dzięki nim mogliśmy je przemyć. To musiało nam na razie wystarczyć. Wyrzuciliśmy je do pobliskiego kosza, a potem przeszliśmy wzdłuż płotu, by dojść do reszty. Nie chcieliśmy znów przeciskać się do namiotów z jedzeniem, korzystając z głównej alejki, na której wciąż był tłum ludzi.
 O! Stój  powiedziałam, łapiąc chłopaka za ramię.  Kupię popcorn. Idziesz ze mną?
 Poczekam tu.
 W porządku. Chcesz też?  Pokiwał głową.  Okej, to zaraz wracam odparłam, szybko zmieniając kierunek.
                Chciałam wykorzystać okazję, że przy maszynie z popcornem jest w zasadzie pusto. Nie licząc trójki osób czekających w kolejce. Ruszyłam w tamtą stronę, a potem zatrzymałam się za niską kobietą w pomarańczowej czapce z daszkiem. Wyciągnęłam telefon, chcąc napisać do Caluma, czy on i reszta również mają ochotę na taką przekąskę.
               Weszłam w wiadomości i już zamierzałam wystukać pierwsze słowo, kiedy coś mnie tchnęło. Raczej nie miałam jakiś nadprzyrodzonych zdolności, ani tym bardziej wyrobionego szóstego zmysłu, ale czułam, że coś jest nie tak. Pod wpływem tego dziwnego impulsu, odwróciłam się, by spojrzeć w stronę blondyna. Jęknęłam cicho pod nosem. Dopiero wtedy doszło do mnie to, że być może usłyszałam ich głosy. Że może nie zarejestrowałam ich dokładnie, ale mój mózg zrobił to za mnie, wychwytując je spośród tłumu. Luke stał tuż przy płocie, a naprzeciwko niego znajdowała się Gina i Laura.
                 Nie czekając dłużej, odwróciłam się na pięcie, by dotrzeć do nich jak najszybciej. Mój przyspieszony marsz zmienił się niemalże w bieg, kiedy dziewczyny parsknęły śmiechem, a potem zaczęły popychać chłopaka, bawiąc się coraz lepiej. Widziałam, że Hemmings coś do nich powiedział, a z ruchu jego warg wyczytałam tylko: zostawcie mnie. Nie wiem, co odbiło tym wariatkom, ale zanim znalazłam się obok, blondyn został popchnięty jeszcze mocniej. Nie utrzymał równowagi, przewracając się na trawę. Nie byłam pewna, czy wcześniej nas widziały. Może tak właśnie było. Może specjalnie odczekały, aż go zostawię, by móc się na nim wyżywać? A może był to jeden z ich sposobów, by odegrać się na mnie? W końcu przecież nie rozstałyśmy się w jakieś wielkiej, przyjacielskiej zgodzie.
 Ej!  warknęła Gina, kiedy uderzyłam ją barkiem w ramię. Odskoczyła w bok, raptownie odwracając się w moją stronę.  No proszę. Obrońca pedała. Hemmings faktycznie ma ochroniarza.
 Odpierdol się od niego, bo inaczej przestanę się hamować  warknęłam, stając między nimi.
 Nasza droga Abbie zaczęła zadawać się z frajerstwem. Wiedziałam, że w końcu upadniesz społecznie na dno.
 Stul dziób, wredna szmato  odparłam, nie mogąc się powstrzymać.  Zabieraj stąd swój zdzirowaty tyłek.
– Coś ty powiedziała?
 Powtórzyć czy może używam zbyt trudnych słów, by twój mózg mógł to zrozumieć?  Przybliżyłam się, nie odrywając od niej wzroku.  Zejdź mi z oczu, tępa dzido.
 Ty wredna, mała kurwo  syknęła, a potem złapała mnie za ramię. Poczułam, jak jej palce wbijają mi się w skórę.  Dostałaś ode mnie wszystko, a teraz odpłacasz mi się czymś takim?
 Wszystko? Dzięki tobie stałam się kimś, kim nigdy w życiu nie chciałam być. Za późno to jednak zrozumiałam. Jesteś nikim. To ty jesteś wielkim przegranym.
                  Laura przypatrywała się temu wszystkiemu z boku, dokładnie śledząc rozwój wydarzeń. Luke zamarł w miejscu, nie próbując się ruszyć. Gina zrobiła krok do tyłu. Miałam nadzieję, że ta głupia pyskówka się skończy i dziewczyna zostawi nas w spokoju. Zdążyłam tylko pomyśleć o tej opcji, gdy nagle moja była przyjaciółka zamachnęła się. Jej zaciśnięta w pięść ręka trafiła mnie w twarz. Jeden z pierścionków, rozciął mi dolną wargę. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi. Zachwiałam się, ale ostatecznie utrzymałam równowagę.
 Gina  rzuciła Laura, choć nadal trzymała się z daleka.  Nie tutaj.
 Jesteś śmieciem – powiedziałam, mrużąc oczy.  Jesteś nikim. Oni są sto razy lepsi od was wszystkich.
 Powtórz to jeszcze raz, a z chęcią przywalę ci po raz drugi.
                   Uśmiechnęłam się do niej złośliwie, gdy zobaczyłam na horyzoncie jednego z ochroniarzy lunaparku. Dziewczyny stały plecami do niego, więc nie wiedziały dokładnie, co się dzieje. Postanowiłam to wykorzystać. Na twarzy Giny pojawił się wyraz zdziwienia, kiedy zgięłam się w pół i wrzasnęłam. Tym zwróciłam uwagę mężczyzny w czarnym uniformie.
 Co tu się dzieje?  Ochroniarz szybko znalazł się obok, zaalarmowany moim krzykiem.
 My nie…  Zaczęła Laura, ale ja szybko jej przerwałam.
 Nie znam ich, nie wiem czego od nas chcą. Uderzyły mnie dwa razy. Jego też  mamrotałam, siląc się na płaczliwy ton.  Nic im nie zrobiliśmy. Tylko przechodziliśmy, a one się przyczepiły.
 Ona kłamie  rzuciła Gina, zaciskając dłonie w pięści.  Podła żmija! Wstrętna szmata!
 Wystarczy – odezwał się mężczyzna.  Zapraszam ze mną  dodał, wskazując na nie.
 Co?
 Odprowadzę was do bramy. Nie chcemy tu takich zachowań. Macie dwa wyjścia, albo na spokojnie opuścicie wesołe miasteczko, albo zgłoszę to i wtedy będziecie miały prawdziwe kłopoty.
 Idziemy  mruknęła Laura, łapiąc Ginę za ramię.
 Wszystko w porządku?  zapytał mężczyzna, patrząc na mnie.  Któreś z was potrzebuje pomocy medycznej?
 Nie, już jest okej. Dziękuję.
 Oby więcej nic takiego się tu nie powtórzyło  powiedział na odchodnym, a potem ruszył za dziewczynami, które niechętnie kierowały się w stronę wyjścia.
                    Odwróciłam się. Mój wzrok zatrzymał się na podnoszącym się z ziemi blondynie. Chłopak spuścił głowę, otrzepując powoli spodnie. Zauważyłam, jak mocniej zacisnął usta. Podeszłam do niego. Dotknęłam jego ramienia, a on wzdrygnął się.
 Przepraszam.
 To nie twoja wina – odpowiedział cicho.
 Niby tak, ale i tak czuję się winna. To moje durne, byłe pseudo przyjaciółki, choć to słowo ledwo przeciska mi się przez gardło. Przepraszam.  Pokręcił głową.  Nic ci się nie stało?
 Nie. A tobie?
 Przeżyję.  Podniósł wzrok, skupiając na mnie błękitne tęczówki.
– Leci ci krew.
 Nic mi nie będzie.
 Dziękuję.
 Co? Za co?
 Gdyby nie ty… Myślałem, że poza szkołą mi odpuszczą. Chociaż po twojej ostatniej interwencji mam spokój. Ale w sumie powinienem przywyknąć.  Uniosłam brwi.  Jestem pośmiewiskiem. Zawsze tak było.
 Tak nigdy nie powinno być.  Chłopak odwrócił głowę, patrząc gdzieś w bok. Zaczął skubać zębami dolną wargę. Jego oczy lekko się zaszkliły.  Luke, jesteś jednym z lepszych ludzi, jakich spotkałam na swojej drodze. Szkoda, że zrozumiałam to dopiero teraz. Ale byłam ślepa. Zapatrzona w siebie. Wiem, że w dużej mierze to, co działo się w szkole, było spowodowane przez nas. Przez całą moją byłą grupę. Wiem, że moje przepraszam jest w tym momencie nic nie warte, bo musiałeś przechodzić przez piekło, a ja nie miałam w sobie na tyle odwagi i nawet rozumu, by spróbować to w jakikolwiek sposób przerwać.
 Już dawno ci wybaczyłem, Abbie.
 Pod tym względem nigdy nie powinieneś mi wybaczyć  skwitowałam, odsuwając się od niego. 
 Ale zrobiłem to.
 Przepraszam – powiedziałam cicho.
                   Luke kiwnął głową. W dalszym ciągu wpatrywał się we mnie. Starałam się uśmiechnąć, ale mięśnie twarzy miałam tak spięte, że wyszedł mi z tego niekształtny grymas. Blondyn przybliżył się ponownie, a potem zrobił coś, co mnie zupełnie zszokowało. Objął mnie. On sam, z własnej woli, objął mnie. Od razu odwzajemniłam ten gest. Zdecydowanie poczułam się lepiej, choć nadal tlił się we mnie żal przez to, co się stało.
 Wracamy do reszty?  zapytałam, kiedy mnie puścił.
 Tak. Ale… Możemy im o tym nie mówić?
 Jasne. Nie psujmy im humorów.
 A co z twoją wargą?
 Mocno widać?  Kiwnął głową.  Dobra, wymyślę coś na poczekaniu, a ty po prostu mi przytakuj.

                 Lekki wiatr zmierzwił mi włosy. Zaczesałam niesforny kosmyk za ucho. Nie odrywałam wzorku od widoku przed sobą. A widok ten był naprawdę przepiękny. Oglądanie Jacksonville z lotu ptaka, siedząc na jednym z krzesełek wielkiego młyna, było czymś przyjemnym. Nie wszystko było jednak widać, ale i tak pałałam się tym uroczym obrazkiem. Było wspaniale.
               Odwróciłam się, czując, że chłopak wpatruje się we mnie. Gdy tylko napotkałam jego ciemne tęczówki, Calum uśmiechnął się szeroko. Urwał kawałek waty cukrowej, którą miałam na wąskim patyczku i wsadził ją sobie do ust. Potem objął mnie ramieniem i zaśmiał się cicho.
 Co?
– Nadal nie wiem, jakim cudem się tak uszkodziłaś.
– Jestem frajerką. Jak widać nawet skorzystanie z toalety potrafi mnie przerosnąć  odparłam, wtulając się w jego klatkę piersiową. Dzięki niemu mniej się bałam, będąc na tak sporej wysokości. Chłopak zaśmiał się po raz kolejny.  Poplątały mi się nogi, poleciałam do przodu i przyłożyłam się facjatą prosto w drzwi  powtórzyłam wymyśloną historyjkę.  Pech chciał, że zahaczyłam o zawias. Był taki huk… Wystraszyłam przez to Hemmingsa. To jest tak idiotyczne.
 Jest idiotyczne.
 Tak już mam  powiedziałam, wzruszając ramionami. – Lubisz mnie przez to mniej?  dodałam, robiąc smutną minę.
 Kocham cię, moja frajerko  odparł, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Przybliżyłam się, całując go krótko i czule. Musiałam uważać na uszkodzoną dolną wargę.
 To słodkie. Słodkie jak wata cukrowa, która w sumie nie smakuje jakoś mega na wypasie.
 Czego się spodziewałaś?
 Czegoś… Zresztą sama nie wiem. To sam cukier, tylko w takiej chmurowej wersji.
 Ładne porównanie.
 Dziękuję  rzuciłam, całując jego policzek.
 Abbie?
 Tak?
 Lepisz się.
– Do ciebie?
 Też – powiedział ze śmiechem.  I lepisz się od waty.
 Obiecuję poprawę.
 Ale tylko w tej drugiej kwestii, okej?
– Okej, Cally.
 Miałaś mnie tak nie nazywać  mruknął, krzywiąc cię.
 Nic ci takiego nie obiecywałam.
 Frajerka.
 Frajer  odpowiedziałam, spoglądając na niego. Po chwili wybuchliśmy śmiechem.


***
Nasza paczka przyjaciół spędziła całkiem spokojny dzień w wesołym miasteczku - pomijając pojawienie się dwóch niezapowiedzianych gości. Luke i Abbie mają kolejną małą tajemnicę. Taki następny mały postęp w ich relacji :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję również za otrzymane komentarze, które naprawdę są świetną motywacją do dalszego pisania! Dziękuję! 

Pozdrawiam i do następnego!

#DoYouRememberMeFF

6 komentarzy:

  1. Dzięki za ten super rozdział !!! Czekam z niecierpliwością na kolejny ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Mega rozdział, kocham sposób w jaki piszesz :D
    już nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę,że Ci się podoba :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Rozdział jak zwykle jest cudny :-) Jestem nim zachwycona :-)Kocham sposób w jaki piszesz :-) Masz niezły talent :-) Twoje opowiadania to mistrzostwo :-) Rozdział jest fantastyczny :-) Już nie mogę się doczekać nowego rozdziału :-)
    Buziaki :-)
    Pozdrawiam i życzę weny :-)
    Inka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Mega się cieszę, że się spodobał :)
      Dziękuję także za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń